Son

poniedziałek, 22 września 2014

Rozdział 7

31.05.2013 r.



Bolesna rzeczywistość 



Drogi pamiętniku,
znasz to uczucie gdy starasz się nikogo do siebie nie dopuścić,cały czas czując jednak potrzebę bycia przy tym kimś?Chodzi mi o to,że jednocześnie ktoś cię wkurza tak bardzo jak na przykład Dolores Umbridge,masz tej osoby dosyć,nie możesz na nią patrzeć,a tym bardziej słuchać,a z drugiej strony gdy nie ma jej w pobliżu czujesz się dziwnie pusty,jakby ci czegoś brakowało?Jakby coś co należało do ciebie zostało skradzione i miałeś nigdy tego nie odzyskać?Jakbyś wiecznie czegoś szukał,a będąc przy tym kimś czujesz się jak w domu,bezpiecznie i szczęśliwie?Że spędzanie dnia z tym kimś jest najgorszym faktem,ale gdy tego kogoś nie ma czujesz się dziwnie,jakby wszystko szło źle,nie tak jak powinno?Rozmawiając masz ochotę uciec,ale gdy tego nie ma brakuje ci właśnie takiej rozmowy?Że spotykasz kogoś,kto na pozór wydaje się być zwykłą nic nieznaczącą osobą,a staje się kimś najważniejszym w życiu?
Cóż, jadąc autem z Luke'm w ogóle nie czułam potrzeby spędzania z nim czasu,a tym bardziej uczucia,że gdybym siedziała teraz sama w domu to by mi go brakowało.
Czuję się dziwnie,cóż może jestem dziwna,gdy mam takie mieszane uczucia w związku z jego osobą.Tak było pierwszego dnia gdy go poznałam i starałam się zrobić wszystko byleby z nim nie
rozmawiać,a gdy następnego dnia,podczas lunchu nie przyszedł,było mi dziwnie,wręcz smutno bo jednak oczekiwałam jego obecności.Nie mogę tego wytłumaczyć w racjonalny sposób bo sama tego dokładnie nie rozumiem,ale tak właśnie jest,że gdy go nie ma czuję się samotna,nie tak jak na co dzień, ale jakoś inaczej.....
Ale tego dnia czułam tylko złość i nic poza tym.W tym momencie nie cieszyłam się,że siedzi tuż obok,że spogląda na mnie ukradkiem i myśli,że tego nie widzę.W tamtym momencie chciałam tyko znaleźć się w domu,w swoim łóżku,sama.
Irytował mnie,działał na nerwy.Czemu?Bo robił mi nadzieję,chociaż sam pewnie nawet o tym nie wiedział.Nie mówię tu o nadziei na związek czy coś w tym stylu.Broń Boże.Chodzi mi o nadzieję na lepsze jutro,na przyjaźń której nie doznaję od tak długiego czasu,że niemal prawie zupełnie już zapomniałam jak to jest.I po mimo,że z jednej strony o kimś takim właśnie marzę,to z drugiej nie chcę  żeby to był Luke.Nie chcę go w swoim życiu,nie chcę go poznać,polubić.Czemu?Bo wiem jacy są ludzie.Bezduszni,potrafią tylko ranić,a szczególnie wtedy gdy już dopuścisz ich do siebie wystarczająco blisko,wtedy gdy zaczyna ci na nich najbardziej zależeć.A ja nie chcę być zraniona kolejny raz.Nie mogę,bo wiem,ze nie wytrzymałabym znów takiego ciosu.To by mnie zniszczyło do końca.
Jechaliśmy w ciszy.Opierałam się łokciem o drzwi i całą swoją uwagę skupiałam na mijanej przez nas drodze.
-Gdzie jedziemy?-spytałam w końcu.
-Zobaczysz-powiedział cały czas patrząc przed siebie.-Właściwie to nieco popsułaś moje plany.Myślałem,że będę mieć więcej czasu na przygotowanie czegokolwiek.Cóż z tobą nigdy nic nie wiadomo i zawsze trzeba mieć plan awaryjny.
-Czyli...-zaczęłam,odwracając się w jego stronę-domyślałeś się,że tak to się potoczy?
Zaśmiał się cicho,wzrok cały czas miał skupiony na jezdni.
-Oczywiście Kels.Od razu domyślałem się,że będziesz chciała się wymigać,uciec....Znam cię krótko,ale wiem jak się potrafisz czasem zachować.
Potem znów nastąpiła cisza,którą przerwał włączając radio.W samochodzie rozległy się słowa piosenki Guns N'Roses.Klasyk.Po chwili Luke zaczął śpiewać refren,tak głośno,że już w ogóle nie słyszałam Axl'a.Ku zaskoczeniu nie fałszował,a nawet miał ładny głos.Oczywiście wolę oryginał "Sweet child o'mine" niż jego wycie.
-Co Kel nie twój gust?Może wolisz jakiegoś Justin'a Bieber'a,na pewno coś cię znajdzie na którejś stacji.
Justin co?Wychowywałam się na Guns N'Roses!Przez moment chciałam powiedzieć o kolekcji płyt,ale ostatecznie stwierdziłam,że nie warto.
