Son

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 12

03.06.2013 r.



Przepraszam,że nie jestem jak ona



Drogi pamiętniku,
Tak sobie teraz myślę,że byłoby na prawdę dobrze gdybyśmy wtedy poszli do domu tak jak planowaliśmy.Czułam,że wrócenie tam nie jest dobrym pomysłem.
Luke włożył ręce do kieszeni i z typowym dla niego uśmiechem,zaczął powoli iść.
-A co z twoim autem?-spytałam,dotrzymując mu kroku.
-Przyjdę po nie jutro-odpowiedział obojętnie.
Skręciliśmy w prawo,na ulicę pełną ładnych,małych,kolorowych domków.Była to zdecydowanie jedna z najbardziej spokojnych dzielnic na jakiej kiedykolwiek się znalazłam.Szliśmy powoli w ciszy,która wcale nam nie przeszkadzała.No,przynajmniej mi .Blondyn co jakiś czas kopał małe kamyczki,które leżały na jego drodze.Nie spieszyliśmy się.Mieliśmy właśnie przechodzić przez ulicę,kiedy oboje odwróciliśmy się niemal w tym samym momencie na dźwięk tego piskliwego głosu,którego nie da się pomylić z żadnym innym.
-Luke!Luke zaczekaj!!
Hanna "biegła" w naszą stronę.Dalej nie wiem jakim cudem się nie przewróciła.Cały czas potykała się o własne nogi,na których ledwo się trzymała. Hemmings przewrócił tylko oczami i usłyszałam ciche "ja pierdole".
-Lukeyy!-krzyknęła,gdy w końcu znalazła się obok nas.
Na jej twarzy gościł promienny uśmiech przepełniony radością na widok chłopaka.Odgarnęła blond kosmyki opadające jej na czoło i stanęła wyprostowana.
-Nie idź-poprosiła,skupiając całą swoją uwagę na nim.
-Powiedziałem ci,że...
-Tak wiem-przewała mu natychmiast.-Nie wiem czemu tak się uparłeś,ale zgoda.
-Zgoda na co?-spytał nieco zbity z tropu.
-Może przyjść-powiedziała-Kelsey.Może przyjść na imprezę-wyjaśniła cała w skowronkach.
Szczerze powiedziawszy nie sądziłam,że aż tak bardzo zależy jej na obecności Luke'a.Hanna jest strasznie puszczalska.Trudno zliczyć z iloma facetami ze szkoły już spała.Początkowo myślałam,że takie same plany ma wobec Luke'a,że chodzi jej tylko o jedno.Nigdy nawet nie przeszło mi przez głowę,że mógłby jej się podobać tak na poważnie.To było takie...dziwne.
Wiedziałam,że Luke od początku bardzo chciał iść na tą imprezę,dlatego w ogóle nie zaskoczyła mnie jego nagła radość.Teraz mógł bez żadnych "przeszkód" spędzić wieczór tak jak planował,więc chyba oczywista była jego odpowiedź.
-W takim razie chodźmy!-krzyknął,a sekundę później szeroki uśmiech ukazał się na jego twarzy.
Hanna cały czas chichocząc i dalej kołysząc się na nogach,wyciągnęła dłoń w stronę chłopaka.Był taki zadowolony...Splótł ich ręce,a blondynka od razu pociągnęła go w stronę domu Dave'a.Odwrócił się wyciągając do mnie drugą rękę.Kiwnęłam tylko przecząco głową.
-Jeszcze potrafię ustać na własnych nogach,dam sobie radę.Pójdę zaraz za wami-powiedziałam,wymuszając uśmiech.
Oczywiste było,że nie chciałam iść na tą imprezę,a fakt,że nie mogłam wejść bez zaproszenia wcale nie był dla mnie czymś złym.Wręcz odwrotnie-cieszyłam się,że będę mogła wrócić do domu.Niestety moje plany legły w gruzach.Szłam kilka kroków za roześmianą Hanną,idącą po całym chodniku i Luke'm trzymającym ją w pasie żeby nie upadła.Na szczęście nie zdążyliśmy dojść daleko od domu Dave'a,więc po paru minutach znów byliśmy na parkingu,gdzie jakieś chłopak aktualnie wymiotował.Hanna otworzyła drzwi i weszła do środka jakby wchodziła do własnego domu,ciągnąc chłopaka za sobą.Weszłam tuż za nimi i przystanęłam w progu.Jak już pisałam, nie jestem typem imprezowiczki i nie pamiętam kiedy na jakiejś domówce ostatnio byłam.
Liczba ludzi w domu była oszałamiająca.Dziesiątki spoconych i wstawionych już nastolatków bawiło się na całego.Tańczyli,nie zwracając uwagi na to czy potrafią.Po prostu bawili się.Salon był przepełniony po brzegi.Kanapa,fotele i stolik były gdzieś wyniesione,więc ogromny pokój służył jako parkiet.Rozejrzałam się wokół i dopiero w tamtym momencie doszło do mnie,że straciłam
Luke'a i Hannę z pola widzenia.Początkowo poczułam ucisk w żołądku,który jednak szybko minął.Po co się tym przejmować?Są gdzieś w przepełnionym po brzegi domu.Prędzej czy później pewnie na nich wpadnę.Zaczęłam przeciskać się między ludźmi,cały czas przyglądając się uważnie panującej zabawie.Jakaś dziewczyna,której kompletnie nie kojarzę tańczyła na stole.Pewnie nie była z naszej szkoły,inaczej poznałabym ją po twarzy.Była w samej bieliźnie,a chłopcy stojący obok śmiali się,gwizdali i krzyczeli jakieś zboczone teksty.Dużo "par" tańczyło w bardzo....jakby to powiedzieć ....erotyczny sposób.Lub po prostu stali gdzieś w kątach całując się i dotykając.Nie przyglądając się dłużej, poszłam w stronę kuchni.Minęłam schody na piętro,na których społo kilku facetów bez koszulek,całych wymalowanych mazakami.Jeden miał narysowane wąsy,a drugi penisa na czole.Typowe.Muzyka była tak głośna,że ledwo słyszałam własne myśli.Pulsowała w moich żyłach.W końcu jakoś doszłam do przestronnej kuchni,w której tłok był o wiele mniejszy niż w salonie czy korytarzu.Jakaś dziewczyna siedziała na blacie kuchennym i całowała się z wytatuowaną brunetką.Zauważyłam,że jakiś rudy chłopak siedzi w kącie z wiadrem i wymiotuje.Czułam się dziwnie,nie na miejscu.Jakbym tam zupełnie nie pasowała...bo tak właśnie było.Nie piłam,nie paliłam.Nie lubię tańczyć,chyba po prostu nie potrafię się bawić.Moje życie towarzyskie dawno zniknęło i z przykrością musiałam stwierdzić,że nawet moja siedemdziesięcioletnia sąsiadka często bawi się zapewne lepiej niż ja.Do tego byłam chyba jedyną dziewczyną w spodniach.Wszystkie miały na sobie albo bardzo krótkie spódniczki i bluzki, albo odsłaniające tyłek, upięte sukienki z ogromnymi dekoltami.
