Son

sobota, 7 marca 2015

Rozdział 21

15.06.2013 r.



Żyję martwa w środku



Drogi pamiętniku,
ostatnio było na tyle dobrze,że prawie zapomniałam o smutnej rzeczywistości.Prawie zapomniałam o tacie...
Po tym jak Luke odwiózł mnie do domu,w głowie cały czas rozbrzmiewały mi jego słowa.Nie wiem co się ze mną stało,nigdy nie należałam do tych ciekawskich osób,które wtrącają nos w nieswoje sprawy.Teraz jednak ciągle zastanawiałam się co do cholery jasnej stało się z dziewczyną Ashton'a.Zdaję sobie sprawę,że jestem ostatnią osobą na świecie,którą powinno to obchodzić,a jednak...
Odeszła...Ale jak?Czemu?Zostawiła go,zerwała ? Więc czemu nie walczył,czemu się nie starał aby ją odzyskać ? Jednak to inne pytanie z niewiadomych przyczyn skutecznie spędzało mi sen z powiek.Powinnam je zadać już wtedy w samochodzie,a moja noc zapewne byłaby o wiele spokojniejsza.Trochę było mi dziwnie,jednak w końcu podczas lunchu wyrzuciłam to z siebie.

-Pamiętasz co mówiłeś wczoraj?-spytałam,przeżuwając jabłko.
Dzisiaj znów tak jakoś nie chciało mi się jeść.Ostatnio tak bardzo się starałam,żeby mógł być ze mnie dumy.Chciałam mu udowodnić,że panuję nad tym co robię w stu procentach i mogę zacząć normalnie jeść w każdej chwili.Teraz znów jest inaczej.Gorzej.Nie wiem czym zostało to spowodowane.Jeszcze poprzedniego dnia normalnie zjadłam ten cholerny budyń czekoladowy i wypiłam kawę Ashton'a w kubku przypominającego bardziej garnek lub konewkę.Może to przez tą pogodę? Z dnia na dzień jest coraz cieplej,słońce świeci mocniej.Nie lubię lata,nienawidzę takiej pogody.Wtedy te wszystkie piękne dziewczyny z mojej szkoły noszą krótkie spodenki i sukienki.I wyglądają idealnie.A ja? Na samą myśl o moich nogach i tych okropnych,tłustych udach mam ochotę się rozpłakać.Jednak upał czasem jest nie do wytrzymania i nie idzie wyjść z domu  w długich spodniach.Dlatego o wiele bardziej lubię jesień.Jest to zdecydowanie najpiękniejsza pora roku.Ma w sobie coś magicznego.Noce są zimne,a dnie deszczowe.Idealne aby usiąść z książką i kubkiem zielonej herbaty na parapecie,przykryć się kocem i siedzieć tak godzinami.Lub zamiast czytania po prostu myśleć i patrzeć co dzieje się na zewnątrz.Krople deszczu tworzą własną,wyjątkową muzykę uderzając o szyby.Zauważyłam,że dorośli nie przepadają za taką pogodą.Ciągle marudzą i mają krzywe miny.Ukrywają się pod ogromnymi parasolami,zupełnie jakby byli z cukru,który roztopi się przez te parę kropel deszczu.Jedynie dzieci dostrzegają wyjątkowość jesieni.Ze śmiechem przemierzają chodniki w kolorowych kaloszach i pelerynach przeciwdeszczowych,skacząc do każdej napotkanej po drodze kałuży.
-Co dokładnie?-spytał między piciem coli,a wpychaniem do ust frytek.-Dużo wczoraj mówiłem.Masz na myśli to o rozdziewiczaniu cie? Przemyślałaś propozycję?-wyszczerzył się na co tylko przewróciłam oczami.
-W dalszym ciągu jestem na nie-zaczęłam-chodziło mi o to co mówiłeś w samochodzie,gdy staliśmy pod domem.
-Pamiętam-potwierdził po krótkiej chwili.-Co w związku z tym?
-Tak się zastanawiałam-zawahałam się na chwilę,ale dał mi znać abym kontynuowała-czy byłeś kiedyś z dziewczyną dlatego,że ją kochałeś czy tylko z tego drugiego powodu-dokończyłam na jednym wdechu.
Kolejny raz ugryzłam kawałek jabłka.Zaśmiał się,ale szybko spoważniał.Westchnął,
-Nie Kelsey,nigdy nie byłem zakochany w żadnej dziewczynie.Jak już z jakąś byłem to tylko i wyłącznie dla bliskości czy prościej mówiąc dla seksu-czekał na jakąś moją reakcję,ale żadnej nie dostał.-Czemu pytasz?
-Ciekawość-wzruszyłam ramionami.
-Jeśli ci ulży to wiedz,że one wszystkie również nie oczekiwały niczego więcej poza seksem,więc ani jedna z nich nie została zraniona i ze złamanym sercem-zaśmiał się,czego również nie odwzajemniłam.-Chcesz wiedzieć coś jeszcze?-spytał,uśmiechając się niepewnie.
-Jesteś gejem?-wypaliłam prosto z mostu.
Była to jedyna myśl,która pojawiła się w mojej głowie.W sumie wszystko się zgadzało.Zadbany,idealna fryzura,dobrze się ubiera,przyjaźni się z dziewczyną,odtrąca Hanne...Nikt heteroseksualny nie odtrąciłby Hanny!
-Zawsze podobała mi się w tobie ta bezpośredniość-rzucił sarkastycznie.-Czy ja ci wyglądam na geja?-spytał,a gdy już miałam coś powiedzieć,przerwał mi.-Dobrze lepiej nie odpowiadaj.Cóż Kelsey rozczaruję się ale nie jestem homo,a nawet bi.Chciałbym,ale cóż ja poradzę na to,że tak bardzo podobają mi się kobiety?Na przykład,gdy pomyślę o tobie w tej koronkowej bieliźnie...
-Nigdy nie widziałeś mnie w bieliźnie-przerwałam pospiesznie.
-Jesteś tego pewna?-spytał,szczerząc się.
Szczerze powiedziawszy od kiedy zadaję się z Luke'm niczego nie jestem pewna.
-Jakoś nie jestem w stanie uwierzyć,że nigdy nie czułeś czegoś więcej do dziewczyny,że za każdym razem chodziło tylko o rżniecie się-powiedziałam,zmieniając temat,chyba trochę surowiej niż powinnam.Zmarszczył brwi i westchnął jakby zmęczony tą rozmową.
-Nie jestem pewien Kelsey czy potrafię kochać w taki sposób o jaki ci chodzi-powiedział w końcu,niby obojętnie,ale w jego zimnym spojrzeniu było coś jeszcze.
-Nie rozumiem-przyznałam,chcąc skupić się już tylko na tym pieprzonym jabłku.
-Mam na myśli to...-zawahał się chwilę-wiesz o mnie więcej niż ktokolwiek inny na tym świecie,wiesz nawet więcej niż Ashton.Po prostu nie sądzę,że po tym co zrobił mi wujek,będę w stanie kogoś pokochać.
Siedzieliśmy w ciszy,przyglądając sobie nawzajem.Zupełnie jakby jeden czekał,aż drugi spuści wzrok.Niespodzianka Hemmings,ja też potrafię być uparta.Jednak im dłużej tak mi się przyglądał,tym bardziej skrępowana się czułam.Takie gapienie czasem jest naprawdę przerażające,nie do wytrzymania,nawet gdybym spuściła wzrok i tak czułabym na sobie te oczy.Całe szczęście zadzwonił dzwonek oznaczający koniec przerwy obiadowej.Odgarnęłam niesforne kosmyki za ucho i wstając,podniosłam swoją torbę.
-Czemu ci zależy?-spytał,gdy już miałam odejść od stołu.
-Nie zależy-wzruszyłam ramionami i udałam się w stronę sali lekcyjnej.

