Son

sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział 28

19.06.2013 r.



A sky full of stars



"Nie Kelsey, ja bym umarł następny".
????!!!!
Czy ja już kompletnie oszalałem? Wybrałem chyba najgorszą odpowiedź z możliwych.Nie mówię,że nieprawdziwą,ale zdecydowanie najmniej pasującą w tamtym momencie. Powinienem rozsiąść się wygodnie i nonszalanckim tonem ogłosić jakiś głupi,sarkastyczny tekst.Bo tak zawsze robię - mówię pierdoły,często wywołując tym krótki uśmiech u odbiorcy.Nie jestem poważny,nigdy nie byłem.Gdybym mógł wrócić do tamtej chwili,wzruszyłbym niby obojętnie ramionami i powiedział coś w stylu "może gdybym miał gorszy dzień uroniłbym łzę czy dwie,ale to musiałby być naprawdę,naprawdę zły dzień".
Ale gdybyście widzieli jak na mnie spojrzała.Nie potrafię tego opisać - być może dlatego,że nie jestem pewien co mówił wyraz jej twarzy w tamtym momencie,a rzeczy których nie rozumiemy są bardzo trudne do wytłumaczenia innym. Początkowo przyglądała mi się przez chwilę.Było to zaledwie paręnaście sekund,ale ja czułem się jakby patrzała tak na mnie godzinę,tydzień,miesiąc,rok.Była zaskoczona.Tak,to chyba najodpowiedniejsze słowo,które opisywało to jak wyglądała.Wyglądała na cholernie zaskoczoną.I zrobiło mi się z tego powodu
dziwnie smutno,przykro.Nie powinna być zdziwiona tym,że ktoś ją lubi,że komuś na niej zależy,że ktoś nie chce myśleć o życiu bez niej.A jednak była i to bardziej niż mógłbym przypuszczać.Zupełnie tak jakby pierwszy raz w życiu usłyszała coś takiego.A co jeśli rzeczywiście był to pierwszy raz?
Zamrugała kilkakrotnie po czym odwróciła wzrok.Była zawstydzona.A PRZECIEŻ NIE POWINNA DO CHOLERY! Powinna być przyzwyczajona do takich słów,powinna być przyzwyczajona do pieprzonych komplementów,bo przecież POWINNA BYĆ KOMPLEMENTOWANA.
Zamiast tego proszę bardzo - siedzi przede mną dziewczyna,która nie zdaje sobie sprawy z tego jak piękna jest. Czasem zastanawiam się jak to w ogóle możliwe,jakim cudem ona tego nie widzi? Wydaje mi się,że to jakiś rodzaj ślepoty.Niby z jej oczami wszystko w porządku,a jednak nie dostrzega tak istotnych szczegółów. Patrzę na nią i myślę,że mogłaby być kim tylko zechciałaby,że mogłaby mieć każdego chłopaka,który wpadłby jej w oko.Tymczasem ona nie jest w stanie patrzeć na mnie dłużej niż minutę bez zaczerwienienia się.
Uśmiechnęła się lekko,tak jak lubię najbardziej i zostawiła moje słowa bez komentarza.Skupiła się na frytkach co z jednej strony mnie cieszyło - w końcu jadła - a z drugiej nie dawało mi spokoju.Po takich słowach liczyłem na jakąkolwiek reakcję! Chociażby na zwykłe,prawdziwe "jesteś pojebany Luke".Ale niczego się nie doczekałem.I wtedy to ja poczułem się dziwnie zażenowany,skrępowany,zawstydzony.Przysięgam,że zrobiłem się tak czerwony jak jej jabłko,które jada na drugie śniadanie (chociaż w jej przypadku zgaduję,że jest to jednocześnie pierwsze śniadanie,jedyne śniadanie).Nic już nie mówiłem do końca lunchu bo czułem się jak skończony idiota.I jeszcze ten mój śmiertelnie poważny ton jakim to powiedziałem - za cholerę nie szło tego obrócić w żart.