-Czego się napijesz kochanie?
Nawet nie zauważyłam kiedy uśmiechnięty od ucha do ucha chłopak w irokezie do mnie podszedł.
-Emm...coli?
Jego nagły napad śmiechu zwrócił uwagę kilku stojących niedaleko osób.
-Zabawna jesteś-powiedział,wyciągając z jednej z szafek jakąś wódkę.Butelka była już prawie pusta.Zapełnił przezroczystym alkoholem dwa małe kieliszki i zakręcił butelkę.Podał mi jeden z nich,a jego uśmiech był jakby jeszcze większy, o ile to w ogóle możliwe.
-Twoje zdrowie księżniczko-stuknął swoim kieliszkiem o mój i szybko wypił jego zawartość.
Czekał cierpliwie aż zrobię to samo.Stałam przez chwilę przyglądając się pełnemu kieliszkowi.Nigdy nie piłam.Po tym co robi mój ojciec nienawidzę alkoholu.Brzydzę się tym co potrafi zrobić z ludźmi.
-No daleeeej-pogonił mnie zniecierpliwiony-zasmakuje ci,to dobra wódka.
-Może potem-chciałam odłożyć naczynie na blat,ale mnie powstrzymał.
-Nie.Pewnie jak tylko odejdę to wylejesz to do zlewu.Oj przestań,pokarz że jesteś zepsuta!
Stałam tak jeszcze chwilę ,aż w końcu poddałam się.Ledwo kropla alkoholu znalazła się w moich ustach,a od razu odsunęłam od siebie kieliszek.Nie smakowało mi.
-Kochanie wódki się nie smakuje,wódkę się piję-pouczył mnie,nalewając sobie jeszcze jeden kieliszek, po czym od razu wypił jego zawartość.
Kiwnęłam twierdząco głową i niechętnie przechyliłam swój wypijając wszystko za jednym zamachem.Skrzywiłam się przełykając gorzki alkohol.Zakaszlałam na co się zaśmiał.Podał mi butelkę jakiegoś soku.Całkiem przyjemne ciepło rozeszło się po całym moim ciele.
-Właśnie tak kochanie, jestem z ciebie dumny.Masz popij sobie.
Od razu wzięłam kilka sporych łyków pomarańczowego napoju.Zaśmiał się i już chciał nalać mi kolejnego.
-Nie dzięki-powiedziałam szybko-na razie mi wystarczy.
-Dobrze mała.Ja spadam,do zobaczenia.Baw się dobrze!I uważaj na siebie-poklepał mnie po ramieniu i odszedł.
Był pijany, ale na niego alkohol działał zupełnie inaczej niż na mojego tatę.Chłopak z irokezem był miły i cały czas uśmiechnięty.Szczęśliwy,zadowolony,przyjacielski.Śmiał się bez przerwy i dobrze spędzał czas.Mój tata był zupełnym przeciwieństwem.Krzyczał,bił,wyzywał.Wyładowywał całą swoją złość jaką miał, na mnie.
Do kuchni ludzie wchodzili i wychodzili cały czas.Brali tylko coś do picia i opuszczali pomieszczenie,aby mogli wejść następni z tego samego powodu.
Siedziałam jakiś czas na blacie pijąc ten cholerny sok pomarańczowy,a czas leciał strasznie wolno.Ludzie bawili się w najlepsze a mnie już zaczynały boleć uszy od tej muzyki.Chciałam wyjść kiedy do kuchni wszedł Dave.
Jak zwykle serce zabiło mi szybciej na jego widok.Trochę dobija mnie ten fakt,ale to chyba nigdy się już nie zmieni.Wyglądał jak zawsze cudownie , a miał na sobie tylko białą koszulkę i czarne spodnie.Uśmiechał się do wszystkich,pijąc swoje piwo.Rozmawiał z jakimiś chłopakami,głośno się śmiejąc.Szybko zeskoczyłam z blatu,gorączkowo myśląc jak wyjść niezauważoną.Niestety było już za późno, bo właśnie zmierzał chwiejnym krokiem w moją stronę.Odwróciłam się tylko plecami do niego i udawałam,że skupiam całą swoją uwagę na swoim soku.Jak na złość stanął akurat obok mnie i nalał sobie jakiegoś trunku do kieliszka.Modliłam się żeby sobie poszedł,jednak nic takiego się nie stało.Oparł się łokciami o blat i powoli sączył swojego dinka, popijając go piwem.Kreatywnie.
Odwrócił się w moją stronę i przez chwilę przyglądał mi się w ciszy.
-Kelsey?-spytał,a ja aż wstrzymałam oddech ze zdziwienia.-Kelsey to na prawdę ty?Stoisz tutaj czy jestem aż tak bardzo najebany?
Powoli odwróciłam się w jego stronę, nerwowo się uśmiechając.
-Chyba jednak nie jesteś aż tak bardzo wstawiony.
Przyglądał mi się tak w ciszy przez kilka ciągnących się w nieskończoność sekund.Lustrował mnie
od góry do dołu.Cały czas lekko się uśmiechał.Był otępiały,a oczy mu się świeciły z powodu dużej ilości alkoholu jaką zapewne wypił.
-Wyładniałaś-powiedział w końcu,a ja o mało nie upuściłam trzymanej w ręce szklanki ze zdziwienia.
Co?Stałam jak sparaliżowana,a serce biło mi jak szalone.Nie mogłam uwierzyć w to co powiedział.No ale przecież był pijany.To wiele zmienia.Pewnie coś mu się pogorszyło ze wzrokiem,albo w głowie.Uśmiechnęłam się lekko, nie do końca wiedząc co powiedzieć.
-Ty też dobrze się trzymasz-wydukałam w końcu, na co się zaśmiał i upił łyk piwa.
-Nie wiedziałem,że przyjdziesz.Dobrze się bawisz?-spytał, na co kiwnęłam twierdząco głową.
-Gdzie twoi rodzice?-spytałam na prawdę ciekawa.Wzruszył tylko ramionami.
