Son

poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 11

03.06.2013 r.



"I love being alone but i hate feeling alone"



Drogi pamiętniku,
dom był pusty,gdy wróciłam zaraz po lekcjach.Po mamie ani śladu.Jej butów nie było na wycieraczce,samochód nie stał na parkingu.Westchnęłam.Gdy weszłam do kuchni po coś do picia od razu w oczy rzuciła mi się mała karteczka.


"Przykro mi Kelsey,ale to nagłe zlecenie.Do zobaczenia za kilka dni.Kocham Cię,mama."

Oczywiście.Chyba dopiero po tym jak znów wyjeżdża po kilku dniach spędzonych wspólnie, zaczynam odczuwać jak bardzo mi jej brakuje,jak potrzebna mi jest na co dzień.I pomyśleć,że jeszcze rano normalnie stała w naszej kuchni,wczoraj jadłam z nią kolację,a teraz już znowu jej nie ma.Ma dobrą pracę,którą uwielbia.Mówiła mi,że od dziecka chciała zostać prawnikiem.Udało jej się i do tego jest jedną z najlepszych w tym zawodzie.Wszystko byłoby fajnie gdyby zlecenia,które dostaje był tutaj, w Los Angeles.
Nalałam sobie wody i poszłam na górę do swojego pokoju.Odłożyłam plecak pod biurko i od razu udałam się do łazienki.Puściwszy wodę do wanny,związałam włosy w kucyk i szybko pozbyłam się ubrań.Czasem myślę,że lustro w mojej łazience to największe przekleństwo,najgorsza rzecz jaką posiadam w tym pomieszczeniu. Nie mogłam nie spojrzeć na swój o wiele za bardzo odstający brzuch.Przyjrzałam się jak zwykle z każdej możliwej strony by po raz kolejny stwierdzić to co jest przecież oczywiste.Znów przytyłam.Nie wiem jak to się dzieje,na prawdę nie mam pojęcia.Przecież ograniczam już spożywane posiłki do minimum, a i tak tyję!
Nalałam do wody mojego ulubionego płynu do kąpieli o zapachu czekolady.Czekolada...nie pamiętam kiedy ostatnio ją jadłam.Chyba kilka lat temu.Smak jest niezastąpiony to prawda,nie da się opisać tej przyjemności gdy kostka twojej ulubionej czekolady rozpływa ci się w ustach.Nic nie smakuje tak jak czekolada,ale też nic tak nie tuczy.Dlatego już dawno ją sobie odpuściłam.Relaksująca kąpiel po tych cholernym wf'ie była czymś o czym marzyłam od wyjścia ze szkoły.Zamknęłam oczy,zanurzona w przyjemnie ciepłej wodzie i znów dokładnie ukazał mi się obraz Luke'a i Hanny.W szkole jest tyle dziewczyn,czemu nie weźmie się za którąkolwiek inną?
Gdy owinięta ręcznikiem wróciłam do pokoju, doszłam do wniosku,że właściwie są siebie warci.Ona dziwka,on w każdym zdaniu znajdujący coś zboczonego.Ona piękna o idealnej figurze,on zdecydowanie najseksowniejszy chłopak w szkole też całkiem znośny.Gdy ubrałam szare spodnie z dresu i czarną luźną koszulkę,zaczęłam myśleć o tej imprezie u Dave'a.Pewnie Luke i Han będą się świetnie bawić.Dobrze,że ją zabiera, na prawdę się cieszę.Przecież nie sądziłam,że tylko dlatego,że ja nie idę on też zostałby w domu.Czemu miałby to zrobić?Nie jesteśmy nawet przyjaciółmi.Znajomi ze szkoły.Tylko tak można nas określić.Zabrałam książkę z fizyki i położyłam się na łóżku,otwierając na odpowiedniej stronie.Czas jakby stanął w miejscu gdy próbowałam zrozumieć przedmiot i wpajałam sobie do głowy coraz to nowsze pojęcia.Z całkowitego skupienia wyrwał mnie dzwonek telefonu.Zaskoczona odłożyłam książkę na bok,myśląc że mama o czymś zapomniała, wychodząc.Na wyświetlaczu widniał napis "Najprzystojniejszy Mężczyzna Świata".Przez kilka długich sekund gapiłam się w wyświetlacz jak sparaliżowana, zanim w końcu wcisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
-Cześć Kelsey-promienny głos chłopaka odezwał się po drugiej stronie.
-Luke do kurwy skąd masz mój numer?!-krzyknęłam niemal od razu.
-Tak Kelsey mi też miło słyszeć twój głos.Co u mnie?A dobrze,dobrze no nie powiem czuję się wyśmienicie-powiedział, ignorując moje pytanie.
Oczywiście,że czuje się wyśmienicie.Bóg jeden wie co takiego robił z Hanną jak wyszłam ze szkoły.