Poczułem pewnego rodzaju ulgę,gdy rozległ się, kończący przerwę obiadową, dzwonek.A ona zjadła całą paczkę frytek,które jej wcisnąłem.I nie drążyła tego niezręcznego tematu.Bawiła się palcami,nie patrząc na mnie,a ja jak zwykle nie mogłem się nadziwić tym jak nieśmiała jest.
-A więc idziesz dziś do Ashton'a?-spytała,poprawiając pasek torby.
Ashton? Kompletnie o tym zapomniałem.To znaczy...chciałbym chyba o tym kompletnie zapomnieć.Tak naprawdę dalej nie mieści mi się to w mej pustej głowie.
Ashton Irwin zostanie ojcem.
Ashton Irwin,który nadal mieszka z matką,zostanie ojcem.
Ashton Irwin,który pije około sześciu dzbanków kawy i wypala paczkę fajek na dzień,zostanie ojcem.
Ashton Irwin,który spał z cholernym misiem do czternastego roku życia,zostanie ojcem.
Ashton Irwin,który tak się nawalił na swoją osiemnastkę,że wpadł do wanny i nie potrafił z niej wyjść przez dwie godziny,zostanie ojcem.
Ashton Cholernie Nieodpowiedzialny Irwin,który poszedł z mamą raz do sklepu kupić płytę Nirvany,którą był tak podjarany,że zapłaciwszy,opuścił sklep i doszedł do końca ulicy,kiedy przypomniał sobie,że zapomniał o mamie,która dalej rozglądała się po sklepie,zostanie,cholera,ojcem.
Wydaje mi się,że Bóg robi sobie właśnie żarty z jego życia,mojego życia,życia Jennifer,a także z życia tego biednego,poczętego przez głupi przypadek dziecka.Ten kto pisał scenariusz życia Irwin'a musiał być na dragach i pękać ze śmiechu, zabierając się za ten rozdział.
Sam mam ochotę się śmiać,w końcu to wszystko wydaje się być głupią komedią.
Spojrzałem na Kels,dalej wyczekującą mojej odpowiedzi.
-Tak-wykrztusiłem z siebie w końcu.Nie było to wiele,ale w tamtej chwili nie było mnie stać na nic więcej.Myślę,że gdybym rozgadał się na ten temat zacząłbym krzyczeć,następnie śmiać się histerycznie jak ci ludzie mieszkający w zakładach psychiatrycznych,aż w końcu rozpłakałbym się bo nie wiem co robić.A skoro ja nie wiem co robić i to nie ze swoim życiem,to co z Ashton'em?!On nigdy nie wie co robić!Nawet wtedy, gdy przyłapał podczas letniej przerwy swoją nieletnią jeszcze kuzynkę, pieprzącą się z jakimś facetem w jego kuchni ,nie miał pojęcia co zrobić!I zamiast,no nie wiem,wyprosić tego PEŁNOLETNIEGO znajomego jego kuzynki,albo na przykład pozwać go do sądu,zadzwonić do mamy,cioci,KOGOKOLWIEK,albo przynajmniej uprzejmie poprosić aby nie zniszczyli stolika,który jest z bardzo drogiej kolekcji,z bardzo drogiego drewna,on tylko otworzył lodówkę,wziął to po co przylazł i jak gdyby nigdy nic,wrócił do swojego pokoju z workiem marchewek i słoikiem Nutelli (tak między nami kto normalny je marchewki z Nutellą?!)! Jak on wychowa to dziecko?!
Aktualnie mój stan można opisać jako potrójne "Z" - zaniepokojony,zdesperowany,zaskoczony. Właściwie można by dodać to tego jeszcze zdezorientowany,zdenerwowany i zrozpaczony. Strasznie lubię słowa na "z".
-To ja idę już do klasy-powiedziała,przywołując mnie na ziemię.
-Mamy dzisiaj jeszcze jakieś lekcje razem?-spytałem, starając się utrzymać rozmowę.Nie chcę żeby już szła.Nie idź,nie idź,nie idź,nie idź.
-Nie-kiwnęła przecząco głową.
-To pa-rzuciłem niby obojętnie,wymuszając uśmiech.Idiota,idiota,idiota.
-Pa.
