Son

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 24

14.06.2013 r.



W cieniu  śmierci



Drogi notesie w grubej,błękitnej okładce zakupiony z przeceny w Targecie,
o kurwa.
O KURWA.
Serio nie wiem od czego zacząć.Głowa zaraz mi eksploduje od nadmiaru myśli.Umrę.Albo gorzej-przeżyję.
Najchętniej wypisałbym całą stronę słowem "kurwa",ale boję się,że mama znajdzie ten notes i to przeczyta.Tak mam dwadzieścia lat.
No to może zacznę od tego,że nie jestem piszącym pamiętniki gejem,chociaż moje drugie imię na to wskazuje.No bo błagam,kto nazywa syna Fletcher?Ta z pozoru błahostka zniszczyła mi życie,dzięki mamo.Ale i tak ja jako ogromny optymista (chociaż po dzisiejszym dniu chyba nie do końca) staram się zauważać plusy np.zawsze mogłem mieć tak na pierwsze imię,a wtedy to już nic tylko powiesić się.Tak czy siak gejem nie jestem.Nie zrozumcie mnie źle,nic nie mam do homoseksualistów,ba ja ich uwielbiam! Kocham gejów,naprawdę.Sam mógłbym zostać jednym gdybym chciał,ale tak się składa,że od penisów wolę piersi.Po co to właściwie piszę?Komu się tłumaczę?Przecież to tylko notes,kilka głupich zdań napisanych przeze mnie (a tak się składa,że jestem po kilku piwach) (no dobra po kilku kieliszkach) (okay po kilku kieliszkach i po kilku piwach),nikt nigdy tego nie przeczyta. Wyjaśniliśmy już sobie,że gejem nie jestem (chociaż bardzo ich lubię,w przyszłości otworzę gejowski klub aby okazać moją sympatię,nawet już wiem jak go nazwę-"Fletcher"),teraz udowodnię,że nie piszę pamiętnika.Proszę was ludzie,to nawet nie jest pamiętnik!To notes,zwykły notes kupiony za dwa dolce z przeceny w Targecie.Już wszystko tłumaczę-kiedyś jak poszedłem odwiedzić Luka,w domu zastałem tylko jego babcię Rose (która tak w ogóle jest najcudowniejszą kobietą na świecie) (była).Powiedziała,że Luke poszedł po coś do sklepu,czy tam do kościoła,nie wiem,kto by to pamiętał?Tak czy siak kazała mi poczekać w środku.Zrobiła herbatę i poczęstowała piernikami.Dziwne,że takie rzeczy zapadają człowiekowi w pamięci.Aż uśmiecham się na samo wspomnienie.Tak czy siak oglądaliśmy jakiś kanał z operacjami plastycznymi (nie polecam przy jedzeniu,kurewsko obrzydliwe) (ale miałem 14 lat,a pokazywali piersi tych wszystkich kobiet więc wtedy nie narzekałem) i rozmawialiśmy.Nie pamiętam o czym dokładnie,ale pamiętam jedno zdanie,które wtedy powiedziała.
"Czasem,gdy nie potrafimy poradzić sobie z własnymi myślami,powinniśmy je przelać na papier.Ponoć wtedy poczujemy się lepiej,lżej."
Okay to dwa zdania,ale powiedziała je na jednym wdechu więc...Jak widzisz notesiku,babcia Luka była cholernie mądrą kobietą,niestety tego po niej Hemmings nie odziedziczył.
Tak jak powiedziała,tak dzisiaj postanowiłem zrobić bo naprawdę zaraz oszaleję.Nie mogę sobie z tym wszystkim poradzić,za dużo się zdarzyło w ciągu tych kilku godzin.Dlatego mam zamiar posłuchać rady babci Rosie,a kto wie?Może serio mi to pomoże,może poczuję się lepiej? Bo
pierwszy raz w życiu ja Ashton Fletcher Irwin nie wiem co robić. Zacznę od początku.
Właściwie wszystko zaczynało się normalnie.Dzień jak co dzień -wstałem,wypiłem kawę,ubrałem się,umyłem i pojechałem do pracy.A tam na spokojnie kawa i jakiś magazyn,który zakupiłem po drodze.Tłumów nie było,właściwie tylko kilka osób zawitało do nas na poranną dawkę kofeiny i kilka osób na popołudniową.Siedziałem więc i nudziłem się.Tak jak już wspominałem-dzień jak każdy inny.Czas leciał strasznie wolno i chciałem już pójść do domu,kiedy usłyszałem jak drzwi z zaplecza się otwierają.Nie musiałem się odwrócić,aby wiedzieć,że to Luke.Tylko on wchodził od tamtej strony,jakkolwiek okropnie to brzmi.
-Ashton na Boga i Lody Czekoladowo-nugatowe odłóż tą kawę bo mówię ci to się skończy zawałem!Przestań czytać te głupie babskie gazety i przywitaj się bo chcę abyś kogoś poznał-jego nadzwyczaj poważny i pełen dramatyzmu głos,sprawił,że niemal od razu się zaśmiałem.Co za idiota.
-Luzuj łonowce stary-powiedziałem,dalej się śmiejąc i powoli zamknąłem swój magazyn,który tak naprawdę wcale nie jest głupi,wiele można się z niego dowiedzieć.Na przykład o tym,że Nicki Minaj wcale nie jest taka głupia jak to wszyscy myślą.Nie powinno się jej oceniać po tym jak się ubiera ani po tym jaką miseczkę stanika nosi,bo to serio mądra kobieta.
Odwróciłem się wyszczerzony,ale nie na długo.Ta dziewczyna,ta co przyszła z Hemmo...znałem ją!Przez krótką chwilę nie mogłem sobie przypomnieć skąd kojarzę tą twarz,a potem wszystko do mnie doszło.Wystawa,zamyślona dziewczyna,masło czekoladowe,Boże!
Najwyraźniej ona również mnie poznała bo otworzyła szerzej oczy.Stała w ciszy,przyglądając mi się tak jakby co najmniej nagiego Bieber'a zobaczyła.A każdy wie,że wyglądam lepiej niż on nago.I w ubraniach.Ogólnie.Wracając,chyba chciała coś powiedzieć,ale nie była w stanie,więc postanowiłem przejąć stery.
-Ash poznaj...-zaczął Luke,ale mu przerwałem.
-Dziewczyna od bielizny!-krzyknąłem zadowolony.W tym momencie mina Hemmo była bezcenna.
-Chłopak od nagich,wysmarowanych masłem czekoladowym modelek-uśmiechnęła się.W tym momencie stwierdziłem,że ją lubię.
-Jak dobrze cie znowu widzieć!-powiedziałem,podchodząc do niej i mocno przytulając.
Miałem w tym swój cel.Chciałem wkurzyć Luka,pobawić się z nim w kotka i myszkę.Ja będę kotkiem,a on myszką,tyle że w jego przypadku nie myszką a jakimś obleśnym łażącym po kanałach szczurem.Specjalnie przytulałem ją tak długo.Nie mogłem opanować śmiechu.Wyobraziłem sobie jego aktualną minę.Ale też drugim powodem było,że ta dziewczyna była uroczo niska i delikatna i na serio bardzo fajnie się ją przytulało.A ja lubię się przytulać.Więc,tak,owszem miałem w tym własne korzyści.W końcu odchrząknął,więc niechętnie ją puściłem,starając się zachować powagę.Pierwszy raz Luke przedstawia mi jakąś dziewczynę,więc to było dla mnie oczywiste,że ją lubi,a może i ... nie to przecież Luke.Ale była dla niego ważna,tego byłem pewien.Dlatego musiałem go jakoś go przed nią upokorzyć,w końcu od tego są przyjaciele.
-Trzy pytania-zaczął,patrząc to na mnie,to na zielonooką.-Pierwsze: skąd wy się do cholery znacie?Jakim cudem? Dwa: czemu Ashton wie tyle o twojej bieliźnie?Nawet ja nie wiem co masz pod tą bluzką,a zawarliśmy pakt przyjaźni!Czuję się zdradzony przez dwie ważne dla mnie osoby.Czemu mi tak ochoczo nie mówisz jaki fason i kolor majtek masz aktualnie na sobie? I po trzecie: jakie kurwa modelki?Czemu byłeś na jakimś zamkniętym pokazie z nagimi laskami i masłem orzechowym?A co ważniejsze czemu nie zabrałeś mnie ze sobą?!
Zacząłem się śmiać.Jeszcze nigdy nie widziałem takiego bulwersu z jego strony.Poza tym,nie żebym był jakimś mózgiem matematycznym,ale pytań było trochę więcej niż trzy.Ach Luke,mój geniusz.
-Oddychaj Hemmings-wyszczerzyłem się jeszcze bardziej.-Poważnie bo jeszcze ci żyłka pęknie-dodałem bo w sumie trochę zaczynało mnie martwić to jego przejecie się całą sytuacją,mimo to w głowie narodził mi się już szatański plan i postanowiłem dalej się z nim pobawić.-A więc zluzuj majtasy i słuchaj.Twoją laskę spotkałem przypadkiem w klubie ze striptizem.Spędziliśmy kilka szalonych nocy i tyle.Nic poza ostrym seksem nas nie łączy,prawda złotko?-spytałem,puszczając jej oczko.
Jedynie pozostawało mi się modlić w duchu,aby to wszystko kontynuowała.Mogło być zabawnie.Stwierdziłem to po minie Hemmings'a na wzmiankę o seksie.Myślałem,że umrze.Albo,że mnie zabije.Albo,że zazdrość zabije jego.Znam go jak nikt inny,wiem co dana mina oznacza.Ta mówiła "zapierdole cie,a potem wrócę do domu i się rozpłaczę".
-To było tylko kilka nocy Lukey-powiedziała,wzruszając obojętnie ramionami.
TAK! TAK KURWA! To był ten moment!Witamy nowego gracza.Normalnie miałem ochotę sam sobie przybić piątkę taki świetny jestem ! I w ogóle po tych słowach już wiedziałem,że lubię tą dziewczynę.
-Potrzebowała rozrywki i odrobiny uczucia,a kto potrafi to zapewnić lepiej niż Ashton Irwin?-spytałem dalej się szczerząc.
-Luke Hemmings na przykład-burknął pod nosem urażony.Urocze,naprawdę.
-Nie bądź zły Luke-ciągnęła to dalej...właściwie to jak ona ma na imię?-to nic nie znaczyło.Oboje potrzebowaliśmy bliskości.
Uściskałbym ją,ale chciałem jeszcze trochę się pobawić,jeszcze trochę bardziej wyprowadzić go z równowagi.
-Nie mogliście jej potrzebować z kimś innym?-spytał ze złością,tak poważnie...
ON KURWA W TO WIERZYŁ,WIERZYŁ W KAŻDE SŁOWO.
-Wybacz bracie,nie wiedziałem,że jest twoja-zacząłem,starając się utrzymać powagę,co okazało sie trudniejsze niż sądziłem.-Ale na Kawę i Wszystko Inne Posiadające Kofeinę dawno nie miałem tak dobrego seksu jak z nią!-krzyknąłem z udawaną pasją.