-Luke-zaczęłam znowu-skąd masz mój numer?
-Jak człowiek czegoś chce to koniec końców dostaje to.
-To nie jest odpowiedź-zauważyłam.
-Wstałaś i poszłaś do szkoły.Zostawiłaś telefon na stole.Zabrałem go żeby ci oddać.W między czasie wpisałem swój numer i wziąłem sobie twój-mówił jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
-"Najseksowniejszy Mężczyzna Świata"?Poważnie?
-Przynajmniej od razu wiedziałaś kto do ciebie dzwoni.
-Oj tak,przez sekundę byłam prze szczęśliwa! Nie mogłam uwierzyć,że sam Taylor Lautner do mnie dzwoni!
-Wow Kelsey kto by pomyślał,że masz poczucie humoru!-powiedział z udawanym zdziwieniem.
-Pieprz się Hemmings.
-Bardzo chętnie.Od rana dajesz mi takie propozycje,rozumiem że jesteś chętna.Daj mi pięć minut, zaraz będę.
Jedno pytanie,jedno małe pytanie:czy on może być jeszcze bardziej zboczony?
-Lepiej nie,jeszcze spóźnisz się na imprezę-przypomniałam mu,a twarz Hanny znów pojawiła się przed moimi oczami.
-Wiesz ile jeszcze czasu?Zdążyłbym cię zaspokoić jakieś dziesięć razy i ...
-Luke!-przerwałam mu.
-Nie to nie.Ale jakbyś zmieniła zdanie to już masz mój numer.
-Po co właściwie dzwonisz?-spytałam,rzucając się na łóżko.
-Tak sobie.Pogadać.Może masz ochotę się gdzieś przejść?
-Nie-powiedziałam niemal od razu.
-Skoro nie chcesz się spotkać to chociaż sobie trochę porozmawiajmy-powiedział.Niemal widziałam jak szeroki uśmiech ozdobiony dwoma zagłębieniami w policzkach, maluje się na jego twarzy.
-Ehh-westchnęłam-okay.
-Pozwól, że zgadnę: leżysz na łóżku z laptopem przed sobą i kubkiem herbaty.
-Mylisz się-przewróciłam oczami,czego i tak nie mógł zobaczyć-mam szklankę wody i książkę z fizyki.
-Pozwól mi to sobie wyobrazić-nastąpiła chwila ciszy,po czym zapytał:-jaki kolor bielizny masz na sobie?
-Luke nie leżę w samej bieliźnie!-krzyknęłam na co krótko się zaśmiał.
-To moja wyobraźnia i mogę robić z nią co chcę,a w niej tak właśnie leżysz-odpowiedział zaraz z udawaną powagą.
-Boję się twojej wyobraźni-powiedziałam szczerze.Znów usłyszałam jego szczery śmiech.
-Mógłbym powiedzieć,że nie ma czego,ale nie lubię kłamać.A wiesz,że jeśli potrafimy sobie coś wyobrazić, to potrafimy też tego dokonać?-spytał.
-Możesz dokonać,żebym leżała w samej bieliźnie?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Pff, w kilka sekund z zamkniętymi oczami-pochwalił się,po czym dodał zupełnie zmieniając temat:-Impreza zaczyna się o ósmej,po szóstej po nią pojadę.
Właściwie nie wiedziałam po co było znać mi tę informację.
-Tak wcześnie?-spytałam,żeby podtrzymać rozmowę.Nie żebym chciała,ale skoro już rozmailiśmy to czemu nie?
-Yep. Wiesz,żeby się wyszykowała-wyjaśnił.
-Będziesz na nią czekać?Chce ci się?-byłam zdziwiona,że miał zamiar czekać na Hannę prawie dwie godziny aż do końca się wyszykuje, zamiast przyjechać po nią gdy już będzie czekać gotowa.
-Może będę musiał jej doradzić co ubrać.
Może zdąży jeszcze na szybki numerek-pomyślałam,ale zostawiłam tą uwagę dla siebie.
-To lepiej kończymy,żebyś zdążył się wyszykować.
-Znów mnie spławiasz Kels.
-Tak,masz rację-potwierdziłam bo tak właśnie było.Zaśmiał się.Nie wiem czemu,ale na mojej twarzy również pojawił się uśmiech.
-Do zobaczenia-powiedział i rozłączył się.
Odłożyłam telefon i wróciłam do nauki.Im więcej nauczę się dzisiaj, tym mniej będę miała na weekend.Plus zajmie to moje myśli, które nie będą mogły skupić się na tej całej imprezie i Hannie.