I poszła.Patrzałem za nią jeszcze przez chwilę...właściwie to tak długo,aż zniknęła za murami szkoły.Potem myślałem na przemian to o swojej głupocie to o Tate.Na następny lekcjach już tylko o tym drugim.Bo skoro mam do wyboru myśleć albo o niej albo o Ashton'ie,to zdecydowanie wolę myśleć o Kels bo są to myśli nadzwyczaj przyjemne.Oczywiście nie twierdzę,że myśli o moim przyjacielu też takie nie są (chociaż nie są),ale gdy na przykład moja wyobraźnia zaczyna  się ze mną drażnić i zamiast skupiać się na aktualnej lekcji zaczynam sobie (mimowolnie oczywiście) wyobrażać kogoś wysmarowanego czekoladą,to zdecydowanie wolę Kelsey w czekoladzie niż Irwin'a.Kelsey w czekoladzie - brzmi prawie jak nazwa jakiegoś deseru.Zamówiłbym taki deser i...
-Panie Hemming's czy zechce pan mnie uświadomić z jakiego to powodu przygląda mi się pan z tym głupim uśmieszkiem?
Pan Cho (nauczyciel geografii,wiek - nieznany [prawdopodobnie nie istnieją tak wielkie cyfry], Koreańczyk/Chińczyk/Japończyk [nigdy nie odróżniałem],włosy - brak,okulary z grubymi szkłami,oczy - zbyt wąskie aby określić kolor) stał przede mną z (nie)udawaną ciekawością namalowaną na twarzy.
-Bardzo przepraszam.Zamyśliłem się-powiedziałem,starając pozbyć tego głupiego uśmiechu z twarzy.
-Można wiedzieć o czym?- spytał,nie dając za wygraną.
-O deserze.
Nauczyciel spojrzał na mnie,przez chwilę nic nie mówił.
-Patrząc na mnie myślisz o deserze?-w jego głosie było coś między zdziwieniem,rozbawieniem,dumą,zakłopotaniem.Klasa się zaśmiała,a ja poczułem się głupio.Patrząc na pana Cho człowiek nie wyobraża go sobie jako smaczny deser,a raczej jako zupełne przeciwieństwo wszystkiego co miłe dla człowieka.
-Szczerze powiedziawszy to zamyśliłem się,kompletnie wyłączając.Nawet nie zauważyłem,że stoi pan przede mną-powiedziałem,całkiem zadowolony ze swojej odpowiedzi.W końcu powiedziałem prawdę.Pan Cho zmarszczył tylko brwi,na jego czole pojawiła się linią długa jak stąd do Polski.
-Chcesz powiedzieć,że prowadzę lekcje tak nudne,że odpływasz?
-Ta...to znaczy nie,oczywiście,że nie.Po prostu-zawahałem się na moment,nie chcąc się pogrążyć jeszcze bardziej (cholerne mówienie prawdy nigdy nikomu nie pomogło)-zachciało mi się nagle czekolady.
Nauczyciel powoli kiwnął głową,jakby zastanawiając się nad moim słowami.W końcu westchnął,poprawił okulary i wolnym krokiem wrócił do mapy,mówiąc:
-Też czasem nachodzi mnie ochota na coś słodkiego,jednak proszę pana panie Hemmings,niech pan myśli o deserach poza moimi lekcjami.
-Oczywiście-powiedziałem.
Z jego słów wnioskuję,że:
1.mogę myśleć o wysmarowanych czekoladą dziewczynach(dziewczynie) cały Boży dzień,poza godziną geografii (tak jakbym potrzebował do tego pozwolenia) ,
2.on też czasem myśli o czymś słodkim,o słodkim deserze,o słodkim czekoladowym deserze...ciekawe czy mówiąc to też miał na myśli jakąś dziewczynę wysmarowaną owym deserem (mam nadzieje,że nie bo to naprawdę cholernie niesmaczne) .
Po tych wnioskach nasuwa mi się pewne pytanie,na które nie wiedzieć czemu chciałbym poznać odpowiedź: jakie dziewczyny lubi pan Cho? Czy myśli o swojej żonie,czy może o jakieś uczennicy?A może o jakieś sławnej kobiecie? Julia Roberts,Rihanna,Lady Gaga?Woli blondynki,brunetki czy rude? I czy też muszą być z Korei/Japonii/Chin ?
-Panie Hemmings niech pan podejdzie do mapy i wskaże wszystkie omówione przeze mnie przed chwilą cieśniny!
Kurwa.

