Son

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 22

16.06.2013 r.



Knockin on Heavens Door 



Drogi pamiętniku,
czasem naprawdę dobrze jest położyć się spać.Gdy zapadasz w sen przestajesz myśleć.Odpoczywasz,uspokajasz się,przynajmniej na moment zapominasz o tych wszystkich złych rzeczach,nie stresujesz się,nie zamartwiasz.Jest dobrze.Ale po każdej, nawet najdłuższej nocy przychodzi dzień.Budzisz się,przez moment dalej żyjąc w mylnej świadomości,że jest okay.Jednak po paru minutach znów wszystko do ciebie dochodzi,przypominasz sobie,uświadamiasz,że wcale nie jest dobrze.Żołądek znów się kurczy,a ty nie marzysz o niczym innym jak zostać w tym łóżku na zawsze.Niestety nie możesz.
Nie zadzwonił żaden budzik,w domu nie leciało radio,nikt nie oglądał telewizji.Było cicho.Promienie słońca skutecznie przebijały się przez spuszczoną do połowy roletę.Mogłam pomyśleć,że to wszystko było tylko snem,że nic z tego co pamiętam nie zdarzyło się naprawdę.Niestety przeczyły temu dwie rzeczy.Po pierwsze bolał mnie lewy bok,na którym akurat leżałam.Po drugie nie byłam w swoim łóżku.To było zdecydowanie większe,wygodniejsze i ładnie pachniało.Naciągnęłam kołdrę aż po brodę.Dobrze mi się tutaj leżało.Było tak spokojnie i co najważniejsze wiedziałam,że nie ma tu, ani nie będzie mojego taty,a to samo w sobie mnie rozluźniało.Dopiero teraz do mnie dotarło,że czegoś tutaj brakuje.Brakował Luka.Odwróciłam się i rzeczywiście łóżko było puste.Wytężyłam słuch,oczekując jakiegokolwiek odgłosu z dołu.Niestety niczego nie usłyszałam.Początkowo chciałam zejść na dół,poszukać go,jednak szybko zrezygnowałam z tego pomysłu.W końcu jego mama mogła być w domu i pewnie byłaby nieco zaskoczona na mój widok.Tym bardziej nie wydaje mi się,że Luke chciałby abym ją już poznała.Wstałam powoli z łóżka i odnalazłam swoją
komórkę.Było po jedenastej.Na szczęście dzisiaj sobota.Wróciłam pod kołdrę,odwlekając powrót do siebie najdłużej jak tylko mogę.Dopiero teraz zauważyłam,że ściany w pokoju są pomalowane na szaro,na półce jednak znajdują się w większości książki,a na biurku leży niebieski notes.Zamknęłam oczy,starając się ponownie zasnąć.W tym przypadku sen był jedyną skuteczną ucieczką od szarej rzeczywistości.Oczywiście jak na złość nie byłam w stanie usnąć po raz drugi.Leżałam więc w ciszy,starając się oczyścić głowę ze wszystkich myśli.Wtedy usłyszałam skrzypnięcie otwieranych drzwi,które chwilę później zamknął.Zrobił kilka kroków w stronę łóżka.Zamknęłam oczy i nie ruszałam się.Postanowiłam udawać,że jeszcze śpię,bo naprawdę wyjście z tego pokoju było ostatnim czego chciałam.Poruszał się powoli i bardzo cicho.Łóżko lekko drgnęło,gdy się na nim położył.Tym razem nie skrzypiało,gdy przysunął się bliżej.Znów poczułam jak oplata mnie ręką w pasie,dokładnie w ten sam sposób jak wieczorem,gdy szliśmy spać.Zupełnie jakby chciał,abym nie wiedziała,że w ogóle ruszył się z łóżka.Wydaje mi się,że głowę miał na tym samym poziomie co ja,gdyż czułam jego ciepły oddech na szyi.Ręce były zimne,ale i tak było dziwnie przyjemnie.Zastanawiałam się co zrobić-powiedzieć,że już nie śpię, czy może dalej udawać.Nie chciałam żeby sobie poszedł,bo własnie teraz czułam się naprawdę bezpiecznie,na tyle że nawet jakby mój ojciec nagle się tutaj zjawił, nie mógłby mnie skrzywdzić.Więc wybrałam opcję numer dwa.Oddychałam powoli,oczy cały czas miałam zamknięte.Wtedy wtulił swoją twarz w moje włosy i lekko dmuchnął.Nie byłam w stanie opanować gęsiej skórki,którą spowodował.
-Kelsey-szepnął mi do ucha.
Poruszyłam się niespokojnie,błagając w duchu,żeby mnie jeszcze nie budził.Jęknęłam trochę niezadowolona,gdy odgarnął mi włosy z twarzy.
-Śpisz jeszcze?-spytał,dokładnie jakby wiedział,że tylko udaję.
-Tak-odpowiedziałam, na co się zaśmiał.
Czułam jak znów położył głowę na poduszce.Wolną ręką zaczął bawić się moimi włosami,oplatając je sobie wokół palców.
-Zrobiłem śniadanie-odezwał się znowu po chwili.
-Jestem dumna-wymamrotałam.
-Chyba pora już wstać-te cztery słowa zniszczyły cały mój dzień-nie żebym nie chciał cie w swoim łóżku czy coś-dodał od razu,śmiejąc się.
-Dobrze mi tutaj-powiedziałam w końcu,ukrywając twarz w poduszce.
Puścił mnie,śmiejąc się i wstał.
-Mówiłem Ashton'owi,że jak już któraś wejdzie do  łóżka Hemmings'a,nie chce z niego wyjść-wyszczerzył się, na co tylko przewróciłam oczami.
Z największą niechęcią na jaką było mnie stać,wyszłam z łóżka.Luke w tym samym czasie podniósł rolety i teraz już cały pokój był rozświetlony przez promienie słońca.Ziewnęłam,pocierając zaspane oczy.Niby pogrążona w śnie byłam tak długo,a jednak za mało.Kucnął przede mną.
-Jak się spało?-spytał.
Był już umyty,uczesany i ubrany.Boże,o której on musiał wstać?
-Mogło być lepiej-rzuciłam obojętnie,dodając-strasznie się wiercisz.
-A ty ciągle zabierasz kołdrę,ktoś musi ci to powiedzieć Kelsey i wychodzi na to,że będę to ja-spoważniał-w zimę człowiek przez ciebie zamarznie jeśli nie weźmie ze sobą dodatkowego koca.
-Na całe szczęście przeważnie śpię sama.
-Moje łóżko jest dla ciebie zawsze otwarte-wyszczerzył się kolejny już raz.-Moja mama wyszła do pracy,więc śmiało możesz przemieszczać się po domu.Byłem w sklepie po jednorazową szczoteczkę.Leży zaraz obok czystych ręczników w łazience.Przeszukałem też ten kubełek pełen różnych upiększających magicznych mazi od mojej mamy.
-Masz na myśli kosmetyczkę?-spytałam,uśmiechając się lekko.
-Tak,właśnie to-potwierdził.-Używaj czego potrzebujesz-dodał.Dobrze wiem,że chodzi mu o ten cholerny siniak pod okiem.
-Dziękuję.
-Nie ma sprawy.Tylko się pospiesz bo jedzenie czeka.Łazienka to te drzwi zaraz na lewo.
