Son

środa, 17 września 2014

Rozdział 6

31.05.2013 r.



Wszystko co dobre źle się kończy



Drogi pamiętniku,
tak bardzo nie chciało mi się dzisiaj iść do szkoły.Nie żebym na co dzień chodziła do niej z radością,ale dzisiaj było gorzej niż zwykle.Mówią,że samotność jest kwestią wyboru,że to tylko i wyłącznie od nas samych zależy czy przebywamy w towarzystwie czy też nie.Chyba obalam ten mit.Czy sama wybrałam życie bez przyjaciół?Oczywiście,że nie.Chociaż jak teraz patrzę na to z perspektywy czasu wydaje mi się,że tak jest dobrze,że właśnie tak powinno być.Dobrze mi samej,na prawdę.Okay może czasami jak każdy człowiek odczuwam potrzebę rozmowy z kimś,ale od tego mam właśnie pamiętnik.I jak dla mnie jest to nawet lepsze niż opowiadanie tego wszystkiego komuś.Pamiętnik nie przerywa,nie ocenia,mogę tu napisać co tylko chcę bez strachu,że komuś się to nie spodoba.Bo nikt nigdy tego nie przeczyta.
Mówią,że trudno się cieszyć w samotności.Cóż ja od długiego czasu nie miałam powodu do radości więc dla mnie to nie problem.A pomyśleć,że gdy zaczynałam naukę w tej szkole wszystko było inne.Miałam przyjaciółkę,z którą znałam się praktycznie od zawsze.Była mi bardzo bliska i nie potrafiłam sobie wyobrazić życia bez niej.A jednak takie życie istnieje i po jakimś czasie nawet można się do niego przyzwyczaić.Myślę,że to właśnie jej,że tak powiem zdrada,zabolała mnie najbardziej.Gdy się ode mnie odsunęła tak jak cała reszta,bolało bardziej niż wszystko inne.A jednak przeszłam przez to i wiele więcej.
Czasem ta samotność mnie wykańcza,doprowadza do szaleństwa.Mam ochotę wtedy krzyczeć,walić w ściany i płakać.Zupełnie jak jakaś wariatka.A może nią jestem?Lubię nad wszystkim rozmyślać,ale czasem gdy trwa to za długo też wariuję i do mojej głowy mimowolnie wchodzą głupie myśli.Takie jak ta o samobójstwie,tyle że ona nie jest głupia.Nie pamiętam kiedy ostatnio rozmawiałam z kimś normalnie,zanim zjawił się Luke.Ale wtedy jakoś mi to nie przeszkadzało,a teraz mam mieszane uczucia.Zazwyczaj jak otwiera usta,to co mówi strasznie mnie irytuje,ale gdy znowu się nie odzywa czuję jakby mi czegoś brakowało.
Mogę chodzić na urodziny do ciotek,na zakupy z mamą gdy akurat jest w domu,jeść lunch z Luke'm,spędzać dnie w przepełnionej ludźmi szkole lub siedzieć godzinami w zawsze pełnym parku,a i tak nic to nie zmienia.Bo wśród ludzi też można być samotnym.
Ubrałam czarne spodenki i białą bluzkę z długim rękawem.Pogoda była ładna,ale nie było tak ciepło jak wczoraj.Gdy skończyłam rozczesywać włosy i pozwoliłam im swobodnie opadać na ramiona, przypomniało mi się co Luke mówił o białych ubraniach.Potem przypomniał mi się jego przeszywający wzrok niebieskich oczu na matematyce i szybko przebrałam bluzkę na szarą.Założyłam buty i przerzuciłam torbę przez ramię.Droga do szkoły jak zwykle minęła szybko.Pierwsza była historia,która wyjątkowo w porównaniu do reszty przedmiotów nie wydawała mi się taka zła.Na przerwie poszłam do toalety,gdzie stojąc przed lustrem uświadomiłam sobie,że już od kilku dni nie wymiotuję.Nawet ostatnio o tym nie myślałam,co było w moim przypadku ogromnym sukcesem.Uśmiechnęłam się lekko.Cały czas nie dopuszczam do siebie myśli,że jestem chora czy coś,bo wiem,że mogę nad tym panować kiedy tylko zechcę.Po prostu,właśnie w tym problem,że zazwyczaj nie chcę.A mimo to, gdy robiłam to już któryś raz tego samego dnia wydawało mi się,że może jednak potrzebuję pomocy.Ale od kogo miałam ją uzyskać?Może gdyby mama wiedziała....ale wiem jak by to wtedy wyglądało.Zabrałaby mnie do lekarza i ostatecznie skończyłabym na jakimś oddziale dla młodych, chorujących na depresję anorektyczek,próbujących się zabić.To nie wchodziło w grę.

