Son

wtorek, 30 września 2014

Rozdział 8

02.06.2013 r.



Potwory nie mieszkają pod naszymi łóżkami, ale żyją wśród nas bowiem nie ma gorszego stworzenia niż człowiek



Drogi pamiętniku,
było dokładnie tak jak powiedział.Nie dosiadł się do mnie na obiedzie,właściwie nawet na mnie nie spojrzał, gdy mijaliśmy się na korytarzu.Tak jakby mnie nie znał.Myślałam,że tak już zostanie.Wczoraj jak zwykle usiadłam przy tym samy stole z paczką frytek.Starałam się nie zwracać na niego uwagi,gdy wyszedł na zewnątrz ze swoim jedzeniem.Wyglądał jak zwykle-czyli dobrze ubrany,włosy dokładnie ułożone.Jednym słowem-idealnie.Tak przynajmniej wszyscy go opisują.Stanął na środku i rozejrzał się, w poszukiwaniu wolnego stolika.Zawsze siadł ze mną,więc innego miejsca nie miał.Rozglądając się, oczywiście minął mój stół i nawet przez ułamek sekundy nie zatrzymał na mnie wzroku.Był zdezorientowany co było do niego nie podobne.Stał tam jak idiota,jakby bał się do kogokolwiek dosiąść,a przecież wszyscy tylko czekali,modląc się żeby to właśnie ich stolik wybrał.Przewróciłam tylko oczami i starałam się skupić wyłącznie na jedzeniu.Ale nie mogłam.Nie
zależało mi,po prostu byłam ciekawa,a to wzięło górę.Kątem oka obserwowałam całą akcję.Przygryzł wargę w niezdecydowaniu,a potem już miał iść na prawo kiedy wszystko potoczyło się bardzo szybko.Nagle nie wiadomo skąd tuż obok Hemmingsa znalazła się Hanna.Wpadła na niego,upuszczając przy tym CELOWO swoją tacę z jedzeniem.
-O Boże-zaczęła piskliwym głosem-tak bardzo przepraszam.Zamyśliłam się i nie zauważyłam,że tu stoisz.
O mało nie zakrztusiłam się słysząc to,a potem już tylko próbowałam powstrzymać się żeby nie wybuchnąć śmiechem.Doprawdy był to zupełny przypadek,że centralnie weszła na niego,rzucając tacę na ziemię.Błagam was.
Uśmiechnął się lekko,ale tyle wystarczyło,żeby zobaczyć jego głębokie dołeczki.Ostatnio zauważyłam,że Luke nawet nie musi się uśmiechać,czasem gdy tylko mówi w jego policzkach pojawiają sie dwa urocze zagłębienia.
-Nie szkodzi,zdarza się-powiedział,kucając i zaczął pomagać jej zbierać jedzenie.
O.KURWA.
Starałam się być opanowana,a moja reakcja nie była taka z powodu Luke'a.Gdyby był tam jakikolwiek inny chłopak zachowywałabym się tak samo.Powód?Hanna.Nienawidzę jej,po prostu nienawidzę.Trudno mi opisać co było dalej,bo na samą myśl o tej za bardzo wymalowanej twarzy,okalanej przez blond włosy,robi mi się niedobrze.Ale spróbuję.A więc Luke Bohater Hemmings pomógł jej zbierać rozsypane jedzenie na tacę,podczas czego jej dłoń przypadkiem dotknęła jego,a ich spojrzenia się spotkały,on uśmiechnął się promiennie i.....
Odwróciłam się w drugą stronę.Niech Luke znajdzie sobie dziewczynę,z czego będę szczęśliwa,o ile nie będzie to Hanna.Błagam każdą tylko nie Hanne!I wtedy napotkałam smutny wzrok Jade.Przyglądała mi się przepraszająco,lekko się uśmiechając.Tak jakby było jej przykro z powodu Hanny.Nie potrzebnie,przecież Luke nic dla mnie nie znaczy.Odwzajemniłam uśmiech i skupiłam się na frytkach.W ogóle to,że Jade na mnie spojrzała i lekko się uśmiechnęła jest wyczynem,zwłaszcza że cały czas traktowała mnie jak powietrze.Znów dobiegł mnie ten denerwująco piskliwy głos.
-Jestem Hanna.
-Luke.
-Może dosiądziesz się do nas?Mamy akurat jedno wolne miejsce-wskazała na stolik,przy którym siedziała Jade,Dave i jeszcze jakiś jeden chłopak,chyba przyjaciel Dave'a.
-Właściwie czemu nie?
