Son

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 2

21.05.2013 r.



Łzy i ból czyli dzień jak każdy inny,a jednak....



Drogi pamiętniku,
czy zdajesz sobie sprawę jak jedna osoba,jedna rozmowa potrafi odmienić twój dzień?Jak kilka głupich zdań potrafi polepszyć człowiekowi humor?To trochę przerażające,że tak niewiele dla kogoś może być ratunkiem,ratunkiem od szarej rzeczywistości i bólu.Oczywiście nic to nie zmienia,nie chodzę teraz z uśmiechem,zbierając kwiaty czy coś w tym stylu.Po prostu gdy od dwóch lat nie rozmawiałeś z nikim oprócz własnej matki i to jeszcze kilka zdań na tydzień,taka nieoczekiwana rozmowa może okazać się czymś bardzo miłym,potrzebnym,ważnym nawet jeśli przez cały ten czas nie zdawałeś sobie z tego sprawy,że w ogóle takowej rozmowy potrzebujesz.
Dla mnie ta krótka konwersacja była raczej...dziwna?Krępująca?Nie wiem sama jak to określić.
Mówią,że człowiek potrzebuje innego człowieka,że ludzie nie są w stanie żyć sami cały czas.Wyobraź sobie,że nie masz nikogo z kim mógłbyś porozmawiać,żadnych przyjaciół czy choćby przelotnych znajomych.Nikogo.Co wtedy dzieje się z człowiekiem?Jak długo jest w stanie wytrzymać sam?Samotność prowadzi do różnych chorób takich jak na przykład depresja.Nie wiem czy w moich przypadku jest spowodowana właśnie brakiem jakichkolwiek znajomych,sytuacją w rodzinie czy nienawiścią do samej siebie.Trudno stwierdzić,może wszystkie te czynniki nakładają się na siebie?
Będąc zbyt długo samemu zaczyna się wariować.Przeszłam już przez mówienie samej do siebie,teraz jestem na etapie pisania pamiętnika co jest,jakby nie patrzeć,głupie i dziecinne.Ale to w zupełności mi wystarcza.
Dzisiaj rano zanim poszłam do szkoły stałam chyba pół godziny przed lustrem przyglądając się sobie.Pogoda dzisiaj była według wszystkich piękna,bo cudownie świeciło słońce.Osobiście wolę jak pada.Świat jest wtedy jakiś piękniejszy,ma swój klimat.Lubię siedzieć na parapecie,z głową opartą o szybę i pijąc herbatę,oglądać jak ludzie pod dużymi,kolorowymi parasolami uciekają zapewne do domów,tak jakby deszcz miał ich zabić.No i jako,że na dworze był upał długie spodnie odpadały.Ubrałam więc sukienkę,w której byłam chyba raz w życiu i to w kościele.Całkiem ładna,prosta bordowa z krótkim rękawkiem.Kiedy ją kupowałam(byłam na zakupach z mamą i to właśnie ona nalegała żebym coś wzięła,były to nasze ostatnie zakupy jak do tej pory) na manekinie wyglądała ładnie,ale gdy dzisiaj ją ubrałam tak jakby straciła cały swój urok.Chciałam wyjść nie przejmując się tym,ale nie mogłam,nie mogłam ruszyć się sprzed lustra.Czułam się jak hipopotam,jakby sukienka zaraz miała się rozerwać na moim brzuchu.Mówiłam sobie,że i tak nikt nie zwraca na mnie uwagi,że nikogo to nie obchodzi i,że nie tylko w tej sukience wyglądam tak strasznie,ale we wszystkim innym też.W końcu przebrałam się w czarną bluzkę z długim rękawem i krótkie spodenki z czarnego jeansu.
Chyba nikogo nie zdziwi jak powiem,że w szkole było tak jak zwykle?U mnie nigdy nic się nie zmienia,nigdy nic się nie dzieje.No bo co ma się dziać jak jestem sama przez wszystkie lekcje i przerwy?
Ale dzisiaj było inaczej,jedna rzecz się zmieniła.