Stałam tak jeszcze chwilę,kiedy drzwi się otworzyły.Jade weszła i przystanęła .Przyglądała mi się przez moment, po czym uśmiechnęła się lekko.Chciałam się uszczypnąć, żeby sprawdzić czy aby na pewno nie jest to sen,ale powstrzymałam się.Odwzajemniłam uśmiech i poczułam dziwnie bolesne ukłucie.Zatęskniłam za nią.Wydawało mi się,że chce coś powiedzieć,ale w tym momencie do łazienki weszła Hanna,obrzuciła mnie typowym dla niej spojrzeniem dziwki, krzyczącym "jestem lepsza od was wszystkich,mogę mieć co zechcę i kogo zapragnę" po czym zwróciła się do Jade.
-Więc idziemy dzisiaj na te zakupy?
-Co?-spytała brunetka wybita z tropu-A tak,tak oczywiście.
-Jade kochanie widzę cię w pięknej,krótkiej czerwonej sukience-kontynuowała Hanna,wyciągając z torebki krwistoczerwoną szminkę.-Tak czerwony to zdecydowanie twój kolor,powinnaś częściej zakładać ubrania w właśnie tym kolorze.Wkrótce impreza u Dave'a, więc trzeba wyglądać jak zwykle olśniewająco.
Jade tylko kiwnęła twierdząco głową i obie ignorując mnie zaczęły poprawiać makijaż.Jakoś zemdliło mnie na widok Hanny,więc wyszłam z łazienki.
-Tu jesteś.
Aż podskoczyłam,słysząc jego głos.
-Czekałeś na mnie przed toaletą?-spytałam z niedowierzaniem.
-Oczywiście,że nie.Przechodziłem tędy,kiedy zobaczyłem,że ktoś o skrzacim wzroście wychodzi z łazienki.
-Czyli jestem tak niska,że nie sposób mnie pomylić tak?
-Małe jest piękne-powiedział,uśmiechając się.
Minęłam go,ale złapał mnie za nadgarstek,odwrócił w swoją stronę mocno trzymając i przysunął bliżej siebie.Był sporo wyższy,więc jego niebieskie tęczówki przyglądały mi się z góry.
-O której po ciebie przyjechać?
-Właśnie o tym chciałam porozmawiać....-zaczęłam.
Jego oczy pociemniały,a uśmiech znikł równie szybko jak się pojawił.
-Z tego się nie wymigasz.
Zadzwonił dzwonek,więc mnie puścił i odszedł jak gdyby nigdy nic.Chciałabym go zrozumieć,te jego ciągłe zmiany humoru,ale najwyraźniej to dla mnie zbyt wiele.
Angielski mijał wolno.Pani Bless uczepiła się Luke'a i bombardowała go setką pytań,na które przeważnie nie znał odpowiedzi.Na koniec lekcji powiedziała,że albo weźmie szkołę na poważnie i uzupełni wiadomości,albo ona chętnie podyskutuje z jego rodzicami.Widziałam jak się uśmiechnął i lekko odchylił na krześle.
-Musi pani zrozumieć,że znacznie różnimy się wiekiem.Nie pytam ile ma pani lat bo nie wypada,ale z pewnością mogłaby być pani moją mamą jak nie babcią.Zmierzam do tego,że jak każdy siedemnastolatek nie spędzam całego dnia przy książkach tak jak to robią kobiety w pani wieku.Spędzam sporo czasu z przyjaciółmi zamiast wbijać sobie do głowy coraz to nowsze pojęcia i cytaty ludzi,którzy w większości nie żyją.Moją mamę też raczej średnio obejdzie fakt,że nie znam na pamięć całego dramatu Moliera,tylko raczej zadowoli ją,że zamiast ćpać,pić i uprawiać seks z kim popadnie w miejskich toaletach jak to chłopcy w moim wieku,wychodzę na miasto ze znajomymi.Niech pani trochę się odpręży.Powiadają,że złość piękności szkodzi,a chyba nie chce się pani tego przekonać na własnej skórze.Bo jak na razie na pięćdziesięcioletnią kobietę trzyma się pani cudownie.
Nic już nie powiedziała.Stała przez kilka długich sekund z lekko otwartą buzią.Powiedzieć,że była zdziwiona to za mało.Zadzwonił dzwonek i wszyscy zaczęli wychodzić z klasy,szepcąc-głównie dziewczyny oczywiście-jaki to Luke nie jest wspaniały,że jako jedyny potrafi postawić się takiej nauczycielce jak pani Bless.Słyszałam jak Hanna z uznaniem mówi,że właśnie takiego chłopaka potrzebuje-"z jajami,a nie ciotę jak większość z tej szkoły".A Luke został po lekcji i to dosyć długo,bo nie widziałam go przez całą przerwę,a mieliśmy mieć razem biologię.Wiem,że pani Bless była na skraju wytrzymałości,widziałam to w jej twarzy,w jej szalejących gniewem oczach.Być może dlatego,że niedawno skończyła trzydziestkę,nie pięćdziesiątkę.