-W przyszłym tygodniu jest impreza u tego kolesia Dave'a-zaczął nagle.-Myślę,że powinniśmy pójść.
Na wymówione imię Dave coś mnie zakuło i przez moment miałam wrażenie,że zaraz się rozpłaczę.Wspomnienie jego pięknych niebieskich oczu,wkradło się do mojej głowy.A potem ten wstyd,upokorzenie i ból.Starałam się aby zabrzmieć obojętnie.
-Tak powinieneś pójść.
Spojrzał na mnie kątem oka.
-Możemy iść razem.Jeszcze nikogo tam nie znam.
I będące ze mną nie poznasz-pomyślałam.
-To na pewno dobra okazja żeby zawrzeć nowe znajomości-powiedziałam spokojnie,modląc się,żeby zmienił temat.Uśmiechnął się,przygryzając wargę.
-Dobrze,widzę że muszę prosto z mostu.Chcę tam pójść razem z tobą Kelsey.I nie przyjmuję odmowy bez odpowiedniego uzasadnienia-zanim zdążyłam coś wtrącić,kontynuował.-Wiem,że nie masz innych planów na piątek,nauką też się nie wykręcisz bo w przyszłym tygodniu nie ma żadnych sprawdzianów,a powiedzenie,że nie chcesz iść bo mnie nie lubisz również byłoby kłamstwem.
Na ostatnie słowo uśmiechnął się szeroko,podczas gdy ja siedziałam zszokowana.Jaki on cholernie pewny siebie i tego,że wszyscy ludzie go uwielbiają!Cóż ja nie.Nic więcej już nie powiedział,ja również.
Gdy zaparkował auto nie wiedziałam dokładnie gdzie byliśmy.Było to jakieś jezioro,nad którym nigdy wcześniej nie byłam.Wszystko dookoła ładnie wyglądało.Słońce świeciło,ale nie było upału.Woda była niespokojna przez lekki wiaterek,trawa idealnie skoszona i intensywnie zielona.Nie było wiele osób,zaledwie kilka siedzących na kocach.Luke wyciągnął z bagażnika plecak,inny niż ten który nosi do szkoły.Szłam za nim,aż przystanął,otworzył torbę i wyciągnął z niej koc.Spojrzałam w stronę wody.
-Po co mnie tu przywiozłeś?Chcesz mnie utopić?-spytałam sarkastycznie.
Zaśmiał się.
-Kuszące,ale nie-powiedział,a po chwili dodał,dalej się śmiejąc-może innym razem.
Rozłożył koc,usiadł na nim i poklepał miejsce obok siebie.Gdy nie ruszyłam się z miejsca powiedział:
-No siadaj,przecież nic ci nie zrobię.Powinniśmy się tylko bliżej poznać.W żaden erotyczny sposób oczywiście.No chyba,że chcesz-znów uśmiechnął się szeroko.
Poruszył znacząco brwiami,podczas gdy ja tylko przewróciłam oczami i usiadłam obok.
-Okay siedzisz jakieś, na moje oko osiem centymetrów ode mnie, co jest znacznym postępem,więc chyba śmiało mogę powiedzieć,że przełamaliśmy pierwsze lody.Matko,ależ to paskudnie brzmi.
Już chciałam coś powiedzieć,ale nie zdążyłam.Wziął plecak i kontynuował.
-Chciałem wziąć tradycyjny kosz piknikowy,ale chyba nie posiadam takich rzeczy w domu.
Zaczął wyciągać z niego jakieś pojemniki,kubeczki i napoje.
-No więc tak Kelsey nie znam cię,ale pomyślałem, że lubisz owoce i ogólnie zdrowe żarcie.Więc w tym pojemniku jest pokrojone jabłko,w tym banan,w tym truskawki,w tym mandarynki,w tym jagody,a w tym czereśnie-mówił pokazując po kolei na każde z pudełeczek.-Do picia chciałem wziąć coś mocniejszego,ale jeszcze stwierdziłabyś,że moim jedynym celem jest upicie cię i zgwałcenie.Nie rób takiej miny Kels-powiedział szybko,widząc moje zdziwienie-jestem pewien,że tak właśnie byś stwierdziła.Poza tym prowadzę,a wiesz "nie jeździj po alkoholu",więc musimy zadowolić się tylko sokiem.Ale to czereśniowy,więc kolorem przypomina wino.A tu-powiedział,wyciągając coś jeszcze z plecaka- jest polewa czekoladowa,żeby nie przesadzać z tymi owocami.Jestem pewien,że z takiego zdrowego odżywiania też można się pochorować.
Odwrócił się w moją stronę wyraźnie zadowolony z siebie.Zrobiło mi się tak jakoś miło,że pomyślał o tym wszystkim i tak się postarał.
Wziął jedną z truskawek i pomoczył ją w czekoladzie.
-Jeśli masz zamiar "karmić" mnie truskawkami w czekoladzie to zapomnij-powiedziałam od razu,widząc co zamierza.Nawet nie będę mówić ile czekolada ma kalorii.