Kiwnęłam twierdząco głową,wzięłam swoje ubrania i poszłam we wskazanym kierunku.Zamknęłam drzwi na zamek i niemal od razu weszłam pod prysznic.Niczego nie potrzebowałam tak bardzo jak zimnej,orzeźwiającej wody.Razem z mydłem chciałam spłukać cały smutek,ale chyba nie do końca się udało.Umyłam zęby i rozczesałam włosy.Trochę dziwnie było mi przeszukiwać kosmetyczkę jego mamy i przyznaję,miałam z tego powodu wyrzuty sumienia.Szczerze wątpię czy spodobałoby się jej to.Znalazłam w końcu fluid,którego odcień nie do końca był w kolorze mojej skóry,jednak jakoś dałam radę zatuszować siniaka,jednocześnie nie stając się cała pomarańczowa.Ubrałam to w czym przyszłam i zanim opuściłam łazienkę,przyjrzałam się swojemu marnemu odbiciu.Nie jestem pewna jak długo to wszystko mi zajęło,ale wiem,że muszę odwlekać chwilę wyjścia z tego domu tak długo jak tylko będę mogła.Co jeśli tata dalej jest w mieszkaniu?Co jeśli popija sobie już od rana?A co jeśli go nie będzie,a drzwi dalej pozostały zamknięte?Jak mam niby wejść do środka,nie mając kluczy?Spróbowałam się uśmiechnąć bo ponoć z uśmiechem wygląda się lepiej.Najwidoczniej mi już nic nie pomoże.Zeszłam niechętnie na dół.Pachniało dokładnie tak samo jak,gdy mama jest w domu-świeżo zaparzoną kawą.Ten zapach już zawsze będzie mi się dobrze kojarzyć.Luke na kolanach pozbywał się rozbitego jajka z podłogi,gdy po cichu weszłam do kuchni.Kucharz z prawdziwego zdarzenia jak widać.Uśmiechnęłam się lekko,gdy już mnie zauważył.
-Nie wiedziałem na co masz ochotę więc zrobiłem naleśniki,jajecznicę,płatki z mlekiem,tosty i masę kanapek.I budyń.I kawę.Mam jeszcze owoce i jogurty i-zaczął wymieniać,wskazując na tą masę jedzenia na stole.
-Kto to wszystko zje?-przerwałam mu z przerażeniem,siadając do stołu.
-My-wyszczerzył się.
Postawił przede mną talerz i duży kubek kawy.
-Częstuj się-zachęcił i sam zabrał się za jedzenie.Zaczął od budyniu.
Nałożyłam sobie trochę tej jajecznicy,która właściwie wyglądała na jadalną.Niestety w ogóle nie miałam apetytu.Niby siedziałam tutaj, w ładnie urządzonej kuchni, z uśmiechniętym Luke'm obok.Przede mną stał stół, zapełniony pysznym jedzeniem.Było cicho i spokojnie,tak normalnie i miło.Scena jak z pięknego snu,jak z marzenia.Ale nie pasowałam tam.Czułam się tak cholernie źle.Po pierwsze nie miałam ochoty jeść,jestem już wystarczająco gruba i naprawdę nie wiem jak zniosę kolejne dodatkowe kilogramy,które na bank pojawią się jeśli zjem cokolwiek z tego co przygotował.Cholernie doceniam,że tak się stara,że tak się wysilił,ale nie byłam w stanie niczego przełknąć.Drugą sprawą był strach,który towarzyszy mi od rana,strach przed nieuniknionym powrotem do domu.Nie miałam pojęcia co tam zastanę.Czułam jak to wszystko we mnie narasta,jak te chore myśli mnożą się w mojej głowie.Niemal słyszałam wszystko co ojciec mi wczoraj powiedział.Czułam się jakbym miała pęknąć,jak ciężar tych wszystkich myśli zabiera mnie
ze sobą na dno.
-Powiedział,że jestem problemem,że zawsze nim byłam-powiedziałam,patrząc w jakiś punk przed sobą,sama dokładnie nie wiem na co.Wiem tylko,że Luke przestał jeść.
-Nie jesteś problemem Kelsey-zaprzeczył od razu,dodając ciszej-dla mnie nigdy nie byłaś.
Zdawać się mogło,że byłam głucha na jego słowa,zupełnie jakby mój mózg ich nie przyjmował do świadomości.
-Powiedział,że nigdy mnie nie chciał,że nie powinnam się w ogóle urodzić-mówiłam dalej,czując,że za chwilę znowu się rozpłaczę.
-Kels-zaczął,chwytając mnie za rękę,ale odsunęłam ją-twój tata to skończony skurwysyn,ale zrobił jedną rzecz,przez którą zawsze w jakiś sposób będę mu wdzięczny-uśmiechnął się lekko.
Wiem,że Luke nienawidzi mojego taty równie mocno jak ja,albo i nawet jeszcze bardziej.Nie rozumiem czemu tak bardzo się tym wszystkim przejmuje,czemu mu zależy.Przecież nie powinno.Czemu nie mogę po prostu zostać tutaj już na zawsze?Spakować wszystkie swoje rzeczy i zamieszkać u Luka?Czemu muszę tam wracać,czemu?I w tym momencie pękłam i rozpłakałam się.
-To jest mój tata Luke,czemu tak bardzo mnie nienawidzi?Co ja mu zrobiłam?-załkałam.Milczał.Nie wiedział co powiedzieć i właściwie nie dziwię mu się.
-Przykro mi-powiedział w końcu.Sam nie wiedział czemu tak jest,co więc miałby mi powiedzieć?
-Jest źle Luke,jest tak cholernie źle-zaczęłam,nie panując nad zrozpaczonym tonem głosu-nie daję rady,Boże nie daję rady!Jestem już za słaba na to wszystko,mam dosyć,tak bardzo mam dosyć-łkałam dalej.-Nie chcę wracać do domu,gdziekolwiek tylko nie tam.Już nie chcę tak żyć,w ogóle nie chcę żyć,sam powiedz Luke co to za życie?Już nie mam w sobie siły,nie wyrabiam!
Chyba powoli zaczęłam popadać w histerię.To nie pierwszy raz,gdy dostałam takiego napadu.Jedyne na co byłam w stanie to płakać i powtarzać w kółko,że nie chcę już dłużej żyć.W takich momentach przestaję myśleć.Po prostu płaczę,krzyczę i pozwalam aby ból stał się jeszcze bardziej odczuwalny z każdą kolejną sekundą.
-Jeśli jest coś co mógłbym zrobić-zaczął,ale mu przerwałam.
-Nie ma.To boli wiesz?-spytałam,wcale nie oczekując odpowiedzi.-Tak cholernie boli,a ja już nie jestem w stanie tego bólu wytrzymać.
Może chociaż gdybym była ładna,miała płaski brzuch i chude uda,byłby trochę inaczej.Gdybym czuła się dobrze we własnej skórze i lubiła swoje ciało,może byłabym silniejsza.Do jasnej cholery czemu nie mogę wyglądać jak inne dziewczyny?Czemu nie mogę czuć się dobrze będąc sobą?Wstałam i bez słowa poszłam na górę.W tym momencie nie obchodziło mnie czy Luke będzie zły z tego powodu.Była jedna rzecz,o której marzyłam przy śniadaniu i,która chociaż na chwilę mogłaby sprawić,że to wszystko nie będzie aż tak trudne.Weszłam do łazienki i niemal od razu zabrałam się za to,co wychodzi mi najlepiej.Wymiotowałam,dalej płacząc.Nie mogę już znieść siebie,swojego ciała.Wszystko zaczęło mnie już przerastać,było tego za dużo jak na jedną osobę.Niezbyt miałam czego się pozbyć,gdyż głównie grzebałam widelcem w talerzu.Chciałabym przestać czuć to wszystko,znaleźć wewnątrz siebie jakiś guzik "wyłącz" i wcisnąć go.Może wtedy byłoby mi lżej.