Później ani z nim nie rozmawiałam,ani go nie widziałam.Był na każdej lekcji,ale na przerwach stawał się niewidoczny.Przynajmniej dla mnie.Chociaż miałam spokój.Stwierdziłam,że Luke nie może wynieść mnie nigdzie siłą,plus nie wie gdzie mieszkam co tylko idzie na moją korzyść.Postanowiłam więc,że jak tylko skończą się lekcję szybko pójdę do domu.W końcu nic nie mógł mi zrobić.Może i było to trochę nie fair,a nawet bardzo.W końcu wygrał,nie wykonałam zadania,ale na prawdę nie miałam najmniejszej ochoty nie spędzenie z nim dzisiejszego popołudnia czy wieczoru.
Na najdłuższej przerwie też się nie pojawił.Jadłam w spokoju lunch,czas leciał,przerwa powoli dobiegała końca.Prawie zaczęłam się martwić.Było to dziwne uczucie,niby ulga,a jednak coś nie pasowało,było inaczej niż powinno i mimo,że irytował mnie jak cholera,czułam się dziwnie pusta w środku gdy nie siedział jak zwykle na przeciw mnie.Zdziwiłam się jak bardzo mnie to przygnębiło,podczas gdy w ogóle nie powinno mnie obchodzić.A jednak obchodziło.
Parę minut przed dzwonkiem przyszedł.Uśmiechnięty jak zwykle,usiadł bez pytania.
-Ładnie wyglądasz-powiedział w końcu.
-Normalnie,tak jak każdego dnia.
-Więc powinienem ci to częściej mówić.
Poczułam jak krew płynie mi do twarzy i policzki zaczynają piec.Spuściłam wzrok.
-Lubię cię w każdym wydaniu Kels-mówił dalej jak gdyby nigdy nic-gdy jesteś ubrana na czarno i wyglądasz na niegrzeczną.Uwielbiam tą wersję równie mocno ją tą gdy ubierasz białą sukienkę i wyglądasz jak anioł.Nie wiem czy zdołałbym wybrać jedną gdybym musiał.
Mówił powoli i spokojnie nie spuszczając ze mnie wzroku.Tego okropnego,przeszywającego mnie na wskroś.Zadzwonił dzwonek.
-Muszę lecieć.Nasza kochana wychowawczyni kazała przyjść na tej lekcji, to powie mi jaką karę będę musiał wykonywać.Czekaj na mnie po lekcjach.
Wstał i poszedł.Jakoś nie wyobrażam sobie jak Luke na przykład myje szkolne podłogi lub czyści męskie toalety.
Kolejne trzy lekcje były bez niego.Szczerze powiedziawszy nie pamiętam kiedy ostatnio nudziło mi się aż tak bardzo.Myślałam,że zwariuję z radości kiedy zdzwonił dzwonek.Mój plan był niesamowicie prosty-wyjdę najszybciej jak potrafię i od razu pójdę do domu,nie zatrzymując się nawet na chwilę.Z odrobiną szczęścia nie spotkam Luke'a,który być może jeszcze będzie omawiał szczegóły kary po lekcjach.Spakowałam zeszyty do torby i już zmierzałam w kierunku drzwi,kiedy usłyszałam donośny głos wymawiający moje nazwisko.
-Panno Tate,możemy chwilę porozmawiać?
Przeklęłam w myślach zatrzymując się.Powoli odwróciłam się w stronę,siedzącego przy biurku pana Brown'a i wymusiłam sztuczny uśmiech.
-Oczywiście-powiedziałam z przesadną uprzejmością.
Wskazał ręką żebym usiadła.Zajęłam miejsce w pierwszej lepszej ławce i czekałam aż zacznie,modląc się żeby skończył jak najszybciej.Nie pragnęłam niczego więcej jak wyjścia z tej szkoły.
-Ostatnio zaczęłaś opuszczać się w nauce-powiedział mierząc mnie wzrokiem.
Przez sekundę miałam ochotę wybuchnąć drwiącym śmiechem.Przepraszam,że co?Ja się opuściłam w nauce?Ja?Prawdę powiedziawszy jestem chyba jedyną osobą w tej klasie,przepraszam,w całej szkole,która się uczy!Prawda jest taka,że pan Brown jest starym,samotnym mężczyzną,który patrzy na uczennice tak jak nauczyciel nie powinien.Obrzydliwe,stary cholerny....Nagle ogarnęła mnie złość,ogromna,narastająca złość.
-Doprawdy?-spytałam.-A może każe mi pan tu siedzieć z innego powodu?-uniosłam brwi,patrząc na niego wyczekująco.
