Son

niedziela, 12 lipca 2015

Rozdział 27

19.06.2013 r.



Jedno kłamstwo ciągnie za sobą sto innych 



Drogi pamiętniku,
mam już wszystkich dosyć,a szczególnie samej siebie.
Idiotka,idiotka,idiotka,idiotka.Nieodpowiedzialna idiotka.
Zastanawiam się właśnie gdzie i w czym dokładnie popełniłam błąd.Kiedy zaczęłam się zmieniać w kogoś kim być nigdy nie chciałam.Kiedy zaczęłam przypominać Hanne? Albo,co gorsze,kiedy rozpoczęłam tą serię niekończących się kłamstw?Przecież nie zawsze taka byłam,prawda?
Zresztą cóż...i tak TEN sekret nie pozostanie długo w ukryciu.
Zostałam dzisiaj w domu,drugi dzień z rzędu.Czuję się okropnie,naprawdę okropnie,a to tylko pod względem fizycznym.O psychicznym wolę nie mówić.
Patrzę na siebie w lustrze i momentalnie robi mi się niedobrze.Nie lubię dziewczyny,którą widzę.I jestem święcie przekonana,że gdyby ludzie się dowiedzieli,też przestaliby mnie lubić.
Nie mam się komu wygadać,a zaczynam już powoli wariować.Muszę,muszę to z siebie w końcu wyrzucić.Wszystko.
W sumie,po namyśle dochodzę do wniosku,że zaczęłam sobie niszczyć życie kilka lat temu,właściwie na własną prośbę.Wszystko zmieniło się podczas tej imprezy u Hanny.Poszłam na nią z Kelsey.
I tutaj proszę bardzo,pierwsza rzecz za którą macie prawo mnie nienawidzić - zostawiłam ją,gdy wszystko potoczyło się nieprzyjemnie.
Nagroda dla najgorszej najlepszej przyjaciółki wędruje do mnie! Hurra! :)))
Zjebałam,zjebałam po całości.Zniszczyłam tyle lat przyjaźni niemal filmowej,z powodu jednego głupiego wydarzenia.
Czasem,gdy nie potrafię zasnąć (co zdarza się aż nadto często) wspominam sobie,jak leżałyśmy u niej w pokoju,piłyśmy gorącą czekoladę i dosłownie piszczałyśmy przeglądając gazety o tych wszystkich super seksownych aktorach i piosenkarzach.Hanna już wtedy była,że tak powiem "królową" szkoły.Ludzie ją znali i lubili (mimo,że właściwie jest straszną kurwą).Każdy chciał się z nią przyjaźnić,każdy.Bo przyjaźń z nią od razu wybijała cie na szczyt.Ludzie cie szanowali,lubili,daliby się pokroić żeby zamienić z tobą słowo,bo to prawie jakby zamienili słowo z Hanną.I możemy się oszukiwać,że to nie jest najważniejsze,że pozycja w szkole się nie liczy,ale jestem pewna,że każdy kto miałby szansę tak nagle łatwo zaistnieć od razu by ją wykorzystał.I tak też było ze mną.
Czasem wydaje mi się,że tylko ja i Kelsey nie przepadałyśmy za Hanną.Pozostali byli nią oczarowani.Natomiast Hanna oczarowana była tylko jedną osobą-Dave'm.No ale bądźmy szczerzy,kto by za nim nie szalał?Już sam fakt,że wygląda jak model Calvina Klein'a (o ile nie lepiej!),właściwie od zawsze,sprawiał że dziewczyny szalały za nim choćby rzeczywiście był kimś znanym,sławnym.Idealny uśmiech zwalający wszystkich z nóg,doskonała fryzura,cudowne błękitne oczy...Każda dziewczyna,którą znam podkochiwała (lub podkochuje nadal) się w nim.Dlatego ani trochę nie dziwi mnie,że Hanna również uległa jego urokowi osobistemu.Niektórzy jednak (w tym ja,Kels i niestety też Hann) mają to dodatkowe szczęście,że są z nim w jednej klasie,a co za tym idzie mogą poznać go znacznie lepiej niż tylko wzdychać na jego widok na szkolnym korytarzu.No i tutaj okazuje się,że Dave nie jest bezczelnym dupkiem,jak to by mogło się wydawać.Nie jest
arogancki,wredny,nie pieprzy się z byle jaką dziewczyną w szkolnym kibelku (a tak przecież robią faceci z jego wyglądem,prawda?).On jest jednak dobrze wychowany,miły,zabawny,gadatliwy,wysportowany i tak dalej, i tak dalej.Czyli właściwie jeszcze bardziej utwierdza dziewczyny w tym,że jest ideałem i sprawia,że uwielbiają go nawet mocniej.
Dave oczywiście podobał się również Kelsey,no i jeśli mam być już kompletnie szczera,to mi również.I dalej,po tylu latach tak cholernie mi się podoba.Nigdy o tym nie mówiłam na głos,bo uwielbiałam to jak oczy Kels błyszczały na samą wzmiankę o nim,z jaką radością mówiła o Dave'ie,jak uroczo się czerwieniła,gdy się do niej uśmiechnął.Dlatego,gdy już się czasem nim zachwycałam to nie na głos.Ukrywałam to tak dobrze,że jestem pewna,iż Kelsey nigdy nawet przez moment nie pomyślała,że mi też może się podobać.
Hanna jest jedną z tych osób,które są przyzwyczajone,że zawsze dostają to czego chcą,nie ważne za jaką cenę.Po trupach do celu,jak to się mówi.Oczywiście zauważyła,że Kelsey podkochuje się w Dave'ie i postanowiła pozbyć się....no właśnie,czego?Zagrożenia?Kelsey NIGDY nie była zagrożeniem dla Hanny!Tate jest najbardziej zamkniętą i niepewną siebie dziewczyną jaką znam.Nigdy sama nie podeszłaby do niego,nie zagadałaby.Na Boga,przecież ona prawie mdlała z zażenowania,gdy Dave mówił jej "cześć"!Dlatego naprawdę do dzisiaj nie wiem,czemu Hanna akurat ją postanowiła tak paskudnie ośmieszyć.Przecież było tyle innych dziewczyn...
A może właśnie dlatego,że była tak łatwym celem?Hann nie musiała się namęczyć,żeby zrobić to co zrobiła.Mówi się,że dziewczyny walczą gorzej niż faceci.I bardziej nieczysto.A zazdrosne dziewczyny posuwają się do okropnych rzeczy.Dołóżmy do tego jeszcze to,że są z natury tak wredne jak Hanna...To nie mogło skończyć się dobrze.
Niczego się nie spodziewając,poszłyśmy na zakupy,a później szykowałyśmy się na ten wieczór kilka godzin.Gdy dotarłyśmy na miejsce,dom był już zapełniony po brzegi i niemal od razu straciłam Kels z pola widzenia.Kiedy jej szukałam...

Głośny dzwonek rozległ się po moim pokoju.Odłożyłam pamiętnik i szybko zabrałam się za przeszukiwanie torebki.Mój młodszy brat śpi za ścianą i jestem pewna,że mama się wścieknie,jeśli go obudzę.Wysypałam całą zawartość torby na łóżko.Spojrzałam na wyświetlacz.Boże,to znowu on.Dzwoni dzisiaj już piąty raz,a jest dopiero po drugiej.To logiczne,że chce porozmawiać,ale ja aktualnie nie mam na to ochoty.Nie jestem gotowa i nie wiem kiedy będę...Jezu,nie wiem czy w ogóle będę gotowa na tą rozmowę,bo każda kolejna oznacza nowe kłamstwa,a im więcej ich jest tym trudniej mi z nich wyjść,tym bardziej się w nich zatracam,gubię...Ściszyłam dzwonek i cierpliwie poczekałam,aż połączenie się zakończy.Cholernie się boję,że przyjdzie tutaj,jeśli dalej będę unikać jego telefonów.W końcu wie gdzie mieszkam.A wtedy wszystko się wyda i nawet nie chcę myśleć co by się stało potem.