Wszedł tak cicho,że nawet nie zauważyłam.Usiadł obok mnie i tak jak to zrobił za pierwszym razem,przytrzymał mi włosy z tyłu.Nic nie mówił,czekał.Teraz już nawet nie obchodziła mnie jego obecność podczas takiej sytuacji.Chciałam tylko zwymiotować wszystko co byłam w stanie.W końcu już niczego nie było poza wodą.Pociągnęłam za spłuczkę i odepchnęłam rękę Luka.
-Nie dotykaj mnie-wychrypiałam.
-Kels-zaczął,wyciągając do mnie rękę.
-Powiedziałam nie dotykaj!-krzyknęłam,odsuwając się od niego.-Przestań!
-Co przestać?-spytał zbity z tropu.
-Sprawiać,że na moment życie staje się łatwiejsze!Przytulać mnie i mówić miłe rzeczy!Pogarszasz sytuację!Dajesz mi to mylne poczucie nadziei i jebanego szczęścia,ale wtedy gdy uderza we mnie rzeczywistość i ta cholerna bańka mydlana,którą tworzysz,pęka to to wszystko boli jeszcze bardziej
niż zazwyczaj!O wiele bardziej Luke!A ja już nie jestem w staniej dłużej znieść tego bólu!
-Kelsey na chuja, ja nie chcę żeby to było tylko mylne uczucie!Chcę,żebyś naprawdę poczuła chociaż odrobinę szczęścia!-teraz on też już krzyczał.
-Czemu kiedy jestem z tobą nie skupiam się na tym co ważne?!-spytałam,ale nie oczekiwałam odpowiedzi.-Czemu rozmawiamy o głupotach,zamiast omawiać szczegóły tego cholernego samobójstwa?!Rozmyśliłeś się?!
-Oczywiście,że nie!-zaprzeczył od razu.-Chcę tego równie mocno co ty!
-Więc czemu jeszcze nie ustaliliśmy szczegółów?!Czemu nie powiesz kiedy chcesz to zrobić,gdzie i jak?!Chcę wiedzieć ile jeszcze czasu muszę się męczyć,ile bólu jeszcze znieść aż to się w końcu skończy!Bo jeśli chodzi o mnie to możemy to zrobić równie dobrze tu i teraz!
Płakałam jeszcze bardziej.Nie,ja wyłam na cały dom.Dopiero gdy powiedziałam to wszystko,doszło do mnie,że tak dzieje się naprawdę.Spędzam z nim czas i kompletnie zapominam o tym,że mamy się zabić.Dalej myślę o ojcu i o tym jak wyglądam,ale nie o śmierci.A przecież to ona w jakiś swój własny,niezrozumiały sposób nas połączyła.Poza moim płaczem nie było słychać nic więcej.Siedział z zaciśniętymi pięściami,myślał o czymś.Nagle wstał i wyszedł.Pomyślałam,że się wkurzył i ma tego wszystkiego dosyć,jednak chwilę później wrócił.Z tabletkami i jakąś wódką.Usiadł obok mnie,podając opakowanie leków.
-Żeby było jasne-zaczął,odkręcając butelkę-mi też nie zależy.
Przez chwilę obracałam w ręce pudełko tabletek nasennych.Czy to teraz?Już w tym momencie,w jego łazience?Spojrzałam w końcu na niego.Był pewien tego co ma się stać,widziałam to w jego oczach.Delikatnie odkręciłam wieczko.Opakowanie było prawie pełne.Nieduże,białe tabletki.
-Kelsey-zaczął spokojnie-musimy to zrobić szybko.
-Czemu?
-Zaraz przychodzą moi lekarze-wytłumaczył,nie patrząc już na mnie.-Nawet jak nie otworzymy,wejdą.Mają własne klucze.Mama traktuje to wszystko bardzo poważnie-dodał.
Już nie płakałam.Byłam dziwnie spokojna.Kiwnęłam twierdząco głową.Nasypałam sobie prawie pół paczki na rękę i podałam mu opakowanie.
-Ile masz?-spytał.-Chcę mieć tyle samo-wytłumaczył szybko.
Zaczęłam liczyć.Jedna.Dwie.Cztery.Osiem.Dwadzieścia...
-Dwadzieścia dwa -szepnęłam.
Sypnął sobie trochę i również policzył.Potem jeszcze dosypał kilka.
-Dwadzieścia dwa-potwierdził.
-Ile czasu minie,zanim zaczną działać?-spytałam,patrząc w skupieniu na okrągłe tabletki.
-Nie wiem Kels,nie robiłem tego wcześniej-rzucił sarkastycznie,ale zignorowałam to.
-Myślałeś kiedyś,co jest po drugiej stronie?-czułam się głupio zadając to pytanie,ale i tak co mi szkodziło?
-Kila razy-przyznał.-Nie mam pojęcia.To znaczy nigdy nie byłem jakoś wyjątkowo religijny,więc odrzucam wizję o rydwanie pełnym aniołów.Może nic tam nie ma?Po prostu przestaniemy istnieć.
-Może-przytaknęłam.
-Chcesz jeszcze coś powiedzieć?-szepnął,dalej na mnie nie patrząc.
-Chyba...dziękuję za sprawienie,że poczułam się szczęśliwa-powiedziałam,bo nie wiem czemu,ale wydawało mi się odpowiednie w tej sytuacji.-A ty?-spytałam również szeptem.
-Dziękuję,że mi na to pozwoliłaś.
Uśmiechnął się lekko,ale tylko na bardzo krótką chwilę.I wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.
-Za nas-powiedział,unosząc butelkę.Wziął dość duży łyk,w ogóle się przy tym nie krzywiąc.-Na trzy?
-Raz-zaczęłam,kiedy znów zadzwonili do drzwi.
-Dwa-powiedział,kompletnie to ignorując.Kolejny dzwonek.
-Luke-zaczęłam,ale przerwał mi,uśmiechając się lekko.
-Jestem kiepski z matmy,ale jestem pewien,że po dwa jest trzy nie Luke.
-To nie jest dobry pomysł-powiedziałam szybko,na co przestał się uśmiechać.-Mam na myśli...trochę to potrwa,być może nawet z dwadzieścia minut,a oni zaraz tutaj wejdą.Chyba nie chcesz odejść podczas rozmowy z nimi?-spytałam licząc,że potwierdzi.Zastanawiał się zdecydowanie za długo.
-Jeszcze chwilę temu...
-Wiem-przerwałam,wrzucając tabletki z powrotem do pudełeczka-ale to było zanim dowiedziałam się,że twoi lekarze stoją pod drzwiami.
Wtedy usłyszeliśmy jak klucz przekręca się w zamku.Luke wyrzucił również swoje tabletki i szybko chował opakowanie między ręcznikami.
-Skryj się gdzieś-powiedział.
-Co?Gdzie?
-Idź do szafy-uśmiechnął się-zobaczysz jak takie rozmowy wyglądają w praktyce.