Zaniemówił na chwilę i poprawił swoje duże okulary.Znam go,wiem jaki jest,wiem jak patrzy na uczennice w krótkich spódniczkach.Moje spodenki też były o dziwo dzisiaj strasznie krótkie,no przynajmniej jak na mnie.I tak się zastanawiałam czy dziewczyny też widzą to co ja i po prostu zupełnie to ignorują lub na prawdę są takie ślepe.Cóż ja nie lubię być rozbierana wzrokiem przez siwego pięćdziesięciolatka,który do tego jest moim nauczycielem.Normalnie jestem cicha,pewnie wysłuchałabym go,obiecała poprawę i wyszła.Nie wiem czemu pomyślałam co w takiej sytuacji zrobiłby Luke.Nigdy nie pyskowałam,nie stawiałam się nauczycielom,ale....
-Może tym powodem jestem ja?Ja i pana pociąg seksualny do młodszych dziewczyn,a dokładnie do uczennic tej szkoły?Nie jestem taka jak wszystkie i nie życzę sobie wgapiania się w mój tyłek bez pozwolenia.To molestowanie wzrokiem.Wie pan co?Jest pan najobrzydliwszym nauczycielem jakiego znam.Jeśli czegoś panu brakuje to jest coś takiego jak domy publiczne,jestem pewna,że tam znajdzie pan to czego szuka,a teraz przepraszam,spieszę się.
Wstałam z krzesła,zabrałam torebkę i szybko wyszłam z klasy, zostawiając zaskoczonego nauczyciela samego.Gdy znalazłam się na korytarzu w dalszym ciągu nie mogłam uwierzyć,że powiedziałam to na głos.Nastąpiła sekunda zawahania,gdy chciałam zawrócić i przeprosić.Ostatecznie nie zrobiłam tego.Powiedziałam prawdę,a ona czasem boli.
Korytarze były już puste gdy zmierzałam do wyjścia.
-Kelsey!
Cholera.Przyspieszyłam,zdając sobie sprawę,że i tak dogoni mnie w ciągu kilku sekund.
-Hej,hej,hej zaczekaj-powiedział,chwytając mnie za ramię i odwracając w swoją stronę.-Nie umówiliśmy się o której mam być po ciebie.
-Luke ja na prawdę....
Jego oczy pociemniały.Był wkurzony.Może jednak lepiej byłoby gdybym została z panem Brown'em?
-Nie chcę słuchać żadnych tłumaczeń.Właściwie możemy jechać teraz.Chodź,tam jest moje auto.
Minął mnie i poszedł w stronę znanego mi już pojazdu.Zatrzymał się,zauważając,że nie ruszyłam się z miejsca.
-Idziesz czy mam cie zanieść?-spytał,unosząc brwi do góry.
-Nie możemy tego przełożyć?
Na jutro,za tydzień,miesiąc,rok ewentualnie na zawsze-pomyślałam.
-Wygrałem uczciwie.Nic nie przekładamy.
Podszedł bliżej,chwycił mnie i przerzucił sobie przez ramię.W życiu zaskoczyło mnie już wiele rzeczy,ale żadna tak bardzo.Spokojnie niósł mnie w stronę samochodu,kiedy to do mnie dotarło.
-Luke co ty robisz?!Boże puść mnie!!!-zaczęłam się wydzierać jak wariatka.
Szedł dalej spokojnie.
-Proszę puść!Słyszysz co mówię?!
-Słyszę Kels nie jestem głuchy.Chociaż jeśli dalej będziesz się drzeć mi prosto do ucha to nie potrawa długo zanim to się stanie.
-Błagam Luke postaw mnie na ziemię-sama się zdziwiłam słysząc swój zrozpaczony głos.
-Wykluczone.Żebyś znowu mi uciekła?
-Luke-prawie wyszeptałam-przecież ja cie zarwę.
Zaśmiał się kpiąco.
-Potrzeba czegoś więcej niż skrzata,żeby złamać Hemmingsa.
Czy on kuźwa nic nie rozumie?Jestem o wiele za ciężka dla niego,w każdej chwili coś mogło mu strzelić w kręgosłupie i....
-Luke do cholery postaw mnie!
Ku zaskoczeniu zatrzymał się,a moje stopy znów dotykały twardego podłoża.Rozejrzałam się,staliśmy przy aucie.Oczywiście.Otworzył mi drzwi pasażera i cierpliwie czekał aż wejdę.
-To porwanie-stwierdziłam.
-Nie jeśli wejdziesz dobrowolnie.
-Kto powiedział,że tak właśnie zrobię?
Westchnął.
-Kurwa-szepnął jakby do siebie-jak można być tak upartym?Dobra Kels-dodał głośniej-skoro tak to nie mam wyboru.
Czyli....puści mnie do domu?
-Jak będziesz chciała to możesz zgłosić to na policję-dokończył po czym usadowił mnie na miejscu obok kierowcy,zamknął drzwi i sam szybko usiadł za kierownicą.
-Ty cholerny....
-Zapnij pasy-przerwał mi twardo,włączając silnik.