-O Kelsey,czemu psujesz ludziom marzenia?-spytał z wyrzutem,ale zaraz dodał.-Obiecuję niczym cie nie karmić,chyba że zaczniesz o to błagać.
-Mało prawdopodobne-rzuciłam cicho na co po raz setny tego dnia,zaśmiał się.
Nalał do kubeczków soku i podał mi jeden.
-Nasze zdrowie Kelsey Alexandro Tate!-po czym upił łyk czerwonego napoju.Zrobiłam to samo.
-Luke możesz nie mówić do mnie drugim imieniem i nazwiskiem?
-Mnie się tam podoba,ale skoro nie chcesz, to przemyślę to.
-Przemyślisz to?-spytałam unosząc brwi zaskoczona.
-Błagam cię Kels nie kłóćmy się,nie teraz,nie dzisiaj.Jutro okay,ale nie dzisiaj.Plus błagam mogłabyś chociaż udawać,że trochę ci się podoba,bo w końcu po coś stałem cholerną godzinę w kolejce jak debil z koszykiem pełnym owoców.
Uśmiechnęłam się więc,ale nie było to udawane.
-Powiedz mi coś o sobie.
-A co dokładnie chciałbyś wiedzieć?-spytałam.
-Wszystko.
Przewróciłam oczami.
-No dobrze może....gdzie mieszkasz?
-W domu Luke,zwykłym,niczym się nie wyróżniającym domu.Na cholerę ci znać mój adres?
Wzruszył ramionami.
-Nie chcesz mówić to nie,przecież do niczego nie będę cię zmuszać.Jak kiedyś będę chciał się dowiedzieć to się dowiem.
-Jak?-spytałam z czystej ciekawości z lekką kpiną w głosie.
-Śledząc cię na przykład-odpowiedział jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie.
-I właśnie takimi rozmowami mnie przerażasz.
Uśmiechnął się,zajadając czereśnie.
-Nie martw się jeśli cie to pocieszy, to na prawdę nazywam się Luke i mam siedemnaście lat.Nie jestem żadnym tajnym agentem,pedofilem,gwałcicielem,ani płatnym mordercą,więc nie masz się o co martwić.
-Rzeczywiście to poprawiło moje samopoczucie-przewróciłam teatralnie oczami.
-Czym zajmują się twoi rodzice?-spytał,zmieniając temat.
-Mama jest prawnikiem.Bardzo dobrym-powiedziałam praktycznie od razu.
-A tata?
-Nikim specjalnym.
Nie drążył tematu,co nieco mnie zdziwiło,ale też byłam mu za to wdzięczna.
-Masz rodzeństwo?Może jakąś nieco młodszą lub starszą siostrę o twojej urodzie,która jest bardziej dostępna?
-Przykro mi, jestem jedynaczką.
-Tak na prawdę chciałbym wiedzieć czemu jesteś taka samotna?-zbił mnie z tropu swoim kolejnym pytaniem.
-To lepiej już mnie utop-powiedziałam licząc,że znów nie będzie drążył tematu.
Zaśmiał się i położył na kocu.Patrzałam na niego z góry,ale wzrok miał utkwiony na niebie.Jego jasno niebieskie oczy,okalane wachlarzem gęstych rzęs lśniły z radości.Uśmiechał się szeroko,ukazując dwa śliczne dołeczki.
-Czyli nie odpowiesz?
-Kto mówi,że jestem samotna?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Raczej duszą towarzystwa nie jesteś.
-A może to mój wybór,nie przyszło ci to do głowy?
-Nikt nie wybiera samotności,to ona wybiera nas-powiedział,zadziwiająco poważnie.
A potem dodał już znowu uśmiechnięty:
-Możesz się położyć obok.
Przez chwilę jeszcze siedziałam bez słowa,ale w końcu zrobiłam to o co poprosił.Ręce miał pod głową,pachniało od niego perfumami.
-Lubię tu przyjeżdżać,jest tak cicho i spokojnie-powiedział w końcu.
Potem w ciszy patrzyliśmy na niebo,na te wszystkie chmury układające się w różne kształty,płynące wolno bo błękicie nieba,jak statki na oceanie.I zdałam sobie sprawę,że jest dobrze.Po raz pierwszy od tak długiego czasu na prawdę jest dobrze.I, że mogłabym tak zostać na wieki, w tym miejscu, na tym kocu,leżąc i patrząc.
-Zawsze jesteś taka zamyślona-szepnął,jakby chciał żeby nikt go nie słyszał,co przecież było oczywiste bo byliśmy sami-chciałbym wiedzieć co kryje się w twojej głowie,o czym zawsze tak długo myślisz.
-Chyba mogłoby cię to przestraszyć-powiedziałam też cicho.
Zaśmiał się.
-Te szalone myśli są najlepsze.
Odwrócił się na bok i oparł o łokieć.
-Powiedz mi coś czego nikt o tobie nie wie.
Zamyśliłam się.
-Ludzie nic  o mnie nie wiedzą.
-Nie chcę się do nich zaliczać.