Wszystkie lekcje mijały nadzwyczaj wolno,dzięki czemu cały tył mojego zeszytu z francuskiego jest zamalowany kaczuszkami.Na długiej przerwie obiadowej wzięłam tak jak zwykle tylko frytki,które przy tych wszystkich fast food'ach serwowanych w naszej szkole są chyba najzdrowsze i usiadłam przy tym stole co zawsze( w lato lunch jemy na dworze ) w cieniu pod drzewem.Jadłam powoli,przeżuwając dokładnie każdy kęs-takie coś oszukuje twój mózg,jedząc mniej wolniej jesteś równie pełna jakbyś zjadła więcej tylko,że szybko (znam więcej takich sztuczek,na przykład jak to powiedział kiedyś pewien facet "guma robi mózg w chuja" czyli żucie gumy zabija głód,na prawdę działa!)-i starałam się nie myśleć o tym ile to ma kalorii i ile przytyję po tej porcji.
-Można się dosiąść czy na kogoś czekasz?-usłyszałam za sobą.Przez chwilę nie byłam pewna czy to do mnie,no ale nikogo w pobliżu nie było więc...
-Jest wolne-odpowiedziałam.
Było to dla mnie coś nowego,dziwnego wręcz bo do tej pory byłam pewna,że ludzie z tej szkoły wolą raczej zjeść swój lunch w szkolnej toalecie niż ze mną.Usiadł naprzeciw.Był to ten nowy blondyn,Luke o ile dobrze pamiętam.Położył na stole swoją tacę pełną jedzenia(głównie hamburgery,frytki,ciastka itd.) i uśmiechnął się szeroko.
-Jestem...
-Wiem-przerwałam mu,na co uśmiechnął się zadziornie.
Boże po co to powiedziałam,jeszcze pomyśli,że jestem jak te wszystkie napalone na niego dziewczyny,które mogę się założyć,że przez sen mówią "Luke przeleć mnie".Zresztą co z tego,że kolejna osoba wyrobi sobie o mnie zdanie w ogóle mnie nie znając?Przywykłam do tego.Zabrał się za jedzenie swojego hamburgera,a gdy już kończył ja męczyłam się z trzecią frytką.
-Nie smakuje ci?-spytał,przyglądając mi się uważnie.
-Szczerze to niezbyt-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.Mdliło mnie na sam ich widok.
-A więc....przypomnij jak się nazywasz?
-Nie przedstawiałam ci się jeszcze...
-Racja jeszcze nie miałem tej przyjemności poznać twojego imienia-powiedział uśmiechając się lekko,jakby zachęcając mnie do rozmowy.
-Kelsey.
-Kelsey!-krzyknął-Zdążyłaś do toalety?
Wytrzeszczyłam oczy zdziwiona.Co?Poczułam skurcz w żołądku i odruchowo,nie wiem czemu naciągnęłam jeszcze bardziej rękawy koszulki.
-Chodzi mi o wczoraj,nieźle się spieszyłaś-wytłumaczył,widząc moją minę.
-A to...tak zdążyłam-odpowiedziałam,odwracając wzrok.
Byłam pewna,że wszyscy patrzą w naszą stronę i mówią o tym jak to ktoś taki jak on może siedzieć z kimś takim jak ja.
-I wiesz co?-spytałam-To najgorszy temat do podtrzymania rozmowy jaki  istnieje.
Zaśmiał się,całkiem uroczo.
-Okay,zapomnij nie było tego.Czemu siedzisz sama?-szybko zmienił temat.
Pewnie,to pytanie było jeszcze gorsze.No przecież nie zacznę rozmowy od "hej jestem Kelsey,właśnie planuję swoje samobójstwo a co tam u ciebie?" no i o tym incydencie sprzed roku też mu nie powiem.
-A ty czemu dosiadłeś się akurat do mnie?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Wydajesz się...
-Samotna?-przerwałam mu.Znów się uśmiechnął.
-Chciałem powiedzieć interesująca.
"No jeśli interesują cię młodzi przyszli samobójcy to dobrze trafiłeś!" pomyślałam.
-Muszę już iść-powiedziałam,wstając.
-Już?Przecież nie zjadłaś do końca...
-Nie mam ochoty na frytki,wolałabym raczej jakąś sałatkę,ale takich cudów nasza stołówka nie posiada.Przepraszam ja...-zawahałam się-do zobaczenia.
Wzięłam plecak i poszłam do szkoły,do łazienki dokładnie,wyrzucając po drodze niedojedzone frytki.Stałam nad zlewem,patrząc w swoje lustrzane odbicie."Jesteś silniejsza niż to,nie musisz wymiotować,jesteś silniejsza" powtarzałam.Prawda oczywiście jest taka,że wcale nie jestem silniejsza,a patrzenie na siebie niczego nie ułatwia.Wzięłam kilka głębokich wdechów i wydechów i udało się,mdłości przeszły.Zamknęłam się w jednej z kabin i usiadłam na zimnej podłodze.Do zobaczenia?Przecież on już nigdy na mnie nie spojrzy.Mówię,że nie mam znajomych,a w rzeczywistości sama zrażam do siebie ludzi.Ale tak będzie lepiej,skoro za niedługo stanie się to co planuję to nowe znajomości nie są mi potrzebne.Przez tyle czasu dawałam sobie radę sama więc czemu miałabym to zmieniać?