Gdy lekcje minęły od razu udałem się w stronę kawiarni Gregor'ego.Myślałem nad tym, aby zaczekać na Kels,ale:
a) wystarczająco się już dzisiaj ośmieszyłem przed nią
b) i tak idę do Ash'a na męsko-męską (chociaż w tym przypadku męsko-debilowatą) rozmowę
c) kończy dzisiaj godzinę później
Chociaż, jeśli mam być szczery, to żaden z tych punktów nie przekonał mnie wystarczająco,aby tak po prostu sobie pójść,ale za bardzo się boję,że jak tylko ją zobaczę,będę miał przed oczami ją w cholernej czekoladzie,a to nie może się skończyć dobrze.
No więc poszedłem sam.A właściwie pojechałem.Będąc już w połowie drogi,dostałem sms'a.

"Możesz przyjechać wieczorem? Jenny zaraz przyjdzie"

Westchnąłem,hamując zbyt gwałtownie.Zawróciłem,odpisując.

"Nie wiem czy można uprawiać seks z kobietą w ciąży,będę o ósmej"

"Wyobraź sobie,że nie miałem zamiaru się już pieprzyć.Tak właściwie mam dosyć seksu do końca życia...no a przynajmniej do końca tygodnia"

Zaśmiałem się,stojąc na czerwonym świetle.Idiota.

"Przyznaj się,że miałeś taki zamiar,tylko zawahałeś się przez moje domysły"

"Domysły czego?"

"Że gdybyś to zrobił z kobietą w ciąży,mogłyby wyjść bliźniaki!"

Minęło parę długich minut zanim odpisał:

"Jesteś pojebany"

Prawdą jest,że mógłbym się kłócić o to kto jest tutaj pojebany - to on zastanawiał się prawie dziesięć minut nad tym czy rzeczywiście moje założenie o bliźniakach jest prawdziwe.Wróciłem do domu akurat na obiad.Mama krzątała się po kuchni,niezdarnie jak to ona.Nie da się ukryć,że kucharka z niej beznadziejna,ale doceniam starania i trud włożony w obiad.Dlatego zawsze jem wszystko co ugotuje,aby wiedziała,że jestem z niej dumny (a to,że często albo używam ketchupu aby ukryć smak nieważne czy to mięso,ziemniaki,ryż czy zupa, lub kończę w pokoju prawie płacząc przez ból brzucha i nieustające mdłości,to nic nieznaczące skutki uboczne,zawsze powtarzam,że liczą się chęci).
-Już jestem-powiedziałem,rzucając plecak na podłogę i niespiesznie idąc w stronę kuchni.
-Hej kochanie-powiedziała,skupiając się na czymś co mieszała w misce.
Usiadłem na blacie i przyglądałem się jej w ciszy,doprawdy zaintrygowany.Mama - niczym prawdziwy szef kuchni,niepokonany w swoim fachu Gordon Ramsay - jedną ręką przyprawiała danie w misce.W tym właśnie momencie,gdy z wrażenia zapierało mi dech w piersi,z piekarnika zaczął unosić się dym.Mama najwyraźniej przestraszyła się i dalej przyprawiając nieznane mi "coś" w misce,odwróciła się tak szybko,że strąciła łokciem garnek pełen -jak mniemam wrzącej- wody,która rozlała się po kuchni.Skupiając uwagę na zalewaniu naszej kuchni,chyba zapomniała o tajemniczej misce i przedobrzyła - dosłownie,wsypała cały woreczek pieprzu.
-Luke?!-zawołała,szukając mnie przerażonym wzrokiem.
Wyglądała naprawdę komicznie - mała,chudziutka w za dużym fartuchu,ze wzrokiem przerażonym niczym u dziecka,które zgubiło mamę w sklepie,wzrokiem szukającym pomocy.Zeskoczyłem z blatu,wyłączyłem piekarnik i wyciągnąłem z niego mięso,które chyba było kurczakiem,jednak aktualnie jest tak spalone,że boję się go dotknąć bo jest wielka szansa,że zostanie z niego pył.Gdy otworzyłem piekarnik,wyleciało jeszcze więcej gęstego dymu,przez co mama zaczęła kaszleć,krzycząc coś o gaśnicy.Chwyciłem ją za rękę i wyprowadziłem z kuchni.Kazałem jej usiąść na kanapie i się uspokoić.
-Gaśnica nie będzie nam potrzebna,wystarczy uchylić okno.Tak w ogóle mamy gaśnice?-spytałem,naprawdę zaskoczony.
-Oczywiście,że mamy-powiedziała z oburzeniem,po czym zastanowiła się chwilę,spojrzała na mnie poddana.-Cóż,kiedyś mieliśmy.
-Siedź tu,ja posprzątam.
Otworzyłem wiec wszystkie ona w kuchni i zabrałem się za potop.Zebrałem całą wodę i nawet umyłem podłogę.Pozbyłem się śmierdzącego spalenizną trudnego do zidentyfikowania mięsa i jakimś cudem udało mi się wyszorować naczynia.Mama wróciła do kuchni,gdy znów dało się tam oddychać.Wziąłem do rąk miskę,pełną pieprzu (i ziemniaków,ukrytych pod nim [czy ziemniaki w ogóle powinno się pieprzyć?]) i kichnąłem dwa razy.Spojrzałem pytająco na mamę,potem na miskę.
-Wyrzuć to zasrane cholerstwo Luke-poradziła,zdejmując fartuch.
Nie sprzeczałem się ani sekundę.
-Co ja bym bez ciebie zrobiła?-spytała,siadając zrezygnowana.
-Boję się o tym myśleć-powiedziałem cholernie poważnie,na co lekko uderzyła mnie w ramię.Uśmiechnęła się co odwzajemniłem.
-Zamawiamy pizzę?-spytała,na co w odpowiedzi podałem jej telefon.
Jakieś dwadzieścia minut później siedzieliśmy w salonie z ociekającymi sosem kawałkami pizzy i nogami na stole,oglądając jakiś nudny talk show.Uwielbiam moją mamę,jest najlepsza na świecie.