Hmm jest kilka takich rzeczy.Na przykład nikt nie wie,że mój ojciec od kilku lat jest alkoholikiem,wrzeszczy po mnie i bije.Nikt też nie wie,że marzę o śmierci najbardziej na świecie.Nie wiedzą też o anoreksji, ani bulimii,ani o staniu godzinami przed lustrem,cieciu się i ciągłym płaczu.
-Miałam kiedyś chomika-powiedziałam w końcu.
-Co?-spytał zbity z tropu.
-Chomika-powtórzyłam.
-Och.
-Tak,nazywał się Lolek.
-I co się z nim stało?
-Zdechł.
-Smutne-przyznał.-I co dalej?
-Nic.To już koniec.Śmierć jest końcem.
Zapadła chwila ciszy,aż w końcu zaśmiałam się.Spojrzał na mnie zaskoczony.
-Co się stało?-spytał też się śmiejąc.
-Nie wierzę,że ta konwersacja miała miejsce.
-Taa przebija nawet moje "zdążyłaś do toalety".
Potem usiedliśmy i jedząc owoce, i pijąc sok,rozmawialiśmy o różnych głupotach.Głównie Luke mówił,ale nie przeszkadzało mi to,wręcz odwrotnie cieszyłam się.Sama wolę słuchać niż opowiadać,on przeciwnie.No więc wysłuchałam o różnych głupich rzeczach,które Luke robił w dzieciństwie,o jego kłótniach z nauczycielami,pierwszej dziewczynie i starych przyjaciołach,o jego mamie i jakimś Ashton'ie,z którym zna się od zawsze.I wyszło na to,że to nie  on o mnie,ale ja o nim się czegoś dowiedziałam.Przerażające było jak czas szybko nam minął i gdy spojrzałam na zegarek była już prawie siódma.
-Chyba muszę już jechać do domu-powiedziałam w końcu.
-Już?-spytał zawiedziony.
-Tak,ale....-zaczęłam,nie wiedząc do końca co chcę powiedzieć-będziemy musieli tu wrócić.
Uśmiechnął się.
-W końcu miałeś mnie utopić-przypomniałam obojętnie.
-Oczywiście,trzeba będzie to nadrobić-powiedział z udawaną powagą,co sprawiło,że się uśmiechnęłam.
Spakował wszystko i poszliśmy do auta.
-Chyba jednak będziesz musiała podać mi adres,żebym mógł cię odwieść-powiedział,gdy już siedzieliśmy w samochodzie,więc podyktowałam mu go.
Jechaliśmy w ciszy.Czułam się najedzona i trochę zmęczona,ale szczęśliwa.Nie wiem czemu,na prawdę nie wiem,ale nie mogłam przestać się uśmiechać.Zupełnie jakbym na moment zapomniała o wszystkich problemach,jakby to wydawało się tylko złym snem,szarą przeszłością czymś dawnym i już nie aktualnym.
Co jakiś czas odwracał się w moją stronę z uśmiechem,zupełnie jakby cieszyło go,że jestem zadowolona.
Gdy znaleźliśmy się przed moim domem uderzyła mnie bolesna rzeczywistość i przypomniałam sobie,że nie szukam znajomych,przyjaciół,nikogo.Że nic tak na prawdę się nie zmieniło, tata dalej pija,mamy dalej nie ma,wszyscy dalej mnie nienawidzą.A Luke'a w ogóle nie powinno tu być.Wysiadł z auta i otworzył mi drzwi.
-Dzięki-powiedziałam spuszczając wzrok.
-Coś się stało?-spytał.
-Co?Nie nic.Tak sobie myślę,że raczej już nie będzie okazji pojechać nad to jezioro.
-Czemu?-był wyraźnie zaskoczony moją nagłą zmianą humoru.
-Po prostu.Przegrałam,wywiązałam się z umowy.Już nigdzie nie muszę z tobą iść-powiedziałam obojętnie,aż sama się zdziwiłam.
Wyglądał jakby ktoś go spoliczkował.Czułam się paskudnie z tego powodu.Niebieskie oczy przyglądały mi się z wyrzutem,a ja z każdą sekundą czułam się coraz gorzej.W końcu odwrócił wzrok i powiedział równie twardo i obojętnie co ja:
-Oczywiście.To była tylko gra.Moja nagroda.
-Właśnie-przytaknęłam,ale czułam się na prawdę paskudnie mówiąc to wszystko.-Chyba będzie lepiej jak już pójdziesz-dodałam po chwili.
-Masz rację Kelsey.Wybacz,że uprowadziłem cię ze szkoły i zmusiłem do spędzenia ze mną kilku godzin.Bardzo dobrze udawałaś,że ci się podoba,myślałaś może nad szkołą aktorską?Bo prawie w to uwierzyłem.Ale nie martw się-powiedział pospiesznie,widząc że chcę coś wtrącić-już po
grze,już nic nie jesteś mi winna.Na lunchu też nie musimy siedzieć razem.Pa.
I pojechał.Stałam jeszcze chwilę patrząc za odjeżdżającym pospiesznie samochodem,aż w końcu weszłam do domu.Zabrałam się za zadanie z geografii,starając przestać myśleć o tych patrzących na mnie z wyrzutem niebieskich oczach.Ale przecież dobrze zrobiłam odsyłając go do domu,prawda?Może sam tego jeszcze nie wiedzieć,ale nie chce mnie poznać bliżej.