W toalecie spędziłam resztę przerwy.
Gdy na angielskim wchodził do klasy odwróciłam wzrok bo było mi strasznie głupio.W prawdzie nie jest dla mnie nikim ważnym,ale miło byłoby jakby chociaż jedna osoba nie myślała,że jestem wariatką.Brawo Kels wszystko zwaliłaś jak zwykle.
Ale to nie była jedyna rzecz tego dnia,która mnie zaskoczyła.Po szkole tak jak każdego dnia poszłam do parku.Szłam wolno alejką,przyglądając się tym wszystkim szczęśliwym ludziom.Minęłam chyba z dziesięć zakochanych par,kilka staruszek karmiących gołębie,matki z dziećmi,kilka osób,które przyszły do parku aby pobiegać i kilka co wyprowadzało psy.Moja opuszczona,wiecznie pusta ławka jest prawie na samym końcu parku,pomiędzy dwoma dużymi drzewami.Doszłam na miejsce,usiadłam i zauważyłam to praktycznie od razu.Krótkie pytanie napisane czarnym markerem. "Czy ktoś tutaj w ogóle siada,czy jestem jedyny?".
Przyglądałam się temu przez chwilę.Czyli nie jestem jedyną osobą,która tutaj przesiaduje.Wiem,że to nic dziwnego w końcu mówimy o ławce w parku,co oznacza,że może na niej siedzieć praktycznie każdy.Wychodzi na to,że nie tylko ja potrafię przesiadywać tutaj,rozmyślając godzinami o wszystkim.Wyjęłam z torby czerwony marker i napisałam "Nie jesteś jedyny,a takie pisanie po ławkach nazywamy niszczeniem mienia publicznego".Posiedziałam tam jeszcze trochę i prawdę mówiąc byłam strasznie ciekawa co odpisze, o ile w ogóle to zrobi.Potem poszłam do domu.Dopiero wieczorem zdałam sobie sprawę jak moje życie jest monotonne.Codziennie to samo.Wstaję,idę do szkoły,potem siedzę na ławce w parku,wracam do domu,odrabiam zadanie i godzinami mogłabym stać przed lustrem,przyglądając się temu czego nienawidzę najbardziej.A potem przychodzi ojciec.Dzisiaj też wrócił narąbany,tylko że było gorzej niż wczoraj.Najpierw słyszałam jak coś się potłukło,a później zawołał mnie.Nie chciałam schodzić,mogłam udawać,że śpię czy coś,ale po przemyśleniu tak byłoby jeszcze gorzej.Wstałam więc z łóżka i zeszłam na dół.Z każdym pokonywanym przeze mnie schodkiem serce biło mi coraz szybciej.
-Tak tato?-spytałam,wchodząc do kuchni.
-Powiedz mi gdzie jest kurwa mój Jack Daniel's?
Stałam przez chwilę oszołomiona.To pytanie kompletnie zbiło mnie z tropu.
-Nie wiem,nie widziałam go-odparłam w końcu.
Zaśmiał się oschle i podszedł bliżej.
-Skoro jesteś całymi dniami sama w domu i tylko ty miałaś do niego dostęp to jak nie ty to kto ma wiedzieć gdzie się podział?
-Na prawdę nie wiem.
-Jeśli sama go wypiłaś przyznaj się-powiedział,ściskając mocniej trzymaną szklankę.
-Ja nie....
-Kłamiesz!-wrzasnął,rzucając szklanką.
Rozbiła się o ścianę za mną na miliony małych kawałeczków.Stałam jak sparaliżowana.Często krzyczał,a nawet bił,ale nigdy niczym nie rzucał.A może rzucał,a ja po prostu nie pamiętam?
-Ty mała szmato,zejdź mi kurwa z oczu i żebym cie już nie musiał dzisiaj oglądać-warknął.
Nagle jakbym oprzytomniałam i szybko pobiegłam na górę.Odetchnęłam z ulgą gdy znalazłam się już w swoim pokoju i zamknęłam drzwi na klucz.Usiadłam na podłodze i oparłam się o chłodną ścianę.Nawet nie wiem kiedy zaczęłam cicho płakać.To wszystko po prostu nie jest na mnie.Jestem za słaba,za słaba psychicznie żeby to znosić.Nie wiem ile jeszcze zdołam wytrzymać,na prawdę nie wiem....