Przez resztę dnia właściwie się nudziłem.Naprawdę nudziłem.Do tego stopnia,że nawet zacząłem sprzątać pokój (z czego zrezygnowałem po niecałych dziesięciu minutach i skończyło się na tym,że przeleżałem cały dzień gapiąc się w sufit).Korciło mnie,żeby pojechać do Ashton'a wcześniej,ale wiedziałem,że jest u niego Jenny i,że mają sporo do obgadania (zakładając oczywiście,że naprawdę tylko rozmawiają).Jednak to sprawiało,że tym bardziej chciałem przypadkiem przyjechać trochę wcześniej - nigdy nie wiedziałem Jennifer.Czy to nie trochę dziwne? Wiesz ile centymetrów ma kutas twojego przyjaciela,a nie wiesz jak wygląda jego dziewczyna,z którą chodzi już ponad rok (a na Ash'a to cholernie długo).Nigdy o tym w sumie nie myślałem tak dogłębnie.Ma
dziewczynę,okay,fajnie.Fakt,że nigdy jej nie widziałem wydawał mi się normalny.Ash mówił,że Jenny jest bardzo zapracowana i nie ma zbyt wiele czasu.A skoro ledwo znajduje chwilę dla niego,czemu miałaby znaleźć i dla mnie?Poza tym mimo,że uwielbiamy się z Ash'em i spotykamy tak często jak to tylko możliwe,nie przedstawiamy sobie nawzajem swoich znajomych.On ma oczywiście jeszcze własnych kumpli,a ja własnych i jest w porządku,żaden z nas nigdy nie miał potrzeby poznania znajomych tego drugiego.W ciągu całej naszej znajomości były tylko dwa wyjątki.Kelsey i Valerie.
Poza tym Ashton nie mówi zbyt wiele o Jenny.Rzuca samymi ogólnikami.Ja sam również nie wypytuję.Do tego mam oczywiście świadomość,że nie jest to poważny związek (tzn.teraz może trochę jest).Sam właściwie nie wiem skąd nagła chęć poznania Jennifer.Chyba nudziło mi się bardziej niż przypuszczałem.