_______________________________________________________________________________

Okay zanim zacznę to ROZDZIAŁ Z DEDYKACJĄ DLA MOJEJ KOCHANEJ LUCYNKI,KTÓRA MA DZISIAJ URODZINY :D 
Wszystkiego najlepszego aniołku,dziękuję że jesteś ♥ Mam nadzieję,że rozdział ci się w miarę spodobał,a życzenia złożę ci przez telefon :3 Jak będziecie pisać komentarze to też śmiało możecie życzyć tej kochanej osóbce wszystkiego najlepszego,na pewno się ucieszy :D Patrz kochanie jaką my ci tu imprezę robimy,spójrz tylko na Ashton'a :D


A co do rozdziału to nawet mi się podoba i drugi raz w życiu jestem zadowolona z tego co napisałam :) Oczywiście mógł być lepszy,ale nie narzekam :D Mam nadzieję,że wam też się spodobał ♥ Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem i mam nadzieję,że znów zostawicie po sobie jakiś ślad :D Nie musi być to długi komentarz,wystarczy jedno słowo,albo chociaż kropka :) Po prostu chcę widzieć ile osób czyta TSD :) Następny rozdział już w poniedziałek :D

8 komentarzy:

  1. Jeeeeeej! Jeszcze nigdy nie wyczekiwałam tak środy. A oto i jest.
    I po raz kolejny po rozdziale czuję wielki niedosyt. Teraz będzie tylko odliczanie do poniedziałku, bo koniecznie chcę wiedzieć co tam się będzie działo?!
    I to porwanie... Normalnie jak w Shreku... Wiem, rewelacyjne porównanie, ale tak mnie jakoś naszło :D
    No i ta sytuacja z nauczycielem - pojawiają się pierwsze oznaki zmian u Kels spowodowane nikim innym jak szanownym panem Hemmingsem, który w całej swojej uprzejmości postarzył nauczycielkę o 20 lat :D
    Rozdział jest cudowny w całej swojej okazałości, zresztą jak zawsze, więc o czym tu mówić... No po prostu żyję tą historią i czekam niecierpliwie na ciąg dalszy :)
    Ps. Happy Bday to you, Lucyna! Tym razem bez falstartu :D <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział. Bardzo podoba mi się jak piszesz :-) ciekawi mnie co wydarzy się dalej. Uwielbiam Twoje opowiadanie i czekam z niecierpliwością na następny