Czasem ma się to niedające spokoju przeczucie.Przeczucie,że stanie się coś złego,że dany dzień będzie okropny.Jest się dziwnie podenerwowanym,ciągle odczuwa się ten nieustający skurcz w żołądku.Człowiek stara się o tym nie myśleć,skupić na czymkolwiek inny,ale to uczucie dalej ci towarzyszy.Dokładnie tak czułam się od rana.Jakby coś miało się stać.Starałam się zignorować to uciążliwe uczucie,ale bez skutku.Na przerwie szukałam Jade.Chciałam z nią porozmawiać,dowiedzieć się o co chodzi.Naprawdę nie wiem kiedy stałam się taka ciekawska.Nigdzie nie mogłam jej znaleźć,a przeszłam prawie całą szkołę.Sprawdziłam w toalecie,bibliotece,na szkolnym boisku.I nic.Dopiero jak nie zjawiła się na francuskim,który mamy razem,zrozumiałam,że nie ma jej w szkole.Pozostaje mi jedynie mieć nadzieję,że się nie rozmyśli z powierzeniem mi swojej tajemnicy.Moją ciekawość jedynie podsyca fakt,że nie chce o tym powiedzieć nawet Hannie,z którą się przyjaźni.Na ostatniej lekcji dostałam sms'a od Luka-znów musi zostać po lekcjach.Powiedział,że mam na niego nie czekać i,że spotkamy się jutro.Trochę się bałam,że wkurzyłam go tym ciągłym wypytywaniem i głupimi gadkami.Muszę sobie to tutaj zapisać,żeby już nigdy więcej nie zaczynać takich tematów:
GÓWNO CIE POWINNO OBCHODZIĆ PRYWATNE ŻYCIE LUKA 
Szłam powoli do domu,a to głupie przeczucie cały czas było ze mną.
Może powinnam zacząć biegać?Ogólnie ćwiczyć? Nienawidzę tego i jestem beznadziejna z wf'u,ale sama dieta może nie wystarczyć.Luke dalej nie powiedział mi dokładnie kiedy chciałby to zrobić,a ja sama nie wiem czemu nie zaproponowałam żadnej daty.Właściwie ostatnio spędzając z nim czas,nawet nie myślałam o umieraniu.Niemal kompletnie zapomniałam o tym temacie.Być może właśnie dlatego też nie rozpoczęłam rozmowy.A przecież musimy  w końcu ustalić jakiś termin?Po tym ile ostatnio znów zaczęłam jeść mam nadzieję,że zrobimy to jeszcze przed wakacjami.Wiem,że nie dam rady wyjść z krótkich spodenkach do szkoły.Na samą myśl boli mnie brzuch i chce mi się płakać.Boję się,po prostu się boję.
Wyjęłam z torebki klucz i otworzyłam zamek.Weszłam do jak zwykle pustego domu.Czasem staje się to naprawdę przytłaczające.Niby jestem osobą cichą,jednak miewam też ochotę z kimś pogadać.Tutaj mogę jedynie sama z sobą.Trochę smutne,jakby się zastanowić...
Udałam się na górę do swojego pokoju.Zdjęłam buty i odłożyłam torbę na krzesło.Jest piątek i za cholerę nie wiem co ze sobą zrobić.Położyłam się zrezygnowana na łóżku.
Mogę odwiedzić przyjaciół.A racja!Nie mam żadnych.
Mogłabym odwiedzić Ashton'a ale:
a.nie dam rady dzisiaj wypić tak ogromnej kawy,którą serwuje
b.pomyśli,że go prześladuję czy coś
Mogłabym zadzwonić do Jade,ale czułabym się dziwnie i niezręcznie.
Normalni ludzie w piątki chodzą na imprezy.Albo do kina.Albo na zakupy.Gdziekolwiek,nikt nie siedzi w domu.Westchnęłam,gapiąc się na biały sufit.Trochę się czułam jakby wszystko zaczynało się od nowa,jakby wracało do normy.Bo samotność i te wszystkie chore myśli dotyczące mojej wagi uznaję za normę.Okay przyznaję z Luke'm była miła odskocznia od szarej codzienności,ale przecież wiedziałam,że nie będzie to trwało wiecznie.Poszłam więc do łazienki.Przyjrzałam się uważnie bladej twarzy,podkrążonym oczom i zapadniętym policzkom w lustrze.Spięłam włosy w wysoki kucyk i umyłam rękę.Usiadłam na zimnych kafelkach.
Luke będzie zły.
Luke się nie musi dowiedzieć.I się nie dowie.
Naprawdę dziwne,że pierwszą myślą,jaka pojawiła się w mojej głowie było "zawiedziesz go".I to mnie na moment powstrzymało,wróciłam na ziemię,bo ja naprawdę nie chcę go zawieść.A potem do mnie doszło,że to i tak bez znaczenia,całe swoje życie zawodziłam ludzi.Włożyłam dwa palce do buzi,tak głęboko jak tylko mogłam i nie minęło wiele,a już pozbywałam się jabłka i wczorajszych świństw.
Gdy skończyłam od razu umyłam zęby.Powinnam być zła,czuć wyrzuty sumienia,ale tak naprawdę trochę mi ulżyło.Czułam się taka...lekka?Czysta?Spokojna?Szczęśliwa.Wróciłam do swojego pokoju,wyciągnęłam wszystkie książki i zeszyty,i zabrałam się za zadania domowe.I tak nie miałam nic lepszego do roboty.Było tego naprawdę dużo.Zupełnie jakby każdy nauczyciel,mylnie założył,że pozostali dają nam luzy.Nagle stałam się spokojniejsza i udało mi się skupić w stu procentach na pracy domowej.Zrobiłam angielski,który pochłonął masę czasu,jak to zazwyczaj bywa przy omawianiu lektur.Wtedy zawsze dostajemy na zadanie jakąś dłuższą wypowiedź pisemną.Tak było i tym razem i wydaje mi się,że trochę się opuściłam bo ta głupia charakterystyka porównawcza zajęła mi więcej czasu niż zazwyczaj.Na dworze powolutku robiło się ciemno,w domu dalej było cicho,a czas leciał najpierw strasznie wolno,aby chwilę później pędzić jak szalony.Ten dzień wydawał się taki zwyczajny,zupełnie jak każdy inny nim poznałam Luka.Czułam się jakbym miała cholerne deja vu.Zabrałam się za matematykę,która pochłonęła mnie całkowicie,mimo że nie byłam w stanie rozwiązać ani jednego zadania samodzielnie.Bogu dzięki za internet.Czasem gdy tak siedzimy,skupiając się na danym zajęciu dzień mija nawet nie wiemy kiedy.Tak było w tym
przypadku i nie mogłam uwierzyć,że wskazówki zegara właśnie przekroczyły dziesiątą.Schowałam wszystko,stwierdzając,że na dzisiaj wystarczy.Poszłam do łazienki i zmyłam makijaż.Siniak pod okiem dalej był widoczny,jednak już trochę mniejszy i bardziej zielony niż fioletowy.Dotknęłam go delikatnie,ale nie bolało.Po prostu tam sobie był,jakby chciał ozdobić moją twarz,z zupełnie odwrotnym skutkiem.Rozpuściłam włosy i przebrałam się w szare spodnie z dresu i czarną koszulkę z krótkim rękawkiem.Położyłam się,ale nie byłam zmęczona.Leżałam tak jakiś czas,patrząc w okno.Niebo było niemal czarne,pełne ciemnych chmur.Gdzieś tam jasno świecił księżyc,miliardy gwiazd i kilka ulicznych latarni.Było tak cicho...Jakby wszyscy poszli spać lub umarli.Chciałam coś usłyszeć,cokolwiek.Nic.Nikt nie wracał do domu z popołudniowej zmiany,nikt w okolicy nie urządzał imprezy,nikt nie wyprowadzał psa,na Boga nawet ani jedno auto nie przejeżdżało tą ulicą!Nic.Zeszłam na dół do kuchni,gdy zegar wskazywał dokładnie jedenastą czterdzieści.Nalałam wody do kubka i usiadłam przy stole.Obracałam zimną szklankę w dłoniach,kiedy ktoś zaczął dobijać się do drzwi.Mam na myśli wkładanie klucza do zamka,które niekoniecznie wydawało się być
skuteczne,co kończyło się na waleniem w drzwi jak mniemam pięściami,a potem również kopaniem.Słyszałam przekleństwa dobiegające z dworu.Dobrze wiedziałam,że tata właśnie wrócił z kolejnej popijawy.Nie mogłam już przełknąć kolejnego łyka tej wody,w gardle miałam ogromną gulę.W końcu jednak po wielu próbach udało mu się przekręcić klucz i otworzyć drzwi.Kolejny raz spojrzałam na godzinę,po czym schowałam telefon do kieszeni.Wrócił wcześniej niż zwykle,ale równie nawalony (o ile nawet nie bardziej niż zazwyczaj).Chyba przewrócił się w progu,bo po domu,tym w którym cały czas panowała ta idealna,trochę przytłaczająca cisza,rozniosło się głośne "kurwa" i huk.Zamknęłam na moment oczy.Wyobraziłam sobie jak leży na zimnej podłodze tuż za ścianą,schlany na tyle,że nie potrafi wstać.Słyszałam kolejne coraz to gorsze przekleństwa i pojękiwania.Wstał.Zrobił kilka kroków...i zawołał mnie.Tak bardzo żałuję,że nie zostałam w swoim pokoju.Nie mogłam się do niego dostać w taki sposób,aby go ominąć.Nie było szans.Chyba się zdenerwował,gdy nie przyszłam i chwilę później słyszałam dźwięk rozbijanego szkła.Pomyślałam o stojącym na szafce z butami białym wazonie mamy.Zawołał znowu,tym razem dodając kilka obelg do mojego imienia.Wzięłam głęboki wdech,zaciskając ręce w pięści.I poszłam do niego.