Dwie godziny od rozmowy z Luke'm mogłam stwierdzić, że mniej więcej jestem przygotowana na wtorkowy test.Dochodziła szósta,kiedy zeszłam na dół do kuchni.Źle mi to przyznać,ale byłam głodna.Na prawdę po raz pierwszy od długiego czasu czułam tak ogromny,narastający z każdą sekundą głód.Ktoś wyglądający jak ja w ogóle powinien nie myśleć o ewentualnym zjedzeniu czegokolwiek.Skutkiem bycia mamy w domu,lodówka była pełna.Ale nie mogłam nic zjeść.Nie teraz kiedy jestem na dobrej drodze do lepszej mnie.Wiem,że pewnie zabrzmi to idiotycznie i głupio,ale stałam tak przez kilka minut przyglądając się smacznie wyglądającemu jedzeniu,wymieniając sobie co bym zjadła gdybym była chuda.Na pierwszy ogień poszłaby moja niegdyś ulubiona pizza z dziesięcioma rodzajami sera.Później zapchałabym się tym cudownym ciastem ze śliwkami roboty mojej mamy,którego smak jest niepowtarzalny.Zamiast tego nalałam sobie jeszcze jedną szklankę wody,która doskonale zapełnia.Zawsze gdy jesteś głodny wypij jeden lub dwa kubki wody,a poczujesz się pełny.
Leniwie udałam się do swojego pokoju.Otworzyłam drzwi,zatrzymałam się w progu, a szklanka wypadła mi z ręki,tłukąc się na setki małych kawałeczków i wylewając całą swoją zawartość na podłogę.Dłonią zasłoniłam usta i stałam tak jeszcze chwilę,zanim w końcu opamiętałam się,podeszłam do okna i je otworzyłam.
Jak gdyby nigdy nic, Luke wszedł do środka.
-Co tak długo?-spytał z wyrzutem-Nie łatwo się utrzymać na tym daremnym parapecie.
-Jezu Chryste-wyszeptałam, patrząc na niego jakbym widziała go pierwszy raz.
-Wystarczy Luke,ale jak wolisz.
-Czy ty...-zaczęłam,wskazując na okno.Najnormalniej w świecie zabrakło mi słów.
-Chyba tak-wzruszył ramionami.
-Ale....ale jak?
-No wiesz.Wspiąłem się po tej drewnianej kracie na ścianie-znów mówił jakby było to najoczywistszą rzeczą na świecie.
Ze strony mojego okna na zewnętrznej stronie ściany jest brązowa ozdoba domu,która mogła służyć jako drabina.
W końcu zaczęłam logicznie myśleć,mowa wróciła, a zadziwienie zamieniło się w irytację.
-Czy ciebie za przeproszeniem pojebało?!-spytałam z wyrzutem.
-Ale o co ci chodzi?-zdziwienie malowało się na jego twarzy.
-Po pierwsze:czemu wkradasz się do mojego domu oknem, zamiast wejść jak normalny,cywilizowany człowiek drzwiami?Zachciało ci się bawić w pieprzonego spider-man'a czy co?!
-Bałem się,że mnie nie wpuścisz.Poza tym wchodzenie przez drzwi jest nudne.Tak było zabawniej.
-Zabawniej?!-spytałam z niedowierzaniem-A jakbyś spadł i no nie wiem,zabił się?!
Na jego twarzy pojawiło się coś dziwnego,coś czego nie potrafiłam odczytać.Spuścił wzrok,uśmiechając się lekko,tak inaczej niż zwykle.Wyglądał jakby był...smutny?Ale nie trwało to długo.Po chwili znów wyszczerzył się bezczelnie.
-To na prawdę słodkie Kels, że tak się o mnie martwisz.
-Nie martwię się o ciebie Luke!To ja miałabym problem, gdyby znaleźli ciało martwego nastolatka pod moim oknem, a nie ty!
-Mała,urocza Kelsey. Uwielbiam cię taką.Przyznaj, że brakowałoby ci mnie.
-Luke!-przerwałam mu-Co ty tutaj w ogóle robisz?!
-No przyszedłem po ciebie.Wiesz,na imprezę.U Dave'a.
Osłupienie znów wróciło.Stałam tylko gapiąc się na niego,nic nie rozumiejąc.
-Co?-spytałam w końcu.Było to jedyne na co było mnie stać w tamtym momencie.
Westchnął.
-Czy tobie na prawdę trzeba wszystko tłumaczyć jak pięcioletniemu dziecku?Impreza. Dave.Dzisiaj.Ósma.Ty.Ja.
Przyjrzałam mu się od dołu do góry.Czarne converse, spodnie z dziurami na kolanach i czerwona koszula w kratę.
-Przecież mówiłeś, że zabierasz jakąś dziewczynę-przypomniałam mu.Westchnął.
-Tak Kelsey.Ciebie.
C-co?Mnie?Na imprezę?Do Dave'a?!Boże,nie...
-Luke ja...-zaczęłam,ale przerwał mi niemal od razu.
-Kelsey zamknij się proszę.Idziesz i już.Nie wyjdę stąd bez ciebie.
Usiadłam na łóżku.Musiałam zachowywać się jak kompletna idiotka,ale zaskoczył mnie.Właściwie "zaskoczył" to mało powiedziane.Byłam w tak ogromnym szoku,patrząc na opierającego się o ścianę Hemmingsa,że nie mogłam dobrać odpowiednich słów,które chciałam powiedzieć.
-Od początku chciałeś mnie wziąć ?
-W końcu zrozumiałaś-uśmiechnął się.
-Ale mówiłeś,że idziesz z ...
