Son

piątek, 17 października 2014

Rozdział 10

03.06.2013 r.



Skoro nic dla mnie nie znaczy,to czemu tak cholernie boli?



Drogi pamiętniku,
znasz te dni,kiedy wstajesz rano z łóżka i już wiesz,że ten dzień będzie beznadziejny?Że stanie się coś złego,tylko nie wiesz co?Masz przeczucie,że powinieneś zostać w domu,dla własnego dobra,a mimo to wychodzisz na zewnątrz?
Gdy rano zadzwonił budzik,a ja leniwie wygramoliłam się z łóżka,dokładnie tak się czułam.Spałam bardzo mało.Kilka ciągnących się w nieskończoność godzin błagałam o sen,który nie nadchodził.Wgapiałam się w sufit,próbowałam nawet liczyć owce,ale po piątej poddałam się.Zasnęłam nad ranem,a przed siódmą,głośne słowa "Crazy" wybudziły mnie ze snu.Podeszłam do okna,odsłaniając firanę.Nie padało,ale było pochmurno.W takie dni zazwyczaj nie chce się wychodzić z łóżka, a tym bardziej z domu.Westchnęłam i udałam się do łazienki.Chciałam spędzić w niej jak najwięcej czasu i przesunąć na później rozmowę z mamą tak długo jak tylko się dało,ale czas leciał nie ubłagalnie,a droga do szkoły nie należała do najkrótszych.Chcąc nie chcąc w końcu musiałam zejść na dół.Mama stała w kuchni,oparta o blat,jedząc tosta.Przystanęłam niepewnie nie do końca wiedząc co powinnam powiedzieć.
-Przepraszam za wczoraj-odezwałam się w końcu.Przeprosiny wydawały mi się najodpowiedniejsze na rozpoczęcie rozmowy.Na zaróżowionej twarzy mamy pojawił się słaby uśmiech.Niespodziewanie podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła,kładąc głowę na moim ramieniu.
-Nie masz za co kochanie-jej słowa zaskoczyły mnie.-Miałaś rację,tak rzadko jestem w domu,tak mało czasu razem spędzamy.Wiesz,że gdyby to zależało ode mnie..
-Wiem-przerwałam jej.-Kocham cię-dodałam po chwili.
-Ja ciebie też.
Jej uścisk nieco zelżał,po czym odsunęła się ode mnie uśmiechnięta,wskazując na stół.
-Zrobiłam ci naleśniki.
Spojrzałam na trzy idealnej grubości placki,oblane polewą czekoladową z kawałkami bananów.Przewróciło mi się w żołądku.
-Z chęcią bym zjadła,ale spóźnię się do szkoły-powiedziałam,posyłając jej przepraszający uśmiech.
-Te kilka minut nikogo nie zbawi Kelsey.
-Tak wiem,ale akurat na pierwszej lekcji mam test z historii-skłamałam,ubierając buty.
-Ten na który uczyliście się z Luke'm?-jej pytanie zbiło mnie z tropu.Na twarzy mamy pojawił się tajemniczy uśmiech.Dopiero po paru sekundach przypomniałam sobie o tym co Hemmings jej powiedział.
-Taaak-przeciągnęłam,próbując jakoś z tego wybrnąć-Luke jest...dobry z tego.
Brwi mamy uniosły się lekko do góry,gdy uśmiechnęła się jeszcze szerzej.Cholera.
-Z historii.Jest bardzo dobry z historii-poprawiłam się szybko,wiedząc o czym zapewne myśli.
-Rozumiem.Wygląda na dobrego-powiedziała.-Z historii rzecz jasna-dodała od razu.
-Mamo,to tylko znajomy-powiedziałam,przewracając oczami.
-Przecież nie sugeruję żeby było inaczej Kels.
-To dobrze.Bo nie jest.
-Okay-mama wzruszyła ramionami.
-Okay-potwierdziłam.
Przerzuciłam torbę przez ramię i zdjęłam z wieszaka kurtkę.Coś czułam,że jeszcze będzie padać.Gdy już wychodziłam,mama zawołała:
-Ale Kelsey pamiętaj,że jakby co to macie się zabezpieczać!
Zaskoczenie spowodowało,że potknęłam się o próg i ledwo zdołałam utrzymać równowagę,dzięki czemu cudem nie wylądowałam w ogromnej kałuży.
-Mamo!-spojrzałam w jej stronę,czując jak się czerwienię.
-Ja tylko mówię...
-To tylko kolega-przerwałam jej pospiesznie.-Taki z którym się nie sypia.
-Jest gejem?-spytała bezpośrednio.
-Co?Nie nie jest.Nie o to mi chodziło.To tylko znajomy ze szkoły.Uczymy się razem i to wszystko.
-Uczyć można się wielu rzeczy-na jej twarzy znów pojawił się ten uśmiech.
-Historii!Ewentualnie fizyki i to wszystko,nic poza tym.
Chyba nie dało się ukryć jak bardzo ta rozmowa była dla mnie niezręczna.
-Dobrze kochanie,spokojnie.Tak tylko powiedziałam.
-Jestem spokojna mamo-sposób w jaki to powiedziałam,doskonale temu przeczył.
-Chodziło mi o to,że jesteście w takim wieku, gdzie...
-Mamo!Nie spałam z Luke'm!-krzyknęłam,nie chcąc dalej prowadzić tej konwersacji.Chyba nieco za głośno,bo wyciągająca ze skrzynki pocztowej listy sąsiadka,odwróciła się w naszą stronę.