-Wychodzę!-krzyknąłem,zbiegając po schodach.
Było przed ósmą co oznaczało,że przyjadę przed czasem,a jest to do mnie cholernie niepodobne bo zazwyczaj jestem zwolennikiem modnego spóźnienia się.Nie chcę przyznać się sam przed sobą,że mam małą nadzieję zobaczyć Jenny.Oczywiście w ogóle mi na tym nie zależy.To po prostu czysta,zdrowa ciekawość,ciekawość tego jak wygląda,tego jaki ma charakter,tego czy widać już u niej brzuch.To wszystko wina Ashton'a.Gdyby obdarzył mnie czymś więcej niż "ciemne włosy i no...ładna jest",gdyby zaszczycił mnie kilkoma przymiotnikami pewnie by mi to zwisało.
Mama siedziała w fotelu,czytając jakąś książkę.Niespiesznie dokończyła stronę,po czym spojrzała na mnie, poprawiając okulary.Zakłada je tylko do czytania i za każdym razem powtarza,że mnie zabije jeśli komuś o tym powiem (wszystko dlatego,że czuje się nieatrakcyjna mając na sobie te grube szkła).
-Chyba,że potrzebujesz mnie do czegoś-dodałem,zatrzymując się przed salonem.
-Lucasie-zaczęła,wiedząc dobrze jak nienawidzę,gdy wymawia moje pełne imię-jestem dorosła,odpowiedzialna i doskonale daję sobie sama radę.Jestem kobietą,mamy to w naturze i proszę nie myśl sobie,że jestem uzależniona od jedynego mężczyzny w tym domu,ponieważ jestem niezależna,rozumiesz?-spytała,mówiąc bardzo powoli z niedużym oburzeniem.
-Jesteś niezależną kobietą-powiedziałem bez większego przekonania.
-Właśnie.Potrafię sama o siebie się zatroszczyć i dam sobie bez ciebie radę.
-Oczywiście-potwierdziłem,bo tak wypada.
-Dobrze.Cóż,cieszę się,że to sobie wyjaśniliśmy,cieszę się,że rozumiesz-uśmiechnęła się szeroko.-A teraz idź już.
-Nigdy nie mówiłem,że nie dałabyś sobie beze mnie rady-zacząłem powoli-zdaję sobie sprawę z tego jak samodzielna i niezależna od innych jesteś-dodałem,szczerząc się do niej-tylko nie wchodź do kuchni,nie włączaj piekarnika.Chciałbym aby dom jeszcze stał na swoim miejscu,gdy wrócę.
Schyliłem się przed rzuconą we mnie poduszką,po czym dalej się śmiejąc,udałem do wyjścia.
-Gdzie tak w ogóle idziesz?-spytała ze skrzyżowanymi na piersi rękoma,nagle stając tuż obok mnie.
-Co?
-Kiedy przedstawisz mnie tej dziewczynie?-pytała dalej.
Przez moment przyglądałem się jej z wyrysowanym na twarzy zaskoczeniem.Czekała cierpliwie na odpowiedź.
-Co?Jakiej dziewczynie?
Opadły jej ręce,przewróciła teatralnie oczami i westchnęła przeciągle.Niesamowite o ile niższa jest ode mnie.
-Tej z którą prawie co noc rozmawiasz przez telefon-wyjaśniła,jakby zmęczona moją głupotą.Odchrząknąłem.
-Skąd pewność, że to dziewczyna?-spytałem.
Na twarzy mamy dostrzegłem coś między zdziwieniem a  zakłopotaniem.
-Ja myślałam-zawahała się,również odchrząknęła po czym uśmiechnęła się lekko,ale szczerze.-Cóż w takim razie chętnie go poznam.
Zaśmiałem się.Śmiałem się przez dobrą minutę,aż rozbolał mnie brzuch,a w kącikach oczu pojawiły się łzy.
-Spokojnie mamo,nie jestem gejem-powiedziałem,dalej rozbawiony.Szturchnęła mnie łokciem.
-Jesteś niemożliwy Luke.Ale wiesz,że gdybyś był to mi by to nie przeszkadzało,prawda?
-Wiem-potwierdziłem,przytulając ją.-Tak w ogóle skąd wiesz?Podsłuchujesz mnie?