Byłbym świetnym aktorem,zdobywałbym Oscary.Przez chwilę Luke nic nie mówił.Stał tylko,marszcząc czoło i naprawdę myślałem,że zaraz się na mnie rzuci z pięściami.Nie wytrzymałem i zaśmiałem się.Co za idiota.
-Żartujecie tak?-spytał w końcu .Nie dość,że geniusz z matmy to jeszcze jaki spostrzegawczy!
-No pewnie,że tak idioto! Twoja mina była bezcenna!-nie byłem w stanie się opanować,śmiałem się z tego debila jak głupi.-Uroczy jesteś-powiedziałem w końcu,uspokajając się trochę.
-A ty pojebany-odgryzł się,dumę miał urażoną.
-Chcesz kawy?-spytałem dziewczynę,kompletnie ignorując tego głupka.Uśmiechnęła się i kiwnęła twierdząco głową.Kolejny plus dla niej.
-Jestem Kelsey-powiedziała,gdy podałem jej kubek.Uśmiechnąłem się lekko.
-Wyglądasz trochę inaczej niż ostatnio-szepnąłem,tak żebym tylko ona mogła mnie usłyszeć.
-To może ten nowy fluid-zażartowała.Nie jestem pewien do czego on dokładnie służy,więc to nie o to chodziło.
-Wydajesz się tak jakby-zastanawiałem się chwilę,myśląc jak dobrze ubrać w słowa to co chce powiedzieć-mniej smutna.
Tak,to były odpowiednie słowa.Uśmiechnąłem się ponownie i podszedłem do Hemmings'a.Siedział na stołku obrażony i palił sobie w najlepsze papierosa.
-Wiesz,że tu nie wolno palić?-spytałem, siadając na krześle obok.No bo kuźwa,jesteśmy w porządnej kawiarni,a przyjdzie ci tu taki Luke,myśli,że jest u siebie i robi co chce.Nie na mojej kurwa zmianie.
Ten gówniarz odwrócił się w moją stronę i bezczelnie wypuścił kłęby dymu z ust,prosto mi na twarz.I to z jaką chorą satysfakcją!Złamas pieprzony.Trochę mnie zirytował,więc wyszarpałem z łatwością fajkę z jego ręki,na co przeklął trochę głośniej niż powinien i sam,zadowolony z siebie porządnie się zaciągnąłem.W końcu należało mi się.
-Spotkaliśmy się raz i to przypadkiem na mieście-powiedziałem w końcu,bo jestem tym starszym i mądrzejszym.Podałem mu papierosa,zaciągnął się i oddał mi.Paliliśmy na zmianę,zupełnie jak wtedy gdy mieliśmy po szesnaście lat i jedną fajkę na spółę.A no racja,zapomniałem.On szesnaście miał rok temu.Gówniarz cholerny.
-Od razu się domyśliłem-powiedział obojętnie.- Kels nie przespałaby się z tobą-zaśmiał się .Co proszę?
-Skąd możesz to wiedzieć?-spytałem oburzony.
-Znam ją lepiej niż ty-wyszczerzył się.Pff.
-Wiesz Kelsey-zwróciłem się do dziewczyny- jeśli potrzebowałabyś kogoś do rozdziewiczenia to jestem tutaj.Zawsze chętny i gotowy-wyszczerzyłem się,mając nadzieję,że go wkurwię.A domyślam się,że trafiłem idealnie w jego czuły punkt.
-Myślisz Ashton,że chciałaby z tobą spać?-Luke spojrzał na mnie z politowaniem.
-Każdy chce ze mnę spać Hemmings-odparowałem niemal od razu.Przecież to fakt powszechnie znany.Nie ma nic bardziej oczywistego niż to,że każda o tym marzy.
-Prędzej ja ją rozdziewiczę niż ty-stwierdził pewny swoich słów.
-Chciałbyś,jesteś w tym kiepski-zaśmiałem się.Jaki on jest głuupi.
-A skąd ty to możesz kurwa wiedzieć jaki jestem w  łóżku?-blondyn uniósł brwi ze zdziwienia.Okay,na to nie miałem gotowej odpowiedzi.Całe szczęście,że jestem mistrzem takich rozmów i wymyślania głupich tekstów na poczekaniu.
-Wszystkie, które z tobą spały, przylatują zdruzgotane do mnie-wyszczerzyłem się,dumny z siebie.Jestem cholernie kreatywny.No mistrz ze mnie nie ma co! Kelsey nic nie mówiła,ale spoglądając na nią,wiedziałem,że czuje się niezręcznie.
-Ale ty masz bujną wyobraźnię Irwin.Na prawdę WOW!-rzucił sarkastycznie i mało kreatywnie.
-Wmawiaj sobie Luke, że jesteś niezły,ale wszyscy znają prawdę-spojrzałem na Kels,wskazując kciukiem na siebie-Irwin dobry na pierwszy raz,na pierwszy drugi raz,na pierwszy trzeci raz,Irwin dobry na każdy raz.
Luke prychnął pod nosem,a przecież tylko powiedziałem prawdę.
-Kelsey wolałaby zrobić to z przystojnym blondynem niż idiotą pracującym w barze.Czy ostatnio widziałeś się w lustrze?Kiedy byłeś u fryzjera?Zapuszczasz włosy na jaskiniowca?To taka nowa moda rozumiem.
Ojj,widzę,że sarkastyczny,wredny Luke się obudził.Trochę zabolał mnie fragment o fryzurze.Coś z nią nie tak?Przecież dobrze wyglądam.
-Spierdalaj Luke.To oczywiste,że Kelsey wolałaby mnie.Masz ciało jak dziesięcioletni chłopczyk,a wzrostem przypominasz pieprzoną żyrafę.Nie musiałaby klęczeć żeby...
-Halo! Ja tu jestem!-krzyknęła,przerywając mi.Szkoda,miałem jeszcze kilka obelg w zanadrzu na temat jego wyglądu.Najwyraźniej Luka to nie obchodziło,bo chwilę później znów podjął temat.
-Kelsey wolałaby...
-Kelsey wolałaby umrzeć jako dziewica niż przespać się z którymkolwiek z was!-krzyknęła jeszcze głośniej,nieźle już poirytowana.
Zarówno ja jak i Żyrafa,spojrzeliśmy w jej stronę z urażonymi męskimi dumami.To znaczy z moją męską dumą i jego bezpłodną dumą.No bo okay,ja rozumiem wszystko,ale tym jednym zdaniem trochę nam pocisnęła.I to całkiem  porządnie,zabolało.Ale z drugiej strony było to całkiem dobre,więc uśmiechnąłem się.Niezła jest.Usiadła na kolejnym krzesełku i wzięła ogromny łyk kawy.
-Powiedz coś o sobie Kelsey-poprosiłem.
-Co dokładnie?-spytała.
-Nie wiem-wzruszyłem ramionami, właściwie naprawdę nie miałem jakiś dokładnych wymagań co do jej wypowiedzi,ani pytań na które chciałbym poznać odpowiedź.-Coś sprawiło,że Luke jest w stanie stawiać ci ołtarzyki,więc ja jako jego najlepszy i jednocześnie jedyny przyjaciel chcę wiedzieć cóż takiego to jest-powiedziałem w końcu i w sumie serio mnie to ciekawiło.
Zastanawiała się dłuższą chwilę,tak jakby sama nie znała odpowiedzi.
-Wydaje mi się-zaczęła w końcu,trochę niepewnie-że to dlatego,że jestem jego dokładnym przeciwieństwem,a przeciwieństwa się przyciągają.
Uśmiechnąłem się,chociaż jestem pewny,że jest w tym coś więcej.
-Okay.A teraz może coś o sobie,na przykład o twoich rodzicach czym się zajmują,albo o rodzeństwie,no nie wiem cokolwiek twój pierwszy raz czy coś-uśmiechnąłem się zachęcająco.
-To nie pieprzone przesłuchanie Irwin-wtrącił się Luke.Obrońca,adwokat,sędzia,strażak w jednym.
-W porządku-uspokoiła go,po czym zwróciła się do mnie.-Nie mam rodzeństwa,mama jest prawnikiem,nieskromnie powiem,że jednym z najlepszych w tej branży.Ogólnie nie jestem zbyt ciekawą osobą Ash-uśmiechnęła się smutno.-Lubię Orlando Bloom'a i wszystkie filmy,w których grał. Kiedyś oglądałam je nałogowo z moją przyjaciółką,do czasu aż się pokłóciłyśmy.Jestem raczej osobą spokojną,typ imprezowiczki to nie ja.Jestem nudna.
-Nie jesteś nudna Kelsey-zaprzeczyłem od razu-może po prostu jeszcze nie poznałaś smaku dobrej zabawy,ale jestem pewien,że im dłużej będziesz zadawać się z tym tutaj-wskazałem na Luka-tym bardziej polubisz 
imprezy.Tak czy siak widzę,że lubisz kawę-spojrzałem na jej prawie już pusty kubek-a to od razu przenosi cie na listę ludzi,których lubię-uśmiechnąłem się szeroko.Jeśli ktoś lubi kawę ja lubię jego.
-Teraz ty powiedz coś o sobie-zaproponowała nagle,dopijając kawę do dna.Zaśmiałem się.Jest serio urocza.
-Jestem Ashton Fletcher Irwin-zacząłem z powagą(lepiej żeby wiedziała,że zadaje się z kimś kto ma tak okropne drugie imię,z kimś kto tak okrutnie został skrzywdzony przez własną matkę)-ale zazwyczaj nie posługuję się tym drugim imieniem bo jest tak cholernie żałosne.Mam na myśli,no powiedz sama jak to brzmi?!Dostajesz pracę na przykład w klubie ze striptizem i przedstawiasz się,mówiąc "hej jestem Fletcher" i już jesteś skazany na porażkę nie ważne jak bardzo idealne jest twoje ciało.Mam już dwudziestkę na karku,dlatego zawsze wywyższam się nad Luke'm.Jestem jak jego starszy brat i ten gówniarz zazwyczaj nie ma nic do gadania,robimy tak jak ja uważam.Uroki bycia starszym.Minusy to,że muszę już badać się na prostatę.
-Na to się bada po pięćdziesiątce-wtrącił Luke.
-Zamknij się gówniarzu-upomniałem go,no bo kto to widział tak bezczelnie przerywać innym? Po czym odwróciłem się w jej stronę z szerokim uśmiechem.-Widzisz?-spytałem.-Uroki.Mieszkam z mamą co jest trochę krępujące,mam dwadzieścia lat i mieszkam ze swoją rodzicielką.Przynajmniej już wiem,że poznając dziewczynę nie powinienem zaczynać od tej informacji znajomości.Trochę sobie gram na perkusji,żeby odreagować po pracy,a pracuje tutaj-powiedziałem,gestem ręki pokazując pomieszczenie-w kawiarni,zwanej przeze mnie rajem.Mam tyle darmowej kawy ile chcę.Szef mnie lubi,a przynajmniej nie ma wyboru.Dobrze wiem,że posuwa moją matkę.I to chyba wszystko.Zapieczętowałem to nędzne życie,czyniąc tego smarkacza moim najlepszym przyjacielem.
-Dzięki Ash-Luke palił kolejnego papierosa,a jego sarkastyczny ton tylko się nasilał z każdą kolejną wypowiedzą.
-Nie ma sprawy Lukey. Nienawidzi tego zdrobnienia-szepnąłem do Kels,ale Hemmings i tak to pewnie usłyszał-więc nazywam go tak najczęściej jak mogę.
-Tak właściwie Ash to co ty tutaj robisz?-spytał nagle Luke.
