Son

niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 19

12.06.2012 r.



Jak Romeo i Julia 



Drogi pamiętniku,
jest dobrze.Naprawdę dobrze.
    Właśnie sprawdziłam kiedy ostatnio te słowa rozpoczynały nowy wpis i wiesz co? Nigdy.Pierwszy raz pisząc tutaj jest dobrze.Nie do wiary...Taka miła zmiana.
    Od mojej rozmowy z Luke'm,podczas której powiedział mi co chce zrobić minęły cztery dni.Czuję się świetnie,wszystko wydaje się trochę łatwiejsze niż zazwyczaj.Zbliżyliśmy się do siebie w tak krótkim czasie.Nie mam na myśli żadnego intymnego zbliżenia,nic z tych rzeczy.Zaprzyjaźniliśmy się,a przynajmniej tak mi się wydaje.Rozmawia się nam tak jakoś lżej,łatwiej.Nie wiem co właściwie się zmieniło i dlaczego teraz dogadujemy się tak dobrze.Może tak jak ja,Luke czuje,że nie jest w tym wszystkim samotny,że ma kogoś z podobnymi planami,a to chyba sprawia,że jest nam łatwiej uporać się z rzeczywistością.Tak przynajmniej to odczuwam.
    Luke oczywiście nie zmienił się ani trochę.W dalszym ciągu przewracam oczami na każdy jego głupi tekst,wtrącony podczas naszej rozmowy,w dalszym ciągu czuję się nieco skrępowana w jego obecności,ale chyba otworzyłam się na niego.Dopuściłam go do siebie.Od dawna tego nie robiłam,wiedziałam że dużo ryzykuję.Ryzykuję,że znowu ktoś mnie zrani,skrzywdzi,a ja nie dam rady się pozbierać kolejny raz.Ale potem zadałam sobie pytanie :po co miałby mnie krzywdzić? Nie zrobiłby tego,nie Luke.
    Nie wiem kiedy z kogoś zupełnie obcego stał się moim przyjacielem.Długo zastanawiałam się nad tym momentem: kiedy dokładnie to się stało i czemu,ale nie wiem.Nie potrafię sobie przypomnieć kiedy go polubiłam,kiedy zaczęło mi zależeć.To głupie,takie rzeczy nie dzieją się w prawdziwym życiu  tylko w
filmach.Trochę tak się czuję-jakby to wszystko było filmem.Przystojny nieznajomy przeprowadza się do Los Angeles i zapisuje do tamtejszej szkoły.Dziwnym przypadkiem spośród tylu pięknych i mądrych dziewczyn wybiera tą co siedzi samotnie na szarym końcu klasy.Nieśmiałą,trochę smutną.
Ale rozmawiam z nim praktycznie codziennie,a to przypomina mi,że to wszystko dzieję się naprawdę.
    Na początku byłam na niego zła.Czułam się chyba trochę zawiedziona.Mam na myśli moment,gdy powiedział mi,że chce się zabić.Znałam już jego historię,wiedziałam o jego trudnej przeszłości,ale mimo tego wszystkiego,gdzieś głęboko uważałam,że Luke jest takim światełkiem w tunelu.Nadzieją.Nie wiem czemu miałam go za żywy przykład tego,że może być dobrze.Wiedziałam co czuje,jaki jest naprawdę,a jednak patrząc na niego,widziałam tego Luke'a jakim był w szkole.Pewnego siebie.Upartego.Zadziornego.Bezczelnego.Trochę głupiego.Patrzałam na jego wręcz idealną twarz i wydawało mi się,że ma takie cudowne i proste życie,mimo że wiedziałam,iż jest odwrotnie.Nie jestem w stanie logicznie tego wytłumaczyć.Chyba chciałam żeby tak było,dlatego wmawiałam sobie cały czas,że życie Luka jest świetne.A później BUM. Pękłam.Na krótką chwilę
przestałam myśleć racjonalnie.Jedyne co wtedy wiedziałam to,że mój wykreowany idealny Luke chce się zabić,co przecież całkowicie burzyło moje wyobrażenia jego osoby.Nie potrafię nawet tego opisać.Tak jakby tym jednym głupim zdaniem wbił mi nóż prosto w serce i przyglądał się cierpliwie jak całe życie i resztki znikomej już nadziei ze mnie ulatują.Między innymi dlatego się rozpłakałam.Zabolało.Kurewsko mocno zabolało.Nie wiedziałam co powiedzieć,w końcu to takie niedorzeczne-Luke Hemmings postanawia się zabić. A przecież to Luke Chodząca Perfekcja Hemmings,on nie może tego zrobić,prawda? Czułam się tak dziwnie pusta w środku,jakby zabrał wszystko co miałam.Spodziewałam się wszystkiego,mógłby powiedzieć mi wtedy cokolwiek,ale nic,kompletnie nic nie zaskoczyłoby mnie bardziej od tego.Cały czas myślałam,że żartuje,że za chwilę się roześmieje i powie "ale dałaś się nabrać".Nic takiego się jednak nie wydarzyło.Dopiero wtedy mój mózg postanowił przyjąć do siebie to co powiedział i jeszcze kilka razy dokładnie przeanalizować,aż w końcu zrozumiałam.I wtedy byłam zła.Jak on może mi to robić?Co on sobie do cholery myśli?Chciałam zacząć na niego krzyczeć,a nawet uderzyć.Zawiódł mnie.Nie zdaje sobie sprawy,że był tą małą,pieprzoną iskierką szczęścia w moim życiu,jakkolwiek głupio to brzmi.