Wracając...Kiedy jej szukałam,wpadłam na Dave'a.Był miły jak zwykle,ubrany w tą cudowną niebieską koszulę,w której wyglądał tak seksownie.Rozmawialiśmy trochę...trochę długo jak się okazało.I to okropne z mojej strony (chociaż w sumie nie tak okropne jak to wszystko co robię teraz),ale gdy tak z nim siedziałam,kompletnie zapomniałam o Bożym świecie,kompletnie zapomniałam,że miałam poszukać Kels...Znalazłam ją dopiero po tym okropnym,upokarzającym filmiku.Ludzie śmiali się,jakby właśnie zobaczyli komedię roku.Ona zapłakana uciekła,a imprezowicze już chwilę potem bawili się dalej,jak gdyby nigdy nic.Tylko ja i Dave nie śmialiśmy się.Powiedziałam,że na mnie już pora i wyszłam.Zamiast do siebie skręciłam w ulicę prowadzącą do jej domu.Wtedy dogoniła mnie Hanna.
Jak okropną osobą trzeba być,żeby nagrać i wyświetlić przy prawie całej szkole taki filmik?
A jak okropną osobą trzeba być,żeby zaprzyjaźnić się z dziewczyną,która to zrobiła? No właśnie.
-Już wychodzisz?-spytała,uśmiechając się.
Spojrzałam na nią jak na idiotkę i nic nie mówiąc,przyspieszyłam.
-Nie podoba ci się impreza?-pytała dalej,idąc równie szybko,nie dając za wygraną.
-Niezbyt-przyznałam.
-Chodzi ci o filmik?Oj przestań!To tylko wygłupy,żarty takie!-zaśmiała się.
-Uważasz,że to było zabawne?-rzuciłam niedowierzając w to co słyszę.
Złapała mnie za ramię,zatrzymując i odwróciła twarzą do siebie.Uśmiechnęła się promiennie,jej makijaż i fryzura były bez zarzutu,obcisła sukienka prezentowała się na niej idealnie.Zatrzepotała długimi rzęsami,zaśmiała się melodyjnie.
-Oj kochana,z tego ci widziałam,wszyscy tak uważają-powiedziała,dodając ściszonym głosem:-i wydaje mi się,że ty również.
Przyglądała mi się wyzywająco.Milczałam.Nie uważałam,że to było śmieszne,jednak nie powiedziałam tego.Nie mogłam wydusić z siebie słowa,gdy tak na mnie patrzała.
-Myślę,że powinnaś wrócić na imprezę.Do Dave'a.Wyglądało jakbyście się dobrze bawili.Teraz już nikt wam nie będzie przeszkadzać-uśmiechnęła się ponownie,tym razem nie tak chamsko jak to miała w zwyczaju,a niemal przyjacielsko,dodając otuchy.

Na pytanie czy wróciłam z nią na tą imprezę,niestety odpowiedź brzmi tak.Może gdybym zamiast z nią,poszłabym za Kelsey,nie siedziałabym teraz sama,wygadując się cholernemu zeszytowi,tylko przyjaciółce! Przynajmniej,cholera,mam pewność,że pamiętnik mnie nie będzie oceniał i nie walnie mnie w ten pusty łeb.Chociaż może to by mi się przydało.Telefon znów zadzwonił.Szósty raz wyświetlił się jego numer.Szósty raz przeczekałam połączenie.To mnie wykończy.

Po tamtej imprezie zmieniło się wszystko.Przestałam rozmawiać z Kelsey.Hanna się mnie uczepiła,a mi początkowo nawet się to podobało.To do niej chodziłam na nocki,to z nią chodziłam na zakupy,spacery i imprezy,z nią siedziałam na lekcjach i lunchu,ogólnie z nią spędzałam cały swój czas.Niby robiłam to samo co z Kelsey,ale było zupełnie inaczej.Hanna jest całkowitym przeciwieństwem Tate.Jej charakter jest w stu procentach inny,różnią się nawet pod względem wyglądu.Są jak ogień i woda.
Czymś oczywistym było,że wykorzystywała mnie jak tylko mogła.To ona zawsze musiała być w centrum uwagi,broń Boże żeby było inaczej.No i oczywiście do Dave'a to ona zarywała,nie ja.Właściwie od czasu imprezy nie zostawiała mnie z nim sam na sam nawet na minutę.A jeśli chodzi o Dave'a to chyba jedyny chłopak,który nigdy nie szalał za Hanną (co oczywiście okropnie ją denerwowało).
Często chciałam porozmawiać z Kels.Brakowało mi jej jak cholera i brakuje dalej,ale bałam się do niej odezwać.Jestem pewna,że nie chce mnie znać po tym jak zostawiłam ją dla Hanny.W końcu wychodzi na to,że to ja odrzuciłam ją,nie ona mnie.Zostawiłam najlepszą przyjaciółkę dla
dziewczyny,która była w stanie załatwić mi świetną pozycję w szkole,poznać z masą nowych ludzi,wciągnąć w wir zabawy,pozwalając przez moment żyć jej życiem.Ale na co mi taka "przyjaźń" jak gdy przychodzi co do czego zawsze zostaję sama?A ostatnio czuję się bardziej samotna niż kiedykolwiek wcześniej,co jest przecież śmieszne,w końcu otacza mnie tyle ludzi.
Kilka lat temu na rozpoczęcie roku szkolnego Kelsey przyszła kompletnie odmieniona.Strasznie schudła.Wyglądała tak...niezdrowo,jak cień dawnej siebie.Wiem,że powinnam wtedy do niej podejść,spytać się jak się czuje,co tam u niej słychać,ale nie zrobiłam tego do tej pory.Ludzie ze szkoły często się z niej śmiali i rozpuszczali coraz to gorsze plotki na jej temat (głównie dlatego,że prawie każdy był wtedy na tej nieszczęsnej imprezie i widział ten filmik).Zrobili to samo co ja-odsunęli się od niej.Pamiętam jak Kelsey zawsze mówiła,że jest cholernie słaba.Gdy tak na nią patrzałam w klasie czy na korytarzu,myślałam o tym jak bardzo się myliła co do tego.Jest strasznie silna,w końcu nie uciekła od problemów,nie zmieniła szkoły,nic.Ciągle wytrwale wszystko znosiła.Ale chudła jeszcze bardziej.Zadzwoniłam raz do jej mamy,która jak się okazało nic nie wiedziała o tym filmiku,imprezie,o tym że już ze sobą nie rozmawiamy...Powiedziałam jej,że Kelsey strasznie schudła i,że się martwię.Obiecała,że porozmawia z nią jak tylko wróci z wyjazdu służbowego.Najwyraźniej rozmowa nic nie dała,o ile w ogóle jakaś się odbyła.
Czas leciał szybko,a każdy dzień wyglądał podobnie.Skupiał się w większości na Hannie (pamiętam jak kiedyś rozpuściła plotkę o tym,że chodzi z Dave'm,licząc na to,że wtedy on zrozumie,iż byliby świetną parą.Zamiast tego Dave strasznie się zirytował,a Hanna przeklinała tego kto wymyśla i rozpowiada ludziom takie głupoty).Wszystko zmieniło się kiedy do naszej klasy doszedł Luke.Wtedy jak za sprawą magicznego zaklęcia,Hanna zapomniała o Dave'ie i za cel postawiła sobie Hemmings'a.Łatwo można sobie wyobrazić jej zachowanie,gdy zamiast nią,Luke był zainteresowany Kelsey.Zawsze bardziej cieszyłam się,gdy usiadł z nią na lunchu niż z nami.Robił to na co ja nie miałam odwagi.Ignorowałam trwające godzinami marudzenie Hanny,bo widziałam,że z Kels jest znacznie lepiej.Rozmawia,je,uśmiecha się (a nie robiła tego od wieków).Czasem miałam ochotę do niego podejść i podziękować mu za to,że nie jest taki jak ja i,że robi to wszystko na co sama nie mam odwagi,chyba nawet nie zdając sobie sprawy jak bardzo pomaga Kels.