-Nie słyszysz jak cie kurwa wołam?-warknął,podtrzymując się jedną ręką ściany.
Próbował zdjąć kurtkę,co najwyraźniej okazało się niemałym wyczynem.Na podłodze walały się większe i mniejsze części wazonu.Nie jestem pewna czy mama będzie zadowolona  z tego powodu.Lubiła ten wazon.Spojrzałam na niego w tym samym momencie co jego kurtka spadła swobodnie na podłogę.Wyciągnęłam z szafki  z butami czarne baletki,bo znając moje szczęście,pewnie wdepnęłabym w szkło i rozcięła sobie stopę.
-Przepraszam-szepnęłam,ubierając pospiesznie buty.Przez chwilę nic nie mówił tylko oddychał ciężko.
-Ty mała suko-zaczął w końcu,nadzwyczaj cicho-jestem twoim ojcem do chuja!-znów krzyczał.-Jak cie wołam to masz kurwa w podskokach przyjść za pierwszym razem!Wy-zaczął,wskazując na mnie-gówniarze już w ogóle nie macie szacunku dla swoich rodziców!Pyskujecie,buntujecie się!Wydaje się wam,że w tym wieku możecie już wszystko,ale wiesz co?-spytał,jednak wcale nie oczekiwał odpowiedzi.-Nic kurwa nie możecie!Nic!
Patrzałam na podłogę,na te największe odłamki szkła.Nie byłam w stanie spojrzeć mu w twarz.Chciałam tylko,żeby wykrzyczał się i pozwolił mi pójść do pokoju,żebym mogła zamknąć drzwi,ukryć się pod kołdrą i wmawiać sobie,że będzie dobrze.
-Wydaje mi się,że byłem dla ciebie za dobry-zaczął znowu,a ja ugryzłam się w język,aby nie powiedzieć czegoś co tylko wszystko by pogorszyło-powinienem cie bić,gdy byłaś mała.Może teraz byłabyś inna,może odnosiłabyś się do mnie z szacunkiem na jaki zasługuję!Może gdybym cie bił wtedy,dzisiaj byłabyś lepsza,grzeczna!Może powinienem to nadrobić teraz,co Kelsey?-spytał,ale wydaje mi się,że na to pytanie również nie oczekiwał odpowiedzi.
Nastała cisza,powietrze w holu stało się gęste.Przez moment myślałam,że zwymiotuję,zemdleję lub po prostu rozpłacze się.Skurcze w żołądku były coraz silniejsze.Odpiął pasek ze spodni i powoli go wyciągnął.Przyłapałam się na wstrzymywaniu oddechu i wbijaniu paznokci w skórę.
-Zawsze byłaś problemem.Od kiedy się urodziłaś-powiedział,a te słowa uderzyły we mnie bardziej niż mogłabym się spodziewać.Jakby ktoś zaszedł mnie od tyłu i uderzył patelnią w głowę z nieukrywaną satysfakcją,patrząc jak upadam na podłogę.A były to tylko dwa krótkie zdania.Trzymał pas w ręce i w ciszy przyglądał mu się,badając delikatnie palcami jego materiał.Skórzany,z dużą,ozdobną klamrą na przodzie.
-Jak myślisz ile razy powinienem cie uderzyć?-spytał,a moje serce na moment przestało bić,tylko po to aby sekundę później walić jak szalone.On naprawdę zamierzał mnie zbić.Mówił to wyraźnie,ale mój mózg jakby w ogóle tego nie przetwarzał.-Ile razy mnie zawiodłaś Kelsey,ile razy zdenerwowałaś?-pytał dalej,ale chyba nie mnie,a samego siebie.
Starałam się oddychać powoli i spokojnie,ale chyba nie za dobrze mi to wychodziło.Zamknęłam oczy,czekając.Chciałam żeby już był koniec tego koszmaru.Chciałam już znaleźć się w swoim pokoju,w swoim łóżku.Chciałabym żeby mama teraz weszła nagle do domu i to zobaczyła,żeby w końcu do niej dotarło co się tutaj dzieje,żeby zauważyła,że ojciec nie jest niczym więcej jak cholernym pijakiem,żeby zobaczyła w końcu co mi robi i jak daleko to wszystko już zaszło.Albo żeby chociaż Luke tutaj przyszedł.On by coś zrobił,pomógłby mi.Nie musiałabym się bać.Ale on nie przyjdzie.Nikt nie przyjdzie,nikt mi nie pomoże.I wtedy poczułam ból na lewym boku.Gdzieś na wysokości pępka,może troszkę niżej.Nie na brzuchu,ani nie na plecach,a dokładnie między nimi:na lewym boku.A później drugie uderzenie dokładnie w tym samym miejscu.Bolało chyba bardziej niż powinno,aż zwinęłam się w pół,chwytając piekące miejsce.Otworzyłam oczy,zaciskając usta w wąską linię,aby nie zacząć krzyczeć.Łzy już swobodnie spływały mi po twarzy strumieniem.Załkałam.Wiem czemu tak boli-uderzył mnie nie pasem,a tą ogromną,srebrną klamrą.Zebrałam w sobie tyle siły,aby się wyprostować.
-Nigdy cie nie chciałem-syknął.
Wtedy spojrzałam mu prosto w oczy,ale nie na długo.Spoliczkował mnie z taką siłą,że mimowolnie odwróciłam głowę w drugą stronę.Oddychało mi się coraz trudniej,policzek zaczął piec.Wyobraziłam sobie czerwony odcisk jego dużej,szorstkiej ręki w tamtym miejscu.Chciałam spojrzeć na niego,ale nim zdążyłam drgnąć,spoliczkował mnie drugi raz,jeszcze mocniej.Policzek zdrętwiał,a usta zaczęły szczypać.Nie ruszyłam się ani o milimetr.Właściwie doszło do mnie,że nawet nie odważyłam się oddychać.W końcu jednak wypuściłam powietrze.Nadal nic nie mówił.Chciałam się odwrócić i pobiec na górę do pokoju,ale byłam chyba za bardzo wystraszona aby to zrobić.
-Wypierdalaj z mojego domu-powiedział tym tonem,który nie znosi sprzeciwu.
Nie wiedziałam co zrobić,nie sądziłam,że mówi poważnie.Stałam więc dalej bez ruchu.
-Ogłuchłaś?-warknął,schylając się tak aby mieć twarz na wysokości mojej.-Wypierdalaj stąd-powtórzył.
Dalej stałam jak sparaliżowana.Do mojego mózgu jeszcze nie dotarły te wszystkie zdarzenia.Najwyraźniej był bardzo zniecierpliwiony.Nie dostając żadnej reakcji,chwycił mnie za ramię i pociągnął w stronę drzwi.Przez cały ten szok,nawet nie protestowałam.Otworzył je i wypchnął mnie na zewnątrz,zatrzaskując je za mną.Chyba dopiero gdy usłyszałam jak zamyka je na klucz,wszystko do mnie dotarło.
Wyrzucił mnie z domu.
On właśnie wyrzucił mnie z domu!
Wtedy w moim mózgu zapalił się czerwony guzik i spanikowałam.Chwyciłam za klamkę,ale było zamknięte.Zaczęłam pukać i prosić,aby otworzył,ale nic.Dławiłam się własnymi łzami do tego stopnia,że o mało znów się nie porzygałam.Nie wiem ile to trwało,wydaje mi się,że błagałam go tak jakieś dziesięć minut.W końcu do mnie doszło.Zostałam na zewnątrz,bez kluczy,niezdolna dostać się ponownie do środka.Wyrzucona przez własnego tatę,tylko w cienkiej bluzce i spodniach dresowych,trochę przed północą.Wtedy się wystraszyłam.Nie ma najmniejszych szans,żeby mi otworzył.Być może już przysnął na schodach.
Przestałam pukać.Przestałam prosić.Starałam się przestać płakać.Teraz przynajmniej z rozpaczliwego wycia przeszłam na ciche łkanie.Powoli opanowałam oddech.Cały czas czułam jak serce galopuje w mojej klatce piersiowej.W głowie miałam tylko jedno pytanie: co ja teraz zrobię?
Chwyciłam się za lewy bok-bolało jak cholera,aż syknęłam.Dotknęłam policzka-zimna dłoń zadziałała o dziwo kojąco.Czułam się jakbym miała gorączkę,jakby cała moja twarz płonęła.Ostrożnie dotknęłam dolną wargę i poczułam coś lepkiego.Krew.Cienka stróżka spływała z wargi po brodzie.Wytarłam ją pospiesznie wierzchem dłoni.
-Kelsey?
Odwróciłam się,słysząc znajomy głos.Pani Stonem własnie wyrzucała śmieci.Jest to bardzo miła,wiecznie uśmiechnięta kobieta,dobrze po pięćdziesiątce.Mieszka w domu naprzeciw ze swoim mężem.Często widuję ją podczas pracy w ogrodzie lub na zabawie z wnukami.Ma krótko ścięte kasztanowe włosy i zmęczone zielone oczy.Jest zdecydowanie jedną z tych fajnych sąsiadek.Jednak tym razem na jej widok rozbolał mnie brzuch.