-Chciałam ci o tym tylko przypomnieć.Antykoncepcja Kels-mama obojętnie wzruszyła ramionami jak gdyby nigdy nic.
-Okay.W takim razie obiecuję,że jak już będę chciała przespać się z Luke'm, zabezpieczę się-powiedziałam poddając się,a na twarzy mojej mamy,pojawił się jeszcze większy uśmiech,spowodowany dalszym rozwojem akcji.
-Cześć Kelsey-usłyszałam dokładnie za sobą.
Nie sposób pomylić ten głos z żadnym innym.Nie musiałam się odwracać,żeby wiedzieć że stoi centralnie za mną.Poczułam jak policzki zachodzą mi czerwienią i robi mi się słabo.Nie mogłam w to uwierzyć.Co on tu w ogóle robi?!Wymusiłam uśmiech i powoli odwróciłam się w jego stronę,kurczowo ściskając pasek torby.
-Luke.Miło cie widzieć-powiedziałam przez zęby,modląc się,żeby nie zemdleć ze wstydu.
-Przypadkiem usłyszałem kawałek rozmowy.No nie powiem,bardzo podobają mi się twoje plany-powiedział,uśmiechając się głupkowato,po czym zwrócił sie do mojej mamy:-Dzień dobry pani Tate!Znów wygląda pani olśniewająco-uśmiechnął się szeroko,pokazując rząd białych zębów i dwa zagłębienia w policzkach.
-Co tu tutaj robisz?-spytałam niemal od razu.
-Pomyślałem,że po ciebie przyjadę.
-Niepotrzebnie.
-Uznam to za "dziękuję Luke jesteś taki niesamowity i wspaniałomyślny".Lepiej już chodźmy bo się spóźnimy.Do zobaczenia!-krzyknął mojej mamie,chwytając mnie za rękę i prowadząc w stronę
samochodu.Boże Hemmings ja tu próbuję przekonać moją mamę, że między nami nic nie ma,a ty swoim zachowaniem niczego nie ułatwiasz!Otworzył mi drzwi ze strony pasażera.Usiadłam na swoje miejsce,zapinając pasy,podczas gdy blondyn szybko znalazł się już za kierownicą.Odpalił silnik i cicho włączył radio.
-A więc-zaczął,gdy już odjechaliśmy spod mojego domu-planujesz jak się ze mną przespać.Jakby co to mam kilka całkiem niezłych pomysłów.Nigdy nie robiłem tego w samochodzie-powiedział,odwracając się w moją stronę z tym głupim uśmiechem.
-Nie.
-Okay.A w szkole?Na przykład w schowku woźnego,ten dreszczyk emocji czy nas nakryją,czy nie.
-Luke...
-No dobra, tradycyjna sypialnia też nie jest zła.
-Luke!Nie chcę się z tobą pieprzyć!-przerwałam mu w końcu.
-Oj Kelsey każdy tego chce.Nawet jeśli wydaje mu się,że jest inaczej to i tak tego chce tylko po prostu jeszcze o tym nie wie.Lub wie,ale nie chcę się przyznać.
-Cóż po raz setny powtarzam ci,że nie jestem taka jak inni-oparłam głowę o szybę.
-Czyli nie masz zamiaru się ze mną pieprzyć?
-W końcu zrozumiałaś o czym cały czas mówię.
-Szkoda.
Spojrzałam na niego pytająco.Na początku myślałam,że tylko żartował.Korciło mnie żeby zapytać się,czy on by chciał tego ze mną,ale powstrzymałam się.Oczywiście,że by nie chciał.Może mieć każdą chudą dziewczynę jaką tylko chce,więc czemu miałby robić to z kimś tak tłustym jak ja?Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się na szkolnym parkingu.Chłopak ledwo zdążył zaparkować,kiedy szybko wyszłam z samochodu.
-Pamiętasz o dzisiejszej imprezie?!-krzyknął,gdy przyspieszyłam kroku.
-Pamiętasz,że nie idę?!-odpowiedziałam pytaniem na pytanie,odwracając się w jego stronę,nie zatrzymując się.
Nie odpowiedział.Weszłam do szkoły cały czas myśląc o tym,że wcale nie poprawiam swojego wizerunku w oczach Luke'a.Po wczorajszym cyrku jaki urządziłam podczas kolacji miałam zamiar dzisiaj zachowywać się najzupełniej normalnie,a zamiast tego na dzień dobry blondyn myśli,że pieprzenie się z nim jest moim celem życiowym.
-Kelsey Tate!-głos pani Bless skutecznie przedarł się przez panujący na korytarzu hałas.
Momentalnie przystanęłam i niechętnie odwróciłam się w stronę nauczycielki.
-Mogę cię prosić do swojego gabinetu?-było to pytanie retoryczne,równie dobrze mogła powiedzieć "idziemy do mojego gabinetu,szybko bez gadania".Nie czekając na jakąkolwiek reakcje z mojej strony,udała się w stronę odpowiedniej sali.Chcąc nie chcąc  ruszyłam za nią.Weszliśmy do sali z angielskiego,pani Bless  usiadła na swoim krześle za biurkiem.Ręką wskazała mi,abym zajęła miejsce w pierwszej ławce.Zrobiłam o co prosiła,czekając cierpliwie aż zacznie.Domyślałam się o co chodzi.