-A jakbym powiedział,że po ciebie przyjadę jakbyś zareagowała?-zapytał-No właśnie-dodał gdy nic nie odpowiedziałam.
-Nie jestem zaproszona-powiedziałam w końcu.Prychnął pod nosem.
-I co z tego?To najmniejszy problem jaki mógł być Kels.Wiesz ile tam będzie ludzi?Nawet cie nie zauważą.
Mnie i tak nigdy nikt nie zauważa.Nikt oprócz Luke'a.
-Nie chcę iść-czułam się trochę jak małe dziecko marudzące swoim rodzicom,że nie chce spędzić całego dnia u starej ciotki na herbacie.
Irytacja.Tylko tyle wyrażała jego twarz w tamtym momencie.Cicho przeklął pod nosem,poprawił włosy,westchnął i usiadł na parapecie.
-Ale kurwa pójdziesz.Jak będzie trzeba to wyciągnę cię siłą.Chyba nie masz wątpliwości,że to zrobię,prawda?-spytał.Kiwnęłam przecząco głową,przypominając sobie jak zaniósł mnie do swojego auta spod szkoły,czego za cholerę nie chciałam powtórzyć.
-Muszę posprzątać-wstałam natychmiast,idąc w stronę bałaganu,który zrobiłam na widok chłopaka za szybą.Ledwo zdążyłam zrobić dwa kroki,kiedy złapał mnie mocno za nadgarstek i odwrócił w swoją stronę.
-Posprzątam,a ty idź się szykuj.Czas leci,kochanie.Oczywiście musimy się modnie spóźnić,a mówiąc modnie mam na myśli dziesięć minut, a nie dziesięć godzin.
-Mogę ci pomóc.
-Nie-zaprzeczył od razu-jeszcze sobie zrobisz krzywdę.Ubierz coś seksownego-dodał uśmiechając się tak jak to miał w zwyczaju.
Mogłabym się dalej kłócić,ale wiedziałam,że nic by to nie zmieniło.Dalsza wymiana zdań nie miała więc sensu.Wzięłam kilka przypadkowych ubrań,nie spuszczając ciekawego wzroku z chłopaka i poszłam do łazienki.Zamknęłam drzwi na kluczyk bo nigdy nie wiadomo co mu strzeli do głowy.Wystraszyłam się na widok bladej twarzy w lustrze i podkrążonych ze zmęczenia oczu.Skręcało mi się w żołądku. Jade,Hanna,Dave...oni wszyscy tam będą.Boże w co ja się pakuję?
Przyszedł po mnie.Cały ten czas miał przyjść po mnie.Nie po Hannę.Nie po żadną inną dziewczynę ze szkoły.Po mnie.Czemu?Czemu akurat ja?Czemu nie idzie z Han po tym co zaszło między nimi w szkole?Dalej nie mogłam uwierzyć,że jest tuż za drzwiami.Czemu tak się mnie uczepił?
Westchnęłam i zabrałam się za makijaż.Delikatny,nigdy nie malowałam się mocno,to nie dla mnie.Wolę naturalny wygląd.Jedynie podkreśliłam oczy. Przyjrzałam się ubraniom,które wzięłam.Jak już pisałam milion razy nie lubię odsłaniać za dużo.W końcu ubrałam szare spodnie do kolan i czarną koszulkę na grubych ramiączkach z logiem Green Day'a.Włosy rozczesałam i związałam w wysokiego kucyka.Wszystko dopełniłam dużymi kolczykami,przejrzałam się w lustrze i wyglądałam strasznie.Co ja właściwie robię?Imprezy?To nie dla mnie.Nie pamiętam kiedy ostatnio na jakiejś byłam.Nie wiem co powinnam ubrać,jak powinnam się uczesać,a jeśli chodzi o taniec to już chyba gorzej być nie może.Pukanie do drzwi wyrwało mnie z rozmyśleń.Wow,zapukał!
-Żyjesz Kels?
-Zabawne Luke.Zabawne-powiedziałam sarkastycznie.
-Rozumiem,że gdy kobieta się szykuje czas staje w miejscu, ale minęła ponad godzina.Jest już po siódmej i...-przerwał gdy otworzyłam drzwi.Minę musiałam mieć jakby chcieli mnie ukrzyżować.
Zmierzył mnie od góry do dołu.
-A ty co?-spytał-Zakonnica?
Przewróciłam tylko oczami,mijając go i rzucając się na łóżko.Cudowny komplement panie
Hemmings dobrze, że i tak mam już wystarczająco niską samoocenę.
-Powiedziałem "ubierz się seksownie" czytaj "ubierz coś krótkiego,z dużym dekoltem"-kontynuował.
-Odwal się Hemmings- rzuciłam od niechcenia.
-To-wskazał na mój strój-jest ładne,ale nie na taką imprezę.
-Och,nie jest seksowne?-spytałam sarkastycznie,wkurzona jego komentarzami.
-Nie Kels,moja babcia lepiej się ubiera!-wyrzucił ręce do góry z dezaprobatą.
-Twoja babcia?
-Tak!Nawet ona więcej pokazuje-zawahał się przez chwilę-co właściwie nie jest niczym fajnym-skrzywił się patrząc gdzieś w przestrzeń,mając za pewne widok swojej babci w czymś skąpym tuż przed oczami.