-Dobry wieczór pani Stonem-przywitałam się,wymuszając uśmiech.
-Dziecko co ty tu robisz o takiej godzinie?-spytała wyraźnie zmartwiona.Cholera.
-Własnie miałam pędzić jeszcze do sklepu-skłamałam szybko.
-Teraz?-uniosła brwi do góry w geście zaskoczenia.-Już prawie północ.
-Idę tylko tam i z powrotem.Dosłownie po jedną rzecz.
Przyglądała mi się chwilę w ciszy,bardzo uważnie.W głębi byłam wdzięczna,że jest tak ciemno i nie może dostrzec mojej twarzy.
-Uważaj na siebie złotko i wracaj szybko bo jeszcze się przeziębisz-powiedziała tak..troskliwie.
-Dobrze-zgodziłam się.-Dobranoc-powiedziałam i poszłam przed siebie.
Zatrzymałam się zaraz za zakrętem.Mam tylko nadzieję,że mi uwierzyła i co ważniejsze,że nie słyszała tych krzyków ojca.Stałam przy tym pokrytym liśćmi ogrodzeniu,zza którego nie była w stanie mnie zauważyć.Minęło kilka długich minut,zanim pogasiła wszystkie światła w domu.Tak jakby wyczekiwała kiedy wrócę bezpiecznie do siebie,aż stwierdziła,że to niepotrzebne i poszła spać.Odczekałam jeszcze chwilę i zakradłam się pod moje okno.Potrafię sobie jedynie wyobrazić jak głupio wtedy wyglądałam,jak jakiś cholerny włamywacz,próbując się dostać do własnego mieszkania.Wtedy umarła moja ostatnio iskierka nadziei-moje okno było zamknięte.Tak jak wszystkie pozostałe w domu.Wróciłam na skrzyżowanie,zastanawiając się do zrobić.Mogłabym pójść do tego sklepu,ale nie miałam przy sobie pieniędzy.Mogłabym pójść do Luka,ale przecież nie wiem gdzie on mieszka.Zastanawiałam się,która dokładnie może już być.
I wtedy mnie olśniło.Telefon.Pospiesznie wyciągnęłam komórkę z kieszeni i drżącymi palcami wybrałam odpowiedni numer.Dopiero teraz zaczęłam odczuwać jak zimno jest na zewnątrz.Przechodziły mnie niemiłe dreszcze i chwilę później już cała trzęsłam się z chłodu.Znów poczułam się taka słaba.Kilka łez zdążyło się uwolnić i spłynąć po mojej twarzy.Pociągnęłam nosem.Za mną już trzy sygnały i nic.Czwarty...
-Kelsey?-poczułam dziwną falę spokoju,na dźwięk tego zachrypniętego głosu.
-Przepraszam Luke,obudziłam cie?-spytałam,czując się coraz słabsza z każdą kolejną chwilą.
-To bez znaczenia.Coś się stało?-spytał już trochę rozbudzony.
Wtedy coś we mnie pękło i znów zaczęłam płakać.
-Kelsey?Co się stało,proszę powiedz mi-teraz już był trochę podenerwowany.
-Potrzebuję cie Luke-załkałam.
-Zaraz do ciebie przyjdę-powiedział niemal od razu.
-Problem w tym-zaczęłam,ocierając mokre policzki-że nie ma mnie w domu.Tata mnie wyrzucił.Nie mam kluczy,nie wiem co robić Luke-mój głos był bardziej zdesperowany niż przypuszczałam.
-Gdzie jesteś?-spytał szybko.
-Na skrzyżowaniu,zaraz przy moim domu.
-Nie ruszaj się stamtąd.Zaraz będę-powiedział i rozłączył się.
Może tylko mi się wydawało,ale robiło się coraz zimniej.Byłam już zmęczona tym wszystkim.Stałam jednak cały czas w tym samym miejscu,czekając cierpliwie.Zegar wskazywał wpół do pierwszej.Minęło jakieś osiem minut od kiedy do niego zadzwoniłam.
Biegł w moją stronę.Mimo,że było ciemno,mimo że był ubrany na czarno,poznałam go.Zrobiło mi się dziwnie ciepło na sercu.Wstał,ubrał się i przyszedł.Nie sądziłam,że ktokolwiek mógłby zrobić dla mnie coś takiego.Przebiegł przez ulicę i stanął przede mną.Był trochę zdyszany,jego jasna cera wyróżniała się na ciemnym tle.Oczy mimo,że podkrążone były równie intensywnie niebieskie jak zawsze.
-Kelsey-szepnął,przyglądając mi się.
Odgarnął mi włosy z czoła za ucho,podczas gdy ja pod wpływem jego dotyku zamknęłam oczy.Szybko jednak znów na niego spojrzałam.
-Co on ci zrobił-to nie było pytanie,a przynajmniej nie kierowane do mnie.
Przyglądał mi się w ciszy jeszcze przez chwilę,marszcząc czoło.
-Poczekaj tu chwilę-zażądał i minął mnie.W ostatniej chwili zdążyłam go złapać za rękę i resztkami sił zmusić do zatrzymania się.
-Co chcesz zrobić?!-spytałam trochę podenerwowana.
-Zabiję skurwiela-powiedział,próbując mi się wyrwać.
-Luke!Luke błagam!-nie puściłam go nawet na moment,starając się utrzymać w miejscu.Dobrze wiem,że gdyby chciał z łatwością mógłby mi się wyrwać.-Nie bądź śmieszny.
-Nie jestem Kelsey.Wierz lub nie,ale jestem kurewsko poważny.
Wierzyłam.Właśnie dlatego nie mogłam go puścić.
-Proszę Luke-szepnęłam.-Błagam.Potrzebuję cie.Tutaj.Teraz.
W ciszy przyglądałam się jak każdy jego mięsień się napina.Ścisnęłam mocniej jego dłoń.Westchnął i w końcu odwrócił się w moją stronę.Powoli puściłam jego rękę.Rozluźnił się trochę,uspokoił.Nic nie mówił,tylko patrzał.Nie potrafiłam odczytać jego wzroku.Nie wiedziałam czy jest zły,smutny,poirytowany,współczujący,czy wszystko naraz.Odpiął czarną bluzę i zdjął.
-Ubierz-powiedział,podając mi ją.-Musiałaś nieźle wymarznąć-dodał ciszej,tym razem smutek w jego głosie był doskonale słyszalny.-Jesteś lodowata-stwierdził,dotykając opuszkami palców moich ramion.
Wzięłam bluzę i szybko ubrałam,zapinając ją do samego końca.Musiałam trochę podwinąć rękawy.Było cieplej,tak...lepiej.Jak zawsze gdy był obok.
-Dziękuję Luke.No wiesz-zaczęłam-za to,że przyszedłeś.
-Zrozum jedną rzecz Kelsey-powiedział,zakładając mi kaptur na głowę-nie ważne kiedy zadzwonisz,w jaki dzień, o jakiej godzinie.Nie ważne co będę wtedy robić,jeśli będziesz mnie potrzebować zawsze-spojrzał mi w oczy-zawsze do ciebie przyjdę.
Chciałam coś powiedzieć,cokolwiek,ale głos uwiązł mi w gardle.Zdawać się mogło,że Blondyn wcale nie oczekiwał na to odpowiedzi.
-Zabieram cie do siebie-powiedział.-Nie wziąłem samochodu bo mógłbym obudzić mamę,czego wolałbym nie robić-wytłumaczył.-Na szczęście mieszkam całkiem blisko.
Kiwnęłam twierdząco głową.Szłam z nim krok w krok.Nie odzywaliśmy się,za co właściwie byłam wdzięczna.Luke miał rację,rzeczywiście nie mieszka wcale tak daleko.Szliśmy bardzo wolno a i tak dojście ode mnie do niego zajęło nam dziesięć minut.Wyciągnął klucze z kieszeni,przykładając palec do ust,dając tym samym znać abym zachowywała się cicho.Weszliśmy do środka.Nie oświecił światła,zamiast tego wziął mnie za rękę i poprowadził w głąb korytarza.Następnie schodami na górę.Skręciliśmy w prawo i weszliśmy do pokoju.Gdy tylko zamknął za nami drzwi na klucz,puścił moją dłoń.Podszedł do biurka i zaświecił małą lampkę,która mimo swoich rozmiarów,dawała wiele światła.
-Usiądź sobie-powiedział,wskazując na łóżko.-Zaraz wrócę-dodał i wyszedł z pokoju.
Usiadłam.Pościel była rozwalona,co potwierdziło,że mój telefon przerwał mu sen.Rozejrzałam się po pokoju.Był chyba trochę mniejszy od mojego.Łóżko,na którym siedziałam było ogromne.Stało pod jedną ścianą.Po jego prawej stronie była jakaś półka z książkami lub co bardziej prawdopodobne grami komputerowymi.Na ścianie naprzeciw była tylko ogromna szafa.Naprawdę duża jak na faceta.Okno na trzeciej ścianie było ogromne,z dużym parapetem.Wyobraziłam sobie jak Luke tak jak ja siada na nim w deszczowe dni z kubkiem herbaty i przygląda się panującemu na zewnątrz życiu.Ciekawe czy też uważa taką pogodę za piękną?Przy czwartej ścianie,tej z drzwiami ,stało całkiem spore biurko,a na nim oświetlająca właśnie pomieszczenie lampka i komputer.Z lewej strony łóżka leżała gitara.Pokój sam w sobie był ładny,przytulny i zaskoczona mogę stwierdzić,że czysty.
Zdjęłam buty i przyciągnęłam kolana pod brodę.Jestem tutaj pierwszy raz,a czuję się lepiej niż u siebie.Czuję się jak w domu.
Drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł Luke z dużym kubkiem w ręce.Szybko zamknął je i usiadł obok mnie.
-Herbata-powiedział,podając mi szklankę-pomarańczowa.Pyszna,polecam Luke Hemmings-
dodał,próbując się uśmiechnąć co wyszło mu raczej słabo.-Musisz się rozgrzać.Masz tutaj wszystkie potrzebne rzeczy:gorącą herbatę,koc i mnie-wyszczerzył się.
Wiem,że starał się poprawić mi humor i naprawdę byłam mu za to ogromnie wdzięczna.Jednak nie czułam się na sile do żartów.Wypiłam trochę tej zbawczej herbaty,ogrzewając sobie jednocześnie ręce o ciepły kubek.Siedzieliśmy w kompletnej ciszy,jakbyśmy bali się zacząć jakiegoś tematu.Po paru łykach,które doskonale rozgrzały mnie od środka,odłożyłam kubek na parapet.Wróciłam na łóżko,siadając po turecku.Luke zrobił to samo.
-Dziękuję-przerwałam ciszę-że przyszedłeś.Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
-Cieszę się,że do mnie zadzwoniłaś-uśmiechnął się lekko.-Kelsey...co tak właściwie tam się stało?-spytał.
-Tata-powiedziałam obojętnie,spuszczając wzrok.Było mi wstyd.-Przyszedł jak zwykle nawalony.Dzisiaj trochę bardziej agresywny niż zwykle.
-Zbił cie-bardziej stwierdził niż spytał.Kiwnęłam twierdząco głową.
-A potem wyrzucił-dokończyłam.
I znowu cisza.Luke chyba nie wiedział co powiedzieć,a ja nie chciałam już mówić nic więcej.On tylko na mnie patrzał.Początkowo błądziłam wzrokiem po całym pokoju,skrępowana,aż w końcu odważyłam się na niego spojrzeć.Przysunął się trochę bliżej.Dotknął siniaka pod okiem.Delikatnie,ledwo mogłam to poczuć.Później przejechał kciukiem po dolnej wardze,która zdążyła opuchnąć.
-Jeszcze gdzieś?-spytał tak cicho,że ledwo mogłam go usłyszeć.
Zawahałam się na moment.Z jednej strony nie chciałam mu mówić,ale z drugiej...Kiwnęłam twierdząco głową i odsłoniłam kawałek bluzki.Sama dopiero w tym momencie spojrzałam w to miejsce po raz pierwszy.Siniak.Ogromny i obrzydliwie zielony.Przez chwilę siedział,gapiąc się odrętwiały.Pewnie zastanawiał się jak ojciec może zrobić coś takiego własnej córce.Szybko jednak oprzytomniał i również go dotknął.Znów spojrzał mi w oczy.Były puste...to znaczy tak mi się wydaje.Jest cholernie trudny do rozgryzienia.Powoli odgarnął mi włosy za ucho.Czułam się tak dziwnie spokojna,gdy mnie dotykał.Siedział na tyle blisko,że stykaliśmy się kolanami.Niespodziewanie nachylił się nade mną i delikatnie pocałował siniaka pod okiem.Trochę spanikowałam,czując miękkie usta na swojej skórze.Łaskotał mnie rzęsami w policzek.Następnie schylił się i ucałował tego paskudnego siniaka z lewego boku.Nie byłam na to gotowa.Całe moje ciało się spięło,gdy poczułam pocałunek w tamtym miejscu.Pewnie to zauważył,ale nic nie powiedział.Oddychałam trochę ciężej niż jeszcze chwilę temu.Wyglądało to tak jakby pocałunkami chciał zagoić wszystkie rany,które spowodował mój ojciec,jakby chciał scałować cały mój ból.Nie patrzał mi w oczy,gdy znów jego twarz znalazła się na tym samym poziomie co moja.Nawet nie wiem kiedy znalazł się aż tak blisko,zaledwie dwa centymetry ode mnie.Czułam ciepły oddech na twarzy.Całą swoją uwagę skupiał na moich ustach.Czekał chwilę,tak jakby oczekiwał,że go odepchnę.W końcu musnął swoimi wargami moją dolną.Czułam je na niej tylko przez chwilę,bardzo krótką chwilę.Były miękki,delikatne.Wydawały się idealne.Na bolącej wardze został wilgotny ślad po całusie.Patrzał na nią jeszcze przez chwilę,aż w końcu wyprostował się.Byłam w zbyt wielkim szoku,aby powiedzieć cokolwiek.Wiem,że to nie był normalny pocałunek.Właściwie to nie był pocałunek.Nie wiem co to było.
Mózg wyłączył mi się na tą krótką,cudowną chwilę.
-Przykro mi Kelsey-szepnął-tak kurewsko mi przykro.Nie zasłużyłaś na to wszystko.
Chwycił mnie za nogi i przyciągnął do siebie,przytulając.Oparł brodę na czubku mojej głowy.Ręce miał mocno zaciśnięte wokół mnie.Jedną gładził mnie po włosach.Ucałował mnie w czoło,przytulając jeszcze mocniej do siebie.W końcu odwzajemniłam to,wtulając głowę w jego klatkę piersiową.Słuchałam jak bije mu serce i zdawało się,że ten dźwięk mnie uspokajał.Był taki kojący.Siedziałam tak wtulona w jego pierś nie wiem ile.Wiem,że nie chciałam się odsunąć.
-Przepraszam Kelsey-powiedział nagle.-Zawiodłem cie-mówiąc to,głos mu się załamał.
-O czym ty mówisz?-spytałam, nic z tego nie rozumiejąc.
-To wszystko przeze mnie.Obiecałem ci,że już nigdy cie nie skrzywdzi,że już nigdy nie pozwolę mu podnieść na ciebie ręki-wytłumaczył,drżącym głosem.
-Luke to nie twoja wina.
-Moja-przerwał pospiesznie.-Powinienem być dzisiaj z tobą i nie dopuścić do tego wszystkiego.Powinienem go powstrzymać.Pozwoliłem ci poczuć się bezpiecznie i zjebałem to.Powinienem tam być Kelsey.
Poczułam na ramieniu coś mokrego.Chwilę później kolejna kropla spadła na moją skórę.Łzy.Ale nie moje.Płakał,tuląc mnie coraz mocniej,tak jakby bał się,że gdy puści, zniknę.
-Jesteś ze mną teraz Luke-szepnęłam-i to najwspanialsze co mogło mi się przytrafić.
Nie jestem pewna ile tak siedzieliśmy.Może minutę,a może godzinę.Gdy jednak w końcu mnie puścił,poczułam się dziwnie,jakby zabrał mi coś ważnego.Podszedł do szafy i wyciągnął z niej koszulkę.Czarną z logiem Green Day'a,całkiem długą.Podał mi ją.
-Przebierz się,zaraz wracam.
Gdy wyszedł szybko zrzuciłam swoje ubrania i założyłam t-shirt. Sięgał mi do połowy ud.Ładnie pachniał.Położyłam to w czym przyszłam na parapet i weszłam do łóżka.Nawet pościel pachniała Luke'm i był to zdecydowanie jeden z najwspanialszych zapachów jakie znam.Przykryłam się po samą brodę.Przyszedł w spodniach z dresu i czarnym podkoszulku.Uśmiechnął się do mnie lekko,biorąc drugą poduszkę.
-Co robisz?-spytałam,gdy kładł ją na ziemi.
-Szykuję się do spania-wytłumaczył.
-Nie położysz się obok mnie?
Spojrzał na mnie zdziwiony.Mam nadzieję,że nie zauważył jak się zaczerwieniłam.Uśmiechnął się jednak i odłożył poduszkę na swoje miejsce.Wyłączył lampkę i po ciemku wszedł pod kołdrę.Przez okno padało światło księżyca,dzięki któremu doskonale widziałam jego twarz.Był odwrócony w moją stronę.
-Dobranoc Kelsey-powiedział.
-Dobranoc Luke.
Odwróciłam się na drugi bok.Może to już jakaś obsesja,ale wydawało mi się,że dalej na mnie patrzy.Czegoś mi brakowało,sama nie wiedziałam czego.Zamiast zamknąć oczy,gapiłam się w okno.Zastanawiałam się,która już może być.Odkryłam się trochę bo nagle stało się bardzo ciepło.
-Kels?
-Tak?-spytałam trochę spokojniejsza,że nie tylko ja tutaj mam problemy z zaśnięciem.
-Mogę cię przytulić?
Uśmiechnęłam się lekko wbrew własnej woli.
-Wiesz Luke,to jedna z tych rzeczy,o które się nie pyta tylko robi-powiedziałam.
Łóżko trochę zaskrzypiało,gdy przysunął się bliżej.Nasze nogi się stykały,czułam jego tors na swoich plecach.Jego ręka oplotła mnie w pasie,szukając po omacku mojej dłoni.Gdy już ją znalazł,splótł ze swoją i przysunął mnie jeszcze bliżej siebie tak,że teraz każdy kawałek mojego ciała stykał się z jego.Czułam ciepły oddech na szyi.
-Pytałaś czemu nigdy żadnej z nich nie kochałem-zaczął szeptem,wracając do naszej rozmowy podczas lunchu-być może dlatego,że żadna z nich tego nie potrzebowała.Nie potrzebowały miłości,uścisków,nie potrzebowały kogoś kto się nimi zaopiekuje,zatroszczy o nie,pomoże im.To były silne dziewczyny,żadna z nich nie była krucha.Ty jesteś.