-Pracuję Hemmings,wiem że dla ciebie to coś nowego i nieznanego-odgryzłem się,szykując już na rundę drugą obraźliwej wymiany zdań.Uwielbiam to,najlepsza rozrywka na świecie.
-Nie pierdol,że oni ci tutaj jeszcze płacą-powiedział z oburzeniem.
-Wiesz Luke,zazwyczaj tak jest,że jak człowiek pracuje to pod koniec miesiąca dostaje wypłatę.
-Ale kurwa za co?-spytał zdziwiony.-Przecież ty nic tutaj nie robisz!-w jego głosie było coś w stylu niedowierzania.Chamsko Hemmings,chamsko.
-Wypraszam sobie- skrzyżowałem ręce na piersi.
-Przychodzisz tutaj,żłopiesz więcej kawy niż sprzedajesz, w międzyczasie czytając o tyłku Nicki Minaj!
-Co to to nie-wstałem i poszedłem dolać sobie kawy.Zaczynał mnie wyprowadzać z równowagi.-Dzisiaj czytałem o Kim Kardashian-dodałem z urazą.
-A czym to się różni?-spytał Luke.-Oba wielkie i sztuczne.
O nie!No normalnie,no kurwa no nie.Zabolało.Uderzył w czuły punkt.Już chciałem zaprzeczyć i zrównać go z gównem,kiedy drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł Gregory.Tylko jego tutaj brakowało.Matko jebca.
-Na litość boską Ashton!Czy ty nie widzisz tej kolejki?Czy chociaż raz mógłbyś wyjść stąd i ich obsłużyć bez moich ciągłych interwencji?-spytał,a ręce mu opadły.Westchnąłem.Przecież nic się takiego nie dzieje,świat się nie zawali,jak raz sobie zrobię wolne.
-Cześć Gregory-przywitałem się .-Może dzisiaj ty byś ich obsłużył?Mam gości-powiedziałem,wskazując na Kelsey i Hemmings'a.Luke uśmiechnął się promiennie i pomachał mu.
-Luke tyle razy prosiłem,żebyś przychodził z rana,gdy właściwie nie ma klientów-zwrócił się do Blondyna.
-Wybacz Greg,ale mam szkołę,zapomniałeś?
-Już bez przesady-oburzyłem się -prawdą jest,że na co dzień pracuję normalnie i wszyscy klienci są zadowoleni.
Gregory westchnął,ale dobrze wie,że mam cholerną rację.
-To jedyny powód,dlaczego dalej masz tą pracę.
Auć?
-I jeszcze to,że sypiasz z moją mamą-przypomniałem po przyjacielsku,krzywiąc się na samą myśl o tym.
-Ashton błagam nie zaczynaj znowu tego tematu-jęknął Gregory.
-Kiedyś będziemy musieli o tym w końcu porozmawiać jak mężczyźni.Pieprzysz moją mamę.Moją mamę-podkreśliłem.-Kobietę z której łona wyszedłem i myślisz,że to jest w porządku-mam nadzieje,że wszyscy obecni w pomieszczeniu odczuli dramatyzm sytuacji.
-Wezmę tą zmianę za ciebie-przerwał mi,poddając się i wyszedł.
-Przepłoszyłeś go-stwierdził z wyrzutem Hemmings-a jeszcze chciałem się zapytać za ci ci płaci.
-On naprawdę jest z twoją mamą?-wtrąciła się Kelsey.
-Taaa-potwierdziłem.Ta dziewczyna może być pewna,że sam również wolałbym aby był to tylko żart.
Nim zdążyłem powiedzieć coś jeszcze,odezwał się mój telefon.Wygrzebałem go z kieszeni i odczytałem sms'a.Był od Jennifer.
I to jest ten punkt kulminacyjny-moment,kiedy wszystko zaczęło się komplikować.Gdybym nie odebrał tego pieprzonego sms'a,wszystko byłoby w porządku.Boże...
"Hej Ashton.Mógłbyś do mnie przyjechać?To cholernie ważne,musimy pogadać.Proszę"
Kiedy dziewczyna mówi,że "musicie o czymś pogadać" to już wiadomo,że nie chodzi o nic dobrego.To ten moment,gdy powinieneś usunąć tego sms'a,pozbyć się jakichkolwiek śladów,że  w ogóle go otrzymałeś i przy najbliższym spotkaniu z nią,udawać,że o niczym nie wiesz.Jednak coś cie korci bo jakaś część ciebie jest kurewsko ciekawa i chce się za wszelką cenę dowiedzieć co takiego się stało,co jest takie ważne,co znowu źle zrobiłeś (bo najczęściej jest to winą faceta,gdy dziewczyna chce o czymś ważnym rozmawiać).Dlatego też głupi ja postanowiłem do niej pojechać.Ciekawość znowu wzięła górę.Nienawidzę się za to.
-To moja dziewczyna-wytłumaczyłem-chce się dzisiaj spotkać.Mówi,że to coś ważnego.
-I tak powoli mieliśmy się zbierać-Luke lekko się uśmiechnął.Zrobiło mi się trochę smutno,bo uwielbiam gdy mnie odwiedza.
-Jak się nazywa?-spytała nagle Kelsey.Trochę mnie zaskoczyła,a przecież to było zwyczajne pytanie.Uśmiechnąłem się więc szeroko,bo to miłe,że interesowało ją to.
-Jennifer.
-Ładnie-stwierdziła.-Skąd się znacie?
Nie sądziłem,że będzie ciągnąć ten temat,ale nie było w tym przecież nic złego.Ulżyło mi ,że nie tylko ja jestem taki ciekawski.Kolejny plus dla niej.
-Poznałem ją na imprezie-odpowiedziałam,dokładnie przypominając sobie tamten wieczór.Niemal byłem w stanie poczuć chłodne powietrze i smród papierosów.-Był pewien okres w moim życiu..-zawahałem się.
Zabolało.Sam nie wiem dokładnie czemu tak nagle i niespodziewanie.Po prostu ze wspomnieniami o poznaniu Jennifer szły wspomnienia o Valerie.A te wspomnienia były równie bolesne jak i piękne.Minęło już tyle czasu,a ja dalej się z tym wszystkim nie pogodziłem,dalej nie wróciłem do siebie,a co gorsze już chyba nigdy nie będę taki sam.Uśmiecham się i mówię,że jest dobrze,mimo że często jest to kłamstwem.Wystarczy jedna,jedna pieprzona myśl czy chociażby wzmianka o tej dziewczynie,a czuję się jakbym umierał.Nie przesadzam.Boli mnie wszystko,a oddychanie staje się trudniejsze.Czuję jakbym się dusił,nie jestem w stanie zaczerpnąć powietrza.I płaczę.Wyję jak cholerny sześciolatek.
-Trochę trudny,musiałem się zabawić-odezwałem się w końcu.-Myślałem,że Jenny będzie dziewczyną na jedną noc,ale okazała się naprawdę fajna.Zaczęliśmy się spotykać i tak już ze sobą jesteśmy osiem miesięcy.Jest o rok młodsza.Bardzo ładna.Ma ciemne włosy,trochę krótsze od twoich.Naprawdę ją lubię-uśmiechnąłem się,chociaż miałem ochotę krzyczeć i płakać.
-Lubisz?-powtórzyła,bardziej sama do siebie,jednak usłyszałem i postanowiłem odpowiedzieć.
-To bardzo skomplikowane Kelsey.Miałem kiedyś dziewczynę....Cudowną,idealną.Była całym moim światem.Już jej nie ma.
Valerie.Val.Val,Val,Val,Val moja piękna Val.
Zamknąłem na moment oczy,a to wystarczyło aby znów zobaczyć jej śliczną twarz.Stoi przede mną i uśmiecha się,a ten uśmiech...to najpiękniejszy uśmiech na całym świecie.Niesamowity.Taki szczery,taki pełen życia.Włosy sięgają jej prawie do pasa.Gęste,ciemne.Chcę ją dotkną,przytulić,powiedzieć jak bardzo kocham.Jest taka cudowna.Wspaniała.Moja.Val.
-Co się stało?-otwieram oczy,słysząc zaciekawiony głos Kelsey,a Val znika.Znowu.
-Odeszła ode mnie-powiedziałem,po czym napiłem się kawy.
-Przepraszam Ashton-powiedziała.
Co?Naprawdę tak bardzo widać to jak się aktualnie czuję?Boże Kelsey chyba miała wyrzuty sumienia,a tego nie chciałem.
-Ej mała nic się nie stało,wszystko jest w porządku-wysiliłem się na uśmiech,mając kurewską nadzieję,że wyglądał na szczery.-Nie przejmuj się-dodałem,widząc jej minę.
-Pójdziemy już-wtrącił Luke.
Nie próbowałem ich zatrzymać.Może tak będzie lepiej,skoro najwyraźniej wyglądam jakby ktoś mnie próbował zabić.A może tak było,tyle,że ja już nie do końca jestem żywy.
-Odwiedźcie mnie jeszcze kiedyś-powiedziałem tylko.
-Tego możesz być pewien.
I wyszli.Usiadłem na stołku i przez kilka długich minut,gapiłem się w jakiś punkt przed sobą.Nie płacz Irwin.Masz kurwa dwadzieścia lat,jesteś dorosłym facetem a nie cipą.
Nie płacz.
Nie płacz.
Jeśli się rozpłaczesz,przysięgam,że stracisz szacunek do siebie.
Nie płacz debilu.
NIE PŁACZ.
Oby tylko nagle Gregory nie wszedł bo spalę się ze wstydu,jak zobaczy mnie wyjącego na podłodze.
Jestem beznadziejny.Jestem żałosny.Jestem słaby.Brzydzę się sobą,nienawidzę się za to.Nienawidzę tej bezsilności,nienawidzę tego,że nie mogę przestać płakać.Nienawidzę,nienawidzę,nienawidzę.
Słyszę jak ktoś cicho jęczy i pociąga nosem,słyszę jak czyjś płacz jest głośny i rozpaczliwy.A potem dochodzi do mnie,że to dalej ja,że to mój rozpaczliwy płacz.Próbuję przestać,ale nie potrafię.Mam już całą mokrą twarz.Łzy spływają mi z twarzy i lądują na koszulce,niektóre swobodnie spadają na zimną podłogę.Kilka dostaje mi się do ust i czuję ich okropny,słony smak.Nic nie widzę,pomieszczenie,w którym jestem staje sie rozmazane,tracę ostrość i jedyne co dostrzegam to niewyraźna plama.
PRZYSTAŃ KURWA PŁAKAĆ.
Próbuję wziąć głęboki wdech,ale nie jestem w stanie.Nie mogę złapać powietrza.Płuca odmówiły współpracy.Nie wiem co się dzieje.Nie mogę oddychać,nie mogę nawet krzyczeć,wołać o pomoc.Jedyne co mogę robić to siedzieć i czuć cały ten ból z podwojoną siłą.Duszę się,zaczynam kaszleć.Umieram,czuję to.Powoli,jakby za karę.I wtedy,gdy już nie czuje nawet tego bólu,biorę głęboki wdech.Położyłem się na zimnych kafelkach,czując jak skóra mi płonie.Nie jestem pewien czy to pomaga,ale zaczynam się trząść z zimna,mimo,że czoło mam gorące.Płaczę dalej,ale w ciszy.Oddycham miarowo,jestem już spokojniejszy,ale znowu wszystko mnie boli.
Leżałem tak nie wiem ile.Długo.Tak mi się wydaje.Znów zamknąłem oczy,pragnąc ponownie ją zobaczyć.Tylko tego chciałam,tylko Val.Jak na złość nie widziałem nic.Leżałbym tak pewnie jeszcze długo,cicho łkając,gdyby nie kolejny sms.Chcąc nie chcąc,podniosłem się i odczytałem wiadomość.