Chwilę później siedział już  z nimi.Hanna wróciła się po coś do jedzenia,a potem cała piątka siedziała  razem,jedli i śmiali się.Blondynka co jakiś czas posyłała mu uśmiechy lub długo patrzyła mu prosto w oczy.Oczywiście też od czasu do czasu PRZYPADKIEM stykała się swoimi kolanami o jego.
Chciałam wstać i pójść już na lekcję,gdyż jej śmiech był na prawdę irytujący,ale nie zrobiłam
tego.To mogłoby znaczyć,że jestem zazdrosna czy coś i wtedy Hanna byłaby jeszcze bardziej usatysfakcjonowana.
Ignorował mnie potem do końca dnia.Nie spojrzał w moją stronę ani razu,mijał mnie na korytarzu,na lekcji.Zachowywał się zupełnie tak jak cała reszta szkoły.I było mi z tym dobrze.Naprawdę.Mogłam się w końcu skupić na tym co istotne.A jeśli lubi dziewczyny takie jak Hanna to w porządku.
Dlaczego tak bardzo jej nie lubię?To dłuższa historia,a dzisiaj nie mam siły jej opisywać.Chyba jeszcze nie jestem na to gotowa.
Po lekcjach poszłam do parku,jak zwykle zresztą.Pogoda była na prawdę ładna,było cicho i spokojnie jak na taką godzinę.Wydaje mi się,że siedziałam tam dłużej niż zwykle,ale czas mijał szybko.
Gdy przyszłam do domu czekała mnie całkiem miła niespodzianka.Mama siedziała w salonie,przeglądając jakieś magazyny o modzie.Na mój widok uśmiechnęła się,odłożyła je na stolik i podeszła mnie przytulić.
-Nie wiedziałam,że dzisiaj przyjeżdżasz-powiedziałam, gdy skończyła mnie ściskać.
-Taka mała niespodzianka.Gdzie ty tak długo byłaś?-spytała,idąc w stronę kuchni.Poszłam za nią.
-W centrum-skłamałam.Pewnie zastanawiałaby się czemu siedzę godzinami sama na ławce w parku.
-Kupiłaś sobie coś?-spytała,nalewając nam soku.
-Nie-odpowiedziałam bez zastanowienia.
-W takim razie co powiesz na babski dzień?Jutro?-spytała,a uśmiech nie schodził jej z twarzy.
Nie mogłam jej odmówić.Tak rzadko była w domu.Uśmiechnęłam się.
-Czemu nie?
Klasnęła w ręce.
-W takim razie jesteśmy umówione!Napiszę ci zwolnienie z dwóch ostatnich lekcji to pójdziemy wcześniej.Lody,zakupy,może kino?Zobaczę czy leci coś fajnego.
-Okay.Muszę iść zrobić zadanie...
-Oczywiście,zejdź potem na kolację-zawołała,gdy już wchodziłam po schodach.
Tak właśnie minął wczorajszy dzień.A dzisiaj?
Zastanawialiście się w skali od jeden do tysiąca na ile można wpaść na kogoś kogo się zna w centrum handlowym?Albo jak zareaguje twój rodzic poznając kogoś,za kim aktualnie nie przepadasz?
Dałam zwolnienie nauczycielowi,z który miałam aktualnie lekcję,bo nie mogłam znaleźć pani Bless.Od razu poszłam do domu,gdzie mama czekała już na mnie gotowa.Nieczęsto miałyśmy takie babskie dni,ale szczerze powiedziawszy to dobrze,bo nie jestem ich fanką.Chyba Luke miał rację jestem samotna,ale właśnie tą samotność lubię.Wolę siedzieć w pokoju sama ze sobą niż być pomiędzy tymi wszystkimi ludźmi w centrum,którzy się na ciebie gapią i obgadują za plecami.Wsiadłyśmy do jej auta i pojechałyśmy.Mama przez cały czas się uśmiechała.Muzyka leciała głośno i nawet nie wiem kiedy obie zaczęłyśmy nucić refren jakieś piosenki.Po dotarciu do centrum udałyśmy się od razu do kina.Mama wybrała jakiś nowy film z Bradley Cooper'em bo jak sama stwierdziła "jest strasznie gorący" i "dwie godziny filmu,w którym gra główną postać to czysta przyjemność" oraz " ma jeden z najlepszych tyłków jakie kiedykolwiek widziała".Lubię moją mamę,uwielbiam jej charakter,to że jest zawsze uśmiechnięta,pogodna,zabawna.Też chciałabym taka być.Film się skończył i poszłyśmy na lody.Zamówiła dla nas dwa pucharki lodów czekoladowych z bitą śmietaną.To było straszne.Tak bardzo chciałam żeby dobrze się bawiła,żeby widziała,że ja też się cieszę,że mogę spędzić z nią czas.Chciałam zachowywać się normalnie,ale nie mogłam przełknąć tej śmietany.Nienawidzę tego uczucia,gdy przyglądałam się jej i chciałam zacząć płakać i wyjaśnić,że nie mogę jej zjeść bo przytyję.Wiem,że by mnie nie zrozumiała,wiem że nie mogę zrobić czegoś takiego.Gdy wkładałam kolejną łyżeczkę do buzi robiło mi się niedobrze,wszystko