_______________________________________________________________________________
Heej! :D I co tam u was kochane? :) Ja znów leżę w łóżku chora -,- Boję się myśleć jakie będę miała zaległości w szkole o,o
Okay jeśli są już tutaj fani Lesley to znienawidzicie mnie po końcówce xd Ale kto tu mówi o jakimkolwiek związku?Kels raczej nie ma takich planów. No i tak wyglądała ich pierwsza "randka",a może raczej przyjacielskie spotkanie,albo nagroda Luke'a za wygranie gry.Nie podoba mi się ten rozdział,matko zwaliłam go o,o No,ale może wam się trochę spodobał( w co wątpię).
Chcę wam podziękować za komentarze pod poprzednim postem,ponad 3000 wejść i 14 obserwujących ;* Dziękuję,dziękuję,dziękuję taaak bardzo was kocham ♥♥♥ 
Jeśli chcecie być informowane o rozdziałach to podawajcie mi wasze Twitter'y :)
Rozdział z dedykacją dla Mileny-kochanie nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę,że ci się podoba!Cholera właśnie przekonałam kogoś kto nie lubił 5 Seconds od Summer do Luke'a! o,o Tak bardzo się cieszę i dziękuję za te wszystkie słowa.Twój komentarz na prawdę wiele dla mnie znaczył i sprawił mi tyle radości,jeju dziękuję kochanie ♥