Przez chwilę myślałam,że żartuje.Myliłam się.Ktoś z dołu go zawołał.Był to damski głos.Luke nic już nie powiedział,minął mnie i zbiegł schodami na dół.Westchnęłam zrezygnowana i czując się jak kompletna idiotka,zamknęłam się w szafie w jego pokoju.Jak już pisałam-jest naprawdę ogromna.Ciekawiło mnie czy,gdy jest z dziewczyną i nagle do domu wraca jego mama,też każe jej się tutaj chować.Drzwi się otworzyły i weszli do środka.Nie widziałam jak wyglądają,jedynie słyszałam ich głosy.W tym momencie doszło do mnie co właściwie robiliśmy jeszcze minutę temu.Trochę tak jakby na tamten moment kompletnie odebrało mi rozum i nie przeszkadzało mi,że jesteśmy w jego łazience,że jego mama mogłaby paść na zawał na nasz widok,nic.Liczyło się tylko to,aby zabić się jak najszybciej.Damski głos poprosił Luka,aby usiadł.Drugi, tym razem męski, zapytał jak się czuje.Jeśli oni przychodzą tutaj każdego dnia i zadają te same pytania, to wcale nie dziwię się,że Hemmings jest tak poirytowany ich wizytami.
-Tak samo jak wczoraj-powiedział,głos miał zmęczony.
-Co wczoraj robiłeś Luke?-odezwał się ponownie głos męski,ale inny niż za pierwszym razem.Z tego mogłam wywnioskować,że jest ich trzech:dwóch mężczyzn i kobieta.Zastanawiam się czemu aż tylu,czemu nie przychodzą na przykład pojedynczo na zmianę?
-Odwiedziłem Ashton'a-odpowiedział bez chwili namysłu.
-Rozwiń to proszę-głos kobiety był bardzo miły i przyjazny.
-Naprawdę nie wiem co mam rozwijać.Skończyłem lekcje,odpracowałem karę w szkole i pojechałem zobaczyć przyjaciela.Wyszliśmy na kilka fajek i wróciłem do domu.
-Nic nie robiłeś w piątkowy wieczór?-dociekał głos męski numer dwa.
-Najwyraźniej mam kurewsko nudne życie-nie jestem pewna czy był zirytowany z ich powodu czy z faktu w czym przeszkodziła ich wizyta.
-Ty?-wydaje mi się,że w tym pytaniu kryła się pogarda.-Przecież jesteś Luke Hemmings, tak?Sam zawsze powtarzasz,że nie spędzasz weekend'ów samotnie-drążył temat.
-Może byłem zwyczajnie zmęczony?-spytał retorycznie Blondyn.
-A ta twoja dziewczyna?Hanna tak?
Gdy tylko kobieta wymówiła to imię,poczułam jak robi mi się słabo.I niedobrze.Luke westchnął jakby zmęczony ciągnącą się rozmową.
-Mówiłem już milion razy: to nie jest moja dziewczyna.
-Raz opowiadałeś o waszym spotkaniu-przypomniała uprzejmie.
-To było tak dawno,że zdążyłem o tym zapomnieć.Nie umawiam się z nią,to zwykła dziwka.Daje każdemu.Jak chcesz Bill mogę podać ci jej numer,kto wie?Może też się załapiesz-powiedział już typowym dla siebie tonem.Niemal mogłam sobie wyobrazić, jak bezczelnie się uśmiecha.
-Luke na litość boską!Jestem twoim psychologiem,powinienem być spokojny i uwierz mi,że staram się z całych sił,ale ja już nie mogę wytrzymać tych twoich ciągłych głupich tekstów!
-Więc odejdź-przerwał mu jak gdyby nigdy nic.
-Twoja mama już kilka lat temu poprosiła nas o pomoc,ale ty z każdą kolejną wizytą jesteś coraz gorszy!Teraz nie mówię tego jako lekarz,mówię to jako twój znajomy:rzygać mi się chce od twojego ciągłego dogadywania,głupich i sarkastycznych uwag na mój temat.Nie szukam kobiety,jestem zadowolony z własnego życia i naprawdę przeszkadza mi to, jak bezczelnie czasem się odnosisz do mnie.
-Jeśli już mówimy co nam leży na sercu-wtrąciła kobieta-niezbyt podoba mi się wyzywanie dziewczyn od dziwek,chwalenie się jednorazowymi numerkami z przypadkowymi laskami w klubie i ten okropny dym z papierosów.
Czyli nie tylko dzisiaj tak im pyskował.Nastała trochę niezręczna cisza.Czekałam,zastanawiając się  kto ją przerwie.Tak jak sądziłam,zrobił to Luke.
-Cóż, jeśli już mówimy co nam leży na sercu-zaczął identycznie jak kobieta,tylko zupełnie innym tonem-to mnie na przykład wkurwia,że codziennie muszę tutaj z wami siedzieć i rozmawiać.Każdego dnia wstaję wcześniej niż bym musiał i czekam na was,żeby przez godzinę opowiadać jakieś pierdoły i mówić o tym jak się czuję.Wiecie kiedy czuję się najlepiej?Jak już wychodzicie stąd i zamykacie za sobą drzwi.Wtedy czuję się cudownie!Bill jesteś cholernie irytujący,nie nadajesz się do swojego zawodu i oszukujesz sam siebie bo tak,widziałem twoje profile na portalach randkowych.Zawsze pytam się ciebie Tereso,czy nie będzie ci przeszkadzało jeśli sobie zapalę i za każdym razem odpowiadasz "nie".Gdybyś powiedziała,że tak, nie robiłbym tego.Nie nazywam dziewczyn dziwkami chyba,że w rzeczywistości nimi są.Ale proszę bardzo mogę używać innych określeń.Co powiesz na dupodajki?
Nikt nic nie odpowiedział,monolog Luka został bez jakiegokolwiek komentarza.
-Wiem,że mama to zrobiła dla mojego dobra-zaczął znowu,tym razem dużo spokojniej-ale to już lekka przesada.Jack błagam powiedz,że mnie rozumiesz,że chociaż odrobinę zgadzasz się z tym co powiedziałem.
Mężczyzna westchnął.
-Rozumiem Luke.Masz już prawie osiemnaście lat i takie lekarskie wizyty nie są szczytem twoich marzeń.Może rzeczywiście powinniśmy porozmawiać z twoją mamą i zrezygnować z codziennych wizyt.Zamiast siedmiu, cztery.
-Trzy-zaproponował Luke.
-Cztery nie mniej.Nie targuj się ze mną Lucas,wiesz że nie wygrasz.
Wydaje mi się,że mężczyzna...że Jack, uśmiechnął się.Ton miał bardzo łagodny.
-Będę wdzięczny jeśli z nią porozmawiasz-odezwał się w końcu Luke i mam wrażenie,że on też się uśmiechał.Stwierdziłam,że lubię Jack'a bo on naprawdę chce mu pomóc,troszczy się o niego,zależy mu...Nie lubię za to Bill'a.Wyobrażam go sobie jako grubego,niskiego zrzędę.Nie dziwie się,że nikogo nie ma.Później jeszcze rozmawiali,ale coś się  nie kleiło.Atmosfera była dziwna między nimi,dość...niezręczna.Luke opowiadał o tym co  nowego w szkole i trochę o Ashton'ie.O mnie nie wspomniał ani razu,żaden z lekarzy również  nie zapytał.Doszło do mnie,że nic o mnie nie wiedzą,nic im nie powiedział.I właściwie bardzo dobrze.Rozumiem,że chce uniknąć tematów na temat naszej nieco dziwnej znajomości.
Luke nie mówił im nic istotnego.Trochę ponarzekał na panią Bless,trochę na jedzenie w stołówce.Później rozgadał się nieco więcej o Irwin'ie.Zanim jednak wyszli z jego pokoju,Teresa spytała,czemu nie otworzył drzwi.
-Chyba po prostu nie chciałem was widzieć.Taki ładny dzień się zapowiadał, po co to psuć?Liczyłem,że sobie pójdziecie,ale najwyraźniej nie dostajemy tego czego byśmy chcieli-odpowiedział.