Wyglądał jak idiota,nie mogłam się nie zaśmiać.Od razu odwrócił się w moją stronę,wracając na ziemię.
-Tak czy siak idziemy na imprezę nie na pogrzeb!-bulwersował się dalej.
-Myślisz,że tak poszłabym na pogrzeb?
-Ja już na prawdę nie wiem w czym ty byś poszła!A ta sukienka?Ta czarna,którą ostatnio kupiłaś?
-Ooooo nie-powiedziałam niemal od razu-Nie ma mowy-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Czemu?Nadawałaby się idealnie na taką okazję-upierał się przy swoim.
-Nie.
Ja też potrafię być nieugięta.Podeszłam do lusterka i ostatni raz poprawiłam włosy,kiedy stanął za mną.W odbiciu widziałam jak z uśmiechem przygryza wargę,bawiąc się kolczykiem.Przyłapałam się na gapieniu.Ale ten kolczyk...nigdy wcześniej o tym nie myślałam,ale musi być fajnie całować się z kimś z przebitą wargą.
-Wiesz,że podobasz mi się w tej sukience-powiedział zniżonym głosem.
Od razu przypomniała mi się sytuacja  z przymierzalni.Jego ciepły oddech na mojej szyi.Ciarki na całym moim ciele.
-Idę tak,albo wcale-powiedziałam twardo.Przewrócił tylko oczami,ale kiwnął twierdząco głową.
-Okay.To chodźmy.
-Przez okno czy może zrobisz ten wyjątek i dla zabawy wyjdziesz drzwiami?-spytałam sarkastycznie,wychodząc z pokoju.
-Sarkazm to moja specjalność kochanie-powiedział,idąc tuż za mną.
Zamknęłam drzwi,klucz schowałam do kieszeni.Otworzył mi drzwi swojego auta.Usiadłam i grzecznie poczekałam,aż zajmie swoje miejsce za kierownicą.Gdy zapiął pasy,włączył radio,odpalił silnik i odjechał spod mojego domu, zdałam sobie sprawę z tego co się dzieje.Co ja do cholery wyprawiam?
Zaparkował przed dużym,pomalowanym na biało domem z dachem zrobionym  z czerwonych cegieł.Znałam ten dom,nigdy nie byłam w środku,ale znałam go.Aż nadto dobrze.I właśnie w tym momencie,gdy wychodziłam z samochodu Luke'a,zadałam sobie pytanie "co ja tutaj robię"?Po co przyjechałam?Nie powinno mnie tutaj być,nie powinnam nawet myśleć o tej imprezie.A co jeśli ktoś mnie zauważy?Co jeśli będzie to Hanna,albo Dave?Co ja odwalam?Czemu dałam się tutaj zaciągnąć?Czemu się zgodziłam?Natłok pytań panował  w mojej głowie.Nie zdążyłam odpowiedzieć na jedno,a już pojawiało się dziesięć kolejnych.Wszystkie były bardzo podobne,dotyczyły właściwie tego samego .Zrobiło mi się niedobrze.
-Kels?-głos chłopaka przywrócił mnie na ziemię.
Na całej ulicy było słychać głośną muzykę dochodzącą z posiadłości Dave'a.Przed domem stało pełno samochodów.Mogłam sobie tylko wyobrazić ilu ludzi jest w środku.
-Mogłabyś się uśmiechnąć-kontynuował-to nie boli.
Poszedł w stronę frontowych drzwi,uśmiechając się do mnie zachęcająco.Wymusiłam sztuczny uśmiech,chcąc aby wyglądał na prawdziwy.Obawiam się,że zamiast pełnego zachwytu uśmiechu na mojej twarzy zagościł grymas.Starałam się zachowywać normalnie,ale w środku skręcało mnie ze strachu.Luke poczekał aż do niego dołączę i razem równym krokiem doszliśmy do drzwi.Wcisnął dzwonek.Czas jakby stanął dla mnie w miejscu.Nawet nie zauważyłam,że wbijam sobie paznokcie w dłoń.Drzwi się otworzyły,ale zamiast organizatora imprezy przed nami stanęła Hanna.
-Luke!-krzyknęła, przebijając się przez niesamowicie głośną muzykę, skupiając całą swoją uwagę na chłopaku.
Jej lekko falowane blond włosy sięgały prawie do pasa.Niebieskie oczy błyszczały sama nie wiem czy z radości i podniecenia na widok chłopaka,czy z dużej wypitej już ilości alkoholu.Miała na sobie błękitną sukienkę sięgającą tylko do połowy ud z krótkim rękawkiem i wyciętymi plecami.Oprócz długich kolczyków nie miała na sobie żadnych innych dodatków.
-Jak dobrze cie widzieć-mówiła dalej uśmiechając się.Dopiero później jej wzrok przeszedł na mnie,a uśmiech zniknął z jej zbyt mocno umalowanej twarzy.-Kelsey.Nie wiedziałam,że zostałaś zaproszona-powiedziała,uśmiechając się złośliwie.Chciałam coś odpowiedzieć,ale miałam ogromną gulę w gardle.