Telefon znów dzwoni.Westchnęłam i czując jak kurczy mi się żołądek,odebrałam.
-No w końcu-powiedział,nie był zdenerwowany jak przypuszczałam,a raczej zmartwiony.
-Przepraszam.
-Nie masz za co,ja tylko-zawahał się na chwilę-martwiłem się o ciebie.Jak się czujesz?-spytał,a ja znów poczułam wyrzuty sumienia.
Gdyby był dupkiem,którego cała sytuacja w ogóle nie obchodzi,ułatwiłby mi wiele.Wtedy nie czułabym się tak okropnie kłamiąc,ale nie.On jest tak cholernie miły,uroczy i opiekuńczy,przez co nienawidzę siebie jeszcze bardziej.
-Całkiem dobrze-uśmiechnęłam się słabo,czego i tak nie mógł zobaczyć.
-Wiesz,ostatnio dużo czytałem o kobietach w ciąży-zaczął.
-Czyżby?
-Tak.Pożyczyłem magazyny od mamy.To znaczy ona nie wie,że je wziąłem,ale na pewnio nie miałaby nic przeciw.Właściwie czytając je,zacząłem zastanawiać się po co one mojej matce i uwierz mi,że prawie padłem na zawał jak pomyślałem,że może ma coś w planach.Ale potem przypomniałem sobie,że jest już po menopauzie i...
-Do czego zmierzasz?-przerwałam mu,wyobrażając sobie jak w tajemnicy przed mamą czyta kobiece magazyny.
-Chciałem ci tylko powiedzieć,że jeśli będziesz rzygać i czuć ból w piersiach to to zupełnie normalne w przypadku kobiet ciężarnych.
Zaśmiałam się,słysząc z jaką powagą to mówi.
-Dzięki,dobrze że mi powiedziałeś.A już się bałam,że mam niestrawność.
-Wiedziałaś o tym?
-Wydaje mi się,że nawet dzieci w podstawówce to wiedzą,ale naprawdę to doceniam.To takie-zastanowiłam się chwilę-kochane z twojej strony.
Teraz on się zaśmiał.
-Spotkamy się dzisiaj?-spytał po chwili ciszy.
-Jestem trochę zmęczona-zmyśliłam szybko,bo na samą myśl o spotkaniu z nim twarzą w twarz źle się czuję.
-To odpocznij,prześpij się trochę i odwiedź mnie pod wieczór.Proszę.
Ugryzłam się w policzki,żeby nie zacząć płakać.
-Przyjdę przed szóstą do ciebie.
-Świetnie!Dziękuję.Jest coś czego potrzebujesz?
-Nie,jest okay.
-Na pewno?
-Na pewno.
-Damy sobie radę.Będzie dobrze,słyszysz?
-Będzie dobrze-powtórzyłam.
-Do zobaczenia.
Rozłączył się w tym samym momencie,gdy otwarły się drzwi.Mama weszła do pokoju,rozglądając się jakby oczekiwała zastać tutaj kogoś poza mną.
-Z kim rozmawiałaś?-spytała,siadając obok mnie.
-Z Hanną-skłamałam.
Przyglądała mi się przez ciągnącą się w nieskończoność chwilę.
-Myślałam,że z Dave'm-westchnęła.
-Nie-zaprzeczyłam szybko.-To tylko Hanna.
-Dobrze-potarła zmarszczone czoło.-Wiesz jaka jest rodzina Dave'a...
-Jaka?-przerwałam jej,zbyt nerwowo.Spojrzała na mnie zaskoczona.
-Nie chcę mieć z tymi ludźmi nic wspólnego-wzruszyła tylko ramionami.-Ale skoro to tylko Hanna to nie mamy o czym rozmawiać.
Uśmiechnęła się lekko,poklepała mnie po ramieniu i wyszła,zostawiając samą.Zamknęłam oczy i wzięłam kilka głębokich wdechów aby się uspokoić.Teraz strasznie łatwo mnie zdenerwować.Nienawidzę gdy rozpoczyna temat rodziny Dave'a,nienawidzę jej uprzedzeń co do nich,bo tak naprawdę to nic,kurwa,nie wie.Ściskałam pięści tak mocno,że paznokcie wbijały mi się do skóry.Biedna mama,nawet nie wie jak wiele wspólnego będzie miała z Dave'm i jego rodzicami.
Położyłam się i patrząc w sufit,cicho płakałam.Nie chciałam aby mnie usłyszała.Pewnie zaczęłaby zadawać pytania,na które nie chce znać odpowiedzi.Leżałam tak nie wiem jak długo,pozwalając łzom powolutku spływać na pościel.Wszystko mnie przerasta,wszystko.

Jeśli myślicie,że najgorszym co zrobiłam to zostawienie w tak okropny sposób najlepszej przyjaciółki,to nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo się mylicie.To dopiero połowa historii,więc jeśli do tej pory ktoś jeszcze mnie nie znienawidził to zaraz to zrobi.
Gdy pojawił się Luke i Hanna dała sobie w końcu spokój z Dave'm,zaczęliśmy częściej ze sobą rozmawiać.Moja relacja z nim jest jedyną rzeczą za jaką mogę być wdzięczna Hannie,bo to właśnie dzięki przyjaźni z nią miałam jakąś relacje z Dave'm.Chociaż nie,nie mogę być za to jej wdzięczna,bo jak długo była obok,tak prawie wcale z nim nie rozmawiałam.Tak czy siak,spotykaliśmy się po szkole prawie każdego dnia.I było tak cholernie miło.Mówiliśmy o wszystkim i o niczym,chodziliśmy na spacery i do kina,lub po prostu siedzieliśmy u niego w domu (bo u mnie nie mogliśmy,mama chyba nie wytrzymałaby tego nerwowo i nieważne co sobie myśli,Dave jest cudowną osobą,tak samo jak jego matka).Szybko zrobiło się z tego coś więcej niż przyjaźń.Na początku tylko się całowaliśmy.I nie tylko dlatego,że miałam jakieś wyrzuty sumienia bo wiedziałam,że Kelsey kiedyś się w nim podkochiwała,ani dlatego że bałam się reakcji
Hanny.Powód jest całkiem inny (to ten moment,gdy mnie znienawidzicie,ale to jeszcze nie ta najgorsza część).Otóż spotykam się z kimś jeszcze.
Tak,Dave o tym wie.
Nie,ten drugi nie wie nic o Dave'ie.
Tak,najwyraźniej stałam się jak Hanna (oczywiście nie w tak dużym stopniu).
Tak,czuję się jak skończona dziwka.
Ale wspólnie ustaliliśmy,że ten związek to nic poważnego,że jest otwarty.
Owszem,mimo to mam wyrzuty sumienia.
I teraz musicie się skupić bo to wszystko jest skomplikowane jak (za przeproszeniem) chuj.No więc cały ten "otwarty" związek jest jednym wielkim kłamstwem.Mam na myśli - opiera się na ogromnym kłamstwie i jeszcze kilku mniejszych.Kłamstwo jest jego fundamentem.I właściwie kolejne kłamstwa są w niemal każdej naszej rozmowie.Zaczęło się od jednego,dużego,ale nieszkodliwego.Potem żeby prawda nie wyszła na jaw,pojawiały się kolejne małe kłamstewka.A potem kolejne i kolejne.Nowym kłamstwem podtrzymywałam te stare i tak bez końca,aż ostatecznie sama zaczęłam się w tym wszystkim gubić,ale sprawy zaszły tak daleko,że nie mam pojęcia jak wyjść na prostą.Boję się,że na to już za późno.
Wszystko zaczęło się jakiś czas temu,kiedy to Hanna zaproponowała wyjście na imprezę do nowo otwartego klubu w centrum miasta.Ponoć miał to być jeden z najlepszych klubów jakie tutaj mamy.Był tylko jeden problem-wstęp tylko dla osób pełnoletnich.Na całe szczęście (albo i tak z perspektywy czasu: nieszczęście) Hanna miała jakieś znajomości i załatwiła nam fałszywe dowody.Ubrałyśmy się ładnie i zrobiłyśmy sobie nieco mocniejszy makijaż niż zazwyczaj.W sumie nawet z twarzy wyglądamy na trochę starsze niż w rzeczywistości jesteśmy.Dwóch napakowanych facetów sprawdzało dowody przy wejściu.Muszę przyznać,że wyglądały jak oryginały,dlatego też nic dziwnego,że bez jakiegokolwiek problemy Harriet i Jennifer zostały wpuszczone na zabawę.Jennifer Hale,dwadzieścia jeden lat i moje zdjęcie.Tak właśnie wygląda fałszywy dowód,jaki sprezentowała mi Hanna,a raczej jak głosi jej fałszywka - Harriet.