Potem słyszałam już tylko jak schodzą ze schodów.Wyszłam w końcu z tej cholernej szafy.W środku było duszno.Usiadłam na już pościelonym łóżku i czekałam aż wróci.
-Po prostu się boję-powiedziałam,gdy stanął w drzwiach.Podszedł i kucnął przede mną.
-Wiem i uwierz mi,gdybym mógł zrobić cokolwiek,żebyś nie musiała tam wracać bez zastanowienia bym to zrobił.
Uśmiechnęłam się niepewnie.Za każdym razem,gdy mówi coś w tym stylu,robię się odrobinę spokojniejsza.
-Nie możemy się zabić w twoim domu-zaczęłam po chwili ciszy.-Pomyśl o swojej mamie-szepnęłam.
-Masz rację-przytaknął,uśmiechając się lekko.Usiadł obok mnie.
-Przepraszam,za ten napad.Nie wiem co mi się stało.Nigdy nie zachowywałam się aż tak...dziwnie.Pewnie uważasz,że jestem pojebana-zaśmiałam się smutno.Pokiwał przecząco głową.
-Po prostu smutna.I skrzywdzona-dodał.
Siedzieliśmy w ciszy,gapiąc się w podłogę.Bałam się już odezwać,więc siedzieliśmy w całkowitym milczeniu.Jedyne co słyszeliśmy to ciche tykanie zegara.
-Jutro jest pogrzeb babci-zaczął cicho.
Odwróciłam się w jego stronę,ale on dalej skupiał wzrok na swoich butach.Dłonie miał zaciśnięte w pięści,mięśnie spięte.Niemal mogłam poczuć jego smutek.
-Dlatego chętnie bym to dzisiaj zrobił Kels.Ogólnie ostatnio mniej rozmawiam z mamą.Tak jakbyśmy się oddalali.Mam przez to jebane wyrzuty sumienia,bo wiem,że ona mnie teraz potrzebuje.Jestem jedynym facetem w jej życiu,powinienem usiąść obok niej i mocno ją przytulić,aby mogła poczuć się bezpieczna i spokojna-mówił,a ja dobrze wiedziałam o jakie uczucie chodziło.-Zamiast tego zachowuję się jak dziecko,cholerny gówniarz.Odsuwam się od niej,zamykam w sobie.Nie potrafię z nią normalnie porozmawiać.Chciałbym,ale po prostu nie potrafię.Chyba coś ze mną nie tak-uśmiechnął się smutno.
-Wcale nie Luke.To normalnie.Boisz się rozmowy o babci,boisz się,że nie będziesz w stanie o niej mówić.
-Że zacznę płakać,że na nowo poczuję to wszystko co wtedy,gdy ją znalazłem i,że to mnie zniszczy-dokończył za mnie.
-Właśnie-potwierdziłam.
-Jestem niemal pewien,że tak by się stało.A jak się rozkleję tylko wszystko pogorszę.Takie coś nie pomoże mamie,a jedynie jeszcze wszystko pogorszy.Naprawdę mało ze sobą ostatnio rozmawiamy.Są to pojedyncze zdania,dosyć głupie typu "wrócę dzisiaj później z pracy",a ja odpowiadam "okay".Jeszcze kilka dni temu stwierdziłem,że po pogrzebie możemy odebrać sobie życie,ale wczoraj doszło do mnie,że nie dam sobie rady Kels.Ja też jestem słaby,tak cholernie słaby.Nie wyobrażam sobie tego pogrzebu,nie przetrwam go,nie przeżyję.To będzie za dużo i samo myślenie na ten temat,sprawia że wszystko mnie boli.Nigdy tak nie miałem.Boli mnie klatka piersiowa i nie potrafię zaczerpnąć powietrza.Samo oddychanie sprawia mi ból-odwrócił się w moją stronę.
Płakał.Widok tak smutnych,błękitnych jak niebo oczu,boli.Nie jestem do tego przyzwyczajona.Czuję się dziwnie,zastygam w bezruchu,nie wiem co powinnam zrobić.W tym momencie mnie również zaczyna boleć oddychanie.Szybko otarł dłońmi mokre policzki.
-Pójdziesz tam ze mną?-spytał,a ja tylko kiwnęłam twierdząco głową.Wydaje mi się,że wyglądałam jakbym była w transie.-Odprowadzić cie?-tymi słowami sprowadził mnie na ziemię.Znów kiwnęłam twierdząco głową.
-Tylko żeby nikt mnie nie zobaczył w tym jakże szykownym stroju-spróbowałam się uśmiechnąć,ale chyba mi nie wyszło.
-Mogę ci pożyczyć koszulę,albo buty.Co tylko chcesz-zaproponował.
-Buty?-spytałam zaskoczona.-Te kajaki?Zabiłabym się w nich.
-To pojedziemy autem-zaśmiał się i wstał.Wydaje mi się,że dalej nie czuł się dobrze,otwierając się przede mną.Myślę,że wydaje mu się,że gdy płacze przy mnie,pokazuje jak słaby jest,a wiem,że nie lubi uczucia słabości.Tak jak powiedział,w takich momentach czuje się jak dziecko,jakby był bezużyteczny i dlatego tak szybko zmienił temat.Nawet dał radę się uśmiechnąć.Z szuflady biurka wyciągnął kluczyki.Wzięłam swój telefon i zeszliśmy na dół.
Zamknął za nami drzwi i wsiedliśmy do samochodu.Zapięłam pasy,a brzuch bolał mnie coraz bardziej.
-Kelsey?-spytał,odpalając silnik.
-Tak?
-Jakbyś kiedyś chciała-zawahał się na moment-jakbyś nie chciała zostać sama to dzwoń,ja zawsze przyjdę, nieważne która godzina będzie.Albo ty możesz przyjść do mnie,okay?
-Okay-potwierdziłam.
-Nie bój się.Wejdę z tobą do środka,jeśli ten skurwiel tam będzie, nie dotknie cie.Przysięgam, że już cie nie skrzywdzi-obiecał,a ja znów poczułam się odrobinę spokojniejsza.
-A co jeśli wszystko będzie zamknięte?-spytałam,gdy dojeżdżaliśmy pod dom.
-Wybijemy szybę.Ale to w ostateczności-uśmiechnął się do mnie lekko.
Zaparkował przed moim domem.Zanim wyszłam z samochodu,sprawdziłam czy przypadkiem nigdzie nie ma pani Stonem.Gdy nikogo nie zauważyłam,odpięłam pas i wyszłam.Luke podszedł ze mną pod same drzwi.Przez moment się zawahałam.Bałam się tego, co mogę zobaczyć po wejściu do środka.Blondyn czekał cierpliwie.Wzięłam głęboki wdech,starając się wymazać z głowy wizję wkurzonego ojca,czekającego na mnie w holu.Chwyciłam za klamkę i...Drzwi były otwarte.Otwarte!Tak bardzo mnie to zaskoczyło,że musiała minąć chwila zanim weszłam do środka.Luke szedł za mną.Zajrzałam do salonu,ale ani śladu po ojcu.Już chciałam odetchnąć z ulgą...
-Kelsey?
Niemal podskoczyłam na dźwięk tego głosu.Odwróciliśmy się z Luke'm w tej samej chwili.Mama stała oparta o framugę drzwi kuchennych.Była ubrana w białą bluzkę i czarne spodnie.Włosy miała spięte w wysoki kucyk.Nie wiedziałam,że przyjedzie.Twarz miała nieco bledszą niż zazwyczaj,oczy podkrążone tak jakby nie spała całą noc.Dopiero teraz zauważyłam,że nie uśmiechała się.Wręcz odwrotnie,była zdenerwowana.Spojrzała surowo na mnie,potem na Luka.Ręce miała skrzyżowane na klatce piersiowej i zmarszczone czoło.
-Zechcesz mi wyjaśnić gdzie byłaś całą noc?-spytała.