podchodziło mi do gardła i myślałam,że nie wytrzymam i zwymiotuję.Potem było jeszcze gorzej bo powstawała taka blokada i nie mogłam nic przełknąć.Próbowałam się uspokoić bo wiem,że to wszystko wina mózgu,on za wszystko odpowiada.Z trudem jadłam,a wizje mojego odstającego brzucha i niemieszczenia się w żadne ubranie zajęły moje myśli,do tego stopnia,że nie wiem nawet o czym mama mówiła.Ta bezsilność zaczyna mnie wykańczać.Zjadłam i chciałam krzyczeć z rozpaczy,chciałam płakać i wymiotować.Byłam zła na siebie,zła że pozwoliłam sobie tyle zjeść.
-Kelsey kochanie wszystko w porządku?-spokojny i troskliwy głos mojej mamy wyrwał mnie z chorych myśli.
-Tak-starałam się wymusić uśmiech,co chyba wyszło mi całkiem nieźle.
-To idziemy na zakupy?Może wybierzesz sobie coś ładnego.
Kiwnęłam twierdząco głową.
-Tylko najpierw muszę skorzystać z toalety-powiedziałam,wstając.
-Okay,poczekam.
Nie mogłam dłużej wytrzymać,nie mogłam nad tym zapanować.To co działo się w mojej głowie było chore.Umyłam ręce i od razu poszłam do pierwszej lepszej kabiny.Zwymiotowałam wszystko i poczułam się lepiej.O wiele,wiele lepiej.Taka lekka,szczęśliwa,a jednak z wyrzutami sumienia.Gdy wyszłam mama była w tym samym miejscu.Zaczęły się zakupy.W tym przypadku również różnię się od pozostałych dziewczyn.Podczas gdy każda daje się ponieść zakupowemu szaleństwu ja za tym nie przepadam.Czemu?Bo nie podobam się sobie w niczym.No ewentualnie w luźnych,workowatych bluzkach,dzięki którym nie widać brzucha.Nie lubię swojego odbicia w lustrze,gdy jestem w przymierzalni,nie podoba mi się to co widzę.Tak było i tym razem.Byłyśmy w kilku sklepach,mama biegała z wieszakami tam i z powrotem.Mierzyła wszystko co wpadło jej w oko i była na prawdę szczęśliwa.Kupiła kilka rzeczy,kiedy w końcu zauważyła,że ja nic nie mam.
-Kochanie czemu nic nie przymierzasz?Nie podobają ci się ubrania z nowej kolekcji?-spytała,gdy zmierzałyśmy do kolejnego,jej ulubionego sklepu.
-Jeszcze nic nie wpadło mi w oko-powiedziałam,obojętnie wzruszając ramionami.
-Bo nawet nie oglądasz.W tym sklepie na pewno coś znajdziesz,jest świetny!
Już zmierzałyśmy do ogromnego sklepu,kiedy usłyszałam swoje imię.
-Kalsey!
Przystanęłam nie mogąc w to uwierzyć.TYLKO NIE TO.Mama też od razu się zatrzymała i odwróciła.Podszedł do nas powoli,uśmiech nie znikał mu z twarzy.Ubrany w czarny sweterek, z rękawami podwiniętymi do łokci i tego samego koloru spodnie z dziurami na kolanach.
-Cóż za miła niespodzianka-powiedział,gdy znalazł się już obok nas i jak to miał w zwyczaju, przygryzł wargę.
Stałam tam jak sparaliżowana,nie mogłam powiedzieć ani słowa.Mama najwyraźniej czekała aż ich sobie przedstawię,zamiast tego spytałam tylko:
-Co ty tutaj robisz?
Zaśmiał się.
-Przyszedłem na kawę.
-Sam?-nie czekając na odpowiedź,zaczęłam się rozglądać, w poszukiwaniu blond włosów Hanny.
-Żywej duszy ze mną nie ma-powiedział,po czym zwrócił się do mojej mamy.-Dzień dobry,rozumiem,że to starsza siostra Kels tak?
Mama zaśmiała się,już nim oczarowana.
-Skądże.Jestem mamą Kelsey.
-Niech wszystkie matki tak wyglądają.Luke Hemmings,bardzo miło mi panią w końcu poznać-powiedział,całując jej dłoń.
Co tu się dzieje do cholery?!Zadawałam sobie to pytanie cały czas.
-Jesteś kolegom Kelsey?-spytała mama.O NIE BŁAGAM TYLKO NIE TO.