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny nooo. Chce next juz *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. boski ♥ Kels taka odważna - co ten Luke robi z człowiekiem xd kocham tego bloga i Luke z Kels razem - są tacy pokręceni i uroczy zarazem uwielbiam i chce już poniedziałek - nie wierzę, że to powiedziałam... nienawidzę poniedziałków xd czekam na nexta weny i buziole ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj. Zaczęłam czytać Twój blog chwilę temu i jestem już przy 6 rozdziale. Podoba mi się Twój styl, jest taki luźny, stosujesz wiele wulgaryzmów, co powinno mnie odciągać od Twojego bloga, a tak nie jest :) Luke i Kelsey są słodcy. Zdarzają Ci się błędy językowe, ale tego się nie czepiam. Dodaję Cię do listy "Czytam" na moim blogu i zapraszam na swojego: klaus-and-caroline-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. OMFG EMOTIONS TAK BARDZO
    NIE WIERZĘ ŻE PRZEZ PEWNEGO DEMONA CZYTAM TO DOPIERO TERAZ
    NIE WIERZE KUWA
    ALE OMFH DZIĘKUJĘ CI JESS TAK BARDZO ZA WSZYSTKO, ZA CAŁĄ ŚRODĘ BO OMANBDUSAD TO BYŁ CUDOWNY DZIEŃ DIZĘKI TOBIE KOCHANIE <3
    I JESZCZE TSD OMFG

    tekst hemmingsa do nauczycielki >>>>>>>>>>>>
    HAHAHA JEBŁAM XD
    Kels jaka niedostępna :3 DOBRZE POJECHAŁA ZGREDOWI, POLAĆ JEJ <3
    Jade i Hanna - >___________< GTFO BITCHES
    LUKE JĄ ,,PRZEKNOAŁ" KUWA TAK A UDIWHDYUWBFC *>*
    i jadą sobie :33
    BOZIU I WANT NEXT <3
    liczę na Lesley moments :3


    dziękuję kochanie jeszcze raz <3

    OdpowiedzUsuń
  7. No więc tak! Przepraszam, że dopiero teraz, ale niedawno znalazłam czas na przeczytanie tego bloga, a dziś postanowiłam wreszcie napisać coś od siebie. Muszę Ci kochana przyznać, że masz niezły dar przekonywania... Nie przepadałam, a wręcz nie lubiłam 5SOS, a Luke'a to już szczególnie. ( Nie pytaj czemu, bo sama nie wiem), ale kiedy zajrzałam na Twojego bloga i przeczytałam wszystkie rozdziały myślę sobie "Hmmm.. Przecież Ty ich tak naprawdę nie znasz... Czemu oceniasz ich z góry??" I tak jakoś wyszło, że ich polubiłam... No to tyle co do mojego "nawrócenia" :D A teraz kilka słów o opowiadaniu... Jest fascynujące i baaardzo ciekawe... Aaa. i oryginalne, bo w formie pamiętnika... Nooo! Gratuluję a jednocześnie zazdroszczę pomysłu...
    Dobra to jeszcze coś o rozdziale. To "porwanie" strasznie mi się podoba i już się nie mogę doczekać jego konsekwencji. I ta pierwsza zauważalna zmiana u Kels... Mam nadzieję, że więcej będzie takich pozytywnych zmian, a ten pomysł o samobójstwie zniknie!!! Tego dowiem się czytając kolejne rozdziały... Z niecierpliwością czekam... Życzę duuużo weny i pomysłów i troszkę więcej wolnego czasu, bo słyszałam, że Ci go brakuje... Znam to i w pełni rozumiem... No dobra koniec tych wywodów... Dodaję się do obserwatorów i obiecuję, że będę komentować!!! <3 Zapraszam w wolnej chwili do mnie :* http://more-than-this-opowiadania-o-1d.blogspot.com/ POZDRAWIAM!!! <3

    OdpowiedzUsuń