-Cieszę się,że  w końcu cię zastałam-zaczęła-jeden z nauczycieli,pewnie domyślasz się który,przyszedł się poskarżyć na twoje zachowanie-kontynuowała.
-Powiedziałam prawdę: że jest obrzydliwym,starym p...-zaczęłam,ale przerwała mi gestem dłoni,więc zamilkłam.
-Tak,wiem co powiedziałaś.Przynajmniej nie zaprzeczasz.Wiesz Kelsey,że zawsze cię lubiłam-odgarnęła kilka kosmyków z czoła-dobrze się uczyłaś,byłaś taka spokojna...Nie chcę,ale to moja praca.Jeśli odpuściłabym ci to,uczniowie pomyśleliby,że mogą robić co tylko zapragną nie obawiając się konsekwencji.Musisz ponieść jakąś karę,rozumiesz prawda?-spytała.Byłam szczerze zaskoczona tym jak miła była.
-Rozumiem-przytaknęłam.Westchnęła.
-Najbardziej ulgową nauczką jaką mogę ci dać,jest pomoc w sprzątaniu woźnemu.Mycie podłóg i tak dalej.Do końca przyszłego tygodnia.
Kiwnęłam twierdząco głową.
-Dziękuję-powiedziałam,po czym dodałam-i przepraszam.
Właściwie nie było mi ani odrobinę przykro.Wręcz przeciwnie,chętnie powiedziałabym jeszcze kilka słów temu staremu zgredowi i niezbyt uprzejmie wyraziła co o nim myślę.Ale po co?Co by to zmieniło?
-Możesz już iść-powiedziała,uśmiechając się lekko.Wstałam i udałam się do wyjścia.
Lekcje mijały strasznie wolno.Matematyka,angielski,francuski,fizyka.Z niewiadomych powodów czułam się coraz gorzej,gdy myślałam o tym jak wyglądam.Co dziwne nie mogłam myśleć o czymkolwiek innym.Przed oczami miałam dzisiejszą imprezę u Dave'a,a dokładniej Hannę w jakieś obcisłej sukience,w której będzie wyglądać zjawiskowo.Bo jest chuda.Nie ważne co bym ubrała i tak nie będę wyglądać dobrze.Nie ma rzeczy,którą bym założyła i powiedziała "podoba mi się,wyglądam ładnie".Oczami wyobraźni widziałam jej długie,szczupłe nogi.Krótką sukienkę,która ledwo zasłaniałaby jej tyłek.Zresztą może go pokazywać,jest taki zgrabny.Nie to co mój,wylewający się ze spodni,wzrostem przypominający ten od Nicki Minaj.Na prawdę nie mam pojęcia czemu,zamiast skupić się na skomplikowanych równaniach matematycznych,myślałam o tym jak Luke zareaguje na jej widok.Pewnie mu się spodoba,jest taka ładna,taka chuda....Pewnie skończą w łóżku.Tak,na pewno tak będzie.Spodoba mu się.Gdy Hanna zdejmie sukienkę,Hemmings będzie mógł podziwiać jej wystające kości na opalonym brzuchu.Szczupłym brzuchu,bez ani grama zbędnego tłuszczyku,którego mam w nadmiarze.Z tych chorych myśli wyrwał mnie dzwonek na przerwę.Trochę przeraził mnie fakt,że nie wiem kompletnie nic z tej lekcji,ale bardzie powód przez który tak się stało.Wyszłam na zewnątrz mijając stołówkę.Jeśli chcę wyglądać przynajmniej w połowie jak Hanna muszę przestać tyle jeść.Jestem pewna,że nikt nie je tyle ile ja w ciągu dnia.To przecież nienormalne,a potem się dziwię,że ciągle tyję.Usiadłam przy moim stole i wyciągnęłam z  torby jabłko.Jedno jabłko ma około trzydziestu kalorii.Jest to jedno z najmniej kalorycznych owoców.Wyciągnęłam z kieszeni telefon,żeby sprawdzić ile czasu zostało do końca przerwy.Ugryzłam owoc i zdałam sobie sprawę,że właściwie to wcale nie jestem głodna.A skoro nie czuje się głodu to po co jeść?
-Hej,ładne buty chodźmy się pieprzyć-zadowolony głos blondyna przywrócił mnie na ziemię.
Szeroki uśmiech ozdobiony dwoma dołeczkami,nie schodził mu z twarzy,gdy jak zazwyczaj dosiadł się do mnie i położył tacę pełną fast food'ów na stole.
-Wow Luke,prawdziwy z ciebie romantyk-powiedziałam sarkastycznie z pełną buzią.
-Kelsey Alexandro Tate,ile razy mam ci powtarzać,że nie mówi się z pełnymi ustami.Zapamiętaj to bo może okazać się bardzo przydatne kiedyś podczas gdy będziesz...-nie musiał kończyć tego zdania,jego mina mówiła wszystko,jednak musiałam zapytać.
-Gdy będę co?
-Miała w ustach coś innego niż jabłko.
Przewróciłam tylko oczami.
-Jesteś nie wyżyty seksualnie czy coś?
-Ja nie,ale zgaduję,że ty owszem.
-Niby czemu?-spytałam na prawdę ciekawa cóż takiego w moim wyglądzie sprawia takie wrażenie.
-A jak często to robisz?-spytał bezpośrednio jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie.