Spojrzał na mnie z góry,błękitnymi jak niebo oczami i uśmiechnął się jeszcze bardziej.
-Tak,znamy się ze szkoły.Całkiem dobrze jeśli mam być szczery.
Co za brednie?!Przecież on nic o mnie nie wie!
-Kelsey czemu wcześniej mi o nim nie powiedziałaś?-spytała mama oskarżycielskim tonem.
-Bo nie ma o czym mówić-odezwałam się w końcu.
Luke cicho się zaśmiał,a mama skarciła mnie wzrokiem.
-Właśnie szłyśmy do sklepu-zaczęła mama-a ty wybierasz się gdzieś teraz?
-O,nie-zaprzeczył od razu-właściwie też miałem zamiar tu wejść.To na prawdę świetny sklep.
-To chodźmy!
Nim zdążyłam zareagować oboje szli już w stronę wejścia.Próbowałam to wszystko sobie jakoś poukładać.Moja mama i Luke rozmawiają.Mama i Luke rozmawiają!I to tak jakby mnie nie było,a oni znali się sto lat i byli świetnymi przyjaciółmi.Weszłam za nimi do sklepu.Podeszłam szybko do mamy,gdy zauważyłam,że stoi sama.
-Czemu mi o nim nie powiedziałaś?-spytała od razu-Taki miły chłopak.Jesteście ze sobą?
-Co?Nie!Oczywiście,że nie!Ledwo go znam i....
-Spokojnie Kels. Przymierz to-podała mi jakiś wieszak.Nawet nie spojrzałam co na nim wisi.
-Jak możesz tak spokojnie z nim rozmawiać?
-Czemu histeryzujesz?Kochanie jest miły i tyle.Wiesz,że zawsze lubię twoich znajomych,a ostatnio żadnych nie widziałam.
Bo ich nie mam,pomyślałam.W między czasie mama dała mi kilka innych wieszaków.
-Podoba ci się tutaj coś?-spytała.
-Czy ty mnie słuchasz?To nie jest mój przyjaciel.
-Nic nie jest w twoim guście Kels,na prawdę?-udała,że w ogóle nic nie powiedziałam.
Westchnęłam,wiedząc, że z nią nie wygram.
-To jest ładne-powiedziałam,biorąc do ręki białą bluzkę w czarne kropki.Uśmiechnęła się.
-Ładne,ale Kelsey...-zaczęła,kiedy Luke znalazł się tuż obok mnie.
-Ładna-powiedział.Stał tuż za mną,gdy się nachylił,czułam jego ciepły oddech na szyi.
-Nie twój rozmiar kochanie-kontynuowała mama-przecież to jest za duże!-odłożyła koszulkę i podała po chwili tą samą tylko mniejszą.Potem dała mi jeszcze jakiś wieszak i popchała w stronę przymierzalni.-Masz to wszystko zmierzyć!-rzuciła tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Gdy znalazłam się w szatni dopiero przyjrzałam się tym ubraniom.Prawie same sukienki.Niektóre takie na co dzień,a inne wyjściowe.Bluzki w zadziwiająco małych rozmiarach.Boże.Wzięłam pierwszą sukienkę z tych zwyczajnych i założyłam.Była to prosta,biała sukienka z rękawem trzy-czwarte,rozkloszowana od bioder,przed kolana.Ładna,ale nie dla mnie.
-I jak?-usłyszałam podekscytowany głos mamy-Ubrałaś już?
-Tak.
-Pokaż się!
Co?Boże mam wyjść w tej sukience,w której czuję się jak słonica z przymierzalni gdzie stoi moja matka z Luke'm?!Wciągnęłam brzuch i wyszłam.Stali obok siebie,uśmiechnięci.
-Kelsey!-zawołała mama-Wyglądasz świetnie!Podoba ci się Luke?-spytała.
Boże nie wierzę,po prostu nie wierzę.Uśmiechnął się,ręce miał skrzyżowane na piersi.Zwilżył usta językiem,zanim powiedział:
-Bardzo pani Tate.Powinna ją wziąć.
Zabiję ją.Albo jego.Albo siebie.Wszystkich po kolei najlepiej.Poczułam jak robię się czerwona,co było straszne.Weszłam do szatni,zdjęłam ją i przyjrzałam się sobie.Znów poczułam jak wzbierają mi się łzy,więc szybko ubrałam kolejną z sukienek.Ta była z tych na wyjście.Czarna na cienkich ramiączkach bez pleców.Krótka,strasznie obcisła.Niemożliwe,że mama sama proponuje mi takie sukienki.Nie lubię obcisłych rzeczy,są przeznaczone dla osób szczupłych.Nie chciałam w tym wychodzić,nie chciałam żeby Luke mnie widział.
-Ubrałam mamo,możesz zobaczyć-zawołałam,spuszczając wzrok,który skupiłam na swoich butach.