"Przyjedziesz?"

Odpisałem niemal od razu.

"Będę u ciebie za pół godziny x"

Trochę przeraziła mnie myśl o tym w jakiej sytuacji,znajdowałem się zaledwie minutę temu.Nie wiem co mi się dzieje,nie potrafię tego kontrolować.Może to ma jakąś nazwę,może to jakaś choroba i może się jakoś medycznie nazywa.Tego niestety nie wiem.Wiem,że muszę się ogarnąć.Umyłem twarz i wychodząc,powiadomiłem Greg'a,że na dzisiaj kończę.Wsiadłem do samochodu,zapiąłem pas i oparłem głowę o kierownicę.Źle się czułem i nie byłem pewny czy jestem w stanie prowadzić.Postanowiłem chwilę poczekać.Uchyliłem okno i wygrzebałem z kieszeni papierosy.Zapaliłem jednego i porządnie się zaciągnąłem.Było mi trochę lepiej,gdy szkodliwy dym atakował moje płuca.Należało im się za to,że nie chciały normalnie oddychać.Buntowniki cholerne.Wypaliłem pół paczki nim poczułem się na siłach na tyle,aby przekręcić kluczyk w stacyjce i wcisnąć pedał gazu.Jechałem strasznie wolno,co jest do mnie niepodobne.




Wyszedłem na zewnątrz.Przed klubem stało już parę osób,jeden bardziej pijany od drugiego.Zaśmiałem się nie wiem czemu.Trochę kręciło mi się już w głowie,ale było nadzwyczaj przyjemnie.Alkohol płynął w mojej krwi,mimo chłodnego wieczoru było mi przyjemnie ciepło.Uwielbiam ten stan.Potrafię wszystko ogarnąć i normalnie rozmawiać,jednak jestem pewniejszy siebie,nie mam żadnych limitów.Liczy się tylko ta noc,nic poza nią.Trochę mi przykro,że Luke nie mógł przyjść,ale to już jego strata. Zamierzam się dzisiaj bawić jak nigdy.Z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej kręciło mi się w głowie.Oparłem się o mur,aby utrzymać równowagę.Szumiało mi w głowie od głośnej  muzyki i tych kilku kieliszków,które opróżniłem parę minut temu.Czułem zapach alkoholu,mocne damskie perfumy i drażniący nozdrza dym papierosów.Razem te zapachy tworzyły mieszankę wybuchową.Przez moment przyglądałem się otaczającym mnie ludziom,ale szybko obraz stał się rozmazany.Nagle stałem się cholernie senny.
-Kurwa...-szepnąłem,odgarniając włosy z czoła.
-Tak też już byłam nazywana-usłyszałem,nie do końca pewny z której strony.-Masz czy nie?-spytała.
Może i byłem nachlany,ale jeszcze potrafiłem odróżnić damski głos od męskiego.Odwróciłem się i wtedy ją zobaczyłem.Niewiarygodne,że wcześniej nie dostrzegłem,że ktoś stoi obok,a co więcej,że coś do mnie mówi.Przyglądałem się jej w ciszy,zastanawiając się czy aby na pewno tutaj stoi,czy też aż tak bardzo się schlałem.Chcąc przekonać się,iż nie jest tylko wytworem mojej chorej wyobraźni dotknąłem dłonią jej twarzy.Czułem miękką skórę pod palcami.Czyli jednak była prawdziwa.Wtedy dziewczyna zamachnęła się i z całej siły mnie spoliczkowała.Od razu ją puściłem (doszło do mnie,że najprawdopodobniej nie lubi być dotykana przez obcych,nawalonych kolesi) i chwyciłem się za bolące miejsce.Piekło niemiłosiernie.
-Przepraszam-odezwała się znowu po chwili.-Ale nie jestem jakimś pierdolonym eksponatem,ani tanią dziwką,którą możesz sobie pomacać-dodała na swoją obronę.
-Chyba mi się należało-przyznałem jej rację,gdyż jestem dżentelmenem.-Wiem,że nie jesteś dziwką-dodałem szybko.Uśmiechnęła się.
-Nie-zaprzeczyła,krzyżując ramiona na klatce piersiowej-ja powiedziałam,że nie jestem tania.
Spojrzałem na nią niepewnie,ale ona tylko zaczęła się śmiać.I jeszcze ktoś się śmiał,cholernie głośno.To byłem ja.
Była niższa ode mnie o jakieś półtora głowy.Ogólnie była drobniutka.Miała ładne włosy:długie i ciemne jak smoła.Sięgały jej prawie do pasa,lekko kręcone pod wpływem wilgoci panującej na dworze.Miała piękny uśmiech.Taki szczery.Nie jestem mistrzem w opisywaniu.Oczy były duże i równie ciemne co włosy.
-Wybacz,pytałaś się mnie o coś-zacząłem,próbując zignorować nagły ból głowy.
-Pytałam czy masz może zapalniczkę-powiedziała,pokazując mi,trzymanego w ręce papierosa.
Szybko przeszukałem wszystkie kieszenie w celu znalezienia zapalniczki.Z ulgą wyciągnąłem ją z jednej z tylnych kieszeni.Włożyła fajkę do ust,co zazwyczaj nie wygląda zbyt atrakcyjnie u dziewczyn.Ona jednak była tak cholernie seksowna.Przez moment zagapiłem się na jej usta,czując typowe dla faceta pożądanie.Przyglądała mi się w ciszy,czekając aż użyczę jej ognia.Ja jednak starałem się jak najdłużej przeciągać tą chwilę.Wydawała mi się idealna,chciałem robić z nią wszystko to,czego robić nie powinienem.W końcu nachyliłem się jeszcze trochę i zapaliłem jej papierosa.Będąc tak blisko czułem alkohol i jakiś słodki zapach szamponu do włosów.Zaciągnęła się i powoli wypuściła kłęby białego dymu z ust.To był dokładnie ten moment,gdy chciałam skosztować jej ust.Chciałem ją całować,tak abyśmy oboje zapomnieli o całym świecie.
-Jestem Valerie-powiedziała,przywracając mnie na ziemię.
-Ashton-uśmiechnąłem się mam nadzieję seksownie.
Zaciągnęła się jeszcze raz po czym podała mi fajkę.Zrobiłem to samo,czując się zajebiście ze świadomością,iż jeszcze chwilę temu,trzymała ją w tych perfekcyjnych ustach.
-Jestem nachlana-powiedziała,uśmiechając się szeroko.
-Ja też-również się wyszczerzyłem.
-Więc-zaczęła,przygryzając kokieteryjnie wargę,co jednocześnie cholernie mnie pociągało i smuciło,bo to ja powinienem ją przygryzać-pieprzysz się czy trzeba z tobą chodzić?-spytała,a ja zachwiałem się trochę.
Bogu dzięki,że zaraz za mną była ściana,bo pewnie nie utrzymałbym równowagi i zaliczyłbym cudowną glebę.Chwilę zastanawiałem się,czy rzeczywiście o to zapytała czy też mój mózg robi sobie ze mnie żarty.Zaśmiałem się i wyjąłem fajkę z jej ust,zaciągając się porządnie (na tyle długo,aby pozbierać się w sobie i jakoś normalnie jej odpowiedzieć).
-Czemu uważasz,że chciałbym cie zaliczyć?-spytałem obojętnie.
-Mam fajne cycki-odpowiedziała,zabierając swojego papierosa.
-A coś poza tym?Czym się różnisz od innych dziewczyn,hm?
-Niczym-wzruszyła ramionami.-Jestem jak każda inna.


Ale nie była.


Otworzyła drzwi i niemal wepchnąłem ją do mieszkania.Nogą zamknąłem drzwi,przypierając ją do ściany.Nigdy nie czułem czegoś takiego.Całowałem ją jak wariat,napawając się każdą wspólną sekundą.Nie chciałem oderwać się od jej malinowych ust.Były jeszcze lepsze niż sobie wyobrażałem.
Całowałem ją jakby jej usta były powietrzem,którego potrzebowałem.
Całowałem ją jakby te usta były kokainą,a ja zapalonym narkomanem.
Całowałem ją jakby ten pocałunek mógł uratować komuś życie.
Mnie.
Całowałem ją tak,jakbym miał umrzeć,gdybym przestał.
Chwyciłem ją za uda i podniosłem.Od razu oplotła swoje nogi wokół mnie.Zacząłem składać krótkie pocałunki na jej szyi.Nie jestem w stanie opisać tego uczucia,gdy moje usta stykały się z jej delikatną skórą.Odgarnąłem ciemne włosy,aby mieć lepszy dostęp do jej ciała.Miała cudowne obojczyki.Przygryzłem jej skórę,a ona cicho jęknęła.W głowie już miałem całą wizję tego,co mogę jej dzisiaj zrobić.Nawet jej nie znałem,ale czułem,że po tej nocy już wszystko będzie mi obojętne.Poszedłem z nią na oślep do pokoju.Trafiliśmy na salon.Położyłem ją na łóżku i nie tracąc ani chwili dłużej,zdjęłam jej koszulkę.Całowałem jej dekolt i brzuch.
-Kiedyś miałam własnego prosiaczka,nazywał się Patrick-wydyszała.
Całowałem ją dalej,kiedy to do mnie doszło.
-Co?-spytałam,przestając na chwilę i spojrzałem jej w oczy.-Po co mi to mówisz?-zaśmiałem się.
-Bo to głupie.Chciałam żebyś wiedział,że idziesz do łóżka z kimś kto miał własnego prosiaka.
Powiedziała to tak poważnie,że nie byłem w stanie się nie zaśmiać.Zszedłem z niej i śmiałem się jak głupi,ale nie minęło dużo,a sama do mnie dołączyła.
-Mieszkam z mamą-powiedziałem,podając jej koszulkę.
-Serio?
-Taa,a na drugie imię mam Fletcher-dodałem.Teraz to ona dusiła się ze śmiechu.
-Napijesz się czegoś?-spytała,poprawiając włosy.
-Herbaty?
-Zaraz wracam-uśmiechnęła się i zniknęła w kuchni.
Wróciła z dwoma kubkami parującej herbaty malinowej.Okryła się grubym,beżowym kocem i usiadła obok,ogrzewając sobie dłonie o kubek.
-Uczysz się czy już pracujesz?-spytała,upijając trochę.
-Dorabiam sobie w takiej mało znanej kawiarence znajomego mojej mamy.A ty?


Zahamowałem w ostatniej chwili.
-Uważaj jak jeździsz cholerny gnoju!-wydarł się jakiś koleś z samochodu,w który o mało nie wjechałem.
-Pierdol się!-odkrzyknąłem,ale ręce dalej mi się trzęsły.
Zjechałem na pobocze i wyłączyłem silnik.Mogłem spowodować wypadek,przez tą nieuwagę.Oparłem głowę o kierownicę i oddychałem ciężko.Myśli o Val pochłaniają mnie całkowicie i nic w tym dobrego.Jadąc nie mogę się na niej skupiać,tylko na drodze przed sobą.Wygrzebałem z kieszeni kolejną fajkę i zapaliłem.
Pamiętam,że przegadaliśmy ze sobą całą noc,aż w końcu koło szóstej zasnęła na moim ramieniu.Wyglądała tak niewinnie,jak anioł.Była piękna,nawet z podkrążonymi oczami i rozmazanym makijażem.Napisałem jej wtedy na serwetce "Dzięki za miły wieczór,szkoda tylko,że jednak się jednak nie pieprzyliśmy.Może innym razem.Ash x"


-Dwie waniliowe latte i jedna mocha-powiedziałem z uśmiechem,podając trzem uroczym blondynkom ich zamówienie.
Gregory posłał mi pełen zadowolenia uśmiech i zniknął za drzwiami,prowadzącymi na zaplecze.Obsłużyłem jeszcze dwóch klientów po czym zabrałem się za czyszczenie szklanek.
-Poproszę duże orzechowe cappuccino-nawet nie słyszałem,że ktoś wszedł.
-Coś jeszcze do tego?-spytałem,nie odwracając się,zabrałem się za zamówienie.
-Szybki numerek z mieszkającym z  mamą Fletcherem.
Odwróciłem się tak szybko,że przypadkiem straciłem trzy,dopiero umyte szklanki.Spadły jedna za drugą i roztrzaskały się.Kilka niecenzuralnych słów wyszło z moich ust,zanim pojawił się Gregory.
-Ups?-uśmiechnąłem się przepraszająco,na co mężczyzna tylko westchnął zrezygnowany.-Zaraz posprzątam-dodałem od razu aby go nieco uspokoić.
Gdy znów zniknął za drzwiami,spojrzałem na śmiejącą się ciemnooką.
-Valerie-powiedziałem,starając się wyglądać na opanowanego i uwodzicielskiego,co pewnie nie miało takiego efektu,gdyż stałem w potłuczonym szkle.
-Ashton-moje imię w jej ustach brzmiało jak poezja.Myślę,że nawet gdyby wyrecytowała wszystkie znane mi przekleństwa tego świata,brzmiałby jak wiersze.-Dla przyjaciół i facetów od pieprzenia po prostu Val-uśmiechnęła się promiennie.
-Jak mnie znalazłaś?-spytałem.
-Mówiłeś,że tutaj pracujesz.
-Szukałaś mnie-oparłem się o dzielący nas blat.Zaczerwieniła się.
MATKO BOSKA,JEZUSIE CHRYSTUSIE,DUCHU ŚWIĘTY,BOŻE JEDYNY ONA SIĘ ZARUMIENIŁA.
-Może-przyznała.
Czułem jakby cały wulkan różnych emocji eksplodował wewnątrz mnie.
-Powinniśmy pójść do kina czy coś-dodała od razu.-Dalej czeka nas to pieprzenie.
Mimo,że jedno z drugim nie miało nic wspólnego,zgodziłem się od razu,bo prawda była taka,że zrobiłbym wszystko,aby spędzić z nią trochę czasu.


Od naszego pierwszego spotkania odkrywała we mnie uczucia,o których istnieniu nie miałem pojęcie.I tylko ona była w stanie to robić,nikt inny.Nikt przed nią,nikt po niej.


Był koniec sierpnia i mimo,że w ciągu dnia było ciepło,wieczór stał się chłodny.Spotykaliśmy się już od ponad miesiąca i było cudownie.Mam na myśli to,że byliśmy jak jedna z tych okropnych,szaleńczo zakochanych w sobie par,którymi gardzę.Nigdy nie sądziłem,że takie coś może przytrafić się mi,a tym bardziej,że będzie to tak nagłe i nieoczekiwane.Coś jak deszcz na pustyni.Żyłem z dnia na dzień,nie zamęczałem się takimi pierdołami.Poszedłem na imprezę w celu nachlania się do nieprzytomności,a skończyłem tutaj-leżąc na jakimś zadupiu,o którym opowiedział mi Luke,w starym,niebieskim pick-up'ie mojej mamy,z którego już schodzi farba.Trochę jak w tym filmie "Keith".Val jest opatulona grubym,kraciastym kocem.Leżymy i patrzymy w niebo.Jakby ktoś mi powiedział,jeszcze kilka miesięcy temu,że tak skończę-wyśmiałbym go bez dwóch zdań.Niebo
tutaj jest inne niż w centrum miasta.Widać te wszystkie mieniące się gwiazdy.Stwierdziłem,że wszystko czego pragnę jest tu i teraz.Odwróciłem się na bok.Valerie w skupieniu podziwiała piękno nocy.Uśmiechała się,a ja znów poczułem to ogarniające mnie ciepło.Dziękowałem temu,kto postawił ją na mojej drodze.Byłem po prostu szczęśliwy.Spojrzała na mnie kątem oka.
-Coś nie tak?-spytała.
-Tylko sobie patrzę-uspokoiłem ją.-Jesteś taka piękna-dodałem.
-Powiedz coś czego nie wiem-zaśmiała się.
Coś czego nie wie.
Zamyśliłem się na moment.Było coś czego jeszcze nigdy jej nie powiedziałem,a czułem to za każdym razem,gdy ja widziałem,za każdym razem gdy o niej pomyślałem.Chwyciłem ją za rękę i bawiłem się jej palcami.Wyciąga ze mnie to co najlepsze.Już zawsze chciałbym się czuć tak beztrosko,tak szczęśliwie jak teraz.
-Kocham cię-powiedziałem,obserwując jak na jej twarzy maluje się najpiękniejszy uśmiech na świecie.


Znów źle mi się oddycha.Wyrzucam niedopalonego papierosa i masuję czoło.Boli mnie głowa.Wszystko mnie boli.Ugryzłem się mocno w język,aby się nie rozpłakać.Czemu ciągle o niej myślę?Czemu nie mogę przestać,wyrzucić tych wspomnień z głowy i nigdy do nich nie wracać?
Bo nie chcę.
Dźwięk mojego telefonu sprowadził mnie na ziemię.Jennifer.

"Jeśli nie masz dzisiaj czasu to okay"

Szybko odpisałem.

"Problemy z samochodem,ale już jest ok.Będę za kilka minut.Kocham cię"

A potem usunąłem dwa ostatnie słowa i wysłałem.Po co kłamać.
Ogarnąłem się i znów przekręciłem kluczyk w stacyjce.Jechałem powoli,skupiając się na tym aby bezpiecznie dojechać na miejsce.Zaparkowałem kawałek od jej domu,aby móc jeszcze się trochę przejść i w tym samym czasie doprowadzić do porządku emocjonalnego.Niestety ledwo opuszczam auto,znów mam przed oczami Val.Tym razem doskonale odtwarzam sobie najgorszy dzień mojego życia.