________________________________________________________________________
Hej aniołki ♥ Co tam u was? Jak minął tydzień? :D Ja mam do napisania tyle zaległych testów :o I cztery wypracowania na jutro,ludzi poj*bało ._. (to ten moment,gdzie ma się tyle do zrobienia,że nie wie się od czego zacząć i koniec końców postanawia się dodać rozdział lol )

Szykujcie się na pogrzeb babci Rose i załamanie Hemmings'a :3 Tak trochę was dzisiaj nastraszyłam tymi tabletkami itd. ale spokojnie.Nie mogliby już umrzeć bo co by było w przyszłych rozdziałach? xd Tak czy siak,myślicie że Kels powie o wszystkim mamie,czy może znowu przemilczy temat? Napiszcie mi czego oczekujecie w przyszłych rozdziałach.Może jest coś co byście chcieli,a czego jeszcze nie napisałam? Jeśli tak to dajcie znać ^^
Jest tutaj ktoś,kto kocha Guns N' Roses równie mocno co ja? *o*
Zanim zapomnę-bardzo dziękuję za dwie nominacje do LBA ♥
(na pytania odpowiedziałam tutaj)

Bardzo wam dziękuję aniołki za tyle komentarzy pod poprzednim rozdziałem,38 obserwatorów i ponad 36000 wyświetleń :o ♥ Ciągle tak miło mnie zaskakujecie :') Nawet nie wiecie ile to sprawia mi radości ♥ Bardzo wam za to wszystko dziękuję.Bardzo,bardzo ♥ 