Minęła krótka chwila,kiedy usłyszałam jak wchodzi do szatni.Nie wiedziałam co sobie pomyśli więc nic nie mówiłam tylko czekałam na jej reakcję.Stała w ciszy,która zaczynała robić się nie do zniesienia.
-I jak?-spytałam tak cicho,że sama ledwo mogłam to dosłyszeć.
Usłyszałam jak robi krok w moją stronę.Potem poczułam jak się nachyla i ciepły oddech na mojej szyi.Wystraszyłam się i od razu spojrzałam w lustro stojące przede mną.Nie mama była za mną,a Luke.Czułam jego usta przy swoim uchu kiedy zaczął mówić.
-Jeśli chodzi o mnie to kurewsko mi się podobasz.
Wzdrygnęłam się,kiedy przez moje ciało przeszły dreszcze.
-Boże Kelsey błagam chodź w takich sukienkach.Gdybyś znała teraz moje myśli....
-Luke...-zaczęłam,ale nagle nie potrafiłam powiedzieć żadnego słowa-moja mama-wydusiłam w końcu.
-Poszła na inny dział-mówił,dalej stojąc zdecydowanie zbyt blisko.
-Wyjdź stąd-powiedziałam twardo,znów zaczynając racjonalnie myśleć.
Zaśmiał się.
-Masz rację,bo chyba bym oszalał.Jest zniewalająca Kelsey,ale bez niej wyglądałabyś jeszcze lepiej.
Gdy wyszedł stałam jeszcze chwilę bez ruchu,ciężko oddychając.Przebrałam się w swoje ubrania i wyszłam z szatni.Mama już na mnie czekała.
-I jak?Co bierzemy?-spytała,uśmiechnięta jak zawsze.
-To-podałam jej bluzkę w kropki.Skarciła mnie wzrokiem.
-A co z resztą?
-Pasuje,ale....
-Ale?-spojrzała na mnie wymownie.
-Nie potrzebuję tych rzeczy-powiedziałam w końcu.
-Nonsens.Bierzemy wszystko.
-Mamo....
-No to większość.Mów co chcesz,albo ja wybiorę za ciebie.
Westchnęłam i w końcu wybrałam jakieś dwie sukienki i jeszcze jedną bluzkę.
-I jeszcze to-Luke wtrącił się do rozmowy,podając mojej mamie czarną sukienkę.Boże nie.
-Dobrze-mama posłała mu promienny uśmiech,który odwzajemnił-chodźmy do kasy.
Wzięłam głęboki wdech i poszłam za nimi.Gdy mama zapłaciła,podała mi torby.
-Luke,a może wpadniesz do nas na kolację?-spytała,gdy już wychodziliśmy ze sklepu.
-Z przyjemnością-powiedział,uśmiechając się.
-Mamo Luke pewnie nie ma czasu-wtrąciłam pospiesznie.Tylko tego mi brakowało: Hemmingsa w naszym domu.
-Spokojnie Kelsey,dla ciebie zawsze mam czas-puścił mi oczko.
-Wydaje mi się,że miałeś coś do zrobienia-ciągnęłam temat,wysyłając mu mordercze spojrzenie.
-Nic co nie mogłoby zaczekać.
-Jestem pewna,że...
-Kelsey-mama przerwała mi,karcąc mnie wzrokiem-co w ciebie wstąpiło?
-Nie szkodzi pani Tate.Jeśli to jakiś problem-zaczął Luke,ale mama szybko mu przerwała.
-Oczywiście,że nie.Będzie nam bardzo miło jak przyjdziesz.
Czułam się jak w jakimś głupim filmie,w którym grałam jedną z głównych ról,a nie znałam swoich kwestii,gdy mama i Luke wsiadali do samochodu.Zajęłam miejsce obok kierowcy,dalej nie mogąc uwierzyć,że siedzi w moim samochodzie.Starałam się o tym nie myśleć,ale co chwilę zerkałam do lusterka.Siedział w ciszy,patrząc przez szybę.Gdy wysiedliśmy,pomógł mojej mamie nieść torby.Co to za cyrk?!Weszliśmy do domu.
-Trochę potrwa zrobienie kolacji,możecie iść do pokoju Kelsey-powiedziała mama do blondyna,kładąc torby na stole.
-Nie!-krzyknęłam,co spowodowało,że oboje odwrócili się w moją stronę-Ja....ja mam straszny
bałagan-wytłumaczyłam w końcu.
-Rano jak wchodziłam był tam porządek-zaczęłam mama.Boże czy ona nic nie rozumie?
-Nie szkodzi-uśmiechnął się-mogę poczekać tutaj.
-Jesteś cudowny Luke-przyznała mama-powinnaś się cieszyć Kelsey,że masz takich przyjaciół.
-Tak,prawdziwy skarb z niego-wymamrotałam sarkastycznie.Myślałam,że mama zabije mnie samym spojrzeniem.Luke zaśmiał się,a ja poczułam jak znów się czerwienię.