-Nie mam pojęcia.Ciągle ich nie ma-powiedział, biorąc kolejnego,większego łyka alkoholu.Pewnie by się nie przyznał,że mu ich brakuje,ale mogłam to z łatwością wyczytać z jego twarzy.Dobrze wiedziałam co czuł.-Tak czy siak ta impreza przejdzie do historii.Widzisz tych ludzi?-spytał,wskazując na grupki pijanych nastolatków.Potwierdziłam kiwnięciem głową-Większości z nich nie znam,ale jest zajebiście!
Czyli to co Hanna powiedziała na temat zaproszeń było kłamstwem.Na imprezę mógł wejść dosłownie każdy.
-Twoje zdrowie Kelsey Tate-powiedział,ukazując rząd białych zębów i dopił do końca swoje piwo.
Zrobiłam niedużego łyka swojego soku,które mylnie wziął za drinka.Kelsey Tate.Do tej pory tylko Luke tak do mnie mówił.Tak się zastanawiałam czy mimo,że Dave jest pijany pamięta wszystko tak dobrze jak ja.Bo skoro tak, to czemu się do mnie odzywa?
-Hej!Hej to wazon mojej mamy!Przywiozła go z Azji,odłóż go!-krzyknął do jakiegoś chłopaka,który chyba zamierzał zwymiotować do pamiątki przywiezionej przez mamę bruneta.-Zaraz wracam-powiedział do mnie,odłożył butelkę na blat i poszedł w stronę kiepsko wyglądającego chłopaka.
Stałam jeszcze chwilę w tym samym miejscu sama nie wiem po co.Lepiej jak mnie nie będzie,gdy Dave wróci.Przepychając się przez tłumy doszłam do salonu.Tym razem nie musiałam długo czekać,żeby dostrzec Luke'a.Tańczył z Hanną.Nie będę dokładnie opisywać jak jej tyłek co chwilę ocierał się o jego krocze.Bawili się w najlepsze i tak się zastanawiam czy blondynka zostawiła go samego przynajmniej na minutę, czy też tańczyła z nim od kiedy weszliśmy.Od razu można było zauważyć,że Luke jest już trochę wstawiony.Westchnęłam.Nie do końca wiedziałam co ze sobą zrobić,czym się zająć.Stanęłam z boku i tak się przyglądając, zauważyłam jak dużo osób jest z mojej szkoły.Chyba zaprosił każdą klasę z każdego rocznika.Po jakimś czasie,który Luke spędził na tańcu z Hanną,wyszłam na korytarz.W holu śmierdziało papierosami.Udałam się schodami na piętro,skutecznie mijając śpiących nastolatków.Oparłam się o balustradę i spojrzałam z góry na całą imprezę.Z tej perspektywy ścisk panujący na dole był doskonale widoczny.Dostrzegałam  tylko podskakujące w rytm muzyki czubki głów.
-Znów na ciebie wpadam.Przeznaczenie?-chłopak stanął obok mnie,opierając się o poręcz i upijając łyk piwa.
-Przypadek-powiedziałam z uśmiechem kręcąc głową.Chłopak z irokezem zaśmiał się.
-Jestem Danny-przekrzyczał muzykę.
-Kelsey.
-Kelsey cóż cię sprowadza na piętro?-jego pytanie zaskoczyło mnie.
-Nic.
-Wiesz co się robi na piętrach?-spytał,na co pokiwałam przecząco głową.-Na piętrach są sypialnie-wytłumaczył.
-Och...-tylko tyle byłam w stanie odpowiedzieć, gdy doszło do mnie o czym mówi.Zaśmiał się widząc moje zażenowanie malujące się na twarzy.-Nie to mnie tu sprowadziło jeśli o  to pytasz-dodałam szybko.
-Wiem.Domyśliłem się.Nie wyglądasz na taką,która daje wszystkim po kątach-powiedział,biorąc kolejnego,większego łyka alkoholu.
-A jak wygląda taka co daje?-spytałam zaciekawiona.
-Na przykład tak-wskazał butelką na dół.
Podążyłam wzrokiem za jego ręką.Szklana butelka piwa wskazywała bardzo dobrze mi znaną sylwetkę Hanny w tej swojej obcisłej,o wiele za krótkiej sukience.Już nie tańczyła.Gorzej.Zachłannie całowała Luke'a w korytarzu.
-Dziwka-powiedziałam cicho,jednak ku zdziwieniu Danny usłyszał to,na co głośno parsknął śmiechem,
-Urocza jesteś Kelsey-stwierdził nie wiem czemu.Nic uroczego nie było w moim jednosłownym opisie Hanny.
-Jest tutaj gdzieś toaleta?-spytałam.
-Nie,kochana Dave i jego rodzice załatwiają się na dworze-rzucił sarkastycznie.-Trzecie drzwi na prawo-dodał niemal od razu,uśmiechając się szeroko.
Rzuciłam tylko szybkie "dzięki" i udałam się w wyznaczonym kierunku,w poszukiwaniu toalety.Kilka razy policzyłam drzwi,modląc się żeby przypadkiem nie wejść do którejś z sypialni.Pchnęłam lekko białe drzwi i weszłam do środka.Tak to była toaleta.Dopiero po krótkiej chwili zauważyłam,że nie jestem w niej sama.
-Przepraszam,już wychodzę-powiedziałam szybko,wycofując się.
Wtedy siedząca na wannie dziewczyna podniosła głowę.Pod rozmazanym makijażem kryła się Jade,tak smutna jak nigdy dotąd.
-Możesz zostać Kelsey-powiedziała cicho.
Kiwnęłam tylko twierdząco głową i zamknęłam drzwi.Podeszłam do umywalki i oblałam twarz zimną wodą.W całym domu było cholernie ciepło.Przyglądałam się swojej bladej twarzy w zupełnej ciszy.Spokój panujący w łazience zakłócało tylko ciche łkanie Jade. Odsunęła się ode mnie gdy potrzebowałam jej najbardziej.Zachowywała się jak każdy inny mimo,że byłyśmy przyjaciółkami.Powinnam jej nie znosić, a zamiast tego zrobiło mi się jej szkoda.Westchnęłam i odwróciłam się w jej stronę.
-Wszystko w porządku?-spytałam,siadając obok niej, na rogu wanny.
-Nic nie jest w porządku Kels-powiedziała,wycierając papierem toaletowym kolejną serię łez.
-Coś się stało?-spytałam.Nie wiem czemu, ale było mi na prawdę przykro.
Zaśmiała się gorzko.
-Wszystko jest takie popierdolone-powiedziała.Przytaknęłam jej.
-Nie musisz mi mówić.
-W skrócie mam przejebane-powiedziała,znów zaczynając płakać.
-To dość duży skrót-zauważyłam.-Możesz mi powiedzieć-dodałam nieco ciszej.
-A co to da?-spytała.