-Luke!-spojrzałam na niego karcąco,mając nadzieję,że nikt nie usłyszał naszej wymiany zdań.
-Oj tak kochanie ćwicz już teraz,bo wieczorem będziesz krzyczeć to imię bez przerwy.
-Jesteś straszny-powiedziałam z wyrzutem,wzięłam torbę i wstałam.
-Już idziesz?-spytał,robiąc smutną minę.
-Dlaczego właściwie ze mną siadasz Luke?-zadałam dręczące mnie od dawna pytanie.Wzruszył ramionami.
-Chyba cię lubię.
-Lubisz?-spytałam.Nie ma mnie lubić,nie może,nie teraz kiedy już wszystko postanowione.
-Czy to takie dziwne?-spytał widząc zaskoczenie malujące się na mojej twarzy.Przygryzłam nerwowo wargę i spuściłam wzrok.Kiwnęłam przecząco głową po czym bez słowa udałam się w stronę szkoły.Aż niemożliwe,że jeszcze wczoraj wieczorem chciałam,żeby znów ze mną usiadł.Czemu właściwie chcę ciągnąć tę znajomość?Przecież to i tak nie ma sensu.A co gorsze przez niego nie mam czasu skupić się na tym co istotne.Na tym jak to wszystko zakończyć.Przede mną były jeszcze tylko dwie godziny wf'u i koniec zajęć.Mimo,że jeszcze było sporo czasu,poszłam już do damskiej szatni.Nie lubię wf'u,wręcz nienawidzę.Moje umiejętności są dużo poniżej rangi.Właściwie to nawet ich nie posiadam.Nie znam nikogo innego tak bardzo niezdarnego i beznadziejnego na tym przedmiocie jak ja.W biegach zawsze jestem ostatnia,w skokach mój wynik zawsze jest najniższy,a jeśli chodzi o gry zespołowe to szkoda w ogóle gadać.Wiele bym dała za całoroczne zwolnienie z znienawidzonego przedmiotu,jednak nie mam żadnej choroby typu astma,przez którą nie mogłabym wykonywać tych wszystkich ćwiczeń.Z ogromną niechęcią przebrałam się w strój, składający się z o wiele za krótkich czarnych spodenek i białej bluzki z krótkim rękawem.Związałam włosy w koński ogon,usiadłam na ławce i w ciszy czekałam na dzwonek lekcyjny.Kilka minut później szatnia zapełniła się pozostałymi dziewczynami,które przyszły zgodnie z dzwonkiem i jak najszybciej tylko mogły,przebierały się.Nawet nie zauważyłam kiedy pogoda poprawiła się i zamiast zachmurzonego nieba tak jak rano,świeciło słońce.Dla wielu był to duży plus,ale nie dla mnie.Ładna pogoda oznaczała zajęcia na dworze.Nie pomyliłam się.I tym razem wyszliśmy na zewnątrz i na "rozgrzewkę" mieliśmy przebiec trzy kółka.Niechętnie potruchtałam wyznaczoną ścieżką.Nie minęło dużo,kiedy zostałam prawie na samym tyle,jednak nie na tym się skupiłam,a na moich podskakujących nieładnie przy każdym kolejnym kroku fałdach na brzuchu,a potem na wylewających się ze spodenek tłustych udach.To było na prawdę straszne,nie mogłam na siebie patrzeć,dalej nie mogę.Nie znoszę tego widoku.Wykańcza mnie to,powoli ale skutecznie
zabija.Widać jest to dla mnie zbyt wiele.Znów chciało mi się płakać.Czemu wszyscy wokół urodzili się piękni z tak idealnymi figurami?Wszyscy tylko nie ja?Czemu akurat ja jestem tą grubą?Czemu nie mogę mieć ładnej figury tak jak pozostałe dziewczyny?
-Tate!Szybciej!-zawołała nasza trenerka,gdy zaczynałam drugie okrążenie.
Szybko zaczęłam odczuwać zmęczenie i trudniej mi się oddychało.Zero kondycji.Jestem beznadziejna.Nie wiem czemu miałam tak mało siły,ale ledwo stawiałam kolejne kroki,które były coraz mniejsze.Czułam ból w płucach,gdy szybko łapałam powietrze,nie potrafiąc ustabilizować oddechu.Kończąc drugie okrążenie zatrzymałam się.Kręciło mi się w głowie i było mi strasznie niedobrze.Usiadłam na przyjemnie chłodnej,idealnie skoszonej trawie,dalej ciężko oddychając.Cały świat mi wirował.
-Kelsey?-głos wuefistki dochodził do mnie jakby spod wody-Dobrze się czujesz?
-Trochę mi słabo-wysapałam.
-Chcesz iść do pielęgniarki?-spytała.
-Nie.Jest dobrze.Musze tylko....muszę tylko...tylko chwilę posiedzieć-mówiłam na pojedynczych wdechach,starając się uspokoić.Serce waliło mi jak szalone,nie chcę wiedzieć ile wynosił mój puls w tamtym momencie.
-Może nie powinnaś dzisiaj ćwiczyć.Co jadłaś dzisiaj?-spytała.
-Całkiem sporo jeśli mam być szczera-skłamałam.Nie rozumiem po co jej to wiedzieć?Co to ma wspólnego z tym,że jestem beznadziejna z wf'u?
-Dokładniej?-nie dawała za wygraną.