-Przyszła ze mną-wtrącił się Luke.Hanna spojrzała na niego,zamrugała kilkakrotnie po czym wymusiła uśmiech.
-Przykro mi,ale mogą wejść tylko ci co zostali zaproszeni-powiedziała zbyt słodkim głosem.
-Jesteś pewna,że ci wszyscy ludzie mieli zaproszenie?-słowa Hemmings'a mimo,że ciche dało się usłyszeć aż nadto wyraźnie.
-Oczywiście,że tak.Przykro mi Kelsey-zwróciła się do mnie krzyżując ręce na piersi-ale nie możesz wejść.
Posłała mi uśmiech,ale nie taki współczujący tylko wredny,uśmiech wygranej.W jej głosie nie było ani krzty smutku czy żalu,a jedynie sarkastyczna uprzejmość.
-W takim razie idziemy do domu-Luke wzruszył obojętnie ramionami.
Muszę przyznać,że zaskoczyła mnie jego postawa.Wstawił się za mną,nie chciał wejść beze mnie.Na szczęście Hanna była jeszcze bardziej zaskoczona niż ja.Stała przez moment z lekko otwartą buzią co wyglądało na prawdę idiotycznie.
-Ale jak to?Zaprosiłam cię,liczyłam że przyjdziesz i...
-Życie-przerwał jej chłopak,znów wzruszając ramionami.
Z jednej strony cieszyłam się, że tak właśnie postąpił.Oj tak cholerna radość wypełniała mnie całą.Ale z drugiej strony zdawałam sobie sprawę jak głupia jest ta sytuacja.
-To nic-odezwałam się w końcu.
Oboje spojrzeli na mnie zdziwieni.
-To na prawdę nic Luke-kontynuowałam-nie zostałam zaproszona,rozumiem.Nic nie szkodzi,mogę wrócić do domu.Na prawdę.
-Wrócimy razem.
-Nie.Myślę,że powinieneś zostać.No wiesz-zawahałam się,spoglądając na lekko wstawioną już Hannę-zabawić się.Nie będziesz przecież tracił zabawy przeze mnie.
-Ma rację!-piskliwy głos blondynki przerwał mój monolog.Chłopak lekko się skrzywił na moment.
-Pójdę z tobą-rzucił twardo.
-Oj Lukey-Hanna położyła swoją szczupłą dłoń na klatce chłopaka.Spojrzał na nią nieco zaskoczony.-Skoro chce iść to niech idzie.Powinieneś zostać,jest piątek!Zabaw się!
Powoli zsunął jej dłoń z siebie po czym znów spojrzał na mnie.
-Zostań-powiedziałam wysilając się na uśmiech.Niepewnie kiwnął twierdząco głową.
Wymusiłam ostatni z uśmiechów,po czym odwróciłam się na pięcie i tą samą ścieżką,którą przyszłam, powoli oddalałam się w stronę głównej ulicy.Robiło już się ciemno i chłodno.Z jednej strony cieszyłam się,że mogę wrócić do domu i spędzić wieczór sama tak jak planowałam,jednak z  drugiej było mi jakoś dziwnie...smutno.A nie powinno.Przecież mogłam się tego spodziewać.czego innego niby oczekiwałam?Że ludzie,którzy mnie nienawidzą nagle ot tak wpuszczą mnie na zapewne jedną z najlepszych domówek z otwartymi ramionami?Nigdy tak nie myślałam,więc nie mam pojęcia czemu ogarnęło mnie przygnębienie.Najchętniej usiadłabym i zaczęła płakać.Tak bardzo typowe dla mnie.Przyspieszyłam nieco tempo,mijając pierwszy zakręt.Szłam dosyć szybko,kiedy usłyszałam ten głos.Głos,którego nie sposób pomylić z żadnym innym.
-Kelsey!Zaczekaj!
Momentalnie się zatrzymałam.Mimowolnie uśmiechnęłam się sama do siebie,jednak zanim się odwróciłam znów stałam się poważna.Szybkim krokiem zmierzał w moją stronę.Uśmiechał się jak to miał w zwyczaju.Już nie było mi zimno,przyjemne ciepło rozeszło
się po całym moim ciele.
-Dlaczego...-zaczęłam gdy już stanął obok mnie,ale mi przerwał.
-Powiedziałem ci,ze pójdziemy razem.Razem,albo wcale.
-Ale Hanna...Dave...-nie wiedziałam jak sensownie ułożyć zdanie.Byłam zaskoczona.Bardzo miło zaskoczona.
-Kim oni dla mnie są Kels?Ledwo ich znam.
I nagle znów przed oczami pojawił mi się obraz obściskujących się Luke'a i Hanny.
-Myślę,że zależało im żebyś tam był-wydukałam w końcu.
-Cóż-zaczął,bawiąc się swoim kolczykiem-bez ciebie nie chcę tam być-wzruszył obojętnie ramionami,po czym znów promiennie się uśmiechnął.-Chodźmy do domu.




