Son

środa, 19 listopada 2014

Rozdział 13

06.06.2013 r.



Luke 



Drogi pamiętniku,
a raczej droga kartko papieru.Dobrze zacząłem?A może powinno być "kochany pamiętniku" albo, no nie wiem "mój drogi przyjacielu"?Nie znam się na tym.Pamiętniki są dla płci przeciwnej.Pisząc to wszystko,czuje się jak jakiś kompletny debil.Ja pierdzielę jakby Ashton zobaczył,że piszę "pamiętnik" to nie dałby mi spokoju do końca życia.Już widzę jego minę i słyszę ten wkurwiający chichot."Zawsze wiedziałem,że w połowie jesteś babą Hemmings!To było wiadome,bo w tak obcisłych spodniach nie zmieściłyby ci się jaja" lub coś  w tym stylu byłoby pierwszą z uwag,którymi by się ze mną podzielił.Zasrany idiota.Uwielbiam go.
Wracając...Nie mam dużego doświadczenia w pisaniu "pamiętnika".Właściwie nie mam w tym żadnego doświadczenia.Powinienem napisać jakieś wprowadzenie?Przedstawić się czy coś?
Jestem Luke Hemmings,mam siedemnaście lat.Mieszkam z najwspanialszą kobietą na świecie,która robi najlepsze naleśniki.Jest niesamowicie piękna i mądra.A do tego wydała na świat syna idealnego,a mianowicie mnie.
Czuję się na prawdę jak skończony idiota,więc może przejdę do rzeczy.Kelsey Alexandra Tate jest osobą odpowiedzialną za cały ten cyrk."Może powinieneś spróbować".Początkowo nawet nie brałem tego na poważnie pod uwagę,ale jak już przyjechałem do domu stwierdziłem : czemu nie?Co mi szkodzi?A może takie wylanie z siebie wszystkiego na papier na serio trochę pomoże?Jak na razie wcale nie czuję się jakoś lżej,ale właściwie nawet nie zacząłem.Mam tu opisać cały swój dzień,wyrzucić wszystko co leży mi na sercu.Mogę napisać dosłownie co tylko chcę bo w końcu i tak nikt nigdy tego nie zobaczy.A więc zaczynam.
Budzik jak zwykle zadzwonił o piątej dwadzieścia.Wkurwiająca melodyjka rozniosła się po całym pokoju.Większość ludzi ustawia swoją ulubioną piosenkę jako budzik,ale moim zdaniem to bez sensu.Jakbym usłyszał coś co lubię na pewno bym nie wstał,tylko leżał słuchając.Na prawdę nie wiem co dziewczyny tak długo robią w łazienkach.Okay ja rozumiem cały ten makijaż zajmuje trochę czasu,ale często wcale nie wygląda dobrze.Nie podoba mi się jak laska ma trzy tony fluidu na twarzy i innych pierdoł.Zwłaszcza,że większość z nich wcale tego nie potrzebuje.Umyłem zęby i ułożyłem włosy co zajęło mi jakieś dziesięć minut,a i tak wyglądałem zniewalająco.
Okay gdy piszę, jaki cudowny jestem,można pomyśleć,że jestem cholernym,zakochanym w sobie debilem i egoistą.Tak na prawdę wcale nie uważam,że dobrze wyglądam czy coś.Jestem strasznie przeciętny,właściwie to co widzę w lustrze za cholerę mi się nie podoba,ale najwyraźniej dziewczyny lecą na takich pewnych siebie,czasem wrednych blondynów.Tak przynajmniej było w mojej starej szkole.Wiedziałem,że muszę się wyróżniać,że nie mogę pozostać w cieniu,jeśli chcę żeby ludzie mnie lubili.Musiałem pokazać swój charakter,udowodnić,że jestem twardy,że nie będę się starał o dziewczyny-to one będą robić wszystko abym je zauważył.Pyskowanie też robiło całkiem niezły efekt,a głupie teksty tylko umacniały moją pozycję.Z jakimś czasem zacząłem myśleć,że właśnie taki jestem na prawdę.Potem zrobiłem kilka głupich rzeczy i okazało się,że wcale nie czułem się z tym dobrze.Zmieniłem więc szkołę,co w sumie było też skutkiem nagłej przeprowadzki-kolejnego szalonego pomysłu mojej mamy.
Ubrałem moje ulubione spodnie z dziurami na kolanach i koszulkę z logiem Guns N' Roses.Pewnie zastanawia was czemu wstaję tak wcześnie,skoro szkołę mam na ósmą,a wyrabiam się w dwadzieścia minut maksymalnie.Odpowiedź jest bardzo prosta-poranna rozmowa z lekarzami.
Jak każdego dnia,dokładnie o piątej pięćdziesiąt,w pokoju rozniosło się ciche,ale stanowcze pukanie do drzwi.Nie czekając na "proszę" bądź "wypierdalaj" cała trójka weszła do pokoju.Westchnąłem,miałem już tego dosyć.Tak właściwie to po co ich aż trzech?!
-Witaj Lucas-najstarszy z nich uśmiechnął się szeroko.
Nazywa się Jack i jest już chyba po pięćdziesiątce.Nosi okulary z grubymi czarnymi oprawkami.Włosy lekko kręcone od dawna są już siwe.Drugi nieco młodszy,ale łysy ostatnio zamienił swoje okulary na szkła kontaktowe.Jakże seksownie.Bill.Trzecia jest kobieta,najmłodsza z nich wszystkich-Teresa.Jest przed czterdziestką,niedawno rozwiodła się z mężem.Jestem pewien,że Bill do niej zarywa.Ciemne włosy jak zwykle miała spięte w koka na samym czubku głowy.Wyglądali nieco przerażająco na pierwszy rzut oka,ale tak na prawdę byli bardzo mili,co wkurwiało mnie jeszcze bardziej.Usiedli na dopiero co pościelonym przeze mnie łóżku,uśmiechając się szeroko i zaczynając coś pisać w tych swoich dzienniczkach.Codziennie to samo.Nie jestem w stanie opisać jak bardzo mnie to irytowało.
-Proszę Luke usiądź-Teresa wskazała na stojące przy biurku krzesło.Westchnąłem i usiadłem niedbale na krześle.
-Co tam u ciebie Luke?-spytał Bill,który jak zwykle siedział obok Teresy.
-To co wczoraj-powiedziałem-i przed wczoraj i dwa dni temu i trzy dni temu.Właściwie Bill niewiele się zmienia z dnia na dzień.A co tam u ciebie?Dalej jesteś singlem czy może już...
-U mnie w porządku Lucas,dziękuję-przerwał mi szybko.Zaśmiałem się cicho.
-Czas leci Luke,a mamy tylko godzinę-przypomniał Jack,poprawiając swoją muszkę.-Może zacznijmy,dobrze?
-A mam jakiś wybór?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.Jedynym powodem,dla którego dalej bawię się w ten cały cyrk jest to,że nie chcę robić przykrości mamie.
-Co wczoraj porabiałeś?-zaczęła Teresa.
-Nic szczególnego.Była niedziela,więc spałem do dwunastej,potem coś zjadłem i umówiłem się z koleżanką-wzruszyłem ramionami obojętnie.
-Opowiedz coś więcej o niej-zachęciła mnie ciemnowłosa,uśmiechając się jeszcze szerzej.
-Tak właściwie to nie jest koleżanka tylko kompletna dziwka.Daje dupę każdemu,jeśli poprosi-mówiąc to spojrzałem na Bill'a i uśmiechnąłem się lekko.Mężczyzna zrobił się czerwony i byłem niemal pewny,że chciał powiedzieć coś w stylu "Lucas twoje ciągłe dokuczanie na temat mojego życia osobistego,powoli mnie wykańcza!Jestem szczęśliwym singlem co jest tylko i wyłącznie moim wyborem i na prawdę nie potrzebuję nikogo" co oczywiście byłoby stekiem kłamstw bo każdy wie,że Bill ma profil na każdej stronie randkowej.
-Czemu się z nią umówiłeś skoro nawet jej nie lubisz?-spytała Jack.
-Jak już mówiłem:daje dupy,a każdy chłopak ma swoje potrzeby-wzruszyłem ramionami.
To wcale nie było prawdą,nie pieprzyłem się z Hanną.Na samą myśl o tym przechodzą mnie ciarki.W piątek była ta zasrana impreza,gdzie nawaliła się w trzy dupy.Byłem na nią wściekły za cały ten cyrk,który odjebała.Mieliśmy się zdzwonić i umówić w sobotę,ale nie dałem rady bo mama potrzebowała pomocy w ogródku.Może to brzmi głupio,ale na serio pomagałem jej kosić trawę.Spotkaliśmy się więc wczoraj i było to straszne.Poszliśmy do parku i usiedliśmy na ławce.Zaczęła mnie przepraszać za to co zrobiła i powiedziała,że to wszystko wina alkoholu.Opowiedziała,że nie najlepiej dogaduje się z Kelsey,ale nigdy jej źle nie życzyła i gdyby była trzeźwa nie wepchnęłaby ją do basenu bo to dziecinne i tak dalej.Później zaczęła jakiś monolog,w którym opowiadała,że jej bardzo zależy na naszej znajomości bo jestem inny niż wszyscy pozostali chłopcy z naszej szkoły.Grzecznie jej wysłuchałem bo jestem dobrze wychowany.Potem powiedziałem,że właściwie możemy o tym wszystkim zapomnieć i dalej się przyjaźnić,na co się uśmiechnęła i zaczęła mnie całować.O zgrozo.To było straszne.Chodzi mi o sam fakt całowania się.Przecież jesteśmy tylko znajomymi,właściwie znam tylko jej imię i opinię w szkole!Nie było to nic specjalnego,zwykły pocałunek bez jakichkolwiek uczuć czy zaangażowania.Przynajmniej z mojej strony.Dla mnie to było tylko stykanie się moimi wargami z jej."Na prawdę cieszę się,że nasz związek przez to nie ucierpiał!" pisnęła,odklejając się ode mnie.Ja na prawdę nie pamiętam kiedy ostatnio byłem w tak wielkim szoku.Związek?!To my jesteśmy w jakimś związku?!Oczywiście jak zwykle Luke o wszystkim dowiaduje się ostatni.O mój Jezu i Wszyscy Święci jaki związek?Okay,całowaliśmy się kilka razy no,ale o chodzeniu ze sobą nie było mowy.Już miałem o to wszystko delikatnie wypytać,kiedy zadzwonił jej telefon.Przez kolejne piętnaście minut siedziałem, słuchając jak umawiała się z jakąś dziewczyną na laserową depilację miejsc intymnych.Bogu dzięki,że nie jestem kobietą.
-A może opowiesz nam w końcu coś o tamtej piątkowej imprezie?-zmieniła szybko temat Teresa.
Jeszcze im nie opowiadałem,ciągle wymigując się,że nic ciekawego się nie działo lub,że nie jestem jeszcze w stanie o tym mówić bo alkohol dalej płynie w moich żyłach.Westchnąłem już któryś raz z rzędu i zacząłem:
-A co dokładnie?
-Jak się bawiłeś?
-Zajebiście-powiedziałem,sięgając do kieszeni i wyciągnąłem z niej paczkę papierosów.Teresa nieco się skrzywiła.Biedna nienawidzi tego smrodu.Wstałem i otworzyłem okno,po czym odpaliłem jedną z fajek i zająłem swoje miejsce.Głęboko zaciągnąłem się nikotyną by po chwili z ulgą wypuścić z ust biały dym.
-Oczywiste jest,że dobrze się bawiłeś.To na prawdę cudownie.Proszę,kontynuuj:jak było?-dalej rozmowę ciągnął Jack.
-Dalej dochodzę do siebie-zaśmiałem się.
-Co porabiałeś?-spytał Bill.
-To co zwykle-wzruszyłem ramionami.-Nic nadzwyczajnego.Mówię na to potrójne "P".Piłem,paliłem i pieprzyłem-wyszczerzyłem się w jego stronę.
Zdążyłem wypalić dwa papierosy,podczas gdy cała trójka coś notowała w swoich zeszytach.Czas na szczęście leciał całkiem szybko.W sumie jestem trochę zawiedziony bo tak na prawdę tym razem z potrójnego "P" wykonałem tylko picie i palenie.
-Co ci najbardziej utkwiło w pamięci z tamtego wieczoru?-spytała Teresa po kilku minutach ciszy.-Zamknij oczy i przypomnij sobie.
Co mi najbardziej utkwiło w pamięci?Tak jak kazała zamknąłem oczy,przypominając sobie piątek.
Wróciła na swoje miejsce.Cały czas naciągała koszulę tak,żeby zasłonić swoje nogi.Chciało mi się trochę śmiać z tego jak bardzo skrępowana była.Cholera wyglądała w niej lepiej niż ja.Nic nie mówiła,patrząc na swoje buty.Odwróciłem się w jej stronę,uśmiechając się.Nie był to uśmiech spowodowany tym,że siedzi w mojej koszuli pod którą nic nie ma,tuż obok mnie.No może trochę był...Ale głównie uśmiechałem się,ponieważ była taka urocza,cała zaczerwieniona i pewna ,że tego nie zauważam.Było już ciemno,ale widziałem skrępowanie na jej twarzy i lśniące zielone oczy.Takie ładne.Coś mi jednak nie pasowało.Jej włosy.Niepewnie przysunąłem się do niej i szybko zdjąłem nasiąkniętą wodą gumkę z jej włosów,które od razu kaskadami opadły jej na ramiona,mocząc w tych miejscach czerwoną koszulę.
-Wolę cię w rozpuszczonych-powiedziałem zgodnie z prawdą.
Nie jestem pewny czego chciałem w tamtym momencie.Odgarnąłem kilka niesfornych kosmyków z jej czoła,za ucho.To był ten moment gdy powinienem się odsunąć i zawieźć ją od razu do domu,ale nie chciałem tego.Odpiąłem pierwszy guzik koszuli.Widziałem jak od razu się spięła,nie wiedząc co chcę zrobić.Cóż ja też wtedy nie wiedziałem.Oddychała wolniej i tak jakby ciężej,ale nie odsunęła mojej ręki,gdy odpinałem drugi.Dopiero gdy już widziałem,większą część jej bladego dekoltu i właśnie zabierałem się za kolejny guzik,powstrzymała mnie.
-Najbardziej w pamięci utkwił mi moment,gdy pomyliłem sypialnie i przeszkodziłem komuś w nie za ciekawym trójkąciku-powiedziałem obojętnie.
-Na dzisiaj chyba już kończymy-westchnęła Teresa.-Do jutra Luke.
Wszyscy się pożegnali i wyszli z pokoju.Siedziałem tak sam jeszcze kilka minut,aż w końcu zbiegłem schodami na dół.Mama stała na palcach,próbując dosięgnąć mąki na najwyższej półce.Z
uśmiechem podszedłem i z łatwością podałem jej produkt.Uśmiechnęła się wdzięczna.
-Na prawdę nie wiem kochanie po kim jesteś taki wysoki-powiedziała.
-Cóż,ten twój współpracownik, Tony ma chyba z dwa metry...
-Lucas jesteś straszny!-powiedziała z udawaną obrazą.Zaśmiałem się i ucałowałem jej policzek.
-Jest coś, co mógłbym dla ciebie zrobić?-spytałem,biorąc jabłko z półmiska.
-Mam dzisiaj strasznie dużo pracy,a ktoś musiałby zajrzeć do babci.Wiesz,że ostatnio jej stan się pogorszył...-powiedziała, a uśmiech zastąpił widoczny smutek i ból.
-Nie ma sprawy.Pójdę do niej po szkole.
Zawsze uwielbiałem babcię.Cudowna kobieta,zdecydowanie jedna z najważniejszych w moim życiu.Spojrzałem na zegarek.
-Muszę już iść.
-Dobrze,a i Lukey?
-Tak?
-Mógłbyś pójść po szkole na wizytę do doktor Colleman?
-Dobrze-ubrałem buty i wyszedłem z domu.Na cholerę mam do niej iść?!Eh...
Samochodem w szkole byłem po dziesięciu minutach.Ledwo zdążyłem wyjść,a dopadła mnie Hanna.
-Lukeyyyy!-krzyknęła przeciągając moje imię.-Jak dobrze cię widzieć,wyglądasz cholernie seksownie.
Złożyła mi na ustach krótki pocałunek,po czym chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę szkoły.Lekcje mijały strasznie szybko,jedna za drugą.Na angielskim moja ulubiona wychowawczyni znów wzięła mnie do odpowiedzi,którą oceniła najniżej jak tylko mogła.Jestem pewien,że poprawnie odpowiedziałem na minimum trzy pytania,a ona po prostu mnie nie lubi.Cóż nie możesz sprawić,żeby wszyscy cie uwielbiali,ale to dobrze.Gdybyś mnie miał żadnych wrogów,znaczyłoby to,że coś robisz źle.
Stałem na korytarzu,słuchając jak Hanna z zafascynowaniem opowiada,że dzisiaj ma wolny dom wieczorem.
-Przyjdziesz?-spytała.
-Co?-muszę się przyznać:w połowie przestałem jej słuchać.
Stałem oparty o zimne,metalowe szafki,z rękami skrzyżowanymi na piersi.Wcześniej nieobecny wzrok skupiałem na wszystkim co działo się dookoła,teraz tylko na blondynce.
-Pytałam czy przyjdziesz do mnie wieczorem.Rodziców nie będzie-uśmiechnęła się znacząco i zatrzepotała rzęsami.O Jezu.
-Przykro mi Hanna,chciałbym ale...
-Ale?-przerwała,patrząc na mnie wymownie.
No dalej Luke,zmyśl coś wiarygodnego.
-Już się umówiłem z przyjacielem.
-Cóż,nie możesz tego odmówić?-spytała nieco poirytowana.No przecież nie powiem jej,że nie mam ochoty na seks.Poprawka:nie mam ochoty na seks z nią.
-Tak,ale wiesz....on jest gejem i właśnie powiedział o tym swoim rodzicom,którzy tego nie akceptują-powiedziałem na jednym wdechu.Sam nie wiem skąd mi się to wzięło,ale jedyne co pomyślałem gdy już to powiedziałem to "wow Luke jesteś kuźwa genialny!".
-Och...Okay rozumiem.Może w jakiś inny dzień.Tak czy siak,zawsze chciałam mieć przyjaciela geja,oni z tobą chodzą na zakupy,doradzają ci,pomagają rozszyfrować facetów i tak dalej.Jak się nazywa?
-A...-zamyśliłem się na chwilę-...Ashton.
Telefon blondynki zadzwonił.
-Muszę iść,ale chętnie go kiedyś poznam-dała mi buziaka w policzek i udała się na drugie piętro.Ashton mnie kurwa zabije.Ledwo zniknęła mi z pola widzenia,zauważyłem Kelsey.To trochę przerażające,że od razu się uśmiechnąłem.To słodkie jak się o mnie martwi,czego twardo zaprzecza.Udałem się szybko w jej stronę,myśląc nad jakimś głupim tekstem,którym mógłbym zacząć rozmowę.Wyciągała coś ze swojej szafki.
-Cześć aniele.Bolało jak spadłaś z nieba?-spytałem,szczerząc się głupio.
Odwróciła się w moją stronę zdziwiona.Miała rozpuszczone włosy.
-Widzę,że wzięłaś sobie mój komplement do serca-powiedziałem,odgarniając jej kosmyki za ucho.
-Ja pierdole Luke to był najgłupszy tekst jaki kiedykolwiek słyszałam-powiedziała cicho,odsuwając się ode mnie.
-Ta wiem,niezbyt kreatywny,ale liczą się chęci,prawda?
-Muszę iść na lekcje.
-Już mnie spławiasz?Wow pobiłaś rekord,zostawiasz mnie po jakiś trzydziestu sekundach.
-Przepraszam,na prawdę się spieszę.
I tak po prostu minęła mnie i poszła sobie.Jedyna,która tak bardzo mnie spławia.Lubię to.
Matematyka dłużyła mi się jak cholera,o geografii ani nie wspomnę.Z ulgą opuściłem klasę,kierując się na stołówkę.Wziąłem sobie frytki,cole i dwa hamburgery.Bardzo zdrowo Hemmings.Nie wiem jakim cudem nie mam jeszcze odstającego metr brzucha.Kelsey siedziała przy swoim stole.Jak zwykle jadła powoli frytki.Ostatnio trochę nad tym myślałem i mam niezbyt dobrą teorię,czemu tak jest.Na razie jednak się z nią jeszcze trochę wstrzymam.Szedłem w jej stronę,kiedy usłyszałem Hanne:
-Lukeey!Tutaj!
Machała mi,uśmiechnięta.Obok niej jak zwykle siedziała Jade,Dave i ten jego kumpel jak mu tam...chyba Mark.Przewróciłem oczami i niechętnie udałem się w ich stronę.Usiadłem między Jade,a Mark'iem.Byle jak najdalej od blondynki.
-Hej Jade-uśmiechnąłem się od brunetki,co odwzajemniła.-Dave-przybiłem mu piątkę,-Mark.
-Jestem Matt-poprawił mnie chłopak.Ups.
Przez całą długą przerwę słuchałem jak Dave i Mark...Matt opowiadają o ostatnim meczu rugby.Oboje są w szkolnej drużynie.Oraz o tym jak Hanna i Jade planowały zakupy.No głównie Hanna,brunetka była jakaś nieobecna.Zresztą nie dziwię się jej,też nie mogę znieść tego ciągłego pieprzenia blondynki.Kątem oka przyglądałem się jak Tate wmusza w siebie te frytki.Przyglądała się im długo,potem powoli jadła jedną.Wyglądała jakby zaraz miała je zwymiotować.
Na fizyce prawie zasnąłem.Nic nie jest tak nudne jak fizyka.No może jeszcze historia.Gdy zadzwonił dzwonek,wszyscy z radością poszli do domu.Wszyscy  oprócz mnie.Ja musiałem zostać,żeby wypełnić swoją karę do końca.Damskie toalety-Luke Hemmings nadchodzi.Gdy już się uporałem z nimi, z czystym sercem stwierdziłem,że damskie kible są bez porównywalnie gorsze niż męskie.Właśnie gdy zabierałam się za mycie podłóg,zauważyłem Kelsey.Kompletnie zapomniałem,że też ma karę!Nigdy nie byłem tak szczęśliwy (co właściwie było samolubne i wredne).
-Kogo to moje piękne oczy widzą?-spytałem,opierając się o ścianę.
-Czy wy sikacie na ściany i podłogi?Nie potraficie trafić?-spytała,zbijając mnie tym z tropu.
-Co?
-Nigdy,nigdy więcej nie wysprzątam męskiej toalety-powiedziała,siadając na podłodze.Zaśmiałem się tylko.
-A wy niby jesteście lepsze?Ktoś wrzucił zużyty tampon do klopa,który się zapchał.To dopiero był horror-powiedziałem,zajmując miejsce obok niej.
-Najgorsza kara na świecie-powiedziała pod nosem.
-Kto by pomyślał taka grzeczna Kelsey,a spędza tydzień na czyszczeniu szkoły po lekcjach-zaśmiałem się cicho.
-Co jeszcze mamy do zrobienia?-spytała.
-Wyczyścić salę biologiczną.
-Boże-jęknęła.
Umyliśmy razem podłogę na korytarzu i udaliśmy się do odpowiedniej sali.Umyliśmy tablicę,stoliki,krzesła,podłogę i nawet zdrapaliśmy gumy do żucia.Podlaliśmy kwiatki i zrobiliśmy porządek w książkach i jakiś encyklopediach.Nie rozmawialiśmy dużo,właściwie prawie wcale,ale było fajnie.Sama jej obecność i te nieśmiałe uśmiechy,podczas wycierania kurzu były czymś zajebistym.Było tak jakoś lepiej.Już prawie skończyliśmy,jedynie zostało nam do umycia akwarium,w którym były dwie żaby.Wyciągnąłem je i zabrałem się za szorowanie tego cholerstwa.Kelsey w tym czasie sprzątała jeszcze coś w gablotce.
-Em...Luke?-spytała,podchodząc do mnie.
-Tak?
-Co robisz?
-Opalam się Kelsey-rzuciłem sarkastycznie.-Sprzątam.
-Wiem idioto.Powiedz mi tylko:sprzątasz akwarium żab,tak?
-No tak-przytaknąłem.
-Świetnie.A gdzie są te żaby?
Odłożyłem ścierkę i spojrzałem na nią przerażony.Kurwa.
-Nie chcesz mi powiedzieć,że uciekły,prawda Luke?-spytała,śmiejąc się nerwowo.
-Wszystko mam pod kontrolą-powiedziałem spokojnie.
W tym samym momencie jedna z żab się odezwała,a ja i Kels wrzasnęliśmy tak głośno,że sam się przeraziłem.Zielonooka panikowała dalej.Szybko złapałem to zielone cholerstwo i włożyłem do wyczyszczonego akwarium.
-Spokojnie Kelsey już po wszystkim-powiedziałem,śmiejąc się z jej przerażenia.
-A druga?-spytała.
Kuźwa.
Zacząłem jej szukać.
-Kici,kici żabko.
-"Kici,kici"?Serio Luke,serio?To nie jest cholerny kot tylko żaba!-wydarła się po mnie ciemnowłosa.
-Racja-przytaknąłem.-Kum kum?
-Luke!Znajdź tą cholerną żabę!
-Wow Kelsey nie wiedziałem,że boisz się takich małych,bezbronnych stworzonek-zaśmiałem się,na co spiorunowała mnie wzrokiem.
-Nie boję się-zaprzeczyła.
-Okay-wzruszyłem ramionami-więc jak ją znajdziesz,to ją złap.
Szukałem przy końcu sali,Tate stała po drugiej stronie,kiedy znów usłyszałem jej przeraźliwy krzyk.Gdy się odwróciłem,stała już na stole,panikując jak pięciolatka.Bezcenny widok.
-Luke!Tutaj,tutaj jest!-krzyknęła,wskazując palcem na malutką żabę.
-Wow Kelsey twoja odwaga nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać-powiedziałem chyba nieco za bardzo sarkastycznie i uśmiechnąłem się złośliwie.
-Nie śmiej się tylko ją złap!Szybko Hemmings!
Żaba wydawała z siebie okropne odgłosy,które były zagłuszane przez panikującą Kels.Chcąc wyjść na bohatera i pomóc damie w potrzebie,pobiegłem w stronę małej,zielonej zarazy.Niestety podłoga jeszcze do końca nie wyschła i biegnąc,przewróciłem się.Wyrecytowałem pod nosem całą litanię przekleństw,pocierając bolące plecy.Nagle oboje się uciszyliśmy,słysząc "przepraszam,czy nie przeszkadzam".W drzwiach stał nasz biolog,trzymając w ręce złapaną żabę.Patrzał na nas jak na kompletnych debili.Kręcąc głową,zaniósł żabę do akwarium.W tym czasie Kelsey zdążyła zejść ze stołu,a ja wstać na równe nogi i znów wyglądać jak mężczyzna.
-Widzę,że jesteście doskonałą ekipą sprzątającą-powiedział sarkastycznie,chodząc po klasie.
-Nie chcę być niemiły,ale dopiero co umyliśmy te podłogi-powiedziałem poirytowany.Zatrzymał się,chcąc usiąść na krześle.
-Ławki i krzesła też-dodała Kelsey.Mężczyzna westchnął.
-Chyba na dzisiaj już wam wystarczy.Idźcie do domu.
Nie musiał powtarzać dwa razy.Kels wzięła swoją torebkę i wyszła z klasy jako pierwsza.Gdy doszedłem na parking już jej nie było.No nie powiem byłem trochę tym zawiedziony.Stwierdziłem,że zanim pojadę do Colleman,odwiedzę tego idiotę.Nie widziałem go milion lat.Zaparkowałem samochód na parkingu przed tą kawiarenką, w której pracuje.Jak zwykle wszedłem tylnym wejściem.Siedział w kuchni na stole pijąc kawę z szklanki,wielkością przypominającej wiadro.Ja się pytam jakim cudem jeszcze nie miał zawału?
-Fajnie sobie pracujesz-rzuciłem na przywitanie.
Spojrzał zdziwiony w moją stronę,odkładając czytaną gazetę na stół.
-A raczej: fajnie się opierdalasz zamiast pracować-poprawiłem się.
-Wow Luke stara pało,co to się stało,że postanowiłeś do mnie przyjść?Potrzebujesz kasy?Papierosów?Wódki?Kondomów?
Wredny i sarkastyczny.Tęskniłem za nim.
-Chodź tu idioto-powiedziałem,przytulając go "po męsku".
-Poważnie Hemmings mamy Apokalipsę czy co?Wiem,że jestem trochę starszy i pracuję,ale jakbyś czasem zadzwonił i umówił się na piwo to bym nie odmówił.
-W to nie wątpię.
-Przepraszam czy sugerujesz,że mam problemy z alkoholem?-spytał z  udawaną obrazą.
Panie i Panowie!Poznajcie Ashton'a Irwin'a-mojego przyjaciela.
-Nie miałem czasu Ash.
-Oczywiście.Na mnie nigdy nie masz czasu.Ty myślisz,że ja mam czas na cokolwiek?Ja pracuję Hemmings,rozumiesz?Praca,wiesz co to jest?Coś czego nigdy nie będziesz mieć.
-Twoja praca to czytanie głupich magazynów?-burknąłem pod nosem.
-To nie są głupie magazyny cioto-powiedział oburzony.-Wiedziałeś,że tyłek Nicki Minaj jest naturalny?
-Naturalnie powiększony-poprawiłem go.
-W tym wywiadzie Nicki mówi,że nie poddawała się operacji pośladków.Spójrz!-rzucił mi gazetę.
-Jak ona nie powiększała tyłka to ja jestem prawiczkiem-odłożyłem magazyn na stół.
-To akurat jest fakt Hemmings i kolejny dowód,że artykuł jest prawdą-zaśmiał się.
-Zabawne na serio.
-Mów stary co tam u ciebie-zaczął wesoło.Nikt,powtarzam nikt nie jest taki wesoły jak Ashton.
-Dobrze w sumie.Możesz się przejść czy masz coś ważnego do roboty?-spytałem.
-Ten wywiad z Minaj może poczekać aż wrócę.
-Nie Ashton,chodziło mi czy szef cie puści czy masz jakąś robotę-przewróciłem oczami.
-Oczywiście,że mnie puści.Przecież wiem,że sypia z moją mamą.
-Nie sypiam z nią!-głos mężczyzny dobiegł zza drzwi.
-Tylko winny się tłumaczy Gregory!-krzyknął Ashton.-Chodźmy-uśmiechnął się do mnie.
Szliśmy parkiem,paląc papierosy.Ashton'a znam praktycznie całe życie.Jest starszy kilka lat,ale zachowuje się jakby był jeszcze płodem.
-Jest taka laska-zacząłem.
-Zawsze jest jakaś laska jak masz taką minę.
-Nazywa się Hanna-zaciągnąłem się.
-Ładna?Twoja?
-Ładna-przytaknąłem-ale nie dla mnie.
-Dla mnie?-spytał ożywiony.
-Jeb się.Chodzi o to,że chyba wpakowałem się w związek z nią nawet o tym nie wiedząc-wytłumaczyłem.
-Co w tym złego?-spytał.O mój Boże czy on na prawdę nic nie rozumie i jest aż tak głupi?
-To,że właściwie to jej nie znoszę.
-Tak się zaczynają te wszystkie najlepsze filmy romantyczne reżyserii Woody'ego Allen'a!Nienawidzą się,a potem kochają!
-Z nami tak nie będzie Ash.
-No to z nią zerwij-wzruszył ramionami jak gdyby nigdy nic.
-To nie takie łatwe.Co mam jej powiedzieć?
-No nie wiem może....hej jesteś dziwką więc nic z tego nie wyjdzie?Albo powiedz,że jesteś gejem.
-Nie mogę.
-Czemu?
-Bo już powiedziałem,że ty nim jesteś.
-Że co kurwa zrobiłeś?!-krzyknął tak głośno,że niektórzy ludzie spojrzeli w naszą stronę.
-No powiedziałem,że...
-Luke ja mam dziewczynę do cholery!Nie jestem gejem,nawet kuźwa bi!W ogóle czemu o mnie rozmawiacie i czemu zawsze jak rozmawiasz o mnie z dziewczynami to robisz ze mnie homo!?
-Ash ja...-zacząłem,ale mi przerwał.
-No chyba,że boisz się,że jak mnie zobaczą to cię rzucą.To w sumie jest jedyne logiczne wyjaśnienie tego cyrku.
Jak zwykle skromny.
-Jesteś taki popierdolony-bulwersował się dalej.Jakiś dziadek,który akurat przechodził obok nas,spojrzał na mnie pytająco.
-Pan wybaczy koleżanka ma okres-wskazałem na Ashton'a,uśmiechając się przyjaźnie do starca.
-Wiesz co Hemmings?Pierdol się.
Loczek przyspieszył nieco tempo,więc musiałem go dogonić.
-Oj już się tak nie denerwuj bo ci żyłka w tyłku pęknie-poklepałem go po ramieniu.Milczał przez chwilę,aż w końcu westchnął i powiedział:
-Racja Hemmings.Szkoda tak nieziemskich pośladków.I co z tą Hanną?
-No właśnie nie wiem co mam robić.Ciągle zapraszam mnie do siebie na noc-marudziłem dalej,paląc kolejną fajkę.
-Jak to nie wiesz co robić?!-spytał oburzony.-Przeleć ją jak tego chce!Lucas'ie czy ja cię niczego nie nauczyłem?!
-Twoje rady są beznadziejne-powiedziałem zgodnie z prawdą.-Muszę już lecieć.Obiecałem mamie,że wpadnę do babci.
-Do babci Rose?-spytał ożywiony.
-Taa mam tylko jedną babcię-przypomniałem mu.
-Cudowna kobieta,gdybym był trochę starszy...
-To moja babcia Ashton,więc jeśli chcesz zachować swoje jaja to nie kończ tego zdania-warknąłem,ale uśmiech wkradł mi się na twarz.Babcia Rose jest wyjątkowa,jedyna w swoim rodzaju.Każdy kto ją zna uwielbia ją.
-Pozdrów ją ode mnie.Wracam do roboty.
Jechałem do babci,kiedy przypomniało mi się,że miałem pojechać do doktor Colleman.Westchnąłem i zawróciłem.Gdy wszedłem do poczekalni spotkała mnie niemiła niespodzianka, w postaci dość dużej kolejki.Usiadłem podenerwowany na krześle.Nie należę do osób cierpliwych.Czas dłużył mi się niemiłosiernie.Minęły dwie godziny,a ja dalej siedziałem jak debil, czekając na swoją kolej.Gdy zawołała kolejnego pacjenta nie wytrzymałem.Wszedłem bez pukania do jej gabinetu.
-Luke-zaczęła,poprawiając swoje okulary.
-Czekam od pieprzonych dwóch godzin-warknąłem.
-To ostatni pacjent i ty będziesz następny.
-Nie, nie będę.Spieszę się,więc jeśli to nic ważnego to wychodzę.
-Luke.
-Do widzenia doktor Colleman miło było panią znów zobaczyć.Dziękuję za poświecenie mi swego jakże cennego czasu-powiedziałem sarkastycznie i opuściłem jej gabinet,trzaskając drzwiami.Zjechałem windą na parter i od razu pojechałem do domu babci.Na dworze robiło się już ciemno.Cieszyłem się,że zobaczę babcię.Ostatnio było kiepsko z jej zdrowiem.Poważnie się o to martwiłem.Babcia jest najwspanialszą osobą na tym chorym świcie.Uśmiechem pośród szarej rzeczywistości.Odskocznią od codzienności.Wsparciem.Tyle jej zawdzięczam.Mama prawie każdego dnia chodzi do niej po pracy.Pomaga,sprząta,gotuje,robi zakupy.Babcia oczywiście marudzi bo jak to sama mówi jest silną kobietą i daje sobie świetnie radę sama.To prawda,ale jest również już kobietą starszą i pomoc jest jej potrzebna mimo,że nigdy się do tego nie przyzna.
Zaparkowałem przed jej domem.Wysiadłem z auta uśmiechnięty.Kocham tą cudowną,starszą osóbkę.To zdecydowanie jedna z najlepszych rzeczy jaka spotkała mnie w życiu-posiadanie takiej babci.Zapukałem do drzwi głośno,żeby usłyszała i czekałam.Nie chodzi już tak szybko jak kiedyś,więc czekałem kilka minut,ale trwało to trochę za długo.Zmarszczyłem brwi.Czyżby już spała?Wyjąłem z kieszeni zapasowe klucze do jej domu,które zawsze nosiłem ze sobą.Otworzyłem drzwi i oświeciłem światło.Było strasznie cicho,jak nigdy.
-Babciu?To ja Luke,gdzie jesteś?!-krzyknąłem,rozglądając się po pomieszczeniach.Udałem się do salonu.Oświeciłem światło.Była tam.Spała na fotelu.Uśmiechnąłem się lekko,podchodząc do niej.Kucnąłem obok starego,ciemnozielonego fotela.-Babciu,obudź się.Przyszedłem sprawdzić jak się czujesz.
Nic nie odpowiedziała.Nie obudziła się.Właściwie to nawet się nie poruszyła.Chwyciłem ją za
rękę.Była zimna.Nie,była lodowata.Puściłem ją przerażony,wstałem i odsunąłem się kilka kroków.Nie.Nie to niemożliwe.Stałem jeszcze chwilę kompletnie oszołomiony.Czułem się jakby świat przestał istnieć.Miałem gulę w gardle,a oddychanie zaczęło mi sprawiać trudność.Znów do niej podszedłem.Sprawdziłem puls.Nic nie poczułem.Nic.
Upadłem na kolana,powtarzając "babciu nie".Nie wiem kiedy zacząłem płakać.Nie wiem ile tak siedziałem.Czułem jakbym umarł.W końcu wyjąłem komórkę i zadzwoniłem na pogotowie i do mamy.Nie wiem jakim cudem mnie zrozumiała.Nie potrafiłem złożyć pełnego zdania,ani przestać płakać.Siedziałem tak jeszcze chwilę.W końcu wstałem i pocałowałem ją w zimny policzek.
-Kocham cię babciu,wiesz?Dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiłaś.
Wyszedłem z domu.Akurat samochód mamy zatrzymał się na podjeździe.
-Luke!-zawołała,ale nawet się nie odwróciłem w jej stronę.
Widziałem jak przyjeżdża pogotowie.Przerosło mnie to wszystko. Zacząłem biec w stronę parku,ignorując wołanie zrozpaczonej mamy.Nie mogłem spojrzeć jej w  twarz,nie umiałem.
Park jak zwykle o tej godzinie był pusty.Usiadłem na ławce i rozpłakałem się.Tak prawdziwie,szlochałem jak oszalały.Tak rozpaczliwie jak tylko jest możliwe.Skryłem twarz w dłoniach,dalej nie przyjmując faktów.Wyłączyłem komórkę,gdy mama już dwudziesty raz próbowała się do mnie dodzwonić.Siedziałem tak długo.Wiatr przyjemnie muskał moją rozgrzaną od płaczu twarz.Zostałem sam.Kompletnie sam.Nie mam nikogo.Nie wiedziałem z kim o tym porozmawiać,ale czułem,że muszę to zrobić.Nie miałem gdzie pójść,co ze sobą zrobić.A potem zobaczyłem ten głupi napis na ławce."Nie uciekłam idioto ile razy mam ci powtarzać?"
Wstałem,a nogi same mnie poniosły pod jej dom.Zapukałem niepewnie do drzwi.Czekałem chwilę.W końcu je otworzyła.
-Luke?-spytała zaskoczona.Miała szare spodnie z dresu i białą,luźną koszulkę.Włosy spięte w kucyk.-Co ty tutaj robisz?-spytała.
Chciałem odpowiedzieć,ale nie potrafiłem.Zamiast tego znów zacząłem płakać.Wszedłem do jej domu,zamknęła za mną drzwi.
-Co się stało Luke?-spytała ze współczuciem.Nie zdążyła powiedzieć nic więcej,od razu ją przytuliłem.Oplotłem ręce wokół jej talii i schowałem głowę między jej szyją a ramieniem.I rozpłakałem się na dobre,gdy odwzajemniła niepewnie uścisk.




________________________________________________________________________
No cześć ! :D Znowu spóźniona,wiem :( Przepraszam,bardzo przepraszam.Wczoraj do domu wróciłam o 19.30.Nie wyrobiłam się z tym rozdziałem.Ale mam nadzieję,że opłacało się czekać? :) Osobiście pierwszy raz podoba mi się to co napisałam :D Lubię ten rozdział i mam nadzieję,że wam również przypadł do gustu? :D 
Tak jak mówiłam rozdział nieco inny bo z perspektywy naszego Hemmings'a ^^
Ale największą radość sprawiało mi pisanie scen z Ashton'em xd O mój Koreański Jezu jestem pewna,że podniecam się nim bardziej niż wy hahahahaha ♥ 
Kilka spraw:
-kocham piosenkę do tego rozdziału ♥
-jak pewnie zauważyłyście chciałam dodawać rozdziały trzy razy w miesiącu w te same dni-7,17 i 27,ale najwyraźniej nie zawsze będę się wyrabiać w tych terminach,więc już mówię żeby potem nie było pytań ROZDZIAŁY MOGĄ POJAWIAĆ SIĘ PÓŹNIEJ NIŻ PLANUJĘ,JEŚLI TAK BĘDZIE NAPISZĘ INFORMACJE O TYM PO PRAWEJ STRONIE BLOGA NA SAMEJ GÓRZE
-bardzo proszę jeśli chcecie zareklamować swoje blogi to róbcie to w zakładce "SPAM" :) 
-zmieniłam user na Twitterze @oh_woow_lovely
Ten rozdział jest dla mnie ważny i jest w moim "Top 3" także mam ogromną nadzieję,że wam się spodobał :) Długo nad nim siedziałam,więc jeśli przeczytałaś to proszę,proszę na kolanach-skomentuj.Chociażby jednym słowem.To dla mnie na prawdę wiele znaczy aniołki ♥
Rozdział dedykuję @swaggylukeyy ♥ Kochanie nie wiem jak nazywasz się na bloggerze,ale jeju kocham cię aniołku xx Dziękuję za nasze rozmowy i w ogóle za to,że jesteś ♥ Rozdział pisany z myślą o tobie,wiec mam nadzieję,że będziesz zadowolona bo uwielbiasz Ashton'a prawie tak bardzo jak ja (piszę "prawie" bo cały świat wie,że nikt nie kocha go bardziej niż ja hahahah xd) ♥


Do następnego aniołki xx

15 komentarzy:

  1. Jejuuuu, ja ciebie też kocham, dziękuję, że jesteś, i ze piszesz to uqgebfdvvdskvdv ff. Już kocham Ashtona, mogłam to stwierdzić po pierwszych dwóch zdaniach wypowiedzianych przez niego. I co ty ze mną robisz kobieto, ja tu się śmieję do rozpuku, czytając ich rozmowę, a chwilę później, gdy Luke odwiedza babcię, zalewam się łzami...
    Btw, o co chodzi z tymi lekarzami ? Lukey ma coś z głową? (znaczy po za tym co i tak wiadomo) xdd No to czekam na następny. I chociaż każdy twój rozdział jest świetny, ten przeszedł sam siebie xoxo / @swaggylukeyy

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku cudownie ��

    OdpowiedzUsuń
  3. O Boże. Wspabiałe to jest po prostu hdghdgdvk. Brak mi słów . Końcówka mnie totalnie zaskoczyła. Współczuję Luke'owi. Już nie mogę się doczekac następnego to jest takie ekscytujące.
    Pozdrawiem Gumycollie

    OdpowiedzUsuń
  4. O wow... to takie genialne! Takie osm xD Czytając rozmowę z Ashton'em chciało mi się płakać ze śmiechu, a później płakać ze smutku z powodu babci Luke'a :( Ale to jednocześnie smutne jak i urocze, bo poszedł do Kelsey <3 To Luke jest prawiczkiem ?! (Na to zwróciłam najwięszką uwagę XD ) a ja chyba wiem dlaczego Lukey musi rozmawiać z tymi lekarzami... ale to tylko moje domysły, które łaczą się z zebranymi przeze mnie informacjami z rozdziałów, a ja jestem bardzo spostrzegawcza ^^
    Do następnego kochana <%

    OdpowiedzUsuń
  5. jesteś niesamowita
    kocham cię <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Oby więcej takich rozdziałów z perspektywy Luke'a! Można się było czegoś o nim dowiedzieć.
    A jego babcia, jeju...
    Naprawdę świetnie to napisałaś, w dodatku taki długi rozdział *___* I ten koniec z Kelsey, jeju jeju jeju. :)
    Życzę weny, pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
  7. wiedziałam! wiedziałam, że to będzie perspektywa Luke' a - kolejny dowód, że jestem jasnowidzem xd
    ta końcówka jest taka słodka, że normalnie aww, a sceny z Ashtonem są zajebiste - kocham go ♥
    szkoda tylko, że Luke' a spotkała taka przykrość - naprawdę mi go szkoda i chętnie zamieniłabym się z Kels w końcówce rozdziału...
    czekam na nexta duuuuuuużo weny i buziole kochana ;**

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejciu idealny i najwspanialszy rodzial <3 i nie moge sie doczekac następnego! Kocham cie i życzę weny :**

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojeeej... Perspektywa Luke'a... Coś przecudownego no po prostu mega... Przepraszam Cię słońce, że komentuję tak późno i, że nie jest to jakiś strasznie długi komentarz, ale jestem tak "zaryczana" i roztrzęsiona, że po prostu nie jestem w stanie napisać nic sensownego... A czemu płaczę??? A pierwszy powód to teledysk do Night Changes, a drugi to końcówka Twojego rozdziału... No nie mogę się ogarnąć! Mam nadzieję, że mi to wybaczysz, a ja obiecuję, że przy następnym Ci to jakoś wynagrodzę OK.? Pozdrawiam i przesyłam całusy <3

    OdpowiedzUsuń
  10. No więc tak:
    -Perspektywa Luke'a - Jedna z Twoich zapowiedzi spełniona ;)
    - "Mówię na to potrójne "P".Piłem,paliłem i pieprzyłem" - no i kolejny zaspoilerowany cytat. Rewelacyjny, jak zawsze :D
    - Akcja z żabami i reakcja Kelsey - bezcenne :D
    - Ashton - jego nigdy za wiele. Wgle ta jego reakcja na słowa Luke'a... Już go kocham :D
    - I na koniec ta babcia... Normalnie tak mi go szkoda.. Ale to takie urocze, że się z tym udał nie do Asha, tylko do Kels
    Mam nadzieję, że jesteś zafowolona z siebie. Znowu doprowadziłaś mnie doniekontrolowanych zmian nastroju. Dalej takich świetnych pomysłów i do wyczekiwanego następnego :***

    OdpowiedzUsuń
  11. To bylo takie cudowne... Perspektywa Luka, genialna i ta reakcja Kelsey hahaha. Jak ja kocham to czytac <3 Jestes cudowna! Zycze weny przy nastepnym rozdziale :* Cal xx

    OdpowiedzUsuń
  12. <3 ... Nie ma co pisać tylko zapytać : KIEDY KOLEJNY ?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahahha kochana ♥ kolejny w weekend ;*

      Usuń
  13. Rozdział jak zwykle super ;)
    Jeśli chcesz, to przesłuchaj sobie piosenkę Andras Kallay Sauders - Running, bo sądzę, że może ci się spodobać zważywszy na relację Kelsey i jej taty :) Może nawet cię zainspiruje...? :D
    Pozdrawiam ;P

    OdpowiedzUsuń
  14. czytajac ten rozdział przechodziłam stoponiowo przez kilka etapów.
    1) Hanna ma wpierdol, Luke też za to, że po prostu jej nie oleje i nara
    2) lekki wstrząs bo pierwszy raz dowiaduję się tylu rzeczy o Luke`u i ta rozmowa z Billem i resztą
    3) aaaaaw bo Luke i jego mama
    4) Hanna, skarbie, nie poruchasz
    5) JA WIEDZIAŁAM, ŻE ON POWIE ZE ASHTON JEST GEJEM, JA TO WIEDZIAŁAM
    6) beka bo Ashton i Luke
    7) feels bo Lesley
    8) beka bo żaby
    9) smutek bo O MÓJ BOZE BIEDNY LUKE, BABCIA ASHTONA, JEzu NIE
    10) jedno wielkie AAAWWWW BO LESLEY MOMENT

    dzięki za tyle różnych odczuć naraz ok
    kocham CIę ok
    i Ashtona geja tez ok

    OdpowiedzUsuń