-Mam lepsze rzeczy do roboty.Ściany są niewiarygodnie cienkie,więc słyszę praktycznie wszystko co mówisz-powiedziała,a ja chyba się zaczerwieniłem,przeszukując w głowie wspomnienia moich rozmów,próbując sobie przypomnieć czy nie powiedziałem czegoś nieodpowiedniego i zastanawiając się czy wie,że przyprowadziłem Kelsey do nas na noc po tym co ten bydlak jej zrobił.-Nie mogę przez to spać,więc ostrzegam cie Lucasie Robercie Hemmings nie waż się przyprowadzać na noc dziewczyny,jeśli będę w sypialni obok-powiedziała ze śmiertelną powagą,po czym jej twarz rozjaśniła się w szerokim uśmiechu.-A teraz idź już bo się spóźnisz.
Dałem jej szybkiego buziaka w policzek,ciesząc się,że Ashton nie jest w pobliżu,niemal słysząc jego reakcje na ten widok."Maminsynek" rozbrzmiewa w mojej głowie i ten jego cholerny,irytujący śmiech.Założyłem buty i wziąłem klucze z samochodu.
-Nazywa się Kelsey-powiedziałem,wychodząc.
Przed domem Ashton'a (a raczej jego mamy,z którą mieszka z czego nigdy nie przestanę się nabijać) byłem po niecałych dziesięciu minutach.Zapukałem,poprawiając włosy tak na wszelki wypadek,gdyby jednak Jenny jeszcze u niego była,muszę zrobić na niej doskonałe pierwsze wrażenie.Drzwi otworzyła, jak zwykle uśmiechnięta, pani Irwin.
-Lucas!-krzyknęła,przytulając mnie.Jakbym był jej własnym synem.Właściwie często mnie tak właśnie traktuje,co ku memu własnemu zaskoczeniu jest cholernie...miłe.Dlatego nawet się nie irytuję czemu wszyscy nazywają mnie,kurwa,Lucas zamiast po prostu Luke.Krócej,szybciej,lepiej.-Ashton jest w swoim pokoju-powiedziała,wpuszczając mnie do środka.
Podziękowałem z uśmiechem,przeszedłem przez długi hol,pomachałem na przywitanie,siedzącemu przy stole kuchennym Gregory'emu i wbiegłem schodami na piętro. Zawahałem się,stojąc przed drzwiami.Chwilę biłem się z myślami czy:
a)zapukać jak cywilizowany człowiek i poczekać,aż Ashton łaskawie otworzy i wpuści mnie do środka
b)po prostu wejść tak jakbym wchodził do siebie
Normalnie nie zastanawiam się i zawsze wybieram opcję B) jednak nie chcę ryzykować,gdybym miał znaleźć się pośrodku bardzo intymnej steny między tym idiotą,a Jenny.Nie chciałbym tego widzieć,jestem pewien,że już nigdy bym nie przespał spokojnie nocy bez towarzyszącej jej koszmarów.Doszedłem do wniosku,że w sumie nie mam nic do stracenia,a nawet mogłem sobie już wyobrazić zażenowaną minę Irwin'a,więc po prostu wszedłem.
Byłem zdecydowanie bardziej niż zawiedziony,widząc,że Ash jest sam.Siedział na kanapie,gapiąc się w wyłączony telewizor.
-Śmiało,rozgość się-powiedział nawet na mnie nie patrząc.
Usiadłem na fioletowej kanapie i idąc za jego przykładem,położyłem nogi na małym stoliczku przed nami.Siedzieliśmy tak chyba z pięć minut w zupełnej ciszy,gapiąc się jak idioci w telewizor.
-Interesujące-powiedziałem,wskazując na wyłączony ekran.-Fascynujące.
-Przyszedłeś wcześniej-rzucił sarkastycznie,ignorując moje słowa-gdybym wiedział wcześniej zabrałbym się za sprzątanie.
Rozejrzałem się po pokoju,walających się po podłodze ubraniach,przykrytym przez różne zeszyty i kartki biurku,niepościelonym łóżku.
-I tak byś nie posprzątał.Nigdy nie sprzątasz.Zawsze masz syf.
-Prawda-wzruszył ramionami.
-Wszystko okay?-spytałem,na co zaśmiał się.
-Cuuudownie,naprawdę wspaniale!-Odwrócił się w moją stronę,przyglądał mi się przez chwilę,aż w końcu stwierdził:-Wyglądasz paskudnie.
-Dzięki Ash,ja też cieszę się na twój widok-powiedziałem,klepiąc go w plecy,specjalnie trochę za mocno.