A potem zrozumiałam.Uspokoiłam się i zdałam sobie sprawę,jak idiotyczny był mój nagły wybuch.Przecież to nic takiego.Kto jak kto,ale ja powinnam go zrozumieć doskonale.Sama byłam zaskoczona własną,pochopną reakcją na te słowa.Co ja właściwie sobie myślałam?Miałam zamiar zacząć mu pierdolić,że to nie jest rozwiązanie,że wszystko będzie jeszcze dobrze,że nie powinien tego robić bo są ludzie,którzy go kochają?Po co? Gdyby ktoś zaczął mi pociskać taki kit,roześmiałabym mu się prosto w twarz.
   Po tej rozmowie odprowadził mnie do domu.Uśmiechał się,wyglądał jakby mu ulżyło,po tym jak w końcu powiedział to na głos.I gdy tak przyglądałam się mu i widziałam jak bardzo jest zadowolony,ja też poczułam się szczęśliwa.Przytulił mnie wtedy jeszcze raz i szepnął "do jutra partnerko".Już wtedy czułam się dobrze.Zawsze lepiej jest mieć kogoś po swojej stronie,kogoś kto rozumie.
    Następnego dnia,gdy przyszłam do szkoły,czekał już na mnie na parkingu.Opierał się o swój samochód,którego marki dalej nie pamiętam i uśmiechał się szeroko.
-Kogo ja widzę,moja ulubiona anorektyczka-powiedział,podchodząc do mnie wyszczerzony.Skrzywiłam się nieco.
-To nie było śmieszne-powiedziałam,spoglądając na niego kątem oka.
-W tym co robisz nie ma nic śmiesznego Kels-wzruszył ramionami i znów lekko się uśmiechnął.
-Ustalmy jedną rzecz Hemmings-odezwałam się w końcu,gdy byliśmy już na szkolnym korytarzu-ja nie czepiam się twoich wyborów,ty nie czepiaj się moich.
Doszliśmy do mojej szafki.Otworzyłam ją i zabrałam się za poszukiwanie odpowiednich zeszytów.Luke oparł się o szafkę obok i skrzyżował ręce na piersi.Przyglądał mi się jakiś czas w ciszy,co jak zwykle trochę mnie irytowało.Nie lubię jak tak na mnie długo patrzy.
-To co innego-powiedział po długim zastanowieniu.
-To dokładnie to samo-zamknęłam szafkę i minęłam go.Chwilę później znów szedł tuż obok.
-Kelsey-zaczął powoli,a ja pomyślałam o tym jak moje imię dobrze brzmi w jego ustach-śmierć to jedno,a niszczenie siebie w taki sposób to drugie.Skoro i tak oboje chcemy to zrobić-zawahał się na chwilę,marszcząc brwi.Posłałam mu wyczekujące spojrzenie,na co westchnął i kontynuował-skoro i tak się zabijemy to co ci z tej idealnej figury?Nikt nie będzie na to zwracać uwagi jak już będziesz leżeć w trumnie,a ty sama nie będziesz już jej potrzebować.
Zatrzymałam się,zrobił to samo.Kolejny raz kiedy jego słowa we mnie uderzyły.Najgorsze w tym wszystkim było to,że miał cholerną rację.Skoro chcemy się zabić,na co mi płaski brzuch ?
-To nie takie łatwe jak myślisz-powiedziałam w końcu,patrząc wszędzie byle nie na niego.
-Wiem Kelsey,wiem-szepnął,uśmiechając się niepewnie-daj sobie pomóc-dodał,wyciągając rękę w moją stronę.W momencie gdy chciałam ją chwycić,zadzwonił dzwonek.Spuściłam wzrok,mówiąc:
-Muszę iść na lekcje.Do potem?
-Pewnie-kiwnął twierdząco głową i poszedł w swoją stronę.
Tego dnia miałam z nim tylko jedną wspólną lekcję-chemie.Zanim jednak nadeszła,musiałam jakoś wysiedzieć dwie godziny matematyki,historię i geografię.Myślałam nad tym co powiedział,myślałam nad tym co chcemy zrobić.Właściwie od tamtego dnia jeszcze o tym nie rozmawialiśmy.Nie wiem jak chce to zrobić,nie wiem kiedy,nic nie wiem.I to mnie dobija,zajmuje wszystkie moje myśli,przeszkadza w skupieniu się na prowadzonych lekcjach.Postanowiłam,że postaram się jeść normalnie.W końcu teraz co to za różnica jak będę wyglądać ? Równie dobrze mogę wziąć na lunch coś innego niż kilka frytek.Byłam tak pochłonięta własnymi myślami,że nawet się nie spostrzegłam kiedy zadzwonił dzwonek.Zeszyt był pusty,nie zanotowałam ani jednego słowa,a wkrótce ma być test.Westchnęłam i wyszłam z klasy.Szłam powoli długim korytarzem,nie specjalnie spiesząc się na kolejną lekcję.Jedyne co rozumiem z chemii to...nie ja nic z niej nie rozumiem.