-Naleśniki.A potem na lunch frytki.I tortillę.
Kazała mi napić się wody i posiedzieć aż mi nie przejdzie.Wyszło na to,że na ławce spędziłam całą godzinę.Na drugiej czułam się już lepiej,ale trenerka stwierdziła,że powinnam sobie dzisiaj odpuścić biegi i zamiast tego wszyscy zagraliśmy w siatkówkę.Nie chciałam mówić,że cały czas dziwnie mi słabo.Wolałam uniknąć wizyty u szkolnej pielęgniarki.Siatkówka nie jest taka zła,właściwie to chyba z tych wszystkich gier zespołowych to właśnie ją lubię najbardziej.Kilka razy odbiłam.To ile piłek przepuściłam wolę zatrzymać dla siebie.Gdy lekcja się skończyła poszłyśmy do szatni.Kilka dziewczyn poszło pod prysznic,reszta zaczęła się przebierać.Byłam w tej drugiej grupie.Stwierdziłam,że jak tylko przyjdę do domu wezmę długą kąpiel.Zdjęłam te cholerne szorty i ubrałam swoje spodnie,które nie odkrywały tych paskudnych ud.Schowałam spodenki do szafki i zdjęłam bluzkę.Szybko znalazłam dezodorant,którego od razu użyłam.Właśnie miałam ubierać koszulkę,kiedy zapukał w szafkę obok.Powiedzieć,że byłam zaskoczona to za mało.Szybko odwróciłam się w jego stronę,wytrzeszczając oczy i zakrywając się koszulką.
-Boże święty Luke!-krzyknęłam.
-Boże święty Kelsey!-próbował naśladować mój zdesperowany ton.
-Co ty tutaj robisz?!-spytałam,rozglądając się wokół.
-Szukałem cie.
Stał opary o szafki,ręce miał skrzyżowane na piersi.Głowę leniwie opierał o chłodny metal drzwiczek szafki.Lekko się uśmiechał,ukazując dołeczki.Mrugał powoli,skupiając wzrok na mojej twarzy.Trudno mi to przyznać,ale wyglądał na prawdę ....dobrze.Bardzo dobrze.Okay,wyglądał po prostu cholernie seksownie.
-I znalazłeś. Luke musisz stąd wyjść-powiedziałam niemal od razu.
-Czemu?-spytał,uśmiechając się szerzej.
-Bo to damska szatnia!-podniosłam nieco głos.Przecież to było najgłupsze pytanie na świecie!Odpowiedź była tak oczywista.
-No i?-spytał jakby mój argument nic nie znaczył.
-No i faceci nie mają tutaj wstępu!-powiedziałam.-No chyba, że o czymś nie wiem-dodałam ciszej,ale usłyszał.
-Kelsey Alexandro Tate czy wątpisz w moją męskość?-spytał z oburzeniem.-Możesz być spokojna ani trochę nie przypominam kobiety.Jeśli chcesz mogę ci udowodnić jak bardzo niekobiecy jestem-dodał od razu,przygryzając wargę.Dopiero w tamtym momencie przyjrzał mi się od góry do dołu,bawiąc się swoim kolczykiem.
-Nie dzięki.
Odwróciłam się w drugą stronę i szybko ubrałam swoją koszulkę.Zaśmiał się cicho.
-Chciałem się tylko o coś zapytać.
-Mogłeś chwilę poczekać-zauważyłam,rozczesując splątane włosy.
-No właśnie nie.
-A jakbym była naga?!
-Cóż-uśmiechnął się złośliwie- myślę,że nie byłbym jakoś specjalnie tym oburzony.
-Wyjdź-powiedziałam twardo.
W tym samym momencie przeszła obok nas jakaś dziewczyna,która właśnie skończyła swój prysznic.Była w samym ręczniku,który ledwo zasłaniał jej pośladki.Długie,mokre włosy kaskadami opadały jej na ramiona.Przeszła obok posyłając Luke'owi uśmiech,który odwzajemnił.Jej spojrzenie mówiło "bierz mnie tu i teraz".Jestem pewna,że jakby powiedziała to na głos,bez namysłu by się zgodził.Gdy przeszła obok,blondyn wpatrzony w jej długie,szczupłe nogi(i zapewne tyłek) powiedział:
-Nie ma mowy.Podoba mi się tu.
-Luke-pomachałam mu ręką przed twarzą,żeby przestał się gapić.Po chwili znów jego błękitne jak niebo oczy skupiły się na mnie.-Co chciałeś?
-Co?-spytał zbity z tropu.Przewróciłam tylko oczami.
-Po co przyszedłeś?Co było tak ważne,że nie mogłeś zaczekać tych paru minut?
-Właśnie-powiedział,schodząc na ziemię,-Potrzebuję twojej rady w bardzo ważnej sprawie-jego ton był zadziwiająco poważny.
-Jak bardzo ważnej?
-Moje życie zależy do tego.
-O co chodzi?-spytałam zaciekawiona.Wyciągnął z kieszeni swoich spodni telefon,poszukał czegoś i po chwili moim oczom ukazało się zdjęcie dwóch koszul.Jedna w czerwono-czarną kratę,druga z ciemnego jeans'u.
-Która?-w dalszym ciągu był śmiertelnie poważy.Przez sekundę myślałam,że się ze mnie nabija.
-Żartujesz,prawda?
-Nigdy nie byłem tak poważny.
-Przyszedłeś tutaj,żebym doradziła ci co masz ubrać?!-spytałam niedowierzając.-Niewiarygodne!