________________________________________________________________________
*jeśli dotarłeś tutaj,pokonując ten kurewsko długi rozdział,kłaniam się przed tobą*
Tak,tak zdaję sobie sprawę z tego jak długi mi wyszedł ten rozdział,ale
-coś ktoś kiedyś powiedział,że lubi takie długie rozdziały
-nie widziałam sensu w podzieleniu go na dwa
-w przyszłym tygodniu będę miała kompletne urwanie dupy,wiec nie wiem czy się wyrobię na weekend
Jak wam minął tydzień aniołki?Równie kiepsko co mi?Mam nadzieję,że nie :) 
W sumie nie wiem co napisać.Nawet lubię ten rozdział,to znaczy jakbym umiała to wszystko napisać tak jak sobie wyobrażałam to byłby fajny.Tak czy siak teraz to już chyba nikt nie lubi ojca Kels i każdy chciałby żeby jednak Luke "zabił skurwysyna".Trochę zaszalałam bo tyle Lesley moments ^^ Dajcie znać czy wam się podoba ♥ *O*
Czytam tak wasze komentarze i albo jestem naprawdę tak przewidywalna,albo jedna z was jest tak bystra,albo weszła do mojej głowy bo dokładnie mnie przejrzała :o W tym jednym,niedługim komentarzu napisałaś wszystko co miałam zrobić w przyszłych rozdziałach także kłaniam się nisko i podziwiam za taką spostrzegawczość :O ♥
Z innego komentarza utkwiła mi w głowie "bzykalnia Hemmings'a" hahaha ♥ Podoba mi się to nie wiem czemu xd Wyobraziłam sobie takiego Luka w slipach,zapraszającego do swojego pokoju wszystkie dziewczyny,które mają ochotę xd
Ponad połowa ff już za nami ^^