-Kelsey!
Zatrzymałam się,słysząc tak dobrze mi znany głos. Odwróciłam się w stronę,idącej do mnie Jade.Szła szybko,niemal biegła.Włosy spięte w koński ogon ruszały się raz w jedną,raz w drugą stronę z każdym jej kolejnym krokiem.
-Hej-powiedziała,wysilając się na uśmiech,gdy już znalazła się obok.
-Hej-odpowiedziałam, robiąc to samo.
-Co tam?-spytała.
Wszystko to wydawało się takie dziwne,takie...sztuczne.Poprawiła nerwowo dużą torbę na ramieniu,cały czas się uśmiechając.Nie wydawało się to szczere,wystarczyło spojrzeć w jej ciemnobrązowe oczy.Wyglądała na spiętą,była czymś strasznie podenerwowana.Przez krótką chwilę miałam wrażenie,że zaraz się rozpłacze.
-Wszystko dobrze-powiedziałam w końcu,starając się brzmieć normalnie-a u ciebie?-spytałam szybko,próbując jakoś podtrzymać rozmowę,właściwie sama nie wiem czemu.
-Okay,jest okay-uśmiechnęła się szeroko,a jej oczy wydawały się jeszcze bardziej przerażone nich zaledwie sekundę temu.
-Na pewno?-dociekałam.
-Pamiętasz-zaczęła,unikając mojego pytania.Wyglądała jakby miała mi powiedzieć coś albo teraz albo nigdy-wtedy na imprezie,gdy weszłaś do łazienki-przerwała na moment,więc kiwnęłam twierdząco głową,dając znak,że może mówić dalej.-Chciałam ci wtedy coś powiedzieć,ale ktoś nam przerwał.
-Możesz powiedzieć mi teraz-uśmiechnęłam się zachęcająco.
-Zrobiłam coś Kelsey-zaśmiała się,ale nie było w tym nic radosnego.
-Co dokładnie?-spytałam,zastanawiając się co może być aż tak złe,że nie jest w stanie powiedzieć tego na głos,tak złe,że cały czas chodzi podenerwowana,tak złe,że pierwszy raz w życiu od kiedy się znamy przyłapałam ją na płaczu.
-Nie mogę tego powiedzieć Hannie,właściwie boję się powiedzieć komukolwiek,ale oszaleję jeśli w końcu tego z siebie nie wyrzucę-mówiąc,głos powoli jej się załamywał.-Kelsey ja...
-Tutaj jesteś-Jade zamilkła,a ja pierwszy raz od dawna byłam poirytowana słysząc jego głos.-Już myślałem,że odpuściłaś sobie chemię,zostawiając mnie samego z panem Brown'em.
Odwróciłam się w jego stronę.Uśmiechał się,ale widząc mój wzrok,przestał.
-Coś źle zrobiłem?-spytał,próbując mnie rozszyfrować.
-To ja już pójdę-tym razem odezwała się Jade i wydawało się,że dopiero w tym momencie Luke zauważył,że w ogóle tutaj stała.
-Poczekaj-zaczęłam,ale mi przerwała.
-W porządku Kels.Pogadamy kiedy indziej-uśmiechnęła się i zniknęła za zakrętem.
-Przeszkodziłem w czymś ważnym?-spytał,patrząc w miejsce gdzie jeszcze chwilę temu stała brunetka.
-Masz chujowe wyczucie czasu-przyznałam.-Chodźmy już bo się spóźnimy.
Weszliśmy do klasy w tym samym momencie jak zadzwonił dzwonek.
-Będziesz moją parą?-spytał,kładąc swój plecak na stoliku.
-Co?-spytałam,odwracając się w jego stronę.
-No robimy dzisiaj doświadczenia w parach-wytłumaczył,przewracając oczami.Trochę mnie to zdenerwowało,to moja specjalność.
-Czemu nie-wzruszyłam ramionami i dosiadłam się do niego.
-Rozumiesz coś z tego?-spytał,podając mi kartkę z zadaniami.
-Przerabialiśmy w ogóle takie coś?-wytrzeszczyłam oczy,czytając polecenia.Zaśmiał się.
-To mamy przejebane-stwierdził,ale dalej się uśmiechał.
-Nie wiem z czego się tak cieszysz.Dostaniesz pałę-powiedziałam,gdy przyglądał się tym wszystkim preparatom.
-Mniej więcej na to liczę-wyszczerzył się w moją stronę,po czym znów skupił się na nazwach danych substancji.
Wyglądał na myślącego co było dziwne i zabawne w jego przypadku.
-Kelsey?-spytał,wlewając trochę czegoś do czegoś innego i mieszając to.
-Tak?
-Mam nadzieję,że nie jesteś łatwopalna-powiedział cholernie poważnie,po czym poprosił żebym podała mu coś czego nazwy powtórzyć nie potrafię.Zamrugałam kilka razy,rozglądając się w poszukiwaniu owego czegoś,ale za cholerę nie mogłam tego znaleźć.Westchnął,mówiąc sam do siebie "nieważne"  i sam sięgnął po stojącą właściwie tuż obok mojej ręki odpowiednią probówkę.
-Wybuchniemy?-spytałam,przyglądając się z przerażeniem,gdy wlewał to fioletowe do tego białego.