I nagle zatęskniłam za starymi czasami,gdy się przyjaźniłyśmy.Za czasami gdy pomagałyśmy sobie,mogłyśmy liczyć na siebie.Za naszymi sobotnimi wieczorami kiedy oglądałyśmy filmy z Tom'em Cruise'm i czytałyśmy "Teen Vogue".Złapałam ją za rękę.Spojrzała na mnie zdziwiona.
-Może poczujesz się lepiej.Nikomu nie powiem-zachęciłam ją.
-Sama nie wiem Kels,to dosyć poważne...
-Kiedyś mówiłyśmy sobie wszystko,pamiętasz?-spytałam,ale tylko spuściła wzrok.-Nikomu nie powiem,przysięgam.Zresztą i tak dobrze wiesz,że nie mam komu powiedzieć-dodałam,wstając.Kiwnęła tylko twierdząco głową i wierzchem dłoni otarła mokre policzki.
-Chodzi o to,że...
Zaczęła,kiedy drzwi się otworzyły i w progu stanął jakiś chłopak w dredach.
-Przepraszam cudowne panienki-zaczął,nieźle już pijany-ja tylko przyszedłem się odlać.
Jade od razu wstała,wytarła rozmazany tusz do rzęs i wychodząc powiedziała:
-Opowiem ci później.
Obie wyszłyśmy z toalety,obie poszłyśmy w inne strony.Zbrzydziła mi się już ta impreza,na prawdę miałam dość.Postanowiłam pójść do domu.Zbiegłam szybko schodami na dół.Już miałam wychodzić kiedy przypomniało mi się o Hemmings'ie i o tym,że skoro "przyszliśmy razem" to wypadałoby go powiadomić o tym,że wychodzę,chociaż i tak pewnie go to nie interesuje.Jest zbyt zajęty Hanną.Mimo to wróciłam do salonu szukając tańczącej jak w jakimś klubie erotycznym pary.Jak na złość nie mogłam ich znaleźć.Przeszło mi przez myśl,że może są w jednej z tych sypialni...Za to w oczy od razu rzucił mi się wywijający na parkiecie jakieś irlandzkie tańce Danny.Widząc mnie,pomachał mi lewą ręką.W prawej trzymał  kieliszek.Ledwo mu odmachałam,a jego postać została zasłonięta przez jakiś innych nastolatków.Skrzyżowałam ramiona na piersi,odsuwając się na bok.Cały czas szukałam wzrokiem Hanny i Luke'a,a im dłużej ich nie mogłam znaleźć tym obrzydliwsze scenariusze pojawiały się w mojej głowie.Gdy już miałam sobie odpuścić,poczułam czyjeś usta na ramieniu.Momentalnie wyprostowałam się i wstrzymałam oddech.Chciałam się odwrócić,ale nie mogłam.Krótki,ciepły pocałunek został złożony na moim odkrytym ramieniu.Zaraz potem poczułam usta przy moim lewym uchu,gdy zaczął mówić.
-A więc Kelsey nie lubisz mnie, tak?
Głos,którego już chyba nigdy nie pomylę z żadnym innym.Czułam jego ciepły oddech na szyi.Odwróciłam się w jego stronę i znów żeby spojrzeć  w jego oczy,musiałam patrzeć do góry.
-Nie Luke,ja cie kuźwa nie znoszę.
Był już pijany,ale zachowywał się jak na co dzień.Uśmiechnął się szeroko.
-Kto się czubi ten się lubi,kto się bzyka ten się bzyka.
-Kto by pomyślał,że taki z Ciebie poeta?-spytałam sarkastycznie.-Idę do domu-dodałam niemal od razu.
-Ooooooo nie-powiedział i zachwiał się na nogach.-Przyszliśmy razem, to wyjdziemy też razem.
-A wiec chodź.
-Poczekaj Kelsey Amando Tate.Jeszcze tylko dziesięć minut,proszę.
-Alexandro-poprawiłam go,przewracając oczami.-Rób co chcesz,ja wychodzę.
-Nie możesz-złapał mnie za rękę.-Jeszcze nie widziałaś ogrodu.Jest duży jak...jak...-zamyślił się na chwilę szukając jakiegoś dobrego porównania.-Nieważne tak czy siak jest ogromny.Musisz go zobaczyć,cała impreza jest nad basenem,no chodź!
Zanim zdążyłam zaprzeczyć już ciągnął mnie za nadgarstek w stronę wejścia do ogrodu. Przecisnęliśmy się przez tłumy spoconych ciał,tańczących na "parkiecie",aż w końcu wyszliśmy na zewnątrz.Świerze,chłodne powietrze muskało moje policzki.Luke miał rację,prawdziwa impreza toczyła się nad ogromnym basenem.Ludzie pili,palili,robili grilla.Siedzieli nad basenem mocząc nogi lub na leżakach wypoczywając.Niektórzy wskakiwali do wody w ubraniach,inni mieli stroje kąpielowe,kilku facetów było nago.Po paru minutach na świeżym powietrzu Luke wyglądał o wiele lepiej,jakby wytrzeźwiał co oczywiście nie było możliwe  w tak krótkim czasie,ale przynajmniej nie kołysał się już idąc i potrafił składać spójne zdania.Jako,że było już późno,na dworze było chłodno. Kojarzyłam o wiele więcej osób niż w środku,co wcale nie było takie dobre.W całym ogrodzie walały się dziesiątki kolorowych balonów i nadmuchanych prezerwatyw.Muszę przyznać,że wszystko to wyglądało ładnie,dzięki stojącym gdzieniegdzie lampionom.Mimo to chciałam jak najszybciej już iść do domu.
-Przyniosę ci coś do picia-powiedział blondyn i nim zdążyłam jakkolwiek zareagować,zniknął w tłumie.
Chodziłam tam i z powrotem nad brzegiem basenu,czekając na Hemmings'a. Robiło się coraz zimniej.Muzyka na chwilę ucichła.Gdy się odwróciłam żeby zobaczyć czemu,zobaczyłam,że Dave mówi o czymś z DJ'em.I wtedy przez tą chwilę nieuwagi wpadłam na kogoś.Gdy spojrzałam przed siebie,zobaczyłam Hannę.
-Myślę Kelsey,że powinnaś już pójść-powiedziała tak,żebym tylko ja mogła ją usłyszeć.-Nie jesteś tu mile widzianym gościem-dodała.
-Zaraz wychodzimy-powiedziałam chcąc ją ominąć,ale złapała mnie za ramię.
-Mówię,że ty powinnaś pójść,nie Luke-wycedziła przez zęby.-Nikt tu nie ma o tobie najlepszej opinii,więc wypierdalaj-powiedziała,uśmiechając się promiennie.
Nie chciałam się z nią kłócić,mimo że wkurzała mnie jak nikt inny.I do tego gdy się jej przyglądałam,widziałam jak całuje Hemmings'a najpierw w szkole,później na imprezie.
-Puść mnie-powiedziałam,próbując wyrwać się z jej mocnego uścisku.
I wtedy wszystko stało się bardzo szybko.Nawet nie wiem kiedy puściła mnie i od razu popchnęła w stronę basenu.Nie zdołałam złapać równowagi i wpadłam do cholernie zimnej wody.Szybko wynurzyłam głowę spod wody,odzyskując zdrowe myśli.Odgarnęłam mokre włosy z twarzy i zauważyłam,że wszyscy się patrzą w naszą stronę.Cała masa ludzi, znajdująca się w ogródku skupiała teraz całą swoją uwagę na mnie.Nie pamiętam kiedy ostatnio czułam się tak źle jak w tamtym momencie.Przygryzłam wargę z całych sił,żeby się nie rozpłakać.Hanna stała na środku,zadowolona z siebie.W tłumie widziałam też zaskoczonego Dave'a i przyglądającą mi się ze współczuciem Jade. Dopiero chwilę później zauważyłam,że Luke już wrócił z napojami.Stał obok jakiegoś chłopaka,trzymając dwie butelki piwa.Nie jestem do końca pewna,ale wydawało mi się,że był...smutny.Przyglądał się mi w ciszy.Wyobrażam sobie jak beznadziejnie musiałam wyglądać.Wtedy ten koleś stojący obok Luke'a zaczął się śmiać.Wszyscy spojrzeli w jego stronę.Znałam go,chodził do równoległej klasy.
-Widzę,że znów na widok Dave'a zrobiło ci się mokro!-krzyknął.
To był ten moment gdy chciałabym zapaść się pod ziemię,stać się niewidzialna czy po prostu umrzeć.
-Rozumiecie?Mokro!-spytał,dalej się śmiejąc.
Nagle jego paskudny śmiech został stłumiony przez inny,o wiele
głośniejszy,sarkastyczny.Śmiech,który należał do Luke'a.Blondyn odłożył na ziemię piwo,śmiejąc się jak opętany.Wszyscy skupili swój ciekawy wzrok na nim.Śmiał się tak jeszcze chwilę,po czym poklepał bruneta po plecach.
-Tak,mokro.Rozumiem,dobre-śmiał się dalej,po czym zamachnął się,milknąc i uderzył chłopaka z pięści prosto w twarz.Brunet zachwiał się,robiąc kilka kroków do tyłu,ale jakimś cudem utrzymał się na nogach.Wtedy Luke uderzył go jeszcze raz,jeszcze mocniej,tak,że chłopak upadł na ziemię a z nosa od razu puściła mu się krew.
-W chuj zabawne!-krzyknął blondyn.Już się nie śmiał,teraz był wściekły.-Ktoś jeszcze chce się pośmiać?!-krzyczał dalej,patrząc na w większości pijanych imprezowiczów.-Ktokolwiek?!Śmiało!Pośmiejmy się!
Byłam tak zdezorientowana i zaskoczona,że zupełnie zapomniałam o tym jak cholernie mi zimno.Luke zaczął iść w moją stronę,kiedy na drodze stanęła mu Hanna.
-Lukey..-zaczęła,ale przerwał jej od razu.
-Odejdź-powiedział twardo.Jeszcze nie słyszałam,żeby mówił takim tonem.
Na twarzy blondynki pojawił się wyraz zakłopotania,ale tylko na kilka sekund.
-To tylko żarty Luke.Nie znasz się na żartach?-spytała,uśmiechając się szeroko.
-Jakoś mało śmieszne te wasze żarty.
-Posłuchaj...-zaczęła,kładąc mu dłoń na klatce piersiowej.
-Nie to ty posłuchaj-warknął,zrzucając jej chudą dłoń-odsuń się i daj mi kurwa przejść.Jesteś najebana w trzy dupy.Porozmawiamy jak wytrzeźwiejesz,a teraz mnie przepuść, bo już nie mogę na ciebie patrzeć.Zachowujesz się jak pojebana.
Pierwszy raz w życiu widziałam,żeby Hanna nie wiedziała co odpowiedzieć i po prostu zamilkła z lekko otwartymi ustami.Luke minął ją i szybko przeszedł na drugi koniec basenu.Kucnął przy drabince i podał mi rękę.
-Chodź Kelsey bo się przeziębisz.
Powiedział to zupełnie inaczej.Jego ton był spokojny i opanowany.Troskliwy...Nikt by nie uwierzył,że jeszcze sekundę temu popadł w furię.Niepewnie podałam mu rękę.Pomógł mi wyjść z zimnej wody.Moje ubranie stało się ciężkie,gdy woda w nie wsiąknęła.Ledwo zdążyłam wycisnąć ją z włosów,a chłopak wziął mnie za rękę i mijając nadal milczący tłum, pociągnął mnie w stronę wyjścia.
Wyszliśmy drzwiami frontowymi.Luke nie zatrzymał się nawet na sekundę,prowadząc mnie w stronę swojego samochodu.
-Luke piłeś-powiedziałam,gdy otworzył mi drzwi pasażera.
-Trafna uwaga Kels,a teraz wchodź.
-A twoje "nie jeździj po alkoholu"?-spytałam,przypominając sobie co powiedział na naszym "pikniku" nad jeziorem.
-Pieprzyć to.
-Luke...-zaczęłam,ale mi przerwał.
-Będę ostrożny Kelsey-uspokoił mnie.-Przecież nas nie zabiję.Poza tym nie jestem wcale aż tak pijany-kontynuował.
Zastanawiałam się jeszcze chwilę po czym westchnęłam,  poddając się.Zajęłam swoje miejsce co było niezbyt komfortowe przez mój ociekający wodą strój.Luke szybko obszedł auto i zajął miejsce kierowcy.Włączył silnik i wyjechaliśmy z parkingu.Droga nie trwała nawet dwie minuty,kiedy blondyn zatrzymał się na najbliższym zakręcie.Posłałam mu pytające spojrzenie.Wyłączył silnik i siedział chwilę nic nie mówiąc,patrząc przed siebie.Wyglądał jakby bił się z myślami.Zachowywał się jakby był zupełnie trzeźwy mimo,że było odwrotnie.Nie potrafiłam odgadnąć co pokazywał wyraz jego twarzy.Nie mogłam rozszyfrować o czym myśli,jak się czuje.I to mnie doprowadzało do szału.W końcu westchnął i zmierzwił swoje włosy ręką,po czym zaczął odpinać guziki swojej kraciastej koszuli.
-Jesteś cała mokra Kelsey-zaczął powoli i spokojnie.-Nie możesz tak długo siedzieć,musisz się przebrać.
Odpiął ostatni guzik koszuli i zdjął ją.Na szczęście pod spodem miał jeszcze czarną podkoszulkę.Podał mi swoje ubranie i kontynuował.
-Idź do tyłu i przebierz się.
-Co?-spytałam zupełnie zbita z tropu, nie kryjąc zaskoczenia.
-Słyszałaś Kels. No już,zdejmuj to mokre cholerstwo.
-Luke...
-Idź-pogonił mnie.
Nie bardzo wiedząc co jeszcze powiedzieć,odpięłam pas i wyszłam z auta.Zajęłam miejsce z tyłu i zawahałam się.
-Nie patrz-powiedziałam w końcu.Zaśmiał się.O tak,Luke nie ważne czy po alkoholu czy też nie, zawsze jest taki sam.
-Oj przestań Kelsey nie masz nic czego nie widziałbym wcześniej-powiedział dalej się śmiejąc,jednak nie długo.Szybko spoważniał.-Nie będę,obiecuję.
Spuścił głowę na dół skupiając wzrok na swoich butach.Mimo to cały czas zerkałam czy nie spogląda w lusterko.Szybko zdjęłam mokrą koszulkę i pozbyłam się spodni,niemal od razu narzucając na siebie koszulę chłopaka.Zapięłam wszystkie guziki i wyszłam z samochodu wracając na swoje wcześniejsze miejsce.Koszula oczywiście była mi za duża.Rękawy były zdecydowanie za długie więc musiałam je podwinąć,a koszula sama w sobie bardziej była dla mnie jak sukienka bo sięgała prawie do połowy ud.Usiadłam na miejscu pasażera,naciągając ubranie tak żeby zasłonić nogi.Luke odwrócił się powoli w moją stronę.Uśmiechał się lekko.Nie tak jak zwykle-pewny siebie,bezczelnie,tylko inaczej.Tak szczerze i miło.Speszyłam się trochę,gdy nie ruszył tylko cały czas w ciszy mi się przyglądał.Cieszyłam się,że było już ciemno bo czułam jak znów się czerwienię.Nie byłam przyzwyczajona do tak długich kontaktów wzrokowych z facetami.Nagle Luke przysunął się bliżej mnie,tak że czułam jego oddech na swojej skórze.Prawą ręką zdjął gumkę z
moich włosów,pozwalając im swobodnie opadać na ramiona.Koszula momentalnie zrobiła się mokra w miejscu gdzie znalazły się niesforne kosmyki.Cały czas nic nie mówił i nie spuszczał wzroku z moich oczu.Tak jakby sprawdzał co może zrobić,a czego nie.Jakby czekał,aż przerwę to co robi.Delikatnie odgarnął opadające mi na twarz włosy za ucho.Mimo złego oświetlenia bardzo dobrze widziałam błękitne tęczówki i ten uśmiech.
-Wolę cię w rozpuszczonych włosach-wyszeptał.
Nie odpowiedziałam.Nie wiem czemu, nie byłam w stanie powiedzieć czegokolwiek.Był pijany,tak był całkowicie schlany.A mimo to nie przerwałam gdy jego ręka zeszła z mojego ramienia na pierwszy guzik koszuli.Powoli odpiął go,cały czas patrząc mi w oczy.Chyba nie do końca dochodziło do mnie co się dzieje.Gdy nie zareagowałam powoli odpiął drugi,odsłaniając większy kawałek mojego dekoltu.Wstrzymałam oddech,gdy jego duża dłoń powoli przesuwała się do trzeciego guzika.Oprzytomniałam i chwyciłam lekko jego rękę,powstrzymując go przed odpięciem kolejnego.
-Luke-powiedziałam,a może raczej wychrypiałam-jedźmy już,dobrze?
-Jesteś...-zaczął,przyglądając się mi jakby próbował znaleźć odpowiednie słowa.
Spuściłam w końcu wzrok, zażenowana całą sytuacją.
-Taka piękna-dokończył.
-Bo jest ciemno-powiedziałam,ale nie zaśmiał się.-Jesteś tak pijany-dodałam,uśmiechając się smutno.
Bez słowa odsunął się,włączył silnik i odjechał.Całą drogę trwającą kilkanaście minut, spędziłam na wgapianiu się w okno.W końcu zaparkował przed moim domem.
-Dzięki-powiedziałam,wysilając się na uśmiech.
-Śpij dobrze Kelsey.
Już miałam zamknąć drzwi i iść do siebie,kiedy zamiast tego powiedziałam:
-Nie możesz jechać.Piłeś i boję się,że będziesz mieć wypadek.
Zaśmiał się.
-I znów to robisz-powiedział-martwisz się o mnie.
-Nie,wcale nie-zaprzeczyłam niemal od razu.-Szkoda by było takiego auta-dodałam.Uśmiechnął się szeroko.
-Dam sobie radę,nic mi nie będzie.
-Luke, proszę.Idź pieszo,albo zamów sobie taksówkę-upierałam się przy swoim.
-Chętnie,ale zostawiłem telefon w domu-wzruszył ramionami.Westchnęłam.
-W takim razie zadzwonimy z mojego.Proszę?
Zastanawiał się chwilę po czym wyszedł z auta rzucając zwykłe "okay".Znalazłam klucze w kieszeni i otworzyłam drzwi.Czułam się dziwnie idąc w jego koszuli na górę,modląc się,żeby nie było widać mi tyłka.Luke szedł tuż za mną.Weszłam do pokoju i rzuciłam przemoczone ubrania na podłogę.
-Zadzwoń po taksówkę,a ja szybko się przebiorę i oddam ci ją-powiedziałam wskazując na czerwoną koszulę po czym podałam mu swoją komórkę.Kiwnął twierdząco głową.
Wyjęłam z szafy zwykłą czarną koszulkę i szare spodnie z dresu.Zamknąwszy drzwi na klucz,szybko się przebrałam.Gdy wróciłam do sypialni,o mało nie stanęło mi serce.Luke właśnie przyglądał się niebieskiej okładce mojego pamiętnika.Już miał go otwierać, kiedy podbiegłam i zabrałam mu go.
-Co to?-spytał,wskazując na trzymany przeze mnie zeszyt.
-Pamiętnik-powiedziałam,oddając mu koszulę.
-Pamiętnik?Poważnie?Na cholerę ci to?
Przewróciłam tylko oczami.
-Mogę tu napisać co tylko chcę bez obawy,że ktoś będzie mnie osądzać.Powinieneś spróbować-nie pokazywałam tego,ale cieszyłam się,że nie zdążył nic przeczytać.
-Dzięki,ale nie skorzystam.Piszesz o mnie Kels?-spytał znów się szczerząc.
-Nie.
-Na pewno tak.A co takiego?-pytał dalej.
-Nic Luke.Nie piszę o tobie.
-Napisałaś jaki jestem cudowny i nieziemsko przystojny?
-Twoja taksówka przyjechała-powiedziałam,widząc zatrzymujące się przed moim domem żółte auto.
-Do zobaczenia Kelsey-powiedział,gdy odprowadzałam go do drzwi.