Pobiegłam do łazienki i ledwo zdążyłam zamknąć drzwi na klucz,a już klęczałam,wymiotując.Znowu.Bogu dzięki za własną łazienkę!Umyłam zęby i wróciłam do siebie,ciesząc się,że mama nic nie słyszała.

Wracając do imprezy,Harriet,Jenny i setki kłamstw.Bawiłyśmy się dobrze,podrywając facetów,tańcząc i kupując sobie drinki.Duużo drinków i duużo tańca.Czas przestał istnieć,jedyne co się liczyło to dobra zabawa.A potem,gdzieś około drugiej,Hanna wyszła z klubu z jakimś facetem.Wysokim,przystojnym,pijanym nie tak bardzo,żeby leżeć w kałuży własnych wymiocin,ale na tyle aby bez zastanowienia wyjść z nieletnią dziewczyną do jakiegoś hotelu.Zostałam sama,ale dalej bawiłam się bardzo dobrze.A może i nawet lepiej niż z Hanną?Pamiętam,że w pewnym momencie zaczęło mi się kręcić w głowie,więc wyszłam tylnymi drzwiami na zewnątrz.Przed klubem stało pełno ludzi.Niektórzy byli już na etapie wyrzygiwania swoich wnętrzności,a inni wyszli jedynie na papierosa lub pogadać.Stałam oparta o mur klubu.Muzyka nie była tak głośna,wiał chłodny wiatr,w powietrzu panował zapach alkoholu i dymu papierosów.I wtedy przyszedł on.Oparł się o murek kilka kroków przede mną.Poprawił rozwiane włosy i uśmiechnął się szeroko do mnie,co odwzajemniłam.Patrząc tak na niego,pomyślałam że jest jeszcze przystojniejszy niż ten,z którym wyszła Hanna.I dalej, będąc już zupełnie trzeźwa, tak uważam.Świeciły mu się oczy pod wpływem alkoholu,ale też chyba z radości.Takie iskierki szczęścia.Szeroki uśmiech i dwa głębokie
dołeczki.Wysoki.Dobrze zbudowany,dobrze ubrany.
-Trochę kręciło mi się tam w głowie-powiedział,wskazując na wnętrze klubu.
-Mnie też.
-Papierosa?-spytał,wyciągając paczkę z kieszeni i wkładając sobie jednego do ust.Boże,jak seksownie wyglądał z tą fajką i rozczochranymi włosami.
Poczęstowałam się jedną i pozwoliłam mu ją zapalić.Staliśmy obok siebie,paląc w ciszy.
-Ładnie pachniesz-odezwał się po jakimś czasie.Zmarszczyłam czoło,zaciągając się.-To chyba twój szampon.Guma balonowa?
-To nowość-potwierdziłam,myśląc o moim nowym,ulubionym szamponie.
-Podoba mi się-uśmiechnął się.-Masz jakieś imię szamponowa dziewczyno?
Byłam już nieźle wstawiona,a on był tak cholernie atrakcyjny,więc..
-Jennifer.
-Miło cie poznać Jenny.Ashton.
Potem wyszliśmy.Poszliśmy do niego.No i...było fajnie,a nawet bardzo fajnie.Rano zgodnie stwierdziliśmy,że trzeba to kiedyś powtórzyć.Powtarzaliśmy to więc dosyć często,częściej niż mogłabym przypuszczać i za każdym razem była cudownie.Tyle,że im częściej się spotykaliśmy,tym większy kit musiałam mu wciskać.Jestem Jennifer Hale,mam dwadzieścia jeden lat,mieszkam tylko z mamą bo ojciec zostawił ją dla młodszej,chodzę na studia prawnicze i dorabiam sobie jako opiekunka do dzieci.Gówno prawda.Nic z tego nie jest zgodne z rzeczywistością,ale Ashton jest naprawdę wspaniałym chłopakiem.Miłym,opiekuńczym,uroczym,pomocnym i jeszcze ma to cudowne poczucie humoru,które nie każdy rozumie i nie każdy lubi.No i jest zabójczo przystojny,ma wszystko jak trzeba,a nawet lepiej niż mogłabym chcieć.I oboje bardzo polubiliśmy wspólne spędzanie czasu.Na samym początku uzgodniliśmy jednak,że jest to związek bez zobowiązań,otwarty,opierający się głównie na dobrej zabawie,czyli na seksie (ale nie tylko!).Chyba i on i ja tego potrzebowaliśmy,tej cholernej bliskości i odrobiny uczucia,którego nikt nie chciał nam dać.I jak najbardziej taka opcja mi odpowiadała.Do czasu kiedy między mną a Dave'm zaczynało się układać,kiedy przestała być to tylko przyjaźń.
Powiedziałam Dave'owi o Ashton'ie po tym jak pocałował mnie po raz pierwszy.Opowiedziałam mu dokładnie wszystko,tak jak zrobiłam to teraz i poczułam ogromną ulgę,że ktoś jeszcze zna ten sekret.Zupełnie tak jakby odrobina tego ciężaru przeszła z moich barek na jego.Przez jakiś czas przestał okazywać jakiekolwiek zainteresowanie moją osobą.Powiedział,że taki związek nie jest dla niego i mimo,że było mi przykro,rozumiałam to w zupełności.
Chciałam zerwać z Ashton'em,ale gdy znów się spotkaliśmy nie był w najlepszym stanie.I nagle,jakby czuł co zamierzam,walnął mi monolog o tym jak mimo tego,że nie łączy nasz nic zobowiązującego,cieszy się że mnie ma.Mówił ile dla niego znaczą nasze spotkania,ile znaczę ja i,że cholernie się cieszy,że wtedy mnie spotkał w tym klubie.I nie mogłam tego zrobić,nie mogłam z nim zerwać,nie po tym wszystkim co powiedział.Wiem,że mnie nie kocha,nigdy tego nie powiedział,ale zdecydowanie jestem osobą ważną w jego życiu.A raczej - Jennifer jest.I on dla mnie również jest kimś bardzo ważnym i chciałabym kontynuować tą znajomość,ale tylko jako przyjaciele (przyjaciele bez bonusów).Wiem jednak,że gdyby poznał całą prawdę nie chciałby nawet o mnie słyszeć.I to też doskonale rozumiem.
Najgorsze zaczęło się nie tak dawno,kiedy to Dave stwierdził cytując "chyba zależy mi na tobie bardziej niż powinno" i Ashton nie był już dłużej przeszkodą.Powiedział,że skoro naprawdę nie łączy nas nic większego to powinniśmy spróbować.I zaczęliśmy się spotykać,już nie jako przyjaciele,a jako para.I było cudownie.Dave podobał mi się od zawsze i każda minuta spędzona z nim była niczym spełnienie największych marzeń.Nie żałowałam niczego,a gdy już zaczynałam czuć wyrzuty sumienia,przypominałam sobie,że przecież sam Ashton powiedział,że to związek otwarty.
Nikomu nie powiedzieliśmy,że się spotykamy,a zwłaszcza Hannie.Pewnie wpadłaby w furię,że Dave spotyka się ze mną,a Lukowi gołym okiem widać zależy tylko na Kelsey. Jednak teraz chyba będziemy musieli wszystkim o nas powiedzieć,począwszy od moich rodziców,bo tego sekretu nie da się długo ukrywać.
Tak,wpadliśmy.
Nie chcę zabrzmieć teraz jak puszczalska,ale z Ashton'em spałam jakieś milion razy i nic,z Dave'm raz i skończyło się to dzieckiem.Wiedziałam od razu,gdy tylko zaczęły się mdłości i złe samopoczucie.Zrobiłam test, wyszedł pozytywnie.I to był ten moment gdy moje życie i wszystkie plany na najbliższą przyszłość legły w gruzach.Nie miałam pewności kto jest ojcem,ale to Dave'owi pierwszemu powiedziałam o swoim "problemie".Już chyba nigdy nie zapomnę tego zaskoczenia i przerażenia malującego się na jego twarzy.Nie musiał nawet nic mówić,dobrze wiedziałam,że miał nadzieję iż to nie jego dziecko.Nie do końca mnie tym podbudował,gdy tak siedział,patrząc na mnie jakby widział pierwszy raz w życiu.Ale potem uśmiechnął się słabo,przyciągnął do siebie i
przytulił.Powiedział,że to jeszcze nie koniec świata,chociaż dla mnie to właśnie było to.No bo jak inaczej nazwać sytuację kiedy jesteś nieletnia,nie ukończyłaś jeszcze szkoły i zachodzisz w ciążę,w dodatku nie wiesz z kim : z chłopakiem,który przekonany jest,że spotyka się z miłą studentką Jennifer,albo z chłopakiem,którego rodziny nienawidzi twoja matka? Dave mówił,że będzie dobrze,że sobie poradzimy,że mi pomoże.I muszę przyznać,że poczułam się lżejsza,gdy to powiedział. Lecz teraz następuje ten moment,gdy zrobiłam największe głupstwo jakie tylko mogłam.Długo myślałam o tym jakby wyglądało wychowywanie dziecka z Dave'm,ale nie mogłam sobie wyobrazić reakcji mojej mamy,gdyby się dowiedziała.I wtedy przyszło mi do głowy,że gdyby ojcem był Ashton nie byłaby aż tak wściekła,bo do jego rodziny nie jest jeszcze uprzedzona.I nagle znalazłam masę plusów wynikających z tego,że to właśnie dziecko Ash'a.Między innymi jest już pełnoletni za czym idzie,że bardziej odpowiedzialny.No i ma pracę nie to co ja czy Dave.I jeszcze kilka innych istotnych kwestii,więc powiedziałam Dave'owi przy następnym naszym spotkaniu,że to na bank dziecko Irwin'a,bo z nim pieprzyłam się częściej i,że tak będzie najlepiej dla wszystkich.Dave jednak nie dawał za wygraną i uparł się na testy na ojcostwo.Koniec końców zgodziłam się na to bo jednak ciekawość wzięła górę,mimo to nie czekając na wyniki,kilka dni temu powiedziałam Ashton'owi,że spodziewam się z nim dziecka.Powiedział coś w stylu "świetnie,a z kim?" co we mnie trochę uderzyło,bo poczułam się jeszcze bardziej jak skończona dziwka.No i rozpłakałam się,a on zemdlał.ZEMDLAŁ.Ludzie! Wtedy miałam już dosyć i zaczęłam się zastanawiać czy aby na pewno jest tak odpowiedzialny i dojrzały jak myślałam.Jednak okazało się,że miałam rację,po tym jak się obudził.Powiedział mniej więcej to samo co Dave i dodało mi to otuchy.Historia ta kończy się jednak wynikami testów na ojcostwo,które przyszły kilka dni temu.Ojcem jest Dave.
Gdy mu o tym powiedziałam,wyglądał na zadowolonego z tego powodu.Naprawdę nie wiem czym się tutaj cieszyć,ale jestem spokojniejsza wiedząc,że nie zostawi mnie i dziecka.
Ashton niestety dalej myśli,że to on jest przyszłym tatusiem,a ja z różnych głupich powodów nie wyprowadziłam go jeszcze z błędu.