(w końcu po tylu długich latach,doczekałam się Irwin'a bez spodni :') )


Rozdział ze specjalną dedykacją dla Avelen Xx-bardzo ci dziękuję aniołku za każdy twój komentarz,ogólnie za to,że czytasz i,że też zwracasz uwagę na takie małe rzeczy ♥ To dla mnie naprawdę wiele znaczy :*  (i tak,owszem obecność Jennifer mi przeszkadza xd sama zobaczysz jaka to suka ^^ )

Jeśli przeczytałaś to bardzo ładnie proszę aniołku-skomentuj :) Dla ciebie kochanie to tylko chwila,a dla mnie ogromna motywacja i radość ♥ Wystarczy jedno słowo,chcę tylko wiedzieć ile was tutaj jest :* 

@oh_woow_lovely

30 komentarzy:

  1. Świetny rozdział! Tak ciężko mi się czytało o tym wszystkim co ojciec zrobił Kels :c To co powiedział Luke na koniec było piękne. Tak jakby chciał jej powiedzieć, że ją kocha. Moim zdaniem Kelsey powinna powiedzieć mamie o ojcu.
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. " O MAJ GASZ!!! "
    1. Idealnie dobrana piosenka
    2. Idealna długość (rozdziału :D )
    3. IDEALNY ROZDZIAŁ!!!! <3
    Podczas czytania obudziły się we mnie wszystkie możliwe uczucia: ogromna wściekłość, chwile radości, no ale przede wszystkim tak bardzo widoczna miiiłoość!!! Przecież Luke kocha Kels, Kels kocha Luke'a po co to komplikować?? Mam nadzieję, że już niedługo będzie po mojej myśli! A co do ojca Kels to zgadzam się z komentatorką powyżej... Kels powinna w końcu wyznać prawdę... To już zaszło za daleko! Mam nadzieję, że rozpatrzysz pozytywnie obydwie propozycje!
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i z niecierpliwością czekam na next'a! Weny!!! <3 *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Idealny rozdział!!! DYS IS BIUTIFUL :) :) :)
    Czekam na następny!!!
    Weny życzę i pozdrawiam :) :) :)
    xx

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny rozdział :) juz sie nie moge doczekać następnego :)
    i mój tydzień też był kiepski i ten tez taki będzie :(

    OdpowiedzUsuń
  5. ♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡
    Genialny rozdział!!!
    Jak ja kocham twoje pomysły :)
    Z niecierpliwością czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  6. OMG! Rozdział jest przecudowny!!!Nie jest za długi,w ręcz przeciwnie :) Masz ogromny talent i zaskakujące pomysły.Na ogół się nie wzruszam ale ten rozdział doprowadził mnie do łez.Zazdroszczę Kels takiego przyjaciela.Nie wiem co jeszcze mogę napisać.Ale chyba żadne słowa nie wyrażą tego jak bardzo lubię to opowiadanie i rozdział.Cudownie piszesz :) Czekam z niecierpliwością na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  7. Super. Pisz więcej takich cudnych i dluuugich rozdziałów:*

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę przyznać, że na początku Twój blog nie podobał mi się tak bardzo. Uważałam, że Twój styl pisania jest nieco dziwaczny, niewyćwiczony, a sama fabuła dosyć banalna i niezbyt oryginalna. Postanowiłam jednak dalej obserwować losy Kelsey i Luka, zresztą bardzo dobrze zrobiłam. Teraz mogę z przyjemnością wyznać, że JESTEM OFICJALNIE ZAKOCHANA W TYM BLOGU. :D Robisz ogromne postępy w pisaniu, a każdy rozdział jest lepszy od poprzedniego. Lubię więź łączącą głównych bohaterów i refleksyjne myśli Kelsey opisane w prosty, ale piękny sposób. Szczególnie urzekł mnie wątek molestowanego w dzieciństwie Luka, ponieważ jego sytuacja nie jest mi obca. No i oczywiście, uwielbiam romantyczne momenty z udziałem Kelsey i Luka! Oby więcej takich, hihi. :) Z niecierpliwością czekam na następny rozdział. Życzę Ci dużo, dużo weny i serdecznie pozdrawiam! xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Jesteś cudowna. Kocham tego bloga,a ten rozdział jest po prostu wspaniały. Szkoda,że w prawdziwym świecie nie ma takich ludzi jak
    Luke. Nie mówię tu o takim samym ideale,ale chociaż w jakimś stopniu zbliżonych do Luke'a.

    OdpowiedzUsuń
  10. tylko tyle jestem w stanie ci powiedzieć: ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. łohohohooo <3333
    tyle się stanęło że ja nie wiem od czego by tu zacząć...

    może zacznę od dupy strony, która nie dotyczy rozdziału.
    (nie musisz tego czytać, możesz przejść od razu do "pomijając")
    nie wiem Jess co zrobiłam źle, czy co zrobiłam nie tak jak powinnam, czy po prostu masz mnie dość i w dupie masz mnie i całe moje kielceckie gówno jakim raczy mnie życie, ale nie chciałam... i se myślisz teraz : o chuj ci chodzi?, ale przepraszam. szczerze przepraszam za cokolwiek co zrobiłam. wiem że ze mną nigdy nie bedzie tak jak z Lucy, ja to wiem, szanuję i całkowicie rozumiem, że nigdy jej nie dorównam i przepraszam. wjebałam się w wasze wspólne sprawy, po prostu znikąd i oczekuję ze zaczniesz mnie lubić. bywam wscibska i pojebana ale sie martwie. nie dorownam twoim oczekiwaniom i nie bede osoba jakiej oczekujesz, dlatego jeszcze raz przepraszam. rozumiem Twój brak dawania mi znaku życia, a ja jestem z tych osób ktore nie lubia sie narzucać więc... nie narzucam ci się , bo wiem że masz dużo innych zajęć. chcę tylko Ci powiedzieć że kocham cie aniołku i... nie wiem? chyba tęsknię.