________________________________________________________________________________
Heej! :D Co tam u was ? :D Jakoś się wyrobiłam,więc rozdział wcześniej niż planowałam :) U mnie w szkole urwanie dupy za przeproszeniem,milion testów i kartkówek -,- 
So, mamy Hanne (tak nikt jej nie lubi) mamy mamę Kelsey (ją lubią wszyscy) i Luke'a,który najpierw udaje obrażonego,ale koniec końców wprasza się na kolację u Kel :3 I jak myślicie-zbliżą się czy pokłócą jeszcze bardziej?
Rozdział tym razem z  dedykacją dla Eragona aa - kochanie dziękuję za wszystko ♥ Za te cudowne komentarze,ale nie tylko.Za nasze rozmowy i ogólnie za to,że jesteś ♥ Mam nadzieję,że rozdział jakoś ujdzie.
Następny planuję na 07.10  :)
Zapraszam do głosowania w ankiecie (z tego co widzę,dużo osób czyta,ale nie komentuje :( )
Na koniec zapraszam na cudownego bloga o Hemmingsie ------> You're The Reason  na prawdę warto!!!!!!!!!!!
Jeśli już przeczytałeś rozdział bardzo proszę zostaw po sobie jakikolwiek komentarz :) Może być jedno słowo,albo chociaż kropka,to na prawdę sprawia wiele radości i motywuje do dalszego pisania :)