Rozdział z dedykacją dla Linnea - bardzo ci dziękuję aniołku za te wszystkie miłe słowa pod poprzednim rozdziałem i ogólnie za to,że czytasz i komentujesz ♥ Dziękuję,że jesteś :) 


Jeśli przeczytałaś to bardzo ładnie proszę aniołku-skomentuj :) Dla ciebie kochanie to tylko chwila,a dla mnie ogromna motywacja i radość ♥ Wystarczy jedno słowo,chcę tylko wiedzieć ile was tutaj jest :* 

@oh_woow_lovely

27 komentarzy:

  1. Jejku! Wiesz jak mnie przestraszyłas?! Oni NIE MOGĄ się zabić. No najlepiej by było jakby teraz Kels powiedziała o wszystkim mamie. I nie, proszę tylko nie załamanie Luke'a :(
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. ehh no już myślałam !!!

    taki eksajting moment z tymi tabletkami a tu chuj... nevermind

    ŻĄDAM KURWA JEGO MAĆ ŻEBY KELS POWIEDZIAŁA MATCE O CO KAMAN BO JAK NIE TO JA CHOLERA JASNA ODCHODZĘ . NO NIC MNIE TAK NIE WKURWIA JAK TO ŻE TA DZIEŁCHA NIC JEJ NIE POWIEDZIAŁA NO JA PIERDOLE!!!

    Lukeyyy aleś ty człowieku kochanyyy *o* (wyciągam obie dłonie w górę żeby jakiś kolo zaopiekował się tak samo mną helou) zrób mi takie śniadanie plisss , tylko że ja w przeciwieństwie do tej laski zjem wszystko soł,.. zrób też coś dla siebie słoneczko ;D
    lol ci lekarze mnie rozpierdalają XD

    nie chce załamanego Hemmingsa ;< stanowcze nie zgadzam się, ale znając ciebie to dojebiesz mnie do gruntu po całości ;c

    odnośnie tego co chce aa czego jeszcze nie było :
    to chyba oczywiste ^^
    czego nie było??? SEKSÓW
    co chcemy??? SEKSY
    gdzie ma to Jess??? W DUPIE
    hahahahahahah XD nie no serio trzeba ich już przeruchac sister :D

    Do następnego <33 powodzenia w szkole i wgl ogarnij te wszystkie testy. trzymam kciuki ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. I'm here for you.
    Ilysm

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Wyobrażacie to sobie? Kocham to opowiadanie <3 moim zdaniem nic nie powie mamie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fuck, wiesz co ? Z tymi tabletkami to serio prawie na zawał zeszłam... Mam nadzieję, że Kelsey powie matce co się dzieje w domu pod jej nieobecność, albo przynajmniej Luke zrobi to za nią...
    Jej ojciec to serio straszny skurwysyn, pewnie coś wymyśli na wymówkę...
    No i Hemmings taki kochany...ahhh.
    Wiesz...nie znam cię, ale cię ubóstwiam *.*

    .
    .
    Keep Calm
    &
    Love
    Luke Hemmings

    OdpowiedzUsuń
  6. O jacie, dziękuję Ci za dedykacje (czuję się wyróżniona :) ) bardzo chciałam ja dostać a jeszcze jak od ciebie to wogóle. Rozdział jest świetny ale nastraszyłaś mnie z tymi tabletkami. W sumie to nw czego oczekuje, co napiszesz napewno mi się spodoba :) A co do dalszych rozdziałów to tylko jedna prośba: niech przeżyją. Zazdroszcze talentu i czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. o mamuniu myslalam ze niedoczekam sie tego rozdzialu ale naprawde bylo warto :D bardzo mi ich szkoda jednak nie wiesz jak bardzo mnie przestraszylas z tymi tablektami tym wybuchem .... poprostu WOW
    czekam z niecierpliwoscia na nexta ;)
    pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz jak mnie tymi tabletkami wystraszyłaś!!! Jeden z najlepszych rozdziałów :) :) :)
    Czekam na następny :) :) :)
    Życzę weny i pozdrawiam!!!
    xx

    OdpowiedzUsuń
  9. KELS MUSI NO MUSI POWIEDZIEC MAMIE OJCU A JAK NIE TO LUKE 😂 a rozdzial jak zwykle perfekcyjny i wspaniały i no po prostu ostatnio przekraczasz samą siebie co na dobre ci wychodzi :D trzymaj tak dalej ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kels niech wreszcie powie prawde mamie. Niech nie ukrywa niczego. Niech ten skurwiel ( przepraszam za wyrażenie) cierpi jak Kelsey. Ona ma Luke'a i mame. A on nie bedzie mial nikogo !
    Rozdzial genialny i czekam na next ❤

    OdpowiedzUsuń
  11. Ona musi to powiedzieć, a jak nie to Luke, a jak żadno z nich nie powie to hsjdnrijalsbg. Oni są tacy słodcy i nie mogą się zabić!
    Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Genialny :D Czekam na nexta :D i życzę weny :D /K.

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny :) mam nadzieję że mama Kels się jak najszybciej dowie :/
    Czekam na nastepny <33

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem! Boszeee ;-; Czemu dopiero teraz to przeczytałam? Hmm, fajnie jak ci telefon zabiorą na tydzień, bo dostaniesz 1 za nieprzygotowanie ;-;
    Okay, to zaczynamy:
    - Słodko na samym początku ^^
    - Te tabletki, hym, mnie nie za bardzo nie przestraszyły, boo.. jeszcze połowa ff! Co by było bez głównych bohaterów? Nic, dosłownie.
    - Biedna Kelsey :(
    - Mama Kels jeszcze ją skrzyczy, oł noł :(
    To tyle, przepraszam, że tak ktkrótko :(

    OdpowiedzUsuń
  15. Ech Dziewczyno do jakiego stanu Ty mnie potrafisz doprowadzić. Najpierw byłam tak bardzo szczęśliwa, bo... Luke i śniadanie i w ogóle słoooodko i pięknie! Później byłam przerażona, a w oczach to dosłownie miałam łzy i choć wiedziałam, że to wszystko byłoby za szybko to jednak coś w tym wszystkim dawało mi takie przeczucie, że jednak to zrobią... To było coś strasznego!!! Później chwila rozbawienia przez niezbyt przyjemne i kulturalne odzywki Luke'a co do lekarzy... No i na samym końcu ta niepewność co i kogo zastanie...
    Ja osobiście uważam, że teraz to Kelsey powinna powiedzieć o wszystkim mamie, ale znając Ciebie to jeszcze tak namieszasz, że nic z tego nie wyjdzie... No nic... Jakoś się z tym pogodzę. Jedno wiem na pewno! Niezależnie od tego co napiszesz i tak będzie świetne... AMEN! Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i z niecierpliwością czekam na nexta... <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Co za idiotka?!?! Boze!!! Niech sie zaiteresuje bardziej zyciem swojej corki jprdl -,- kretynka, Lukas ty moj bohaterze ❤ yhhh lovki grubasie moj ❤ piekne ❤ cudo *.*

    OdpowiedzUsuń
  17. Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award.
    Więcej Informacji Znajdziesz Na: http://dramione-odium-in-amoris-historia.blogspot.com/2015/03/liebster-blog-award.html

    PS. Uwielbiam twojego bloga i czekam z niecierpliwością na nexta!