Nie wiem dokładnie kiedy nowy rozdział,więc musicie być cierpliwe :D :*

8 komentarzy:

  1. Hej Jess!!! Jak dawno nie gadałyśmy. Na szczęście rozdział jest, więc jakoś się z Tobą skontaktuję po tej przerwie :D
    Najważniejsze: Zdrowiej Kochanie i najlepiej jak najszybciej wracaj do Directionersów i swoich pięciu sosów, bo oni tam na Ciebie czekają! Te czarne owieczki w pewnym stopniu napewno też. Pozdrawiam ja, również chora. Jak narazie zarwałam sobie tylko piąteczek, ale zobaczymy jak to będzie, bo osłabienie nie przechodzi... No nic, wyleguj się tam pod ciepłą kołderką i wracaj do pełni sił! ♥
    I nigdy więcej nie chrzań, że zwaliłaś! Jak możesz?! Przecież ten rozdział jest niesamowity! Normalnie czytałabym go w kółko i w kółko, ale czas nie pozwala... Cudowny rozdział, cudowny dzień w tym rozdziale, cudowne chwile i przemyślenia... i nagle dramatyczna rzeczywistość. A może jednak da mu szansę, a może coś ją tknie i go przeprosi za te teksty na koniec. No daj chłopakowi szansę no! :D
    Jeszcze raz Słonko dużo zdrowia, weny i szybkiego uzupełnienia kończących się zapasów (pewnie wiesz o co chodzi ;) ).Gorąco pozdrawiam ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  2. rozdział cudowny skarbie <3
    czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się, serio. :) Czekam z niecierpliwością na następny, wpadnij do mnie: klaus-and-caroline-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział :D Zaskoczyła mnie końcówka.Nie spodziewałam się tego.Uwielbiam Twojego bloga i czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej, ojej, ojeeeej! NIE WIEEERZĘ!!! Tak wspaniała autorka tak wspaniałego opowiadania zadedykowała takiej "małej mi" swój przewspaniały rozdział... No będę się teraz "jarać" przez cały wieczór, a tu tyyyle nauki... No nic... Jakoś to przetrwam z myślą, że Cudowna Jess zadedykowała mi rozdział... Oj będę to powtarzać teraz dłuuugoo... :D Kochana zdrowiej nam jak najszybciej, bo czekamy na kolejne rozdziały TSD i DL. A tak w ogóle to zdrowie najważniejsze więc kuruj się!!! <3 No, a mimo tej radości z dedykacji to mam maleńką ochotę żeby Cię udusić z dwóch powodów. Po pierwsze! Jak mogłaś tak zakończyć ten rozdział?? No przecież oni są dla siebie stworzenie NOO!!! A po drugie! Ostatni raz widzę na Twoim blogu słowa "zwaliłam rozdział"... On jest wspaniały!!! Sama bym chciała wybrać się na taki "piknik" z jakimś przystojniakiem, no ale cóż... Żadnego na horyzoncie nie widać... To taki malutki szczególik z mojego życia prywatnego, który wcale nie był Ci potrzebny... No dooobra, bo ja tu piszę i piszę, a lekcję wzywają... No więc jeszcze raz DZIĘKUUUUJĘ BARDZO ZA DEDYKACJĘ!!! Może Ty nie myśl o tym ile będziesz miała do nadrabiania tylko ciesz się tym, że masz trochę spokoju teraz... :D Zdrówka Ci kochanie życzę z całego serducha!!! No i pozdrawiam Cię najserdeczniej!!! Ślę uściski i całusy!!! Aha. Wiem, że nie masz zbyt dużo wolnego czasu, ale mimo wszystko zapraszam Cię na mojego bloga... Od razu mówię, że te pierwsze rozdziały były pisane baaardzo dawno więc są troszkę słabsze od tych obecnych, ale jak już się weźmiesz za to moje opowiadanie to nie zrażaj się od razu, bo przyznam szczerze, później się rozkręci... Już zmykam tylko jeszcze link : http://more-than-this-opowiadania-o-1d.blogspot.com/ Do następnego Kochana!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Końcówka mnie zabiła... Po prostu... Niech już on ją lepiej pozna, bo wszyscy dobrze wiemy ze będzie z tego związek. I niech dzwoni do niego i przeprasza, dalej no działajcie, bo to zepsujecie! Znaczy Kels już trochę i tak zepsuła, to niech naprawia puki może.
    Czekam na next xx