-W najgorszym wypadku-wzruszył ramionami.-Przynajmniej będzie co wspominać-dodał.
   Po tej lekcji (na której jednak nie wybuchliśmy) już więcej go nie widziałam.Z tego co wiem,miał dzisiaj dwa wf'y,co oznacza,że kończył później niż ja.Wróciłam do domu,robiąc właściwie to co zawsze.Coś zjadłam,zrobiłam zadanie,trochę się pouczyłam,trochę popłakałam,myśląc o tym co zjadłam.Mamy już nie było w domu,znów pojechała na kolejną rozprawę.Było cicho,aż za cicho.Gdzieś koło dziesiątej,zadzwonił do mnie.
-Co tam?-spytał,gdy kładłam się na łóżko.
-Nic-powiedziałam,podkładając pod głowę jeszcze jedną poduszkę.-A tam?
-Właśnie czytam.
-Luke Hemmings czyta!Czy to już koniec świata?!-krzyknęłam z udawanym niedowierzaniem.No może nie do końca udawanym...
-Zabawne-rzucił sarkastycznie-"Romeo i Julia" jutro to przerabiamy,więc bardziej dziwi mnie to,że ty tego nie czytasz.
-Przeczytałam to już chyba z osiem razy-wytłumaczyłam,po drugiej stronie nastała cisza.-Luke?Jesteś tam jeszcze?
-Wow Kelsey...tobie naprawdę musi się nieźle nudzić.
Przewróciłam oczami,czego właściwie i tak nie mógł zobaczyć.
-Tak czy siak pomyślałem,że jesteśmy jak oni-kontynuował swój monolog.-No wiesz my też chcemy się zabić.
-Luke jesteś pewien,że czytasz odpowiednią książkę?-spytałam.-W ogóle nie jesteśmy jak oni.
-Jesteśmy.Poznali się i na końcu i on umarł i ona.To tak jak z nami,no tylko bez tej całej wielkiej miłości.Wiedziałaś,że to jest głównie o miłości?Oczy same mi się zamykają jak to czytam.Trochę mnie mdli,chce mi się spać i z każdym kolejnym zdaniem mam ochotę sam sobie podciąć żyły.
-Nie lubisz takich książek-stwierdziłam.
-To nie książki Kelsey,to lekarstwo dla tych,którzy cierpią na bezsenność.Dwa rozdziały i już śpisz-wytłumaczył z ogromną powagą.Uśmiechnęłam się lekko.
-Nie jest aż taka zła-mówię,zamykając oczy i w zupełności skupiając się na jego głosie.
-Jest-mówi od razu-jest okropna,ale nasza kochana wychowawczyni chyba już wystarczająco mnie nie lubi,więc czytam to dziadostwo,ale uwierz mi Kelsey,nie znoszę tej książki do tego stopnia,że wolałbym zbierać końskie łajno i sprzątać w chlewie niż czytać ją dalej-nie mogłam się nie zaśmiać,słysząc z jakim wstrętem,wypowiada się o książce.Westchnął.-"Dla ciebie mój
luby,spełniam ten toast zbawienia lub zguby"-cytuje-Boże-jęczy-co to jest do cholery?!Urozmaićmy to trochę.Mówmy na zmianę losowe teksty z tej badziewnej książki-zaproponował.
-Okay.Hmm-zastanawiałam się chwilę-"Romeo! Czemuż ty jesteś Romeo!".
-Nie wysiliłaś się zbytnio,ale zgoda.Pobij to " Czasem i cnota w wadę się przemieni,a wada w cnotę tak bywa na ziemi".
-"Nasz smutek będzie dla nas kiedyś miłym wspomnieniem".
-Boże Kelsey błagam powiedz mi,że nie mówisz tego wszystkiego z pamięci-powiedział błagalnie na co znów zaczęłam się śmiać.-Przemilczę to Tate,przemilczę."Mur pokonałem na skrzydłach miłości" o kurwa,wystarczy-słysząc jego przerażony głos,zaczynam śmiać się jak głupia.
-"Ślepym w miłości ciemność jest najmilsza"-powiedziałam,uspokajając się trochę.
-To nawet fajne-przyznał po dość długiej ciszy.-Zadzwonię do ciebie jutro,wyśpij się.
-Dobranoc Luke-powiedziałam,po czym się rozłączyłam.
    Następnego dnia na angielskim pani spytała go co sądzi o przeczytanej lekturze.Wydaje mi się,że zabłysnął doskonałą znajomością treści,ale monolog o tym,że szkoda drzew na takie coś,oraz że William prawdopodobnie cierpiał na jakąś chorobę psychiczną,a także określenie książki jako największego gówna jakie kiedykolwiek przeczytał,nie przypadło naszej wychowawczyni do gustu i znów trochę się posprzeczali,czego nie potrafię zrozumieć.Przecież nie zrobił nic złego,tylko wyraził swoje zdanie,a przecie ma do tego prawo.
Nie rozmawialiśmy tego dnia dużo,bo pani Bless bardzo chciała porozmawiać z jego mamą osobiście.Usłyszałam go dopiero wieczorem.Już miałam iść spać,kiedy zadzwonił.
-Hej-przywitał się jak zwykle.-Obudziłem cie?
-Nope-powiedziałam,ziewając na co się zaśmiał.