________________________________________________________________________
Jeśli po tym rozdziale jeszcze nie kochacie Hemmings'a to ja już nie wiem co z wami nie tak x
Heeej kochane! :D I co tam u was? Jak tam wam mija ostatni tydzień października? Jakieś plany na Halloween? :D Pochwalcie się :3
Jeśli chodzi o mnie to ostatni tydzień był czymś strasznym.Cholernym ciągiem samych dobijających rzeczy,zakończony rozcięciem ręki parasolem i wizytą w szpitalu :) Only Jess
Ten rozdział to też kurde wyszedł strasznie ._. Nie stać mnie na nic lepszego,wybaczcie x
Zboczonego Luke'a ciąg dalszy
Hemmings w koszuli
Luke tak bardzo za Kelsey
Hope you like it!
Dziękuję wam kochane za tyle wyświetleń,za te wszystkie cudowne komentarze pod poprzednim rozdziałem i za 24 (!) obserwatorów ♥ Jesteście cudowne i nigdy nie będę w stanie wam wystarczająco podziękować za to co dla mnie robicie ♥ Kocham was aniołki ♥
Rozdział dedykuję mojej kochanej,jedynej w swoim rodzaju siostrze Agnes (♥),dzięki której ten paskudny tydzień stał się o wiele,wiele lepszy :D Tak bardzo poprawiła mi humor *O* Zapraszam wszystkich na jej nowego bloga z one shot'ami :3 
KLIK 
+ teraz oficjalnie możecie shippować jashton'a xd 
Next już 07.11 ! :)
Jeśli przeczytałeś bardzo proszę- SKOMENTUJ ! Dla ciebie to chwila,a dla mnie ogromna motywacja do dalszego pisania i radość :D 