-Co dzisiaj robimy?-spytała między pocałunkami.
-Co tylko chcesz-wyszeptałem jej do ucha,po czym znów wróciłem do jej szyi.
Szyja-niby takie nic.Nie jest tak pociągająca jak na przykład nogi,albo tyłek,a jednak.Tak sobie myślę,że szyja nie została stworzona do podtrzymywania głowy.Szyja jest do całowania.
-Za tydzień stukną nam dwa lata-wydyszała ciężko.
Naprawdę nie wiem jakim cudem ona jest w stanie cokolwiek mówić.Drzwi się otworzyły i usłyszeliśmy Grega.
-Zero seksu w pracy Ashton!-upomniał, po czym wyszedł.
-Nienawidzę tego faceta-wyjęczałem,odrywając się od Val.
-Coś w sobie musi mieć,skoro twoja mama za nim szaleje-zaśmiała się,odgarniając mi włosy z czoła.
-Coś wymyślę i przyjadę po ciebie o siódmej-powiedziałem,całując ją w czoło.
Wyszliśmy z zaplecza.Valerie wyglądała nadzwyczaj pięknie.Miała krótką,białą sukienkę na ramiączkach.Kocham sukienki.Uśmiechała się do mnie,a ja pomyślałem,że jestem najszczęśliwszym człowiekiem,bo mogę oglądać ten uśmiech każdego dnia. Nie zniósłbym świadomości,że uśmiecha się tak do innego faceta.
-Chcesz kawę?-spytałem.
-Nie,dzięki.Pójdę już do domu-wskazała ręką na drzwi.
-Czemu tak mnie ranisz?-wyjęczałem,siląc się na minę kota ze Shrek'a,co chyba mi nie wyszło,bo Val tylko zaczęła się śmiać.
-Przecież się dzisiaj widzimy,tak?-upewniła się.
-Oczywiście.Dzisiaj,jutro,pojutrze,w przyszłym miesiącu,za rok,za dwadzieścia lat.Chcę już cie oglądać do końca życia.
Uśmiechnęła się,podchodząc do mnie.Stanęła na palcach i pocałowała.Tak delikatnie,a jednak czułem to całym sobą.Przerażał mnie fakt,że to ja zachowywałem się jak dziewczyna w tym związku.
-Kocham cie-powiedziała,a ja poczułem wewnętrzny spokój.Dosłownie jakby serce mi zmiękło na  te słowa.
-Ja ciebie też.
Dała mi jeszcze szybkiego buziaka w policzek i machając mi wyszła.Podszedłem do baru,gdzie stał Gregory i przyglądał mi się z politowaniem.Uśmiechnąłem się szeroko,kiedy usłyszeliśmy coś z zewnątrz.Huk,niewiarygodnie głośny huk.Jeszcze nigdy nie słyszałem czegoś takiego.Jakby samochód zderzył się z czymś z ogromną siłą.Odwróciłem się.Ludzie podchodzili do okna,aby zobaczyć co dokładnie się stało.
-Dzwońcie na pogotowie,ktoś wjechał w dziewczynę!-zawołała jakaś kobieta.
Gregory zachowując rozsądek od razu pobiegł po telefon.Stałem przez moment jak sparaliżowany.Nie mogłem się ruszyć z miejsca,zupełnie jakby ktoś mnie tam przykleił.Ludzie zaczęli wychodzić na zewnątrz,kiedy w końcu się ogarnąłem.Czułem gulę w gardle,ale nie traciłem nadziei.Wybiegłem z kawiarni,przeciskając się przez tłumek gapiów.
Leżała tam.
W jednej sekundzie cały mój świat się zawalił.
Zrobiło mi się niedobrze.Podbiegłem do niej.
-Val?-krzyknąłem,potrząsając nią lekko.
Przyłożyłem palec do jej szyi.Do tej pięknej szyi,którą jeszcze chwilę temu całowałem.Do porcelanowej szyi,którą zdobiły czerwone ślady mojej miłości do tej dziewczyny.I tak jak  zawsze czułem przy niej tak wiele,teraz nie poczułem nic.
I nie chodzi mi tutaj o emocje,uczucia.
Nic nie wyczułem.
Nie wyczułem pulsu.
-Valerie!-krzyczałem,próbując ją obudzić.
Nie ruszała się,nie oddychała,nie żyła.
Gdy tak na nią patrzałem dalej była piękna.Naprawdę piękna.Trochę bledsza niż zazwyczaj,włosy okalały jej twarz.Przyglądając się tak,można by powiedzieć,że śpi.Spokojnie śpi.
Ale nie spała.
Drzwi samochodu się zatrzasnęły i jakiś mężczyzna podszedł do nas.
-Nie zbliżaj się kurwa-syknąłem,nawet na niego nie patrząc.
-Czy ona...-zaczął,ale widząc mój stan chyba domyślił się odpowiedzi.
Kilka kropel wody wylądowało na jej twarzy.Spojrzałem na niebo,ale nie padało.
Płakałem.
Płakałem,przytulając ją do siebie na tyle mocno na ile byłem w stanie,licząc chyba,że to przywróci ją do życia.
Wszystko co robiłem przez ostatnie dwa lata,robiłem dla niej.Żyłem dla niej i jestem pewien,że było we mnie wystarczająco życia,aby móc się z nią podzielić.
Ale ona się nie budziła.
-Ashton-poznałem głos Gregory'ego.Słyszałem pędzące karetki.I słyszałem swój zrozpaczony płacz.
-Nie zostawiaj mnie Val-powiedziałem,nim głos mi się załamał-kocham cie.
Nie chciałem jej puścić,ale koniec końców zabrali mi ją.Nie wiem co się działo dalej.Pamiętam tylko,że Gregory jakoś zaprowadził mnie do środka kawiarni i siedział ze mną,puki nie zasnąłem,zmęczony płaczem.


-Ashton?
Jennifer.Stałem pod jej drzwiami.Nawet nie wiem kiedy tutaj doszedłem,kiedy zapukałem ani kiedy otworzyła.
-Wszystko w porządku?-spytała.
Zacisnąłem dłonie w pięści tak mocno,że paznokcie wbijały mi się w skórę.To jednak sprawiło,że byłem w stanie poudawać normalnego.Uśmiechnąłem się lekko,zamiast zacząć wyć.
-Pewnie.A u ciebie?-spytałem,gdy wpuszczała mnie do domu.
-Nie do końca,dlatego chciałam porozmawiać.Chodźmy do mojego pokoju-dodała,wskazując na górę.
Zgaduję,że jej rodziców nie było w domu.Szedłem za nią,schodami na pierwsze piętro.Weszliśmy do jej sypialni,w której byłem tak wiele razy.Zamknęła drzwi i usiadła na łóżku.Zachowywała się dziwnie,inaczej niż zwykle.Przez wyraz jej twarzy,sam zacząłem się stresować.
-Co się stało kochanie?-spytałem,kucając przed nią i chwytając za ręce.
Nie patrzała na mnie,odpowiadając.
-Coś poszło nie tak Ashton.Też tego nie chciałam.
-O co chodzi kochanie?-spytałem ponownie,starając się być dla niej oparciem.
-Jestem w ciąży-szepnęła.
Gdy spojrzała na mnie,jeszcze nigdy nie widziałem tak smutnych i zarazem przestraszonych oczu jak jej.
-To świetnie-uśmiechnąłem się.-Z kim?-spytałem,wiedząc,że nasz związek nie jest takim zwyczajnym związkiem.Że tak powiem,jest otwarty.
-Z tobą debilu!-krzyknęła.-Masz mnie za dziwkę?-spytała,nie otrzymując odpowiedzi.
Wstałem i cofnąłem się o kilka kroków.Dokładnie usłyszałem co powiedziała,ale tak jakby to w ogóle do mnie nie doszło.Ze mną.Ze mną.
Jest w ciąży ze mną.
Zrobiło mi się ciemno przed oczami i nie wiem już co mówiła potem.


Gdy się obudziłem,siedziała obok,patrząc na mnie zmartwiona.Uśmiechnąłem się lekko.Miałem nadzieję,że to tylko mi się przyśniło,ale Jenny zaczęła płakać.Usiadłem trochę za szybko,przez co znów zakręciło mi się w głowie.
-Zemdlałeś Ashton-wyjaśniła,płacząc jeszcze bardziej.
-Przepraszam-to było jedyne na co było mnie stać w tamtym momencie.
Jennifer płakała dalej i szczerze powiedziawszy też miałem ochotę się rozpłakać.Miałem kurewską ochotę zacząć wyć.Mnie też się kurwa należy,po takiej wiadomości jak ta.I byłem już bardzo bliski,aby dać upust emocjom,kiedy zamknąłem oczy i wziąłem głęboki wdech.To ja jestem facetem i to jeszcze jestem starszy od niej.Nie mogę płakać,muszę się zachować jak mężczyzna.Musze ją pocieszyć i udowodnić jej,że jestem tu dla niej i będę.
-Jenny-powiedziałem,ale nie spojrzała na mnie.
To moje dziecko,ja je zrobiłem,więc nie ważne co jest między nami,wezmę za nie odpowiedzialność i zrobię wszystko co mogę,aby jej pomóc i aby dziecko miało ojca.
Ukląkłem przed nią i wziąłem jej twarz w ręce,zmuszając aby na mnie spojrzała.Kciukiem otarłem kolejne łzy.
-Hej kochanie,nie płacz.Nie martw się,okay?Będzie dobrze.Nie planowaliśmy tego,ale najwyraźniej tak musiało być-zacząłem.
-Spytałeś się czyje jest,tak jakbym sypiała z byle kim-pociągnęła nosem.
-Tylko żartowałem.Wiesz,że jestem idiotą i zawsze mówię głupie rzeczy w najmniej odpowiednich momentach,ale hej.Jestem tutaj dla ciebie i będę zawszy,gdy tego będziesz potrzebować.Możesz dzwonić zawsze,o każdej godzinie.Pomogę ci ze wszystkim,zrobię co tylko w mojej mocy.Będzie dobrze,słyszysz?Nie zostawię was.To nasze dziecko Jenny.I mimo,że nigdy o nim nie myślałem,to cholernie się cieszę z tego powodu kochanie.Urodzisz je i razem je wychowamy.Damy sobie radę,na pewno.