-Słuchaj dzwonię bo właśnie robię zadanie z biologii i wyszło mi,że jeśli będziesz homozygotą dominującą to nasze dzieci będą miały na sto procent zielone oczy,jeśli jednak będziesz homozygotą recesywną to na pięćdziesiąt procent zielone,a na pięćdziesiąt niebieskie.No chyba,że coś źle zrobiłem i wszystko popieprzyłem,ale tak czy siak fajnie będzie jeśli jednak zostałabyś tą recesywną bo wtedy miałbym szansę,że nasz syn miałby oczy po mnie.Co o tym myślisz Kels?-spytał,a ja puknęłam się w głowę.
-O Boże Luke!Zadanie z biologii!Zapomniałam!Jak dobrze,że zadzwoniłeś,dziękuję-powiedziałam,podbiegając do biurka i wyciągając odpowiedni zeszyt i coś do pisania.Usiadłam na krześle i zamyśliłam się na chwilę.-Czekaj Luke,jakie nasze dzieci ?!-spytałam,gdy doszły do mnie jego słowa.Zaśmiał się,a ja miałam dokładnie przed oczami te urocze dołeczki.
-Zrób to bo chcę wiedzieć, czy mam dobrze.
    Wczoraj czułam się okropnie na biologii.Po tym co powiedziałam temu staremu zbokowi,jego lekcja stała się jedną z najgorszych.Sama nie wiem chyba było mi po prostu wstyd,poza tym nigdy go nie przeprosiłam za swoje słowa (czego nie zamierzam,prawda boli),a on od tamtej pory uwziął się na mnie prawie tak bardzo jak pani Bless na Luka.Cały czas patrzy na mnie spod tych swoich grubych szkieł,wzrokiem tak zimnym,że niemal czuję jak przechodzą mnie ciarki.Wydaje mi się,że gdyby wzrok mógł zabijać,już dawno leżałabym kilka metrów pod ziemią.No i oczywiście zadaje mi pytania,na które nie zna odpowiedzi być może nawet on,no a już na pewno nie są to pytania programowe.
Gdy zadzwonił dzwonek,chciałam poczekać na Blondyna,ale w tym samym momencie przed salą pojawiła się uśmiechnięta Hanna,prawdopodobnie z takimi samymi zamiarami.Westchnęłam i udałam się w stronę stołówki.Wzięłam hamburgera i wydaje mi się,że kucharka była zdziwiona tym równie bardzo jak ja.Usiadłam przy tym samym stole,gdzie siadam od kilku lat.Pogoda była ładna,słońce znów lekko piekło mnie w plecy.Powoli żułam każdy kęs tego świństwa,kiedy dosiadł się do mnie.Uśmiechnęłam się lekko,ale buzię dalej miałam pełną.Zaśmiał się,nic dziwnego musiałam wyglądać okropnie.
-Jesteś brudna Kelsey-powiedział,podając mi chusteczkę.Szybko wytarłam usta,czując jak policzki znów palą mi się ze wstydu.
-Już?-spytałam.
-Wygląda na to,że wytarłaś całą twarz poza tym jednym miejscem,gdzie jesteś brudna-zaśmiał się znowu,wziął kolejną chusteczkę,nachylił się i starł prawdopodobnie ketchup z mojej brody.-Urocza jesteś-powiedział i sam zaczął jeść.
-Ładna dzisiaj pogoda-powiedziałam po chwili ciszy.
-Wow ty naprawdę nie potrafisz utrzymywać konwersacji.
Westchnęłam.
-Chodziło mi o to,że właśnie czekają mnie dwie godziny wf'u na dworze-wytłumaczyłam.-Możesz mnie już teraz zabić?-spytałam błagalnie.
-Kuszące-przyznał-ale jeszcze nie teraz.Najpierw musisz poznać największego debila na tym świecie-wyszczerzył się.
-No przecież już znam cie całkiem dobrze-powiedziałam,upijając spory łyk wody.
-Chodziło mi o mojego przyjaciela,Ashton'a,ale jeju dzięki Kels.Wiesz jak podbudować samoocenę-powiedział sarkastycznie.
Jedliśmy w ciszy,a czas leciał.Przez moment chciałam się zapytać o czym rozmawiał z Hanną,ale to przecież nie moja sprawa.
-Lubisz wf?-spytał nagle.
-Zabawny jesteś-zaśmiałam się sarkastycznie.
-Bierz torbę-powiedział,kończąc swoją tortillę.
-Gdzie idziemy?-spytałam,robiąc to o co prosił.
-Czy to istotne?Ważne, że ominie cie bieganie kółek na ocenę-powiedział,podnosząc z ziemi swój plecak,a ja stwierdziłam,że to zdecydowanie najmądrzejsza rzecz jaką kiedykolwiek od niego usłyszałam.
Okazało się,że pojechaliśmy do tego ładnego parku,nad jeziorem,gdzie już kiedyś mnie zabrał.Nie wróciliśmy już do szkoły,tylko spędziliśmy tam resztę dnia.Milcząc głównie,ale była to cholernie przyjemna cisza.Cały czas jednak w głowie miałam jedno pytanie,które nie dawało mi spokoju,ale głupio było mi je zadać.
    Teraz siedzę w swoim pokoju,dochodzi już druga w nocy,ale w końcu mogę iść spać spokojnie.Wujek google bardzo mi pomógł.To jego cholerne auto to BMW x5.