(Calum przestań być tak seksowny! *O*)


Do następnego ;**

7 komentarzy:

  1. o ja cie!! booooooooooooooooski!! ta Hanna to taaaaka dziwka, że łooo hooo hooo!! A ta akcja w przymierzalni - uwielbiam cie!!

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG!!!!
    Jesteś boska.
    kocham cię normalnie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy ja się przewidziałam? Wydawało mi się....





    Aaaaaaaaaaaaaaaaaa! Tak, dobrze przeczytałam! Słońce nie wiem jak Ci dziękować! No normalnie jak ogarnęłam notkę, to zatrzymała mi się akcja serca (dosłownie :D). Jejku, no ja dalej nie wierzę, no. Gdyby nie to, że dzisiaj rano walnęłam palcami w futrynę i przez to kuleję, to bym w podskokach bez chwili zastanowienia tam do Ciebie dokicała i wyściskała za wsze czasy. Niestety ja mam szczególne szczęście do wypadków (tak samo jak pewna osoba, którą zaatakowała ława i rozbity talerz :D), więc nie dam dzisiaj rady. Ale na miejsce tego chociaż taki ogromny wirtualny silny Hug ♥
    A rozdział jest cudowny, mogłabym go czytać codziennie i za każdym razem będzie tak samo zaskakujący, uzależniający, rozczulający i doprowadzający do nieogarniętej śmiechawki.
    Na początku ta jego obojętność i unikanie na przerwach. Potem rozpaczliwe szukanie wolnego miejsca na obiadowej i ten niefortunny wypadek, który o mało co nie doprowadził mnie do nerwicy wymieszanej z niekontrolowany wybuchem śmiechu. Tak, to są moje nieogarnięte i niezrozumiałe emotions :D
    A byłam taka happy jak się okazało, że mama Kels wróciła, że w moim pokoju pojawiła się tęcza, z której sypały się skittlesy. Natomiast w chwili nieoczekiwanego spotkania w centrum wyleciały mi paczajadła z orbit. Phi, to jeszcze nic. Jak się okazało, że to on wszedł do szatni, to dostałam mini zawału. Ale to nic, warto było coś takiego przeczytać i z chęcią jeszcze raz przeżyłabym taki chwilowy zgon. :D
    Gadam jakbym spadła z kosmosu, ale musisz mi to wybaczyć, to jest taka radość i taki zaciesz, że ja tego nie kontroluję. Nie da się tego opisać słowami, jeszcze raz dziękuję Ci za tą dedykację. Teraz przez tydzień będę latać cała w skowronkach. :*
    Kochana, życzę przede wszystkim mniejszego urwania głowy w tym liceum, dużo więcej wolnego czasu, byś mogła się ze wszystkim wyrabiać, żeby wena nie szwankowała, więcej zdrowia i czego tam jeszcze tylko potrzebujesz Słońce ♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział :-) najpierw Luke się obraża a teraz co? Ciekawi mnie co się wydarzy na tej kolacji. Nie mogę doczekać się nadtepnego

    OdpowiedzUsuń
  5. WIEDZIAŁAM ZE LUKE W KOŃCU NIE WYTRZYMA I SIĘ OGARNIE JA TO WIEDZIAŁAM, OKEJ?


    Hanna - o czym my mówimy wgl, ma wpierdol od najwiekszej #LesleyShipper i tyle.
    Mama Kels wydaje się być naprawdę świetną osobą, Kels powinna z nią otwarcie porozmawiać o tym co sie dzieje w domu, z jej ojcem, o jej problemach.
    Niepotrzebnie od tego ucieka.
    tak samo niepotrzebnie ucieka od Lukeya.
    wgl te zakupy>>>>>>>>
    akcja w przymierzalni >>>>>>>>>
    i jeszcze przyszedł do nich *>*
    To musi ich w końcu do siebie zbliżyć bo jak dotąd to było na odwrót, Kels sie zapiera jak może żeby tylko odsunąć od siebie Luke`a (btw JAK do kurwy JAK, )
    soł powinni się w końcu do siebie zliżyć takie, YOU KNOW, Kelsey moments i te sprawy.
    Kelsey dalej uparta, odtrąca go ( SHE NEEDS JESUS)
    PANNO KELSEY TO CZAS BY OGARNĄĆ DUPE, TAK, JUŻ MOŻESZ PRZESTAĆ UDAWAĆ I BYĆ MNĄ I RZUCIĆ SIĘ NA HEMMO, yes, you can


    weny kochanie <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa szybko następny rozdział bo normalnie wytrzymam! Oni są tacy fkekskdkdka czekam na next i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  7. dopiero co znalazlam to ff i juz sie zakchalam prawie na kazdym rozdziale plakalam lol powodzenia w szkole i weny zycze :)x @ohfuckitsluke

    OdpowiedzUsuń