    pomijając
    rozdział jak zwykle genialny!
    tak strasznie nie mogłam czytać tego jak ten jej ojciec wpieprzył do tego domu BOŻE to było straszne. ;O jak on tak może ja pierdole mówić do własnego dziecka kurwaaa
    i tyle Lesley moments <333 *o* jezu to było rozkoszne doprawdy :D
    przepraszam czemu ja nie mogę mieć takie Luka do chuja!?
    ah no tak... bo. jestem. tylko.
    osobą.
    nie ważne.
    z niecierpliwością czekam na rozwój akcji
    mama Kels musi się dowiedzieć no !!!!
    Ash ma wkroczyć do akcji z tą swoją pindzią Jennifer (idk ale jej nie lubię xc może dlatego że rucha twojego męża??? sama nie wiem)
    weny życzę mnóstwo <333 znowu muszę pochwalić bo opisy wygrały ten rozdział *.*
    czekam lov u ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. Boże , ryczałam jak czytałam ten rozdział. Kiedyś pisałam Ci przy nie pamiętam którym rozdziale że jest jak na razie najlepszy... ALE TEN TO PRZEBIŁ WSZYSTKIE. Jeszcze jak oni byli u Luke'a i w ogóle BOŻE TA KOŃCÓWKA TO JA JUŻ PRZY NIEJ DOSŁOWNIE PRAWIE SIKAŁAM ZE SZCZĘŚCIA :') TAKŻE KOCHANA NO POSTARAŁAŚ SIĘ WYJĄTKOWO :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję ci za ten rozdział, to dla mnie taka niespodzianka ! Oczekiwałam go !
    To jeden z najpiękniejszych rozdziałów jakie kiedykolwiek czytałam, wiesz ? Uwielbiam postać Luke'a, jest moim ideałem <3
    Mam nadzieję, że dostaniesz przypływu weny, czekam na kolejny, jak zawsze :*
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Najlepszy rozdział <3 po prostu Genailna jesteś <3 warto było czekać <3 boże geniusz z Cb *.* tyle słodkości w jednym xd taki idealny Luke *.* Po prostu nei moge wyjść z podziwu :D nie można było lepiej tego zrobić :D nie wiem jak wytrzymam do następnego xd ale mam nadzieje ze pojawi sie za niedługo :D i życze wennyy :D chociaż Ci nei potrzebna xd Czekam :D i pozdrawiam <3 /K.

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudowny rozdział i co z tego, że jest długi :3 Wiesz, że płakałam (czyt. wydzierałam się an całe gardło), kiedy ojciec biło Kelsey? :( To jest takie... okropne. Ale Luke jest wspaniały :* Ja też chcę takiego przyjaciela, który przyjdzie do mnie o każdej porze, nieważne co robi, i przytuli :')

    OdpowiedzUsuń
  16. Mój Boże i wszyscy święci! Jak przeczytałam rozdział to myślałam, że padne ze szczęścia, ale jak zobaczyłam dedykacje dla mnie to po prostu nie mogłam się opanować! Szczerzyłam się jak głupia do ekranu i prawie skakałam z radości aż siostra mi się zapytała czy się dobrze czuję xD Ale koniec z tym wszystkim czas na analizę:
    - Czyżby Kelsey zapominała o swojej anoreksji przy Luke'u? Aż taki z niego spec? XD
    - Och Luke! Wmawiaj sobie, że przeleciałeś pół miasta, ale my i tak znamy prawdę! XD
    - Tak Kels, zgadzam się! Ja też uwielbiam jesień i taką pogodę! ♥ MAMY TROCHĘ WSPÓLNEGO ♥
    - Luke, spoko pomogę ci zabić ojca Kelsey. Jak chcesz przytymam go aby się nie wiercił jak go będziesz tłukł.
    - Takie słodkie jak całował Kels po sinialach ♥ A jak ja też mam siniaczka? Też mnie w niego pocałuje?
    - Tak blisko! Tak blisko! [ jeśli przeczytałaś to śpiewając to wiedz, że taki był mój zamiar xD ] och ♥ prawie dali sobie buzi *-*
    - Jeśli chcą ustalić datę kiedy chcą się zabić polecam - 18 lipca i 15 sierpnia ewentualnie 1 września - nie pytaj dlaczego akurat te daty, bo ja sama nie wiem, po prostu mi się podobają.
    - Ja cały czas mam wrażenie, że Luke zakochał się w Kelsey i chce jej to sekretnie przekazać pomiędzy wierszami, a nawet czasem używając aluzji lub czegoś podobnego! Ja tak tylko mam? No bo:
    "Poprzednie dziewczyny" nie potrzebowały miłości, a Kels potrzebuje - mi tu zalatuje na kilometr wyzaniem, że on coś do niej czuje, no heloł!
    To tyle z moich wywodów! Do zo przy następnym ♥ dziękuję za dedykacje ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  17. :o czyli Lukey wyznał jej że ją kocha!!! tylko tak w przenośni :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Kocham to opowiadanie <3. Proszę pisz więcej takich długich rozdziałów :) (albo nawet dłuższych :P)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nic dodać nic ująć. Tylko oddać pokłon dziewczyno jestes wielka <3

    OdpowiedzUsuń
  20. Czytałam, czytałam... :) Mam dużo pr.dom. więc nic nie napiszę, bo się śpieszę. Wybacz... Ale fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ok, komentuje drugi raz...
    Kocham Luke'a Hemmingsa <3
    Czytam to po raz dziesiąty chyba <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Najwspanialszy rozdział ever
    Czytam od 7marca codziennie po kilka razy i za każdym płacze. A to wyznanie Luka to cudo.mam kilka przypuszczenia:
    1.zabiją się razem
    2. Nie zabiją się będą parą albo gdzieś ucieknom
    3.kels zabije się bez Luke a on z rozpaczy też
    4.kels się zabije a Luke o niej zapomni
    Najlepsza jak by się nie zabili
    A niech Luke idzie po jej rzeczy i zamieszka "tymczasowo" u niego a potem powie mamie
    Czekam na następny życzę weny jesteś świetna a to mój ulub blog:)
    A kiedy rozdział na DL??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo dziękuję za wszystkie miłe słowa ♥
      na TSD rozdział będzie dzisiaj,a na DL w środę :*

      Usuń
  23. Dopiero znalazłam chwilę żeby przeczytać i, jak zwykle, niesamowity rozdział :) Przy każdej wspólnej scenie Luka i Kels uświadamiam sobie, że oni przecież nie mogą się zabić! Są zbyt wspaniali ;D
    Kocham i czekam na 22 <33

    OdpowiedzUsuń
  24. Czy będą rozdziały z perspektywy Hanny,Jade i Ashtona???
    Życzę weny i pozdrawiam :) :) :)
    xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będą ^^ najpierw z perspektywy Ashton'a,potem Jade,następnie Dave'a i na końcu Hanny ^^
      również pozdrawiam aniołku :*

      Usuń
  25. O MÓJ SŁODKI JEZU JESS KOCHAM CIĘ KUMASZ KOCHAM CIE JAK CHOLERA O MÓJ BOŻE

    OK WAIT

    tata Kels to pierdolony skurwysyn i szczerze? powinna powiedzieć wszystko sąsiadce, zadzwonic do mamy, powiedzieć wszystko, skaończyć tą farsę i wsadzić gnoja do więzienia.
    LUKE`U HEMMINGSIE JEŚLI SĄDZISZ ZE NIGDY NIE POKOCHASZ NIKOGO- kurwa mylisz sie ok?
    Ty już kochasz, naszą słodką Kelsey.
    A JEŚLI JESZCZE NIE KOCHASZ TO KUWA POKOCHASZ, JUŻ JA CIE NAUCZE MIŁOŚCI OGAY?
    OGAY.


    SOŁ LESLEY MOMENT>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
    BOŻE NAJLEPSZY EVER
    ICH KISS TAKI IDEALNY ( przynajmniej Kels nie ugryzła go w wargę ._.)
    OMG ;')
    tyle emocji ;')
    CHCĘ WIĘCEJ BOŻE, ONI MUSZĄ COŚ JAKOŚ BOŻE BŁAGAM CIE JESS NA KOLANACH OK

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie wiem jak ty to robisz, ale jesteś jedyną autorką, która potrafi dotrzeć do moich emocji. W każdym ff jakie czytałam wszystko po mnie spływało, Twoje Fanfiction przeżywam naprawdę, w twoim ff wyczuwam się w to wszystko... Kocham cie ❤������

    OdpowiedzUsuń
  27. Chyba najlepszy rozdział, ale to może tylko moje zdanie bo przeżyłam w swoim życiu coś podobnego i to dlatego tak mnie dotknął. Cudowny <3

    OdpowiedzUsuń