Siedziałem u niej jeszcze kilka godzin,potem wróciłem do domu,aby odstawić auto i pieszo poszedłem do baru.Piłem kieliszek za kieliszkiem,bo to wszystko dalej do mnie nie dochodziło i nie mieściło mi się w głowie.Nie nadaję się na ojca,nie oszukujmy się.Jestem najgorszym materiałem na tatę.Powiedziałem jej,że będzie dobrze,aby poczuła się lepiej.Dla niej to też musi być szok i ciężar.Mimo to,sam nie wiem jak i czy damy sobie radę.
Piłem długo,po czym zamiast do domu jakimś cudem doszedłem do kawiarni Gregory'ego.
-Ashton?-mężczyzna odłożył polerowane szklanki na blat i podszedł do mnie.-Co się stało chłopie?
Usiadłem na krześle.
-Kochasz moją mamę?-spytałem.Przez chwilę przyglądał mi się uważnie, z zaskoczeniem na twarzy.
-Tak Ashton-potwierdził,na co się uśmiechnąłem.
-Wiedziałem,ale chciałem to w końcu usłyszeć od ciebie.Ona też cie kocha.Widzę jaka szczęśliwa jest gdy przychodzisz,czy nawet gdy ktoś w pobliżu wymawia twoje imię.Zależy jej na tobie i to cholernie.Myślę,że to serio fajne,to że sprawiasz,że moja mama jest szczęśliwa.Dziękuje ci za to.Tylko pamiętaj,że jak ją zranisz to wyrwę ci jaja.
Gregory uśmiechnął się,poklepał mnie po plecach i powiedział:
-Dziękuje Ash.Chodź stary,jedziemy do domu,chyba miałeś długi dzień.





_______________________________________________________________________
Heeej aniołki ! ♥ Właściwie nie wiem co napisać.Znowu dodaje po długiej przerwie i tak to będzie na razie wyglądało,puki nie pozdaję tych wszystkich dodatkowych przedmiotów.
Czuję się jakbym znowu was zawiodła :o Bardzo za to przepraszam :c
Chcę wam podziękować aniołki za to,że zostałyście ze mną,za to,że jesteście takie wyrozumiałe,a także za to,jak wiele z was życzyło mi powodzenia w szkole.To takie kochane ♥ Jesteście cudowne,najlepsze,zawsze będę wam to przypominać ♥ 
Co do rozdziału - jest Ashton bo chciałyście i właściwie ja też chciałam (Ashton Girl się kłania x) i szczerze powiedziawszy to nie wiem.Pisałam go cholernie długo i osobiście nawet go lubię (przynajmniej lepszy od poprzedniego rozdziału),chociaż oczywiście mogłam go lepiej napisać ._. Tak czy siak opinie pozostawiam wam aniołki :) Piszcie czy tego się spodziewałyście po Ashton'ie i ogólnie co o tym wszystkim sądzicie bo jestem cholernie ciekawa waszych opinii *O*
I na dzisiaj to by było tyle. 
Piszcie czy wam się podobało i co o tym wszystkim sądzicie :)
Bardzo was kocham i za wszystko dziękuję ♥


@oh_woow_lovely

10 komentarzy:

  1. To co się przytrafiło Ashtonowi jest... straszne, smutne, okropne. No ale, błagam! On ojcem?! To będzie ciekawie :D
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ijo ijo ijo mam zawał! No genialnie ci powiem ;) Już po prostu kocham peperspektywe Ashtona Flechera Irwina! Ta wzmianka o drugim imieniu komiczna :') Ciekawie było znowu czytać ten fragment z rozmową ;D Nie ma co Ash to jest kreatywny ! Ale też kurka biedny :( Zajebać chuja który zabił Val! I ta akcja z Jennifer... musiałaś dodać tam pewną część humorystyczną - "z kim" rozwaliło normalnie system xD Hmmm... ale coś tu śmierdzi... czy to na pewno jego dziecko? Ja tam nie wiem, ale takie przypuszczenia są ;) JAK NAJWIĘCEJ WENY ŻYCZĘ I POWODZENIA W SZKOLE SŁOŃCE ! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Weny w kolejnych postach! ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. dobra usunął mi się sam komentarz. zaraz pierdolne bo przeciez malo mam problemów :)
    jebać

    Moj kochany misiaczek pysiaczek ma swoj wlasny DOJEBANY rozdział tak ze cycki moga odpasc jest piekny cudowny niczym fajerwerki w sylwestra (tak btw to nie wiem czemu sie tak ludzie tym podniecają chujowa ta data jak nieszczęście, nie ważne)

    asdfghjkl wgl Ash i to spotkanie jeszcze raz i o bosze świenty jaki on cudowny <- i to właśnie pisze osiemnastolatka przystępująca do matury za dwa tygodnie POZDRO (y)

    hamuj cycki Agnes ... Ashton.... Ashnes aaaaaaaa dobra głowo spierdalaj.

    oczami Ashtona całe to spotkanie było jeszcze bardziej zabawne niż poprzednim razem, znowu się uśmiałam jak pojebana XD ahah

    i nadle pierdolnięcie patelnią między oczy . dzięki właśnie tego potrzebowałam serio.
    wspomnienia>>>>>>>>>>>>
    jako siostry to chyba dziedziczymy jakies jebane cechy podobienstwa serio
    uwielbiam pisac wspomnienia i mam nadziję że przyszlo ci ich pisanie z ogromną radoscia i podnieceniem tak jak w moim przypadku xd chociaz ja to sie w sumie chuj na tym znam xd
    nie wazne

    były ideane i z przykroscia musze stwierdzic ze mialam racje ze mu ta laska umarla no ja pierdole tak bardzo tego nie chcialam a jednak... ;/


    przyznam szczerze ze BARDZO ALE TO KURWA BARDZO i ważnie postąpiłaś z tą ciążą na serio ja bym sie tego nie ruszala bo strasznie trudno bedzie to dobrze rozpisac i wgl z tego wybrnac z satysfakcjonującym skutkiem także Jess szacun w chuj i powodzenia zdolniacho <3 jestem bardzo ciekawa

    (a jeżeli to jest kolejny pamiętnik samobójcy jak to po tytule bloga można wywnioskować to masz skromnie mówiąc w mordę miotłą :))

    trochę bardzo smutno a aura wykończenia chorobowego mojej beznadziejnej osoby pogłębia smuteczek Ashtona jeszcze bardziej. ;(

    Powodzenia w tej jebanej szkole którą ja kończę już za trzy dni.. udręka sie skończy :3
    Pozdawania tych wszystkich przedmiotów misia i duuużo duuuzo czasu na pisanie *O* weny w chuj żeby się aż przelewało i kocham cię najbardziej na świecie <333

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny!!! Z perspektywy Ash'a :) :) Czekam na next <3
    Weny i pozdrawiam ^^^
    xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Why Valerie why? To takie kurewsko smutne 😭 ale rozdział jest cudowny nie chce Jenny chce Val mała urocza Val która jest tylko jego wspomnieniem a jest cudowna

    OdpowiedzUsuń
  7. OŻESZKURWAJEBANAMAĆ
    perpektywa Ashtona>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> wszystko inne
    MATKO BOSKO KOCHANO
    Chcę więcej jego perspektywy og?
    I kuwa, idealnie wyczuwam że to ty piszesz, MATKO Ashton to ty, ty to Ashton *>*
    ty sie kuwa urodziłaś żeby pisać z jego perspektywy og :3
    po 1: chcę więcej
    po 2: pierwsza myśl w momencie gdy Kels i Luke wyszli a esztyn się załamał- KURWA IRWINA TEŻ ZABIJE
    po 3: Valerie *-*
    -powiedz mi coś czego nie wiem.
    -kocham CIę
    JEZUS MARIA KOCHANA POTRZEBUJĘ TEGO W MOIM ŻYCIU
    po 4: tak myślałam że Val nie żyje, eh. Ale kuwa :c
    CHOĆ ESZTYN, PSZYTULEM CIEM, POPŁACZEMY TUGEDER.
    po 5:JENNIFER JEST W CIONŻY O.O
    po 6:
    -jestem w ciąży
    - to świetnie, z kim?
    Z TWOJĄ STARĄ IRWIN -.-
    po 7:
    ona: jestem w ciąży
    on: *mdleje*
    ona:
    ja:
    mój pies:
    ksiądz:
    Obama:
    Papież:
    ja: http://i.imgur.com/HurrjOo.jpg
    Calum, Michael, Luke: http://uk.eonline.com/eol_images/Entire_Site/2014111/rs_500x239-140211170945-ClappingGif.gif
    ja:http://media.giphy.com/media/peD8vibIxSCw8/giphy.gif (jestem Ashtonem, rzucającym tak w twarzyczkę tsdowego (słowotwórstwo level hard) Irwina )

    JA ROZUMIEM, EMOŁSZYNS NO ALE KOMĄ.
    i po 5 (zgubiłam się w numerkach, jestem zbyt leniwa zeby sprawdzić, nevermind)
    I`m in love og.
    Perspektywa Asha potrafi idealnie zaspokoić moje pragnienie Lesley moments.
    I want fucking more *.*
    kocham max pyś ♥

    po 23456789: spróbuj mi Irwina zabić :) :) :) :) :) :) :) :) :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooops zapomniałam dodać ważnej rzeczy:
      KOCHAM CIEBIE I ESZTYNA ZA TO ŻE ZAJMIE SIĘ DZIECKIEM
      teraz mogę iść odpoczywać :3

      Usuń
  8. Zarąbisty *.* Czekam na nexta <3 Powodzenia na zdawaniu tych wszystkich przedmiotów <3 Pozdrawiam :D /Wo

    OdpowiedzUsuń