______________________________________________________________________________
Hej :) Za nami już drugi rozdział :D Tak jak obiecałam jest już więcej Luke'a :) Z rozdziału nie jestem jakoś specjalnie zadowolona,mógł być lepszy.Nie wiem co mogę więcej o nim powiedzieć.Kocham piosenkę,którą do niego wybrałam <3
Co myślicie o Luke'u?A o Kelsey? O jej ojcu? 
Bardzo wam dziękuję za komentarze pod poprzednim postem.Nawet nie wiecie jakie to motywujące,zwłaszcza teraz kiedy dopiero zaczynam i tak bardzo zależy mi na waszej opinii ♥ 
Trzeci rozdział już we wtorek! :D 
Jak już przeczytałeś to bardzo proszę o jakikolwiek komentarz,dla ciebie to sekunda,a dla mnie ogromna motywacja do dalszego pisania! ;* A jeśli ci się podoba to dołącz do obserwatorów!To na prawdę wiele dla mnie znaczy :)
Ogromnie dziękuję też za nominację do LA,zrobię ją w następnym poście ;* Dziękuję za nią kochanie!Tutaj blog Clifford.Big Red Dog. klik

5 komentarzy:

  1. Sprawdzam blogera na telefonie, niby nic specjalnego, a tu nagle taki szok: Rozdział 2. Normalnie biegłam jak szalona do pokoju, żeby go wreszcie przeczytać. Bardzo zaintrygowała mnie ta historia i siedzę jak na szpilkach czekając na następny rozdział z kolejną dawką przemyśleń Kelsey, takich prawdziwych, takich głębokich, takich osobliwych. No i Luke, pierwszy, który się do niej odezwał. Ciekawe czy coś z tego będzie ;)
    Duuużo weny kochana i dalszych świetnych pomysłów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. LUKE LUKE NANANANA LUKE LUKE TAKE ME NOW NANANANANA LUKE LUKE

    *tzn chciałam powiedzieć że niezmiernie mi miło, że jest Luke.
    Dobra kuwa rypać pozory to w końcu ja, mam prawo pisać komentarze bez sensu ._.
    LUKE SIE KUWA DO NIEJ DOSIADŁ LUKE JEST KUWA CUDOWNY
    dziękuję, dobranoc.
    jeden chudziutki blondyn a ile radości *.*
    Tylko Kels go zlała :c
    ALE ON SIE PODDA XD
    wgl tak mi szkoda Kels :c
    te wszystkie problemy ;cc
    LUKE RUSZ TYŁEK I POMÓŻ JEJ
    ona potrzebuje twojego wsparcia
    dobra kuwa nie skończe tego komenrarza bo ktos mi gada przez telefon uh

    OdpowiedzUsuń
  3. DOBRA MOGĘ PISAĆ DALEJ
    SOŁ szkoda mi max biednej Kels, jakbym mogła to bym tego jej ojca ugh >.<
    Ale luz, Luke się tym zajmie, prawda? :3
    soł czekam na nexta, weny bae <33

    OdpowiedzUsuń
  4. Ejjj nooo. Ja chcę już next! Jestem pewna że to pytanie na ławce napisał Luke ^^ ciekawe co odpisze.

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG!! Luke to taki seksiak!! Szkoda mi Kels jest taka biedna i samotna :'( a stary to jebany chuj, najchętniej to bym go chyba zapier***iła!! (chyba za dużo wulgaryzmów, ale wkurwił mnie jej ojciec) Ja już chcę nowy rozdział!! Czekam na nexta weny i buziole kochana ;**

    OdpowiedzUsuń