    OdpowiedzUsuń
  18. @swag_penguin9428 marca 2015 08:31

    OMG!!! Jezu jak ja kocham twojego bloga. Kilka dni temu zaczełam go czytać i teraz juz jestem na bierzaco. Pierwszego razu to nie mogłam sie oderwać i czytałam do 3 w nocy mimo ze musiałam nastepnego dnia wstac do szkoły o 7 x D. Cały czas myśle o tym blogu bo jest poprostu zajebisty!<3 Luke jest taki wspaniały, kochany i słodki ale lubie też gdy jest badboyem *.* Wydaj mi sie ze na końcu poprzedniego rozdiału on tak jakby wyznał jej miłosć. Bardzo podoba mi sie fabuła jest taka wyjatkowa i masz talent do pisana : * Oby powiedziała w końcu swojej mamie o ojcu ale ona pewnie jej nie uwierzy. Troche dziwne że Luke nie zaproponuje jej mieszkania u siebie bo wydaje mi sie że jego mama by zrozumiała. Kocham twojego bloga i nie mogę sie doczekać jak dodasz nowy rozdział <3333333

    OdpowiedzUsuń
  19. Kocham, kocham, kocham <3 <3 <3
    Nic dodać, nic ująć ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Czy tylko ja czytając rozdziały mam taki odruch że siedzę i gadam do laptopa "Kiss, Now!" ? Tak BTW rozdział świetny jak zwylke, cholera nie mogę się doczekać następnego i mam nadzieję że ta dwójka debili (choć i tak ich kocham ♥) w końcu zrozumie że nie mogą się zabić bo moje życie nie miałoby sensu.
    Zbraniam wam się zabijać!
    Tak, tak grożę fikcyjnym bohaterom...
    Luke taki wspaniały awww umieram a jego rozmowy z Ashem w poprzednich rozdizałam mnie po prostu rozwalają >.< i nadal mam teorię że ta była przyjaciółka Kels to dziewczyna Irwina.. XD
    Moim zdaniem Kelsey powinna powiedziec wszystko matce, albo nie... Niech Luke jej powie! O,O,O taaaak to by było świetne.
    No ale nie zanudzam cię tym jakże długim aczkolwiek szczerym komentarzem i z niecierpliwością czekam na następny ♥♥♥♥
    Much Love!

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwaga! Przybywam, aby poinformować Cię, iż zostałaś nominowana do LBA ! *głośne oklaski w tle* Mam nadzieję, że odpowiesz na pytania ^_^
    Tu znajdziesz więcej na ten temat:
    The Chosen Liebster Blog Award

    OdpowiedzUsuń
  22. wiedziałam, że jeszcze ich nie zabijesz. ale to nie zmienia faktu, że nienawidzę tego, tego że chcesz ich zabić i zapewne zabijesz.
    A mi pęknie serce, mimo że jeszcze się nie pozbierałam po pogrzebie Niall`a.
    Nosz kurwa, jak ja mam funkcjonować, jak co chwila coś jebnie, co chwila ktoś se umrze no -.-
    EKSKJUZEMŁA (nie mam pieprzonego pojęcia jak to się pisze po francusku, nieważne) ALE DO CHUJA CO Z TĄ JADE?!
    nie daje mi to spokoju ogay? JA MAM PRAWO WIEDZIEĆ ! :C
    ale ok.
    atak Kels - przemilczę.
    wgl co do miało być, wkurwiła się a Luke: WHEY, HEY A MOŻE BY TAK POPEŁNIĆ SAMOBÓJSTWO? TAKE YOLO CNIE?
    -.-
    -.-
    -.-
    no chciałby -.-
    - Zechcesz mi wyjaśnić gdzie byłaś całą noc?
    U HEMMINGSA, BO SŁOŃCE TY MOJE KOCHANE, TWÓJ CUDOWNY MĄŻ WYWALIŁ TWOJĄ CÓRKĘ Z DOMU, ZARAZ PO TYM JAK JĄ POBIŁ, BTW NIE PIERWSZY RAZ, ZWYZYWAŁ I WYTKNĄŁ ŻE JEST PROBLEMEM I NIGDY NIE POWIMNNA BYŁA SIĘ URODZIĆ, A TY KURWA JESTEŚ ZBYT ŚLEPA ŻEBY ZAUWAŻYĆ COKOLWIEK. PIS JOŁ, NARA.


    NO KURWA.
    Jeżeli Kel będzie milczeć, to jest po prostu głupia. Głupia i tyle.
    Mam tylko nadzieję, że Hemmings nie będzie na tyle głupi, i idk, niech chluśnie Kels szklanką wody w twarz, żeby matka zobaczyła te siniaki, NO DO CHUJA.
    A Kels to chyba sama kiedyś przyłożę za to milczenie. Ja pitole.


    anyways.
    chcę tylko żebyś wiedziała, że jeśli między tą dwójką nie będzie nic poważniejszego (czytaj love forever) to pogrążę się w smutku
    bo, to, że się bzykną, to podejrzewam że zrobisz, aka rzecz do zrobienia przed śmiercią.
    ALE MI CHODZI O UCZUCIA, NO LUDZIE.
    a kiedy ich zabijesz, zabijesz kolejną część mnie, ok.
    Chociaż i tak wiem ze zrobisz co będziesz chciała, tytuł suicide mówi wszystko,a ty i tak zzrobisz to jak chcesz, tak jak było z DL, z Niall`em.
    Cóż.

    anyways
    czekam na kolejny pyś
    idk czy uda mi się czytać jakoś regularnie, ja to ja :))))))))))))))))))
    w każdym razie
    ZASPOKÓJ MOJĄ CIEKAWOŚĆ CO DO JADE, BŁAGAM
    jeśli naprawdę zabijesz Luke`a i Kels, to chociaż błagam, zaserwuj mi tyle Lesley moments ile wlezie przez ten czas, który im został, ogay?
    lots of love
    L.

    OdpowiedzUsuń