-Nie rozumiesz Kelsey. Dzisiaj jest ta impreza, na którą mam zamiar pójść.Ty nie chciałaś,ale to nie zmieni moich planów.Biorę ze sobą dziewczynę i chcę dobrze wyglądać.Nie mogłem się zdecydować,a jako, że ty też jakby nie patrzeć jesteś dziewczyną...
-Wow dzięki Luke.Jesteś kurewsko spostrzegawczy-przerwałam mu,ale zignorował moją uwagę.
-Pomyślałem,że mi doradzisz.
-A zrobię to ponieważ?
-Ponieważ mnie uwielbiasz-wyszczerzył się.
-Nigdy nie powiedziałam,że cię lubię.
-Oczywiście,że nie.Nie możesz tego stwierdzić puki się ze mną nie prześpisz-znów ten bezczelny,pewny siebie uśmiech,którego z każdym dniem nienawidzę coraz bardziej.
-Idiota.
-Byłem już różnie nazywany:bogiem seksu,zgrabnym tyłkiem,cudem bożym,a nawet szczęśliwym plemnikiem,ale nigdy idiotą.Miła odmiana.Tak czy siak Kels,która?Może inaczej,w której ty byś mnie wolała?
-W żadnej-powiedziałam i minęłam go,zmęczona już tą głupią rozmową.Gdy wychodziłam z szatni zawołał:
-Wiem,że najbardziej podobałbym ci się bez niczego,ale nie mogę tak pójść na imprezę!
Nie odwróciłam się.Gdy już zmierzałam do wyjścia,przypomniało mi się o karze.Niechętnie zaczęłam szukać woźnego.Po kilkunastu minutach znalazłam go czyszczącego damskie toalety.Powiedział,że zacznę od jutra,ale zanim pójdę do domu,mam iść jeszcze do sali biologicznej,gdzie prawdopodobnie jest już mój "pomocnik" i umówić się z nim kto co robi.Tak też zrobiłam.Weszłam na drugie piętro,drzwi z sali były uchylone.Zajrzałam przez nie.To co zobaczyłam sprawiło,że poczułam się jakby ktoś z całej siły przywalił mi patelnią,a nawet gorzej.Niby spodziewałam się tego,a jednak to było takie dziwne i w jakiś cholerny,dziwny,niezrozumiały dla mnie sposób bolało.Odsunęłam się i oparłam o ścianę obok.Dalej zastanawiam się czemu tak trudno pogodzić mi się z widokiem siedzącej na stole Hanny z nogami oplecionymi wokół talii Luke'a,zachłannie całującej jego malinowe usta,z dłońmi zatopionymi w blond czuprynie.Przygryzłam wargę tak mocno,że poczułam w ustach metaliczny smak krwi.Gdy
usłyszałam odbijające się od podłogi obcasy,skryłam się za ścianą.Hanna wyszła z sali i poszła drugą stroną.Stałam jeszcze przez chwilę nie mogąc się pozbyć tego paskudnego widoku z mojej głowy.To pewnie z nią idzie na imprezę.Tak bardzo oczywiste,że aż jestem zaskoczona,że od razu się nie domyśliłam.Jakoś nie miałam ochoty z nim rozmawiać.Szybkim krokiem poszłam w stronę schodów.
-Kelsey!
Przystanęłam wymuszając uśmiech i odwróciłam sie w jego stronę.
-Jeż się stęskniłaś?-spytał,podchodząc do mnie.
Ty cholerny zasrany dupku,myślisz,że kim ty kurwa jesteś?Czemu ją całujesz?Czemu dotykasz jej tyłka,którego macał już chyba każdy chłopak w tej szkole?Czemu obściskujecie się w sali z biologi?Czemu nie na przykład w tej z francuskiego?Czemu robisz to wszystko akurat z Hanną?Czemu z tą zdzirą,która zniszczyła mi życie?Czemu teraz jak gdyby nigdy nic podchodzisz do mnie z tym swoim ładnym uśmiechem?Czemu po prostu nie zostawisz mnie w spokoju?Czemu udajesz,że nic się przed chwilą nie wydarzyło?I czemu wyglądacie ze sobą tak....tak dobrze?
-Mam karę-powiedziałam.-Chyba jestem zdana na ciebie.To podwójna kara-dodałam.
-Właśnie miałem zabrać się za sprzątanie i...
-Oczywiście,że miałeś-przerwałam mu.
-Tak ja...
-Nie będę ci przeszkadzać.I tak zaczynam od jutra.Pa Luke-powiedziałam,odwróciłam się,ale złapał mnie za nadgarstek,odwracając w swoją stronę.Spojrzałam na trzymającą kurczowo moją rękę dłoń,po czym zaraz przeniosłam wzrok na jego spokojną twarz.
-Na prawdę nie wiem co byś beze mnie zrobiła.Zapomniałaś telefonu na lunch'u-powiedział,wyciągając z kieszeni moją komórkę.Nie mam pojęcia jakim cudem nawet nie zauważyłam jej braku.
-Dzięki-schowałam zgubę do torebki.-Musze już iść.Do zobaczenia.Minęłam go,ale zanim zniknęłam za rogiem,zatrzymałam się i zawołałam do cały czas stojącego w tym samum miejscu chłopaka:-Krata!
-Co?
-Wolałabym cie w tej koszuli w kratę.
Uśmiechnął się szeroko ukazując rząd białych zębów i dwa dołeczki w policzkach.