    OdpowiedzUsuń
  7. nanananana
    tak sobie czytam na luziku no bo dzień Lesley halo
    no i ok, Kels jak zwykle marudna no ale co z tego I`m happy bo Lesley, bo Luke taki awh, bo Luke, bo piknik, bo owocoe, bo Luke, bo rozmowy, bo Luke

    A TU KURWA JEB
    KELS, KURWA, KOBIETO, ZJEBAŁAŚ.

    jak mogłaś tak dojebać Lukeyowi?
    KAMAN HALO, JEMU? przeiceż to jest taki awha nisuwuhdu cudywony kochany awh zjabeisty seksiasty Lucas ;c
    NO JAK
    JAK JAK JAK JAK
    nie mówie nic na temat: ,,Ale kto tu mówi o jakimkolwiek związku?Kels raczej nie ma takich planów."
    MOZE KELS NIE MA ALE KURWA MNIE NIKT O ZDANIE NIE PYTAŁ LEL HALO

    ale ok, udawajmy że tego niefortunnego zdania nie było, a moje serce nadal jest w całości.
    soł droga panno Kelsey ogarnij cycki i przeproś Hemmo, no sorry lasia, ale ja na twoim miejscu już samo fakt że siedziałby ode mnie 8 pieprzonych centymetrów doprowadziłby do szlaeństwa, a co dopiero gdybym była teraz w takiej sytuacji zebym muwyjechała z takim tekstem to kuwa na kolanach bym za nim łaziła zeby mi wybaczył no JAPIERDOLE

    i mam być cierpliwa i czekać aż panna Kelsey się ogarnie? :))))))
    HA, NO LECE


    jedyne co mam do powiedzenia: PIKNIK ZAJEBISTY< RESZTY ROZDZIAŁU NIE PRZYJMUJE DO WIADOMOŚCI GDYŻ IŻ PONIEWAŹ

    LESLEY KUWA RULEZZZ
    (kto sie zgadza, lajkuje )
    (hihih tu nie ma lajków, taki dźołk)
    (co ja wgl pierdole )
    (chyba sie nie wyspałam)
    (albo za dużo emołszyns)
    (bywa)
    (życie gniecie a włosy sie skrecajo)



    TAK.

    weny bae, mozesz mnie zabić za ytr bo bez sluchawek to i tak długo nie pociągnę :/

    buzi <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń