Son

sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 14

06.06.2013 r.



Demony przeszłości



Drogi pamiętniku,
przysięgam,że spodziewałabym się wszystkiego,ale nie takich odwiedzin.Byłam w łazience,stałam przed lustrem.Wciągnęłam brzuch i było całkiem nieźle.Wypuściłam powietrze i znów nie mogłam patrzeć na dodatkowe, odstające kilogramy.Wyglądałam obrzydliwie do tego stopnia,że nie mogłam już dłużej znieść tego widoku.Zauważyłam,że właściwie to nie podoba mi się kompletnie nic.Włosy,oczy,usta,tyłek,nawet dłonie mam okropne.Znów poczułam się bezsilna.Usiadłam na zimnej podłodze,stwierdzając że nie dam już dłużej rady,a szło mi całkiem dobrze.Westchnęłam.Na początku za tym nie przepadałam,wydawało mi się obrzydliwe i nieprzyjemne.Z czasem zaczęłam się przyzwyczajać,wymiotowanie stało się czymś zwyczajnym,na porządku dziennym,aż w końcu spodobało mi się.Polubiłam to,zwracanie pokarmu stało się czymś przyjemnym,sprawiającym radość i przepełniającym dumą.Czułam się szczęśliwa,czułam że robię dobrze.Była to odskocznia od wszystkiego.Dzięki temu byłam szczęśliwa,a od kiedy to rzeczy,które sprawiają ci radość są złe?
Nachyliłam się nad zlewem,kiedy usłyszałam pukanie.Nie spodziewałam się gości,no bo niby kto miałby przyjść?Mama znów jest zagranicą na rozprawie,a ojciec nie wróciłby tak wcześnie.Niechętnie zeszłam na dół i otworzyłam drzwi.Stał w progu,niby miał ubrane to samo co w szkole,ale wyglądał kompletnie inaczej.Jego twarz...była inna.Blada,pozbawiona uśmiechu,oczy nie błyszczały tak jak zwykle.
-Luke?Co ty tutaj robisz?-spytałam niepewnie.I właśnie wtedy stało się coś,czego się nie spodziewałam zobaczyć.Luke Hemmings rozpłakał się.
Dopiero wtedy zauważyłam suche usta i podkrążone oczy.Płakał.Stał przez chwilę i płakał jak małe dziecko.Ten siedemnastolatek,który zachowuje się jakby miał wszystko w poważaniu,stał przede mną,zalewając się łzami jak pięcioletnie dziecko.Poczułam się dziwnie,żołądek mi się ściskał.Nie wiedziałam co powiedzieć.Niepewnie wszedł do środka.Chyba byłam za bardzo zdezorientowana całą tą sytuacją.Zamknęłam za nim drzwi na klucz i znów skupiłam wzrok na blondynie.Był taki wysoki,ubrany w potargane spodnie,miał przebitą wargę,a to wszystko sprawiało,że wyglądał na starszego niż w rzeczywistości był.Teraz jednak mimo tego wszystkiego wyglądał jak mały zagubiony chłopczyk.
-Co się stało Luke?-spytałam ze współczuciem.Było mi go szkoda,mimo że nie wiedziałam co dokładnie się stało.Przecież jeszcze kilka godzin temu,w szkole zachowywał się zupełnie normalnie.Nie odpowiedział.Podszedł i mocno mnie przytulił.Wszystko działo się przerażająco szybko i na nic nie byłam gotowa.Oplótł ręce wokół mojej talii,a głowę oparł mi na ramieniu.Czułam się nieco dziwnie,ale też...przyjemnie?Tak to chyba odpowiednie określenie.Moja klatka piersiowa stykała się z jego i jestem pewna,że już bliżej być nie mogłam.Niemal czułam jego bijące jak  szalone serce.Blond włosy łaskotały mnie po policzku.Czekał na jakąś reakcje z mojej strony.Wszystko stało się tak prędko...Niepewnie oplotłam ręce wokół jego szyi,odwzajemniając uścisk.I wtedy rozpłakał się na dobre.Czułam,że potrzebował się komuś wypłakać,co nie zmieniało faktu,że cała sytuacja dalej wydawała mi się dziwna.Ścisnął mnie jeszcze mocniej,niemal sprawiając ból.
-Pomóż mi Kelsey-wyszeptał mi w ramię,dalej zanosząc się płaczem.
-Co się stało Luke?-spytałam znowu.
-Nie miałem gdzie pójść,nie wiedziałem gdzie iść,Kelsey nie mam gdzie iść,nie wiem gdzie iść,pomóż mi,nie mam nikogo-mówił na jednym wdechu,z każdym kolejnym słowem załamując się coraz bardziej.Jego zrozpaczony ton tak bardzo przypominał mój.
-Już dobrze Luke-powiedziałam,przytulając go mocniej,tak jakby miało mu to pomóc.
-Jestem sam Kelsey,sam,zostałem sam-powtarzał bez przerwy.
-Ciii,nie jesteś-odruchowo zatopiłam dłoń w jego gęstych włosach.Moje lewe ramie było już mokre,a blondyn nie przestawał płakać.
-Wołała mnie-wychrypiał,biorąc głęboki wdech.
-Kto cię wołał?-spytałam.
-Mama.Wołała mnie,ale nie mogłem do niej pójść,nie mogłem nawet na nią spojrzeć.
-Czemu?Co się stało?
-Zawiodłem ją.Zawiodłem wszystkich.Jestem beznadziejny Kelsey. Potrzebuję pomocy,błagam pomóż mi-powiedział odsuwając się o krok.Był cały czerwony,oczy były spuchnięte i sine.
-Co mam zrobić?-spytałam.Przygryzł wargę,ale nie tak jak to miał w zwyczaju.Myślę,że tym razem zrobił to,aby znów się nie rozpłakać,tak mocno,że dalej się zastanawiam jakim cudem nie puściła mu się krew.
-Muszę z kimś porozmawiać,muszę Kelsey-wychrypiał. Kiwnęłam tylko twierdząco głową i wskazałam ręką schody na piętro.Poszliśmy do mojego pokoju.Chciałam oświecić światło,ale powstrzymał mnie.Usiadł na łóżku,wzrok miał nieobecny.Zastanawiałam się o czym myśli.Światło księżyca wpadające przez okno,jako jedyne rozjaśniało pokój.Patrzał tępym wzrokiem przed siebie,aż w końcu skupił go na mnie.Wskazał abym usiadła obok.Wszystko było takie dziwne,niezręczne...Niepewnie zajęłam miejsce obok niego na kanapie,siadając jak to mówią w przedszkolu "po turecku".
-Bombardują mnie myśli-zaczął,ale po tych słowach zamilkł.Czekałam cierpliwie,nie chcąc go poganiać.Widziałam jakie to dla niego trudne.Po dłuższej chwili kontynuował.-Niszczą mnie,zabijają.Dzisiaj tak jakoś bardziej niż zwykle-uśmiechnął się krzywo.
Nie chciałam mu mówić,że jestem najgorszą osobą jaką mógł wybrać do zwierzenia się.Sama ledwo wytrzymuję ze swoimi chorymi myślami,a jeśli chodzi o pocieszanie to jestem w tym beznadziejna.Z drugiej jednak strony byłam zaskoczona i ciekawa,nigdy bym nie pomyślała,że ten Luke Hemmings jakiego znam może mieć jakieś problemy.Skupiał wzrok na ścianie,wyglądał jakby sobie coś przypominał.Ściskał dłonie mocno w pięści na swoich kolanach,z taką siłą,że były całe białe.Niepewnie chwyciłam jego dużą dłoń w swoje.Otworzył ją powoli i pozwolił mi spleść moje palce z jego.Tak jakby się rozluźnił,mimo że każdy jego mięsień dalej był spięty.Spojrzał na mnie i uśmiechnął się lekko.
-Zbyt dużo się dzieje w mojej głowie,moje życie to jeden wielki jebany żart,jak się komuś nie wygadam to chyba zwariuję i skończę w pieprzonym zakładzie psychiatrycznym.Nie wiem czemu wydajesz mi się jedyną odpowiednią osobą.Może dlatego,że twoje oczy są tak smutne jak moje,tylko jeszcze nie nauczyłaś się tego maskować i być może właśnie z tego powodu jesteś jedyną osobą,która mnie zrozumie.
Poczułam się na prawdę dziwnie,nie wiedziałam co mu odpowiedzieć.Byłam pewna,że "maskuję" się całkiem dobrze bo oprócz niego nikt nigdy nie zauważył jak wewnątrz bardzo cierpię.Nikt wcześniej nie widział tego smutku,nie zwracał uwagi na czasem dziwne zachowanie.Nikt, nawet mama.
-Zabiłem swoją babcię Kelsey-powiedział nagle,a mnie przeszedł dreszcz.Odruchowo mocniej ścisnęłam jego dłoń.Na takie wyznanie nie byłam gotowa.Chciałam się odsunąć,zabrać dłoń,cokolwiek,ale nie zrobiłam tego.Cały czas skupiałam wzrok na swoich kolanach,opanowałam głos i spytałam:
-Jak?
-Spóźniłem się.To wszystko moja wina.To przeze mnie ona nie żyje Kelsey, rozumiesz?Moja babcia umarła przeze mnie! -krzyknął,mocniej ściskając moją dłoń.Szybko się opanował.
-Opowiedz mi-poprosiłam.
-Kochałem ją, wiesz?Była dla mnie jedną z najważniejszych osób,zawsze kurwa,zawsze mi pomagała.A teraz ten jeden raz gdy to ona mnie potrzebowała,zwaliłem to,nie było mnie przy niej.Zabiłem własną babcie Kelsey.
-Nie zrobiłbyś tego Luke-powiedziałam na co się zaśmiał.
-A jednak zrobiłem.Gdybym przyjechał wcześniej żyłaby.Gdybym tylko nie musiał jeździć po tych jebanych lekarzach jak jakiś pierdolony wariat ona by żyła.Przyjechałbym na czas,zadzwonił na pogotowie i uratowaliby ją.Gdybym nie był pojebem moja babcia by żyła!
-Luke-przerwałam jego monolog-nie zabiłeś swojej babci.
-Zabiłem Kelsey ja...-zaczął,ale znów mu przerwałam.
-Nie zabiłeś swojej babci.Umarła najprawdopodobniej ze starości.Nic nie mogłeś zrobić.
-Gdybym przyjechał wcześniej to...
-Nie wiesz co by się stało.Nie wiesz o której nastąpił zgon.Nie wiesz czy lekarze zdołaliby ją uratować,ale Luke nie możesz mówić,że to ty ją zabiłeś.To nie twoja wina rozumiesz?-spytałam,ale nie odezwał się.-Rozumiesz?-odwróciłam jego twarz w moją stronę tak,żeby na mnie spojrzał.
-Ja...
-Nie zrobiłeś tego Luke,to nie twoja wina.Nie miałeś z tym nic wspólnego-powtórzyłam.
-To nie moja wina?-spytał.Uśmiechnęłam się lekko.
-Nie Luke,nie twoja.
Wstrzymałam oddech,gdy uśmiechnął się i pocałował w czoło.Takie nieznane uczucie,takie...miłe.Mimo,że było ciemno doskonale widziałam te błękitne oczy.Nie wiedziałam czy powinnam o to pytać,ale musiałam.
-Jesteś chory?
Zawahał się.
-Przepraszam,jeśli nie chcesz...
-W porządku Kelsey-przerwał mi.-Nie,nie do końca chory.To długa historia.
-Mam czas.Chyba,że nie chcesz.
-Chyba tego potrzebuję-przyznał.Cały czas mocno trzymał moją dłoń.-To wszystko jest takie pojebane Kels...nie wiem czy po tym dalej będzie ci mokro na mój widok-uśmiechnął się jak to miał w zwyczaju,na co przewróciłam tylko oczami.Szybko spoważniał.-Miałem trudne dzieciństwo,że tak powiem.Miałem dziesięć lat,a już wtedy byłem bardzo pociągający.Nie mam dużej rodziny.Moja mama była jedynaczką,tata miał brata.Z dziadków znałem tylko babcię Rose,pozostali umarli zanim się urodziłem.Mama bardzo długo starała się o dziecko,aż w końcu się udało.Byłem oczkiem w głowie rodziców,może ci się wydawać,że miałem idealnie,ale to bzdura.Brat taty,wujek Ron nie miał żony,nie miał dzieci.Żył sam,w pięknym dużym domku w jednej z ładniejszych uliczek Chicago.O ironio byłem jego ulubionym dzieckiem.Uwielbiał mnie aż za bardzo,zdecydowanie za bardzo.Tata woził mnie do niego w każde ferie i każde wakacje.Gdy skończyłem osiem lat każdego roku wszystkie przerwy szkolne spędzałem u wujka Ron'a.Nigdy nic nie mówiłem,nie narzekałem,nie opowiadałem co porabialiśmy bo obiecałem mu,że nikt się nie dowie.Sam kochany wujaszek rozpowiadał wszystkim jak to dobrze razem spędzamy czas,że jestem dla niego jak syn,którego nigdy nie miał.Jebana patologia-mówił z krzywym uśmiechem,cały czas z obrzydzeniem w głosie,gdy pojawiała się wzmianka o jego wujku.Starał się brzmieć normalnie,ale widziałam jak ciężko to wszystko przechodzi mu przez gardło.
-Nie było fajnie-stwierdziłam.
-Nie Kelsey.To znaczy jemu się podobało.A więc gdy skończyłem dziesięć lat,pieprzone dziesięć lat Kelsey,byłem jeszcze dzieckiem!Byłem u niego na wakacjach.Powiedział,że jestem najładniejszym chłopczykiem jakiego kiedykolwiek widział,mówił jaki jest ze mnie dumny i jak bardzo mnie uwielbia.Kurwa.Powiedział,że chciałby czegoś spróbować,powiedział że to tylko niewinna zabawa,ale że ludzie jej nie zrozumieją,że możemy mieć kłopoty,spytał czy chciałbym żeby miał kłopoty.Powiedział,że nikt nie musi wiedzieć,że to będzie nasz mały,słodki sekret.
-Luke-szepnęłam,gdy zaczęłam łączyć fakty.
-Spytał czy go lubię,spytał czy mogę zdjąć spodnie.Poprosił o to ładnie,obiecał,że nikt się nie dowie.Miałem dziesięć lat nie wiedziałam co się dzieje,o co chodzi,co robię.Powiedział,że jestem taki grzeczny,taki ładny,że chciałby mnie na wyłączność.Wmówił mi,że to nic takiego,że to dobre.Spytał czy zdejmę majtki,spytał czy może zrobić kilka zdjęć,spytał czy może dotknąć,spytał czy...-zaczął płakać.Jeszcze bardziej niż wcześniej.Poczułam się źle,w końcu z mojego powodu odkopał te bolesne wspomnienia,które chciałby wymazać z pamięci.
-Luke tak mi przykro-powiedziałam.Była to zdecydowanie najgłupsza rzecz jaką mogłam powiedzieć,ale nie było mnie stać na nic lepszego.Takiego wyznania się nie spodziewałam,nie byłam na nie gotowa.Nagle uspokoił się,wziął głęboki wdech i kontynuował.
-To była nasza tajemnica,manipulował mną,byłem jebaną kukiełką w jego rękach.Mógł ze mną zrobić co chciał,a chciał wiele.Gdy miałem dwanaście lat nie pojechałem na wakacje do wujka
Ron'a.W kwietniu wujek Ron miał wypadek.Nie wiem dokładnie jak to wyglądało,ale potrąciła go ciężarówka i zmarł na miejscu.I wiesz Kelsey, czułem się paskudnie gdy zamiast rozpaczać jak wszyscy czułem ulgę. Czułem tak ogromną ulgę i radość.Rozumiesz to?Cieszyłem się,że umarł.Nic nie mówiłem,ludzie zastanawiali się czemu nie płaczę na pogrzebie swojego "ukochanego wujka".Mówili,że pewnie nie rozumiem co się stało,ale rozumiałem.Stał się cud,ktoś mnie wybawił.Ale na tym się nie skończyło.Tata zaczął się zastanawiać,pytać.Dowiedział się-zawahał się na chwilę.Bolało mnie patrzenie jak bardzo go to męczy.
-Jeśli potrzebujesz przerwy to...
-Jest okay.Nawet nie wiesz jak bardzo mi pomagasz w tym momencie.
-Przecież nic nie robię-zauważyłam.
-Jesteś.Słuchasz.To więcej niż mógłbym prosić.
Zamknął oczy i mówił dalej.
-Gdy się dowiedział...przerosło go to.Po prostu świadomość co jego jedyny brat,któremu ufał,którego szanował robił jego jedynemu synowi,przerosła go.I zabił się.
Na te słowa serce mi przyspieszyło i mimowolnie się spięłam.
-Miałem trzynaście lat,wróciłem do domu godzinę wcześniej bo wypadła nam biologia.Leżał w łazience,wszędzie była krew.Podciął sobie żyły.Niezbyt kreatywnie moim zdaniem mógł się bardziej postarać.
-Luke...
-W porządku Kels.Wszystko okay.Mama od tamtej pory martwi się o mój stan psychiczny.Boi się,że zrobię to co tata i się zabiję.Nigdy nie miałem tego w planach,pojebany pomysł.Tłumaczyłem jej,że wszystko ze mną w porządku,ale uparła się i nie chce zmienić zdania.Wynajęła lekarzy,którzy każdego jebanego dnia przychodzą do mnie z tym samym wkurwiającym pytaniem."Jak się czujesz Luke"?
W końcu odwrócił się w moją stronę i puścił moją rękę.
-Jak mam się czuć Kelsey?Chyba logiczne,że nigdy nie będę czuć się normalnie,tak jak powinienem,ale też nie będę żył przeszłością.Mam siedemnaście lat,znajomych,szkołę,ciebie,tego małego fiuta Ashton'a.Mógłbym żyć normalnie,ale nie.Oni i tak rano zapukają do mojego pokoju,żeby dowiedzieć się co takiego ciekawego robiłem poprzedniego dnia.
Czułam się tak dziwnie...Nie dochodziło do mnie,że rozmawiam z Luke'm.Cały czas wydawało mi się,że go znam,że wiem jaki jest,że go rozszyfrowałam.Tymczasem nie wiedziałam o nim kompletnie nic.Teraz obok mnie siedział prawdziwy Luke Hemmings.Mały,zraniony w przeszłości chłopczyk,który dalej cierpi.Chłopczyk,który przeżył coś czego nie powinien,który doskonale potrafi ukryć swoje prawdziwe "ja".Czułam się nieco niezręcznie go mocno wtuliłam się w jego tors.Nie jestem pewna czy zrobiłam to bo wydawało mi się,że on tego potrzebuje,czy ja.Było mi tak jakoś lżej gdy czułam bijące od niego ciepło.
-Więcej czasu spędzałem u babci Rose niż z mamą.Ona mnie rozumiała jak nikt inny.Nie poruszała tych wszystkich tematów,o których chciałem zapomnieć,nie pytała się co tam u mnie i czy czuję się dobrze po tym wszystkim.Ona po prostu była.Nie znasz drugiej takiej osoby jak ona Kels. Przychodziłem do niej po szkole.Najpierw pomagałem trochę w ogrodzie,a potem razem siadaliśmy na werandzie,piliśmy kawę zbożową i jedliśmy jej czekoladowe ciastka.Traktowała mnie inaczej niż wszyscy,jak dorosłego.Mogłem z nią o wszystkim porozmawiać,o wszystkim powiedzieć.Mówiła mi jak postępować z dziewczynami i jakim być człowiekiem w życiu.Niestety nie zawsze robię to co radziła.Później poznałem Ashton'a i razem u niej przesiadywaliśmy godzinami.Powiem ci Kelsey,że w szkole byłem prawdziwym chujem.Chciałem się zbuntować mamie,wyrazić coś w stylu protestu tych wizyt lekarskich.Nie zawsze wszyscy mnie zauważali i uwielbiali.Wybiłem się.Zmieniłem nieco styl,przebiłem wargę,dostałem się do szkolnej drużyny rugby.A później zrobiłem coś czego żałuję do dzisiaj.Stwierdziłem,że skoro chcę być lubiany,muszę się zadawać z lubianymi.A lubiani w tej szkole byli głównie faceci,którzy nikogo nie szanowali,śmiali się z gorszych,myśleli że są cudami świata.W równoległej klasie była taka dziewczyna.Nazywała się Bree.Była na wózku.Zrobili z niej pośmiewisko.Nic do niej nie miałem,właściwie nawet ją lubiłem.Pomogła mi zdać z matematyki.Ogólnie była miła i pełna życia mimo tylu przeciwności.Powiedzieli mi,że jeśli ją ośmieszę,wejdę do ich "paczki".Ja pierdole jakim byłem kretynem...
-Co zrobiłeś?-spytałam nie do końca pewna,czy chcę wiedzieć.
-Przykleiłem karteczkę z napisem "posuń mnie" na tył jej wózka.Jeździła z nią po szkole cały dzień,ludzie się śmiali.Dostałem to czego chciałem,ale czułem się paskudnie.Zresztą niedługo chodziłem tam do szkoły.Złe towarzystwo.Picie,narkotyki.Rozwaliłem samochód dyrektora i mnie wyrzucili.W nowej szkole nie musiałem się starać,ludzie robili wszystko,żeby się ze mną zadawać.Ironia,prawda?
Siedzieliśmy w ciszy.Nie mam pojęcia ile czasu minęło.Nikt nic nie mówił.Rozmowa była zbędna.Otworzył się przede mną .Opowiedział mi o sobie wszystko,rzeczy,sekrety,wspomnienia,o których wie prawdopodobnie tylko jego mama i lekarze.Zaufał mi.Czas leciał wolno,na dworze było coraz ciemniej.W końcu odezwał się.
-A ty?-spytał.
-Co ja?
-Jaka jest twoja historia Kelsey?
Tego pytania się obawiałam.Od razu ścisnęło mnie w żołądku.Zastanawiałam się co odpowiedzieć,kiedy z dołu doszedł nas huk otwieranych drzwi.
-Boże Luke musisz iść-powiedziałam,wstając na równe nogi.
-Co?Czemu?Co się dzieje?
Zaczęłam panikować.
-Tata wrócił,proszę musisz wyjść.
-Ma jakąś zasadę zero płci przeciwnej w pokoju po dziewiątej?
-To nie jest zabawne.Wyjdź.
-Wow Kelsey jakież miłe pożegnanie.
-Przepraszam Luke,na prawdę mi przykro,ale błagam idź już.
-Okay-wzruszył ramionami i podszedł do drzwi.
-Nie!Nie drzwiami!
-To czym?-spytał.
-Oknem.
-Co?
-Myślałam,że kręci cię to całe wspinanie.
-Co się dzieje,czemu tak panikujesz?
-Kiedyś ci wytłumaczę przysięgam,ale teraz musisz wyjść.
Nic już nie mówił.Nie byłam pewna czy zrozumiał,ale o nic już nie pytał.Wyszedł oknem w ostatniej chwili.Na prawdę nie mam pojęcia jak miałabym mu wytłumaczyć sytuację z pijanym,agresywnym ojcem.





_______________________________________________________________________
Hej aniołki ♥ Po dłuższej przerwie do was wracam :D Już się tłumaczę-byłam na wycieczce szkolnej w Wiedniu (zakochałam się w tym mieście *O* jest przepiękne zimą,coś cudownego,jak w filmie,czuje się tą magię świąt ♥) a tam brak internetu ._. Mam nadzieję,że wybaczycie tą nieobecność ^^  
Teraz co do rozdziału-mam cholera nadzieję,że opłacało się czekać i że was nie zawiodłam?Osobiście lubię go bo jest dużo Hemmings'a i Lesley moments :) Jeśli mam być szczera to chyba jeden z moich ulubionych rozdziałów i na serio długo nad nim siedziałam,soł mam ogromną nadzieję,że wam się spodobał.
Ok dowiedzieliście się wszystkiego o naszym blondynie,właściwie cały rozdział był mu poświęcony.Spodziewaliście się czegoś takiego?Jakie odczucia?
Niedługo taki rozdział poświęcony Kelsey ^^
Kocham tą piosenkę do rozdziału ♥ Specjalnie zostawiłam ją do niego,tak cholernie dobrze mi się przy niej pisało.
Właściwie to nie wiem co jeszcze napisać.Dziękuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem i za tyle wyświetleń ♥ To dla mnie na prawdę wiele znaczy aniołki,bardzo wam dziękuję,kocham was :*
Rozdział z dedykacją dla mojej cudownej @haribo_bear za tyle cudownych słów *O* Tylu komplementów jeszcze nigdy nie słyszałam :o Bardzo ci za wszystko dziękuję aniołku ♥ Mam nadzieję,że cię nie zawiodłam :o Po raz setny dziękuuuuuję,kocham cię ♥ I twoją wróżbę z maselniczką xd  
Next na pewno jeszcze przed świętami :) 
Jeśli przeczytałeś ten rozdział bardzo proszę zostaw po sobie komentarz.Nie musi być długi,może to być tylko jedno słowo,albo przynajmniej kropka.Chcę tylko wiedzieć ile osób to czyta :) Na prawdę bardzo mi na tym zależy,więc jeśli możesz zostaw po sobie jakiś  ślad.Dla was to sekundka a dla mnie radość i motywacja do dalszego pisania + tydzień fangirling'u w wykonaniu Jess Irwin xd Dziękuję, kocham was aniołki ♥


@oh_woow_lovely

26 komentarzy:

  1. O boże jakie to piękne. Już chcę więcej

    OdpowiedzUsuń
  2. O boże jakie to piękne. Już chcę więcej

    OdpowiedzUsuń
  3. WOOOW! Nic więcej nie mogę z siebie wydusić... Wprawdzie nie mam łez na policzkach, ale w głębi serca czuję takie wzruszenie i wielkie współczucie... Nigdy nie przeszłaby mi nawet przez głowę taka myśl... Po osobie Luke'a w Twoim opowiadaniu spodziewałam się wszystkiego, ale TO! Dziewczyno skąd czerpiesz takie mega cudne pomysły??? Ja przez Ciebie, albo dzięki Tobie coraz bardziej zakochuje się w tym przystojnym blondynie no!!! Co Ty ze mną robisz??? :D No co do przyszłych rozdziałów już się nie mogę doczekać "wyznań Kels"... No więc duuuużo, dużo weny, dalszych wspaniałych pomysłów, więcej wolnego czasu i zdrówka przede wszystkim <3 Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i do następnego *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. o mamusiu to takie smutne, ale również urocze, że tak się do siebie zbliżyli oraz że Luke obdarzył ją tak dużym zaufaniem. Mam nadzieję, że on wcale nie wyjdzie i docieknie prawdy o życiu Kels i obroni ją przed ojcem
    naprawdę nie mogę przestać sie cieszyć, że dodałaś rozdział - nawet nie wiesz jak bardzo na niego czekałam - jezu chryste nareszcie!! ;pp czekam z niecierpliwością na nexta weny i buziole kochana ;**

    p.s. zapraszam na mojego nowego bloga o Ashtonie:

    http://rock-god-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział jak zawsze i na zawsze piękny, cudowny, wspaniały <3 byłam blisko z moimi domyśleniami :D przeczuwałam, że ktoś z rodziny Luke'a, bądź on sam, popełnił samobójstwo, ale to o jego wujku się nie spodziewałam :O biedaczek :( chętnie go pocieszę ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  7. jeden z najlepszych rodziałów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. dzięki za nominacje misia :* rozdział jak zwykle świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. swietny rozdzial przepraszam misiu ze ostatnio nie komentowalam ale ostatnio cos wujek google sie zepsul i nawet maili nie moglam wysylac :(

    OdpowiedzUsuń
  10. tak bardzo kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  11. piękne opowiadanie nie mogę się doczekać kolejnego działu.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham takiego lukeya jsndosodbdjodgev
    Jestem w szoku po jego historii, na prawdę.
    A Kelsey powinna mu się odwdzięczyć tym samym... Czekam na next kochanie xx

    OdpowiedzUsuń
  13. Jezu genialny blog <3 Czekam na nexta <3 Luke i ta jego historia :'( Pozdrawiam :* /K.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ej no tego sie ne spodziewal! Rozdział cudowny <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Przeczytałam chyba godzinę po tym jak wstawiłaś. Zbieram się do tego komentarza już pięć dni i dalej nie wiem jak go napisać. Ale coś w końcu napisać muszę, więc tak..
    Gdyby ktoś chciał zobrazować moje myśli i odczucia po przeczytaniu:
    - To był jeden wielki huragan, który ogarnął mnie całą.
    - Dostałam takiego wstrząsu jakby pode mną nastąpiło trzęsienie ziemi
    - Nie tyle oczyma, ale w duszy nastąpiło urwanie chmury
    - Po nagłej walce tych żywiołów nastąpiło otępienie, jakby ktoś wyciszył cały świat, przeniósł mnie na pustkowie bez żywej duszy, najmniejszego szelestu.
    I to tak mniej więcej przedstawia mnie po przeczytaniu tego rozdziału.
    Gratuluję Kochana, jest rewelacyjny <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Ahdvisiskckdksdjckdk pisz szybko prosze następnyy 😍😍😍😍ten rozdział tak jak tobie podobał mi się najbardziej 😊 ale Kelsey też musi mu powiedzieć , no po prostu muusi

    OdpowiedzUsuń
  17. O. mój. słodki. Jezu. Nie
    Jess do cholery jasnej ja nie mam prawa sie bawić uczuciami?!
    DO CHUJA PANA JESS
    Harry i Reb na DL, tu Luke, babcia Luke`a...
    A gdzie w tym wszystkim moje biedne serce?
    GDZIE KUWA GDZIE
    Jezu, ta historia Luke`a...
    Spodziewałam się, że dowiem się czgeoś co mnie zaskoczy, nie wiem, zasmuci
    ale nie tego...
    Po prostu gdy zaczęłam czytać, gdy była mowa o wujku...
    Po prostu tępo gapiłam sie na laptopa
    Dotrwałam do końca jego opowieści
    I nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Nie wiem
    Jest mi tak... ciężko. Cholera, nie wiem.
    Tak bardzo jest mi go szkoda.
    Jeszcze ojciec Kels.
    Po prostu...
    Boze, sama nie wiem jak się czuję.
    tak toalny minfuck, feelsfuck, heartfuck że

    Jeju Jess
    Kocham CIę
    Naprawdę, bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  18. Kocham twój blog i cb zresztą też <3
    Życzę dużo dużo weny :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Rozdział jak zwykle wspaniały. Masz wielki talent, nie zmarnuj go.

    OdpowiedzUsuń
  20. Rozdzial genialny, to bedzie od dzis moj ulubiony rozdzial <3 Musze sie przyznac, ze poryczalam sie (: Te wszystkie wyznania Lukey'a i te momenty Lesley po prostu ten rozdzial to cudo *-* Nie wiem co jeszcze napisac, brak mi slow do opisania tego wszytskiego co sie dzialo w rozdziale :D Juz sie nie moge doczekac co Kels powie o sobie, swoim ojcu, matce i o jej chorobie. Nie moge sie juz doczekac kolejnego rozdzialu *-* Zycze weny przy nastepnym rozdziale Aniołku <3 A i jeszcze mam mala prosbe ^^ Jak nazywa sie ta piosenka w tle?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeju dziękuję aniołku za tyle miłych słów ♥ teraz to ja ryczę bo tak się cieszę,że ci się podobało kochanie :') jeszcze raz za wszystko dziękuję ♥♥♥
      a piosenka to Ron Pope - A Drop In The Ocean :)

      Usuń