@Jessicaa___R

9 komentarzy:

  1. JEEEEEJ!!!! Czy Ty wiesz, że od momentu, w którym pojawił się Luke cały czas chichoczę i robię różnie nieokreślone gesty rękoma... Moja młodsza siostra patrzy na mnie jak na jakąś wariatkę, ale to szczegół... Boże! No wszystkiego się spodziewałam tylko nie tego. Już miałam szykować focha na Ciebie, bo myślałam, że Luke pójdzie z Hanną, a tu taka wspaniała niespodzianka... I ten kochaaany Luke... No ja też chcę takiego tylko i wyłącznie dla siebie. No kurcze! Który chłopak zachował by się tak jak on i zrezygnował ze wspaniałej imprezy dla dziewczyny... A do tego te wspaniałe dialogi! No ja nie wiem!!! Jak dla mnie to Ty możesz już książki pisać i publikować... Zapewniam Cię, że będę czytać tom za tomem! Aha! Z tego co mi się wydaję to ja Ci pod ostatnim rozdziałem groziłam, że jeżeli napiszesz coś w stylu "ten rozdział mi nie wyszedł" to Cię znajdę i Cię skrzywdzę... No i widzę, że się nie przestraszyłaś... Otóż mówię Ci, że możesz się mnie już niedługo spodziewać! Rozdział jest wspaniały, a dowody masz wymienione powyżej! Z niecierpliwością będę czekać na kolejny!!! Dużo weny, więcej wolnego czasu na przyjemności! Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i przesyłam mnóstwo całusów. Do następnego! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow alr superowy rozdział Luke jest mega słodki chyba się coś szykuje. Czekam z niecierpliwością na next

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko!!!!! Jess....
    Jak można tworzyć coś takiego?? Słońce, ja jestem w szoku po tym rozdziale. Nie sądziłam, że tak się w to wciągnę, ale ja się najwyraźniej uzależniłam. Normalnie mam taki ogromny zaciesz, i dodatkowo jeszcze tym, że dałaś mi możliwość zaczęcia czytania kilkadziesiąt sekund po publikacji.... Ja się tam u Ciebie w najbliższym tygodniu zjawię, szykuj się :***
    A tak szczegółowiej:
    1. Kolejny cytat z tej serii, którą mi udostępniłaś jakiś czas temu. Jak ja go zobaczyłam, to myślałam, że padnę. Tylko nie ukrywam, wtedy był całkowicie wyrwany z kontekstu i myślałam, że pójdzie do kogo innego. Ale i tak cała sytuacja jest rewelacyjna!
    2. Ten "Najprzystojniejszy Mężczyzna Świata"... Nie powiem, nie w pełni, ale się zgadzam :D
    3. Oczywistą oczywistością jest to, że wchodzenie oknem jest o niebo lepsze od zwykłego przekraczania progu. Przecież teraz każdy tak robi. To takie normalne. - I nagle wszyscy naśladują Hemmings'a w sposobie odwiedzania znajomych :D
    4. Tylko chwila - ale jednak. Upadek z wysokości. I ten smutny uśmiech... To by było zbyt banalne. Nie w jego stylu. Może niedługo Kels rozszyfruje o co chodziło.
    5. I podziwiam go wielce za tą postawę. Ja też nie wiem jak można go było nie pokochać do tej pory, ale jeśli po tym rozdziale jest tak samo, to ja poważnie zaczęłabym się zastanawiać czy wszystko w porządku. O mnie się nie bój, ja go kocham od samego początku :D
    Koniec tego spamu na dziś. I tak podziwiam jeśli dotrwałaś do końca. A jeśli tak, to miłego, spokojnego, luźnego tygodnia i powodów do uśmiechu przez cały czas :*****

    OdpowiedzUsuń
  4. jesteś boska skarbeńku <3
    jesteś najlepsza :)
    nawet nie wiesz jak ja cię kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  5. noo teraz to jest kochany!! To było naprawę urocze z jego strony, bosz kocham go!! jejciu ja już chcę nexta!! nie mogłam się doczekać tego rozdziału, a teraz go czytam zamiast streszczenia xd nic życzę ci duuuuużo weny i buziole kochana ;**

    OdpowiedzUsuń
  6. kocham to jeju sliczne czekam na pocalunek aw

    OdpowiedzUsuń
  7. yeah!! Lukey zachował się świetnie i wgl ale nadal nie rozumiem po jaką cholerę całował się z Hanną ?! Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału *.* Pozdrawiam i do przeczytania :*

    OdpowiedzUsuń
  8. <3 Świetny rozdział <3
    uwielbiam jak piszesz

    OdpowiedzUsuń