-Dlaczego właściwie ze mną siadasz Luke?-zadałam dręczące mnie od dawna pytanie.Wzruszył ramionami.
-Chyba cię lubię.

Jego duże dłonie powoli przesuwały się z jej talii coraz niżej.Zatrzymały się na udach,ściskając je trochę.Przysunęła go bliżej siebie,ich klatki piersiowe się stykały.Długie blond włosy sięgały niemal do pasa.Zatopiła drobne dłonie w jego blond czuprynie,całując coraz zachłanniej.Przygryzła jego malinową wargę,celowo zahaczając o srebrny kolczyk.Złożył kilka krótkich pocałunków na jej szyi,zanim znów wrócił do ust.

Szybko wytarłam niechcianą łzę,wolno spływającą po moim bladym policzku.



_______________________________________________________________________
Heeej kochane! :D Wasze reakcje na :

Mamę Kels:


Zboczonego Luke'a:




Ten kiss na końcu:






Don't hate me please :(
Piątek,piąteczek,piątunioooo <333
Nie wiem od czego zacząć.Macie zboczonego Luke'a (bardzo zboczonego,nawet bardziej niż planowałam,ale to z myślą o Lucy ♥)
Nie wiem jak wy,ale ja tam nawet lubię ich rozmowy :D 
Pytanie do was: która część z rozmów Lesley podobała wam się najbardziej? :D
Jak wrażenia po teledysku do "Good Girls"? (wszyscy łączymy się w bólu z moją przyjaciółką,która oglądała to biedna ze mną i jakoś zniosła mój fangirling xd) Ten teledysk to życie ♥
Co do końcówki rozdziału to PROSZĘ BŁAGAM NIE BIJCIE.
Ja wiem,że ostatnio pisałam,że macie się szykować na Lesley moments,a tu wyskakuję z Hanną,ale mówiąc Lesley moments nie miałam na myśli od razu związku,całowania i innych rzeczy.
A może shippuje ktoś z was Lannę? xd 
O opinię na ten temat poprosiliśmy pewnego młodego Azjatę:

(Boże Calum przepraszam,ale musiałam xd)

Hmm no i to chyba tyle co do rozdziału,bo jak zwykle przynudziłam.
Następny powinien wam się spodobać ;) 27.10 next!
Mamy nowy szablon-i jak wam się podoba?! :D Piszcie bo jestem bardzo ciekawa :3 Osobiście się w nim zakochałam,przeszedł moje oczekiwania ♥
Teraz walnę tutaj takie duże podziękowanie.A więc, bardzo,bardzo,bardzo dziękuję każdej osobie,która skomentowała poprzedni rozdział.Było aż 11 komentarzy(jak dla mnie bardzo dużo,jak do tej pory najwięcej na tym blogu)!Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile to dla mnie znaczy,ile radości mi sprawia czytanie waszych opinii.Na serio aż chciało mi się płakać ze szczęścia o,o Także kolejny raz ogromnie wam za wszystko dziękuję,jesteście cudowne ♥
No i na samym końcu tradycyjnie dedykacja.Jest tak wiele osób,którym chciałabym zadedykować,więc możecie być pewne,że jak nie w tym to w następnym rozdziale to zrobię :)
A więc rozdział z dedykacją dla Karo - jak tylko przeczytałam twój komentarz,wiedziałam,że następny rozdział będzie speszyl for you :D Kochanie nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci wdzięczna za te wszystkie słowa,które napisałaś :') Chciałabym cię teraz wyściskać,ale to niestety niemożliwe :( Mam nadzieję,że cie nie zawiodłam tym rozdziałem i,że kiedyśśś w przyszłości będę mogła cie wyściskać :D 
Do następnego :**

13 komentarzy:

  1. Świetny rozdział ^^
    Czekam na zemstę Kels, albo chciaże momentu w którym Luke'owi się oberwie ^^
    Może nawet dobrze że lizał sie z Hanną coś się przynajmniej dzieje :P
    Czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  2. nooo ta końcówka, rzesz ku*** mać!! Cholerny Luke, czemu.... aaaaaaaaaaaaaaaa jestem zła, prawdziwie zła!! Biedna Kels ;'( rozdział jest naprawdę boski i wgl
    czekam na nexta weny i buziole ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG!!!!!!!
    CO?
    GDZIE?
    JAK?
    Ludzie rozdział dla mnie ja jestem w niebie <3
    nawet nie wiesz jak ja bym cię chciała teraz wyściskać, no ale może będzie kiedyś okazja :)
    Ala normalnie ta afera jest taka pfff....
    po prostu nie mogę....
    w wielkim skrócie:
    KOCHAM CIĘ <3 :*****
    czekam z niecierpliwością na następny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. No więc... Zacznijmy od pewnej informacji nie do końca związanej z blogiem... To znaczy ona jest w pewnym stopniu z nim związana, ale... DO RZECZY! Dzięki Tobie pokochałam 5SOS!!! A co więcej zaraziłam tym moją młodszą siostrę... ;) Nie wiem czy jest to dla Ciebie ważne czy zbędne, ale chciałam Ci to po prostu powiedzieć... A teraz co do rozdziału! Czytając ten rozdział śmiałam się jak nigdy w życiu (w momentach z mamą Kels i ze "zboczonym Luke'iem")... No to było po prostu "GENIASTYCZNE!!!" <3 Ze wszystkich rozdziałów jakie tu są ten podoba mi się najbardziej!!! Chociaaż... Gdyby nie ta końcówka to byłoby idealnie! Why???? Przecież Luke kocha Kels! Kels kocha Luke'a (choć walczy z tą myślą)! Więc... Nie wiem jak Ty to teraz odkręcisz, ale mam nadzieję, że Luke pójdzie na imprezę w koszuli w kratę, z Kels, a nie "tą drugą". Piszę "tą drugą" nie ze względu na to, że nie pamiętam imienia, ale ze względu na to, że jej po prostu nie znoszę (ładnie mówiąc). Ok. Ok. troszkę się rozpisałam... Aha. Wracając jeszcze do informacji z samego początku... WIELKIE DZIĘKI!!! Gdyby nie Ty to nie włączyłabym nawet ani jednej piosenki 5SOS, a teraz... <3 Dzięki, dzięki, dzięki ogromne! Czas się pożegnać, bo moja "spójność zdań" zaczyna szwankować. Dużo weny i do następnego!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. swietny rozdzial boze kocham cie
    A TY HANNA WYPIEPRZAJ XD

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział jak zawsze genialny!!! Tylko dlaczego, powiedz mi, Luke zrobił coś takiego Kelsey? :(((( Biedna...

    Ps. Jeśli jeszcze mnie nie znienawidziłaś to wejdź jak możesz na pocztę, bo wysłałam ci maila... :) Przepraszam, że tak późno, ale wszystko w nim jest.
    Mam nadzieję, że odpiszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja wiem, że teoretycznie wszystko już wiesz, ale i tak Ci tutaj napiszę jeszcze raz. A więc tak...
    O matko... Ten szablon jest śliczny. I do tego jeszcze w niebiesko-granatowej kolorystyce.. No i ten napis.. Idealnie :*
    I pewnie wiesz, który cytat najbardzie mi się podoba. Znając kontekst brzmi jeszcze lepiej niż na sucho. Teraz czekam na kolejne ;)
    Mama Kels - rewelacyjna. Tak jak mi pisałaś :D
    I Luke.. - Prawidłowo :D
    Przepraszam, ale na tym zakończę, nie chcę się powtarzać. Uzupełnienie na tt ;)
    Także trzymaj się Słonko, miłego nadchodzącego tygodnia i do następnego :**

    OdpowiedzUsuń
  8. Piszesz wspaniale, a każdy rozdział jest zajebisty ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejku jestem tak bardzo ciekawa co sie bedzie działo dalej z Kels a Luke tu tak troszke na dwa fronty leci hah i wgl zboczeniec z niego ale lubie to haha
    Czekam na nastepny!! <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Kazdy rozdzial jest tak samo zajebisty *-* Kocham tooooo! Czekem na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Skarbie kiedy dodasz kolejny rozdzial? Juz nie moge sie doczekac aby przeczytac kolejny genialny rozdzial <3 Te opowiadanie jest genialne pod kazdym wzglendem i byla bym strasznie zawiedzona gdybys skonczyla pisac :( Mam nadzieje, ze rozdzial pojawi sie w najblizszym czasie… Kocham Cię tak jak kocham te opowiadanie <3 Cal xx

    OdpowiedzUsuń
  12. jeju bardzo dziękuję aniołku za te wszystkie miłe słowa :') ♥♥♥ jesteś kochana ♥
    nie kończę pisać o to się nie martw misiu :* nie wiem czy widziałaś,ale jest już 13 rozdział :) a 14 dodam w tym tygodniu ;* jeszcze raz dziękuję za wszystko ♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Prosze bardzo kochanie <3 To ty jestes kochana :* Jeju nie zauwazylam, ze dodalas juz tyle rozdzialow :D Wlasnie bede sie zabierac za czytanie <3 Zycze milego dnia Aniołku :*** Cal xx

    OdpowiedzUsuń