________________________________________________________________________
No cześć kochane ♥ Co tam u was? :D Zaczął się długi weekend,więc jest się z czego cieszyć :D Co nie zmienia faktu,że środę i czwartek mam zawalony testami/kartkówkami.
Takie małe opóźnienie z rozdziałem.Wiem,że miał być wczoraj,ale od poniedziałku do czwartku nie miałam komputera i byłam kilka dni do tyłu ze wszystkim -,- Wczoraj siedziałam po szkole do wieczora pisząc,ale się nie wyrobiłam.
Okay tak czy siak-co sądzicie o rozdziale? 
Miałam na niego taki pomysł i kurde podobało mi się,a potem napisałam go i efekt był inny niż przypuszczałam bo:
-nie potrafię pisać opisów
-nie potrafię pisać dialogów
-nie potrafię pisać 
A jednak mimo to ten rozdział jest chyba jednym z moich ulubionych do tej pory ^^
Przyszły rozdział już 17.11 ! Będzie trochę inny,wiec mam nadzieję,że wam się spodoba :D 
Piszcie co wam się podobało najbardziej - wkurzająca wszystkich Hanna,ukrywająca coś Jade,chłopak w irokezie,Dave ( musi go być więcej bo Colton *o* ) :D Nie wymieniam Luke'a bo wiadome,że to właśnie on skradł wam serce w tym rozdziale ( mnie też xd ) :)
Baaardzo wam dziękuję aniołki za komentarze pod poprzednim rozdziałem i już 27 obserwujących *o* Jesteście cudowne ♥ 
Rozdział z dedykacją dla paulla - wybacz,że dopiero teraz.Jesteś jedną z tych osób,które najbardziej zapadły mi w pamięci,komentujesz każdy rozdział i tutaj i na DL,a ja chyba jeszcze nigdy ci za to nie podziękowałam.Także dziękuję ci kochanie za wszystko co dla mnie robisz ♥ 