____________________________________________________________________
Heej aniołki! :D Jakoś się wyrobiłam,ale było ciężko.Co tam u was?Komu ferie się dopiero zaczynają,a komu kończą?Niestety jestem w tej drugiej grupie,więc módlcie się za mnie bowiem zaczynam jutro dwoma wf'ami,a mnie żaden Luke z tego nie uratuje -,-
Dzisiaj w sumie nic się nie dzieje,ale jak to powiedziała jedna kochana osóbka "jeden przyziemny rozdział nie zaszkodzi".Następny już będzie ciekawszy,obiecuję ♥
Rozdział z dedykacją dla Bloody Killer-bardzo ci aniołku dziękuję za każdy komentarz i tyle miłych słów odnośnie bloga.Wiele to dla mnie znaczy,kocham cię za to wszystko ♥ 
Nie wiem co jeszcze napisać...Luke i Kelsey zaprzyjaźniają się i zaprzyjaźniać się będą jeszcze przez najbliższe rozdziały,soł może być fajnie (chyba,że to spieprzę :) ) 


Spóźnione,ale prosto z serca :  Szczęśliwych Walentynek!!!Z okazji tego święta wszystkim samotnym laską,które tak jak ja spędziły dzień płacząc nad sobą,wpierdalając lody i oglądając filmy z Brad'em Pitt'em życzę,aby te kalorie z tych lodów poszły w cycki,a wy pamiętajcie,że jesteście piękne i niesamowite,a jedyny powód czemu nikogo jeszcze nie macie to fakt,że po prostu jesteście zbyt cudowne dla facetów,których znacie,a ten właściwy jeszcze nie pojawił się w waszym życiu (lub tak jak w moim przypadku aktualnie jest w trasie [wybaczcie,jestem Ashton girl,to tłumaczy moje głupie zachowanie xd] ) Kocham was ♥