Dave przed chwilą  napisał,że chciałby się spotkać i spytał czy mam czas.Westchnęłam i odpisałam,że owszem,możemy się zobaczyć dzisiaj.Kazałam zaczekać mu w aucie,ulicę dalej od mojego domu,żeby mama przypadkiem nie widziała jak wchodzę do jego samochodu.Dave nigdy do mnie nie przychodzi,zawsze spotykamy się jak najdalej ode mnie.
Przebrałam się w workowatą koszulkę i spodnie.Czekam tylko,aż mama coś zauważy i domyśli się,że dodatkowe kilogramy nie są spowodowane obżarstwem.Boże,ile ja bym dała,gdybym tyła z powodu jedzenia w nadmiarze!
Mama siedziała w kuchni nad kubkiem parującej jeszcze kawy.Przeglądała jakąś gazetę i częstowała się jej ulubionymi czekoladowymi waflami.
-Wychodzisz?-spytała retorycznie,dodając: - Myślałam,że źle się czujesz,w końcu opuściłaś dzisiaj lekcje.
-Idę do Hanny,odpisać dzisiejsze tematy-skłamałam.Mama przyglądała mi się uważnie przez chwilę.
-W takim razie,gdzie masz zeszyty?
-W torebce mam notes.Później jak wrócę,spiszę wszystko do zeszytów.
Kiwnęła powoli twierdząco głową,nie spuszczając ze mnie czujnego spojrzenia.Stałam tak,zupełnie jakbym nie mogła wyjść,gdy tak na mnie patrzyła.W końcu jednak,wróciła do swojego czasopisma,a ja szybko wyszłam z domu.Przeszłam całą moją ulicę,tak szybko jak tylko mogłam.Dave czekał już w swoim samochodzie.Zajęłam miejsce pasażera i zapięłam pasy.
-Jak się czujesz?-spytał,chwytając mnie za rękę i lekko ją ściskając.
Beznakurwadziejnie pomyślałam,mówiąc:
-Dobrze.
Nawet wymusiłam słaby uśmiech.Dave włączył radio i wyjechał z parkingu.Przez całą drogę byłam nieobecna.Patrzałam przez okno,obraz był rozmazany,gdyż Dave jechał strasznie szybko.Było mi niedobrze,ale nic nie powiedziałam.Przyjechaliśmy do niego.Zauważyłam brak samochodu mamy Dave'a na podjeździe,więc będziemy sami.Brunet otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść.
-Ostatnio prawie wcale się nie odzywasz-zaczął,gdy siedzieliśmy w jego kuchni.Nalał nam soku.
-Wydaje ci się.
-Nie-zmarszczył czoło.-Jesteś nieobecna,rozdrażniona,spięta...
-A jaka mam kurwa być?-przerwałam mu,znów bardziej nerwowo niż powinnam.-Jestem w ciąży,mam prawo być rozdrażniona,spięta,nieobecna,markotna,nerwowa i...
-W porządku Jade-przerwał mój monolog,podając mi kubek soku pomarańczowego,mojego ulubionego.
-Przepraszam-powiedziałam po ciągnącej się w nieskończoność ciszy.
-W porządku.Po prostu...myślałem,że coś źle zrobiłem i...
-Wszystko robisz dobrze.Po prostu ostatnio mam ciężkie dni.
Usiadł naprzeciw i przyglądał mi się chwilę,tak jakby wszystko rozumiał.
-Chodzi o Ashton'a?-spytał,a ja mimowolnie się spięłam.
Kiwnęłam twierdząco głową.Niebywałe,zupełnie jakby czytał mi w myślach.
-Jade-zaczął,znów chowając moją dłoń w swoich-powiedz mu.
-Gdyby tylko to było takie łatwe-zaśmiałam się,bez krzty radości.
-Wiem,ale on powinien wiedzieć.Wiem,że wtedy będziesz musiała powiedzieć mu wszystko,ale pomyśl,czy tak nie będzie lepiej?I dla niego i dla ciebie.Strasznie się tym wszystkim denerwujesz i martwisz,a nie powinnaś bo jesteś w ciąży.
-Już nigdy się do mnie nie odezwie-wyjąkałam,czując że policzki robią się mokre od łez.
-Może nie,a może tak.Nie dowiesz się jeśli mu nie powiesz.Ja na jego miejscu chciałbym wiedzieć.
Płakałam cicho,unikając jego spojrzenia.Starałam się skupić na tym cholernym soku pomarańczowym.Lubię Ashton'a,wiele dla mnie znaczy jego przyjaźń i ogólnie obecność w moim życiu,ale jestem pewna na milion procent,że po tym co mu zrobiłam,po tym jak okropnie go
oszukałam,nie będzie chciał mnie znać.Znienawidzi mnie prawie tak bardzo jak ja nienawidzę siebie.
-Lubię go-powiedziałam,a mój głos był bardziej piskliwy niż przypuszczałam-jest moim przyjacielem.Nie chcę go jeszcze tracić.
-Jade im szybciej powiesz mu prawdę tym lepiej.Ale rób jak uważasz,wiesz że będę wspierał cie mimo wszystko.
Siedziałam u Dave'a ponad trzy godziny.Wydaje mi się,że większość tego czasu przemilczałam,pogrążona we własnych myślach.Wiem,że Dave ma racje,to on jest tym mądrym w tym związku.Wiem,że muszę powiedzieć Ashton'owi o wszystkim.Ale boję się,tak cholernie się boję.To wszystko zaszło za daleko i teraz nie wiem jak z tego wybrnąć.
Dave zaproponował,że podwiezie mnie do domu,ale odmówiłam.I tak jeszcze miałam spotkać się z Irwin'em. Nie śpiesząc się szłam przez centrum miasta.Mijałam uśmiechniętych od ucha do ucha ludzi i pięknie przyozdobione wystawy sklepowe.Było głośno i zapachy jedzenia i perfum mieszały się atakując moje nozdrza.Zapach był zbyt intensywny,więc skręciłam w stronę parku,decydując się na dłuższą drogę.Szłam patrząc pod nogi,bijąc się z myślami.Co mam zrobić?