Jeśli przeczytałeś rozdział bardzo proszę skomentuj chociażby jednym słowem! Dla ciebie to sekunda,a dla mnie ogromna radość i motywacja do dalszego pisania :3 

@Jessicaa___R

15 komentarzy:

  1. Genialny po prostu genialny <3! A nie możesz szybciej napisać? :> Bo się nie mogę doczekać ! Uwielbiam ! Awww..... :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdzial po prostu grnialny. Już czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  3. No więc taak... Moja reakcje podczas czytania rozdziału były tak zróżnicowane jak jeszcze nigdy... Najpierw można rzec nadzieja w momencie kiedy Luke "odprowadzał" Kels do domu, a już po chwili złość, bo pojawiła się Hanna. Następnie duuuża dawka ciekawości Dave, "chłopak w irokezie", Jade... Później znów nadzieja, no i znowu mega wkurzenie na blondwłosą, która popycha Kelsey do basenu. Jednak najbardziej zaskoczona byłam po tym wszystkim co już się wydarzyło, a mianowicie po reakcji Luke'a... Oczy mało mi z orbit nie wyszły kiedy przeczytałam, że zaczął się śmiać... No myślałam, że coś we mnie wybuchnie... A tu nagle taaaki zwrot akcji i ten Przystojniak staje w obronie Kels... A tu to normalnie zaczęłam się szczerzyć do monitora, wymachiwać rękami i podskakiwać na krześle i w ogóle... Tak więc nadal nie mogę się pozbierać po tym wszystkim... No a do końca rozdziału to już siedziałam z "maślanymi oczami"... Jak ja kocham Luke'a... *.* No doobra trzeba się choć trochę ogarnąć... Nie masz za co przepraszać Kochana, bo na Twoje rozdziały czeka się wytrwale i nie patrzy się na opóźnienia... Każdy ma swoje prywatne życie i wszyscy wiedzą, że są sprawy ważne i ważniejsze... Czytając notkę pod rozdziałem stwierdzam, że albo nie czytasz moich komentarzy, albo po prostu się mnie nie boisz... I jedno i drugie mnie troszkę martwi... No Boże kochany ileż razy można powtarzać, że każdy rozdział jest wspaniały, cudowny, boski, świetny itd, itd, a autorka nadal pisze, że: "nie wyszedł, skopałam go itd." W każdym bądź razie za każdym razem kiedy Ty powiesz, że coś z rozdziałem jest nie tak będę Ci w kółko uświadamiać, że każdy, dosłownie, każdy jest idealny!!! No to ja chyba już skończę te swoje wywody... Z niecierpliwością czekam na następny, udanego długiego weekendu, wypoczynku no i choć odrobinkę więcej wolnego czasu... Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i przesyłam wirtualne uściski!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. rozdział jak zwylke - zajebisty!! Hmm najbardziej - po za Luke' m oczywiście - spodobał mi się nieznajomy w irokezie mhm wydaje sie być takim bad boyem heh może może coś tam coś tam z Kelse, żeby Hemmo był nieco zadrosny??
    A tak z innej bajki niesamowicie wkurwia mnie Hannah, ale to chyba dobrze, bo jej postać ma taka być, prawda?? Mam też nadzieję, że przyjaźń Kels i Jade sie jakoś odbuduje ;)
    No nic pozostaje mi tylko czekać na nexta - coś czuję, że będzie to perspejtywa Luke' a ;p weny i buziole kochana ;**
    Oh i dzięki, że zadedykowałaś mi rozdział, jak już wspomiałam jestt genialnie zajebisty ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. "-nie potrafię pisać opisów
    -nie potrafię pisać dialogów
    -nie potrafię pisać"
    CO TO MA BYĆ?!?!?!?!?!
    Podejść tam do Ciebie??? No ja myślę...

    Jess, Słońce... Masz może numer do tego Danny'ego? Bo jeśli tak, to wiesz.. Ja nie pogardzę. I wiesz, nie obrażę się jak będzie witał w rozdziałach częściej :D
    Wgle Luke, jeśli jeszcze raz mnie doprowadzisz do tak częstego zmieniania zdania na Twój temat, to ja nie wiem jak moja psychika to wytrzyma... :D
    Jade dodaje do tego swoje trzy grosze. To coś ważnego, ale oczywiście jakiś palant musiał przyjść i im przerwać, pogratulować mu -.-

    Pomoże ci, Strażak Luke.
    Samochód lśni, Strażak Luke.
    Robi wszystko za dwóch.
    Luke to prawdziwy zuch.

    Przepraszam, ale musiałam za tą akcję z basenem :D
    I dobrze, że wspomniałaś. Bardzo stęskniłam się za DL. Wiesz, ja tu czekam jak mogę cierpliwie, ale dalej nie wiem kim jest ten ktoś, a bardzo bym chciała... I nie myśl, że myślę tylko o sobie. Ja akurat doskonale wiem jak to jest i doskonale rozumiem sprawę z czasem. Więc nie poganiam ani nic. Ale pamiętaj tam gdzieś o mnie, dobrze? :)
    A teraz kilka porządnych hugsów ode mnie, do najbliższego :***

    OdpowiedzUsuń
  6. No po prostu taki adjkabkjfbajskbk <33
    Masz dar w pisaniu :3
    Zapraszam do siebie :3
    http://terriblefanfic.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. *.* Normalnie jestem zachwycona!! Zwykle nie komentuję ale teraz po prostu musiałam no bo... serio świetny rozdział!! Luke był taki opiekuńczy a przy tym taki... hmm... uroczo niegrzeczny... :) hah mam nadzieję że zrozumiesz o co mi chodziło ^^ Generalnie chciałam powiedzieć że UWIELBIAM Twojego bloga! :) Za świetny pomysł, super postacie ( Luka w szczególności bo jest takim bad boyem z tajemnicą - kocham takich :)), lekki i przyjemny do czytania styl pisania a przede wszystkim za taką genialną autorkę!! :D ( wcale nie słodzę serio jesteś świetna w tym co robisz :D )
    Pozdrawiam i do przeczytania :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdzie następny??????? miał być wczoraj, czekam z zniecierpliwieniem bo uzależniłam się od tego ff!

    OdpowiedzUsuń
  9. No właśnie gdzie następny? Ten ff jest zajebisty sprawdzam co 5 minut czy nie ma nowego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  10. po prawej stronie bloga jest napisane,że rozdział pojawi się trochę później x
    bardzo za to przepraszam,ale nie wyrobiłam sie z nim ;/ dzisiaj ze szkoły wróciłam o 19.30 więc...
    postaram się dodać jutro,najpóźniej w czwartek
    jeszcze raz bardzo przepraszam za opóźnienia :( i bardzo dziękuję,cieszę się,że tak się wam podoba :D ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapraszam na kolejny rozdział Terrible :)
    Notatka pod rozdziałem :))
    http://terriblefanfic.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytam te opowiadanie od początku ale nigdy nie komentowałam, więc postanowiłam to zrobić właśnie teraz... Te opowiadanie jest takie wspaniałe! Kocham je czytać. Masz naprawdę talent. Wprowadzasz czytelnika w ten świat i to jest cudowne! Czyta się to z taka lekkością:) Uwielbiam to opowiadanie i z niecierpliwością czekam na następny rozdział! :) Pozdrawiam. Cal xx

    OdpowiedzUsuń

  13. Otwórz link, przeczytaj regulamin i zgłoś swojego bloga ! ;*

    Mam nadzieję, że wpadniesz ;*
    Wesołych Świąt ;3

    OdpowiedzUsuń
  14. A kto taki ma ode mnie wpierdol? :>
    A kuku, HANNA ! :>
    nananna za kłaki i o ścianę nananana

    Luke mnie wkurwił tym pocałunkiem.
    Ale końcówka>>>>>>>>>>
    O mamusiu <3
    Ale tak czy inaczej - Hanna jest ciotą i CHUJ JEJ W OKO <3
    Boze, lece czytać dalej <3

    OdpowiedzUsuń