Jeśli przeczytałeś rozdział aniołku bardzo proszę-skomentuj.Wystarczy jedno słowo lub sama kropka.To dla mnie naprawdę wiele znaczy.Dziękuję,kocham cię ♥


@oh_woow_lovely

21 komentarzy:

  1. Hahahaha te teksty Luke mnie rozwalają =D No niestety jutro też wracam do szkoły i też mam wf, na szczęście nie na pierwszej godzinie. A tak wgl to wszystkiego najlepszego z okazji walentynek Skarbie :)
    Do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super...:) Już od tygodnia chodze do szkoły, ale jestem chora i nie idę jutro do szkoły... Dzięki za życzenia :) Wzajemnie :) Czekam na next... Lubię to czytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham całe to opowiadania i każdy rozdział naprawdę :))
    Powodzenia jutro na dwóch wf-ach! ;)
    Aww Kels i Luke są słodcyyyy *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham. Skomentuje jutro-brak czasu. Spodziewaj się mnie ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jess. ja pierdole wydaje mi się że ty te rozdziały dodajesz tylko wtedy gdy dzień wcześniej do ciebie zadzwonię i spytam kiedy będzie. no jak Boga lubię, to zdarza się już któryś raz z kolei XD

    jak wiesz jestem w pierwszej grupie ferii soł możesz mi zazdrościć (tak wiem, że chcesz żebym cię dobijała)
    walentynki tak bardzo chujowe jak co roku rozpoczęłam od najebania się i zakończyłam na najebaniu ale mój organizm jest bardzo wyrozumiały więc..... nie wazne


    co do samego rozdziału
    aww słodycz w moim sercu właśnie się rozpuszcza i czuje tyle emocji że to jest niepojęte. dojebana na maksiorka długość, jak zawsze *O*

    Luke jest rozkoszny, no serio też go chcę. <3333333333
    i UWAGA !
    jestem dziwna BO:
    czasem podoba mi sie pomysł uśmiercenia tej dwójki
    a calem nie
    aczkolwiek
    jak na chwile obecna
    jestem ZA
    i jeszcze większa UWAGA !!!
    (mam zachwiania emocjonalne, ogay)
    jestem jedną z tych (nieistniejących) czytelniczek, które chcą złych rzeczy w opowiadaniach.
    nie to że prabne tego żeby się zabili w nastepnym rozdziale ale zeby utrzymywali ta wersje jak najdluzej do ostatniej chwili i wgl
    pewnie tego nie zrozumiesz
    ale to nie jest u mnie nowe zjawisko bo zauwazylam chce zeby bohaterowie znalezli sie w jakiejs opresji czy chuj wi co
    Chryste, brzmie tak beznadziejnie i niezrozumiale ale za cholere inaczej tego nie da sie przekazac


    nie.
    wiesz co Jess?
    nie zwracaj uwagi na ten komentarz kompletnie
    i
    po prostu nie.

    chce tylko życzyć ci weny i cierpliwości. powodzenia jutro w szkole, bede z toba i Lu myslami i wierze ze wam sie uda przezyc <333
    Kocham Cię skarbie ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Awhhhhhh no nie *0* fangirl sie zaczyna :') w przypadku ferii to yep- moje sie zaczynaja ale przez to ze mieszkam w Anglii gdzie ferie trwaja tylko tydzien niestety bede miala mniej wolnego :c a co do rozdziału to aaaa no nie wiem czemu ale tak sie podjarałam tą ich przyjaźnią że o jaaaaaa! Właśnie! Tak mnie interesuje co jej miala powiedziec Jade ze chyba nie zasne dopoki nie dodasz nastepnego rozdzialu :D życzę weny i do następnego <3 ! Nie moge sie juz doczekac :*

    OdpowiedzUsuń
  7. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
    Zgadzam się z Lukiem ta książka (jeśli można to tak nazwać) to dno.
    Ta ich wielka miłość jakoś do mnie nie przemawia. Zresztą nieważne.
    Rozdział jak zwykle świetny bla bla bla (sama o tym najlepiej wiesz)
    Cóż mogę powiedzieć, powinnam siedzieć i się uczyć,ale moje lenistwo wzięło górę.
    JA OSOBIŚCIE CHCE WIĘCEJ ASHTONA. No to by było na tyle. Do następnego-K

    P.S- Sorry nie umiem pisać komentarzy.
    A tak przy okazji, KOCHAM CIĘ.
    No to teraz mogę iść się uczyć. Bye

    OdpowiedzUsuń
  8. Miły rozdział, jednak wolę takie kiedy się dużo dzieje. Mam rozumieć że do gry wraca ashton? No nareszcie! Ja chcę jego teksty, juuuuż! Najlepiej zrób następny rozdział z jego perspektywy, to każdemu z nas poprawi humor, odciągnie od rzeczywistości chociaż na chwilę. Co do tego rozdziału, to był dobry, i mimo że za takimi nie przepadam, to dobrze ze go dodałaś takiego jakim jest, ponieważ przy tej całej akcji przyda się jeden lekki, spokojny.
    Kocham cię i czekam na następny xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też skończyłam ferie i zaczynałam tydzień dwoma wf.
    Rozdział jest wspaniały. A to mnie rozwaliło
    "-Słuchaj dzwonię bo właśnie robię zadanie z biologii i wyszło mi,że jeśli będziesz homozygotą dominującą to nasze dzieci będą miały na sto procent zielone oczy,jeśli jednak będziesz homozygotą recesywną to na pięćdziesiąt procent zielone,a na pięćdziesiąt niebieskie.No chyba,że coś źle zrobiłem i wszystko popieprzyłem,ale tak czy siak fajnie będzie jeśli jednak zostałabyś tą recesywną bo wtedy miałbym szansę,że nasz syn miałby oczy po mnie.Co o tym myślisz Kels?-spytał,a ja puknęłam się w głowę.
    -O Boże Luke!Zadanie z biologii!Zapomniałam!Jak dobrze,że zadzwoniłeś,dziękuję-powiedziałam,podbiegając do biurka i wyciągając odpowiedni zeszyt i coś do pisania.Usiadłam na krześle i zamyśliłam się na chwilę.-Czekaj Luke,jakie nasze dzieci ?!"
    ♡♥Czekam na nastepny♥♡