Wtedy wpadłam na kogoś.Gdy spojrzałam przed siebie zobaczyłam Kelsey. Uśmiechnęła się niepewnie.
-Hej.Przepraszam,że na ciebie wpadłam-zaczęła.
-Hej-również spróbowałam się uśmiechnąć.-Właściwie to ja nie patrzałam jak idę.
Stałyśmy tak chwilę nic nie mówiąc.Było bardziej niż niezręcznie.
-Gdzie idziesz?-spytała,przerywając tym samym tą upokarzającą ciszę.
-Do znajomego-powiedziałam nie do końca kłamstwo.
-Jade?
-Tak?
-Chyba chciałaś mi coś powiedzieć-zaczęła i widząc mój pełen niezrozumienia wyraz twarzy,dodała:-Wtedy w szkole.
Wydaje mi się,że mimowolnie zbladłam.Chciałam jej wtedy powiedzieć o ciąży,bo musiałam się komuś wygadać,a Kelsey,mimo że ze sobą nie rozmawiamy,zawsze będzie moją jedyną,prawdziwą przyjaciółką.Tak bardzo chciałam jej wtedy o wszystkim opowiedzieć.Teraz jednak,gdy zawiał wiatr,poczułam strasznie mocny zapach perfum przyjaciółki.W ciągu sekundy zrobiło mi się niedobrze i wszystko podeszło mi do gardła.Minęłam ją,podbiegłam do kosza na śmieci i zwymiotowałam. Kels podeszła i przytrzymała mi włosy.
-Wszystko okay?-spytała,gdy usiadłam na ławce.
-Właściwie to nie-powiedziałam,czując się już zbyt zmęczona by zmyślać.
-Co się stało?
-Chciałam ci powiedzieć to już wtedy na tej imprezie.Chyba po prostu za bardzo się wstydzę i nie chce mi to przejść przez gardło.
Przyglądała mi się chwilę w ciszy,aż w końcu powiedziała:
-Przecież możesz mi powiedzieć wszystko.Nie osądzam cie Jade.
Uśmiechnęła się i przypomniało mi się jak byłyśmy młodsze i chodziłyśmy do tego parku na spacery.Zacisnęłam mocniej dłonie i zamykając oczy,tak jakby miało to jakoś pomóc,na jednym wdechu powiedziałam:
-Jestem w ciąży Kels.
Cisza znacznie mi się dłużyła,więc w końcu odważyłam się na nią spojrzeć,chociaż czułam że na przemian to blednę to robię się czerwona.Wyglądała jakby dokładnie się zastanawiała co mi powiedzieć,jak dobrać odpowiednio słowa.W końcu nie powiedziała kompletnie nic,tylko mnie przytuliła.Siedziałyśmy tak jakiś czas,ja płakałam,a ona cierpliwie to wszystko znosiła.
-Możesz na mnie liczyć,okay?-szepnęła,a ja kiwnęłam twierdząco głową.-Pomogę ci jak tylko będę umiała.
Wtuliłam się w nią mocniej,bo było to dokładnie to czego potrzebowałam w tamtym momencie.Po paru minutach uspokoiłam się,wytarłam nos i podziękowałam.Siedziałyśmy tak jakiś czas,patrząc przed siebie na mijających  nas ludzi,zupełnie tak jak robiłyśmy gdy byłyśmy młodsze.
-Będę wścibska jeśli spytam kto jest ojcem?-odezwała się pierwsza,tak cicho,że ledwo ją słyszałam.
Zawahałam się,przypominając sobie jak bardzo była zauroczona przyszłym tatusiem.Nie patrząc na nią,powiedziałam tak cicho jak tylko mogłam:
-Dave.
Zero reakcji.Zastanawiałam się,czy w ogóle mnie usłyszała.Gdy złapała mnie za rękę,wiedziałam że tak.Uśmiechnęła się co mnie zaskoczyło.
-Po pierwsze jak tak teraz myślę to pasujecie do siebie.Po drugie gratuluję.Po trzecie jestem cholernie szczęśliwa,że Dave ma coś w głowie i nie zrobił dziecka Hannie.
Zaśmiałam się i położyłam głowę na jej ramieniu.
-Nie jesteś na mnie zła?-spytałam.
-Miałam wtedy jakieś trzynaście lat-zaśmiała się.
Siedziałyśmy tak jeszcze jakiś czas,kiedy mój telefon znów zaczął dzwonić.
-Nie odbierzesz?Może to Dave.
-To na pewno moja mama-skłamałam,wiedząc,że pewnie to Ashton.-Chyba muszę już iść-dodałam niechętnie.
-Okay.Wiesz tak tylko sobie myślę,jakiś sezon na ciąże jest-zaśmiała się kolejny raz.
-Co?-spytałam zbita z tropu.
-Nic takiego.Dzisiaj przyjaciel Luka,Ashton,powiedział że jego dziewczyna też jest w ciąży-uśmiechnęła się szeroko,a ja poczułam jak robi mi się słabo i zaczyna kręcić w głowie.-Jade?Wszystko w porządku?-spytała,gdy znów usiadłam na ławce.
-Tak,to zupełnie normalne w moim przypadku.Co to za Ashton?-pytając starałam się zachowywać zupełnie normalnie.
-Najlepszy przyjaciel Luka.I myślę,że też jedyny.Starszy od nas o kilka lat,pracuje w pobliskiej kawiarni.
-Znasz go?
-Poznałam niedawno.Cudowny chłopak,świetne poczucie humoru,miły i w ogóle-uśmiechnęła się.-Powinnaś go poznać-dodała.
-Pewnie masz rację.Naprawdę muszę już lecieć.Do zobaczenia w szkole-przytuliłam ją lekko i już szłam w stronę domu Irwin'a.
Boże,Boże,Boże,Boże.
To się nie dzieje,to nie może być prawda.
Kurwa,kurwa,kurwa! JAK?!
Jakim cudem?Nie wierzę,po prostu nie wierzę.
To takie chore, wydaje mi się,że los pisząc ten scenariusz dla mnie właśnie zwija się ze śmichu.
Zapukałam do drzwi.Powiem mu,obiecałam sobie.
Otworzył,uśmiechnął się szeroko i lekko mnie przytulił.Wyglądał na zmęczonego,ale też na zadowolonego.
-Dobrze cie widzieć Jenny-powiedział,całując mnie w czoło.
I znów nie byłam w stanie niczego powiedzieć.