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham relacje Luka i Kels jest zajebisa! Rodzial cudowny <3 do nasteonego

    OdpowiedzUsuń
  11. Mogę powiedzieć tylko jedno : O.MÓJ.BOŻE . Nie wiem co powiedzieć , naprawdę . Masz talent niesłychanie duży. Mam nadzieję ,że Luke będzie jednak tą nadzieją na pozostanie przy ,życiu i ,że się nie zabiją . Kocham po prostu kocham <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  12. No więc Jess...
    Oto i ja...
    Po tej długiej przerwie...
    Zdecydowanie za długiej.
    Ale wiesz jak mnie pięknie udupili nauczyciele w tym tygodniu, soł mam nadzieję, że mi wybaczysz.
    Przeczytałam po pierwszej w nocy w poniedziałek, komentuję po siódmej rano w piątek. O ironio...
    I to jeszcze na telefonie, co znacznie mnie ogranicza, ale nie mam wyboru, inaczej nie mogę.
    Więc bez dalszych ceregieli zaczynam:

    1. Wiesz, ostatnio mi się coś we łbie poprzewracało i jak czytałam ten rozdział, to stwierdziłam, że chcę, żeby ze sobą skończyli. To pewnie po tych siedmiu przypadkowych słowach, z których napisałam Ci zakończenie. Spodobała mi się opcja ostatecznych samobójców :D
    No i jak pewnie wiesz dodatkowo nakręca mnie to, co powiedziałaś odnośnie ich poczynań. Tak bardzo na to czekam! Wiesz na co szczególnie :D
    2. A co do magicznej siódemki, to jednak się trochę rozjechałam z treścią.
    Anorektyczka wcale nie była w tym kontekście, a co dopiero mówić o łatwopalności xd
    Chociaż nie powiem, w tym wydaniu jest o wiele lepiej :D
    3. W końcu Luke gadał od rzeczy. Skoro i tak ma to zrobić, to niech się ogarnie i zacznie normalnie żyć
    Ale w momencie, kiedy przyszła Jade miałam ochotę go udusić. No w takim momencie?! Ale to jest męskie wyczucie czasu, tego nie ogarniesz xd
    4. Ja chcę się uczyć z Hemmingsem biologii. To jest postanowione. Nie wiem jak to zrobisz, ale w przyszłym tygodniu masz mi załatwić pierwszą lekcję ^^
    A i Luke, ja też nie lubię wf'u. Mam dwie godziny na ostatnich lekcjach w środę, zabierz mnie ze sobą! (błaga na kolanach lamentującym głosem)

    No więc i jest. Wiem, że szału nie ma, staniki nie latajom, ale na nic więcej mnie nie stać (nie, nie kupiłam tej popieprzonej sesji, do reszty jeszcze nie zgłupiałam).
    Mam nadzieję, że jakoś go przebolejesz.
    Weny Misiu ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudo! Cudo! Cudo! Kocham To! Kocham Ciebie! ♥ Cal xx

    OdpowiedzUsuń
  14. Zostałaś nominowana do Liebster Award! Więcej informacji na moim blogu http://one-moment-can-change-everything-1d.blogspot.com/2015/02/1200-wejsc-lba.html <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Odpowiedzi
    1. jutro wieczorem aniołku :*

      Usuń
    2. Jej <3 Już nie umiem wysiedzieć hahaha <3

      Usuń
  16. Okej.
    Luke i Kels się przyjaźnią.
    Okej.
    ale wiesz co?
    TO JEST KURWA ZA MAŁO ZA MAŁO ZA MAŁO ZA MAŁO
    Z A M A Ł O.
    OGAY?
    Jeszcze kuwa ich chcesz zabić.
    cytując mojego dobrego przyjaciela: A IĆ PAN FCHUJ.

    Romeo I Julia- STAPH BOZE TO AŻ RANIŁO MOJE OCZY OGAY
    To była pierwsza lektura w moim życiu któej ani nie zaczęłam, ani nie skończyłam, ani nawet kuwa nie wypożyczyłam ok.
    I nie zamierzam.
    Pomijając całą cudowną otoczę friendzone Lesley, CO DO CHUJA JEST Z JADE?
    co ona zrobiła?
    Co do cholery?
    idk ale moja pierwsza myśl to to, że się z kimś bzyknęła i jest w ciąży.
    ALE NIEWAŻNE, ja to ja.
    Chcę wiedzieć co jest grane, soł lece nadrabiać dalej.
    love ya xx

    OdpowiedzUsuń