_______________________________________________________________________
Hej aniołki! Jak mijają wam wakacje? :D Byłyście już gdzieś,czy może dopiero jedziecie? Pochwalcie się jak upłynęły wam te dwa tygodnie ♥ Mam nadzieję,że pogodę macie ładną i świetnie się bawicie :*
Jako,że też nie ma mnie w domu od wczoraj,kolejny rozdział pojawi się dopiero po 20.07.
A co do rozdziału to mam nadzieję,że wam się podobał.Cholernie długo nad nim siedziałam,ale nawet go lubię,nie jest taki zły.I o ile w poprzednim było nudno,dzisiaj trochę się działo :) Piszcie swoje opinie,co sądzicie o tym wszystkim *-* Jestem cholernie ciekawa waszych odczuć co do tego rozdziału ♥ 


Jeśli przeczytałaś aniołku bardzo proszę skomentuj,chociażby jednym słowem - dla ciebie to tylko chwila,a dla mnie ogromna motywacja do dalszego pisania i radość ♥ 

@oh_woow_lovely

21 komentarzy:

  1. cholera, wiedziałam!! Wiedziałam, że będzie tutaj wątek z Ashtonem, kiedy Jade rozmawiała przez telefon - tyle, że się jebłam, bo gadała z Dave' m... tak, czy inaczej cieszę się, że Kels tak wspiera swoją przyjaciółkę pomimo tego, jak ją wystawiła kilka lat temu. Kels ma takie złote serduszko... Uwielbiam ją ♥ współczuję Jade, ale powinna w końcu powiedzieć prawdę Ashtonowi - bo on kurwa na to zasługuje!! Uwielbiam go i zawsze będę bronić, więc droga Jade ogarnij się słońce powiedz Ashowi, że tatusiem nie jest, bo będzie wpiedol (oczywiście jak urodzisz, bo ciężarnych się nie bije xdd)
    Cieszę się, że ten rozdział jest z perspektywy Jade, ale tak szczerze to o wiele bardziej lubię Kels i Luke' a... Ejjj, a może by tak rozdział z perspektywy tej suki Hanny, huh??
    A ty wiesz, że dzisiaj się tak zastanawiałam: 'Fajnie jakby dzisiaj był rozdział TSD, kurde' i tu taki suprajs!! Normalnie cie kocham dziewczyno!!
    Tak, czy inaczej... Muszę cie przeprosić, bo ostatnio bardzo długo nie komentowałam, ponieważ nie miałam zbytnio czasu, ale musisz wiedzieć, że czytałam każdy rozdział i bardzo mi się podobały.
    Już się nie mogę doczekać nexta duuuuużo weny kochanie xdd

    OdpowiedzUsuń
  2. O... kurwa.... Jestem w szoku.... Wow.. Gratuluję Ci pomysłu :) Tego to nawet ja bym nie wymyśliła ;) Moje wakacje spędzam aktualnie dzień w dzień w pracy ( sezonowej), z racji tego, że mieszkam na wsi i w tym roku nigdzie się nie wybieram, chyba... =D
    Do następnego Skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział jest zajebisty (za przeproszeniem) i bardzo ciekawy, ale cholera! Kolejny tydzień będę czekać, żeby dowiedzieć się co u Kelsy i Luke'a, bo to na te wątki zawsze czekam :') Szczególnie po tym co jej powiedział! No nic, miłej weny ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział! Szczerze mówiąc to nigdy bym na to nie wpadła. Skąd ty dziewczyno bierzesz takie pomysły?! Domyślam się, że masz ich jeszcze parę. ;)
    Ka$ia :*

    PS. A co z Dirty Liars? Już prawie pół roku nic nie dodajesz. Proszę napisz zakończenie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaczynając czytać to mówię sobie (o boze nawet sie nie przywitałam: cześć!) oooo fajnie ze bedzie prespektywa kogos innego pomimo ze az mnie skreca z ciekawosci do z tym Lukiem i Kels bo te ostatnie zdania byly takie perf ze ja jebie ale ok
    Obczajam o czym to jest mowie ok bedzie Jade fajowo ino o czym ona bedzie napieprzac przez caly rozdzial to ja nie wiem
    Trochy feelings as always o Kels sytyłejszyn i wgl fajnie to trochy juz wiemy
    Pozniej Dave o chuj *,* juz czuje ta reakcje Lucy widzac Coltona to ja tu sie zesralam szczerze powiedziawszy ale spokoo xd
    Jak tylko mapisalas ze troche rozmawiali to mowie jak nic bedo z tego seksy jak cholera i mialam racje ale to potem
    W pewnym momencie a mianowicie w akcji z dowodami (jakbys ty mnie kurwa zobaczyla dziewczyno...) moje usta zrobily jakies kurwa aaaasehssgdksisvahaaaaknbdj i sie zapowietrzylam jak balon ryly i juz kierwa wiedzialam ze to je Jadnifffffffer i takie o kurwa chuj ja pierdole ale faza lepsza niz po zmieszanu szampana wodki z piwem i wina z biedry (nie polecam tego polaczenia. Nigdy juz tak nie zrobię)
    O MOJ BOSZE
    POZNIEJ ZNIWU SIE ZAPOWIETRZYLAM WIEDZAC ZE TO DAVE JEST OJCEM A NIE ASH I JAKAS FALA ZLOSCI CZY CHUJ WI CZEGO MNIE NAWIEDZILA ALE NADAL JĄ LUBIE (OPLULAM SOBIE TELEFON POZDRO) IDK Y ALE JAKOS JEST TAKA SLODKA TROCHY I NIEWINNA I W SUMIE TO JA SIE NIE DZIWIE ZE ONA RUCHALA ICH OBU NO BO BOZE KTO BY ODMÓWIŁ ASHTONOWI I COLTONOWI RANY BOSKIE CHYBA TYLKO LESBA NO...
    SUKA HANNA NIECH ŻAŁUJĘ HAHAHAHAHAHHA DZIWKA XD
    OGÓLNIE RZECZ BIORAC JESTEM OCZAROWANA W CHUJ CALYM TYM ROZDZIALEM I TYM ZE WRESZCIE ZE SOBA GADALY I ZE JEJ POWIEDZIALA TAK PRAWIE WSZYSTKO I OJEJKU <3
    (bolą mnie zęby ała)
    Kocham cie mis duzo weny zycze i aktywnych pośród żywych (jeszcze) internetowych ludzi, dni. Jak zrozumialas to gratuluje ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. W koncu next! Rozdzial świetny, zresztą jak wszystkie. Ale jestem w szoku z tą sytuacją z Jennifer, nieźle pogmatwane. Mam nadzieje ze nastepny rozdzial pojawi sie w krotce z perspektywy Kels lub Luka. Duuużo weny kochana! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak dowiedziałam sie ze Jade to Jeniffer to takie "ok ale o co chodzi" ale jak sie dowiedziałam ze facet z klub to Ash "było o kurwa!" I wtedy skojarzyłam wszystkie fakty. Ona musi mu powiedziec ale to zniszczy Ashtonka :( niech najszybciej powie Kels, ale rozdział z perspektywy Jade ogólnie cudowny!

    OdpowiedzUsuń
  8. O mój Boże!!! Jade to Jennifer?! Serio?! Miałaś racje, że to suka xd Wrobiła Asha w dziecko, a to dziecko Dave'a!!! Dobrze, że chociaż chciała mu to powiedzieć. Wszystko to takie zagmatwane :D Ale za to idealnie połączone ;D Na szczęście Kels odzyska przyjaciółkę i będzie happy end, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja pierdziu... nieźle sobie babka skomplikowała życie. Szkoda mi Ashtona, tak się chłopak podniecił :/ Do tego reakcja Kels... szczerze mówiąc to nie wiem jakbym zachowała sie na jej miejscu. No ale widać, że dla niej Jade jest ważna i w drugą stronę chociaż Jade "Jenifer" teraz cięzko się będzie wytłumaczyć. W każdym razie na pewno wszystko skończy się dobrze *zaciska kciuki mówiąc proszę, proszę*. Czekam na następny, życzę dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow... po prostu wow... *o* nie wiem co powiedzieć ten rozdział jest po prostu zarąbisty <3 już nie mogę się doczekać kiedy będzie następny *-* życzę dużo weny i chęci do pisania ;*
    /A

    OdpowiedzUsuń
  11. ������

    OdpowiedzUsuń
  12. ŁO KIERWA
    Jess zrobiłaś podczas tego rozdziału małe rozpierdolendo w mojej głowie og
    na poczatku gdy zobaczyłam ze to perspektywa Jade, to domyśliłam sie ze dowiem sie o tym z kim jest w ciąży ( bo że jest w ciąży wiedziałam od początku).
    i NAJPIERW JAK ZOBACZYŁAM KTO GRA DAVE`A
    OH GOOD GOD TO JE MÓJ HAYNES *_________________*
    I FUCK YEAH bo zapłodnił Jade a nie Hanne he :3
    Swoją drogą znacznie wydłużyłaś czas w jakim czytałam ten rozdział bo przy każdym gifie z Coltonem się zatrzymywałam i kilka minut kontemplowałam ten cudowny widok *.*
    ALE OK OGARNIJMY SIE
    pogubiłam się gdy zaczęłaś wprowadzać wiadomość o tych dwóch związkach. Byłam jak o wtf czo ty robisz, ileż tych facetów
    ale z każdą linijką, zaczęło mi się wszystko układać. A gdy w grę weszła postać Jennifer i poleciał tekst ,,szamponowa dzoiewczyno"....
    WIEDZIAŁAM JUŻ ZE TO ESZTYN
    no bo wybacz, ale moim skromnym zdaniem tylko Irwin mógłby wyskoczyć do laksi z tekstem o szamponie i zwrócic się do niej ,,szamponowa dziewczyno".
    I BYŁAM O KURWA JEBANA MAĆ
    Skubana pisiont twarzy Jade no.
    Ale powiem CI ze to jest dobry deal. Masz sobie dwie osobowości i jednocześnie dwóch zajebistych kolesi, z którymi pieprzysz się i jesteś jednocześnie, mało tego masz kierwa dwóchsuper mega ekstra seksownych tatusiów!
    Jak żyć by Jade from TSD.
    Dobrze kombinuje :3
    A tak całkiem serio to O MÓJ BOŻE w co ta dziewczyna się wpakowała?
    Na chuj pozwoliła wierzyć esztynowi ze jest 21latką, wgl dlaczego pozwoliła mu wierzyć ze to on jest ojcem jej dziecka?
    Podczas gdy Dave`owi powiedziała ze to on nim jest?
    WHAT THE KURWA FUCK
    ok ja mam talent do komplikowania sobie życia, really.
    Ale Jade to jest kuwa w tym mistrzynią, chyle kuwa czoła i całuję rączki, srsly.
    I uważam, że Dave`owi i Kels powinna powiedzieć od razu całą prawdę, ,łącznie z esztynem. Bo to i tak jebnie. Jak np. esztyn będzie chciał poznać Jennifer z Kels.
    TO SIĘ ZDZIWI XD
    Cóż, Jade tkwi w jednym wielkim gownie, które sama narobiła, jakkolwiek nieelegancko to brzmi XD
    W KAŻDYM RAZIE
    czekam na dalszy rozwój sytułejszyn :3
    LOvju laleniu ♥
    Toster z tobą :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy next? Ciekawość mnie zżera jak rozwiążesz tą sytuację

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w przyszłym tygodniu aniołku,ale nie wiem dokładnie w jaki dzień bo nawet jeszcze nie zaczęłam pisać tego rozdziału :|

      Usuń
    2. Moja kochaniutka opierdalasz mi się z nextem coś:/ czekam i czekam odwiedzam codziennie bloga a rozdziału 28 nie ma :( no cóż wiedz że dalej czekam i się martwię i czekam i czekam i czekam i liczę na cb!!! <3
      Pozdrawiam :*

      Usuń
    3. dziękuję aniołku że czekasz i,że jesteś ♥ bardzo,bardzo przepraszam za tak długie opóźnienie :c rozdział dzisiaj albo jutro ;*

      Usuń
  14. Nie no kocham Cię po prostu!.To jest mega<3.Oby więcej takich opowiadaniań.Życzę weny kochana :***
    P.S Jestem nową komentatorką.

    OdpowiedzUsuń
  15. Odpowiedzi
    1. dzisiaj albo jutro aniołku,bardzo przepraszam za opóźnienie :c

      Usuń