-Mówię poważnie-kontynuował-wyglądasz jakby cie coś przeżuło i wypluło,zjadło i wyrzygało-zaśmiał się.-Musisz przyznać, że moje porównania są nieziemskie-rozpromienił się nagle.-Sassy Ashton to najlepszy Ashton, nie sądzisz?-spytał.
-Sądzę,że każdy Ashton to cholernie wkurwiający Ashton.
Zaśmiał się krótko i cicho.Wstał,podszedł do regału z książkami,odsunął je i wyciągnął butelkę szkockiej.Wrócił na swoje miejsce,otworzył ją i pociągnął spory łyk.Podał mi butelkę.Zawahałem się już kolejny raz tego dnia,bo jestem samochodem.Napiłem się,postanawiając wrócić do domu pieszo.Nie mam pojęcia jak długo tak siedzieliśmy,w ciszy,kompletnej ciszy.Ashton i cisza?Przecież jedno wyklucza drugie.W końcu się odezwał,odkładając butelkę na stolik,a drugą ręką sięgając po pilota.
-Zostanę ojcem Luke.Cholernym ojcem.Mama jeszcze nic o tym nie wie,a ja cholernie boję się jej powiedzieć.Nie wiem co robić,myślę że to początek depresji czy jakiegoś innego gówna.Tak czy siak wiem,że przyszedłeś po to aby mnie wspierać czy coś,tak jakby twoja obecność miała mi pomóc,zadziałać leczniczo ,ale tak naprawdę jest jeszcze gorzej bo mimo,że wyglądasz jak alpaka to i tak wyglądasz lepiej niż ja aktualnie.Chciałbym dzisiaj o tym nie mówić,okay?Możemy udawać,że to jedne z naszym zwyczajnych spotkań,gdy przychodzisz do mnie,żeby zobaczyć film i napić się czegoś dobrego,czegoś alkoholowego i po prostu pogadać o wszystkim,ale nie o tym co jest oczywiste?Bo nie potrafię jeszcze o tym gadać.
Wziąłem głęboki wdech i powoli wypuściłem powietrze.
-Nie wiem o jakim ojcostwie mówisz,masz coś do żarcia?-spytałem,wyszarpując mu pilota.
Uśmiechnął się z wdzięcznością,po czym wyciągnął trzy paczki żelków zza poduszki.Włączyłem TV i wrzucając w siebie słodycze,szukałem jakiegoś znośnego programu.Zatrzymałem się na pierwszym lepszym.
-Moja mama pomyślała dzisiaj,że jestem gejem-zacząłem.
-Dziwisz się jej?
-Czy ja wyglądam jak gej?-spytałem,ignorując jego słowa.
-A jak wygląda gej?-odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Spójrz w lustro to się dowiesz-powiedziałem,przewracając oczami za co oberwałem poduszką.
Właśnie leciał zwiastun jakiegoś nowego filmu z Bradem Pitt'em w roli głównej.
-O Boże,uwielbiam Brada-powiedział Ash,wkładając do buzi kolejną garść Haribo.
-Niesamowity gość-potwierdziłem.
-Ubóstwiam go-dodał.
-Cholernie dobry aktor,cholernie przystojny facet.
-Taa cholernie.Świetny-zgodził się ze mną.
-A Angelina!
-Cuuudowna!
-Nieskazitelna!
-Ponętna!
-Seksowna jak cholera!
-Uwielbiam Angelinę-powiedział z powagą Loczek.Kiwnąłem twierdząco głową.
-Ja też.I Brada.
-Shippuję ich-powiedział popijając żelki szkocką.
-Taa Brangelina to życie.
-Moje OTP.
-Twoje co?-spytałem,biorąc od niego butelkę.
-One True Paring debilu.
Następnie w ciszy,napięciu i wzruszeniu zobaczyliśmy kolejny zwiastun tym razem jakiegoś filmu zapowiadanego jako "najlepsza komedia romantyczna tego roku!",który "niezaprzeczalnie doprowadzi was do łez" i "tego nie możecie przegapić!". Ash skończył pierwszą paczuszkę żelkowych misiów.
-Cholera musimy na to iść-stwierdził.
Kiwnąłem twierdząco głową,gdy kolejny zwiastun się rozpoczął.Tym razem coś między tanią amerykańską komedią,a słabym erotykiem.
-Na to też musimy pójść.
-No raczej-potwierdziłem.-Czemu wszystkie najlepsze sceny seksu oglądam z tobą?-spytałem.Wzruszył ramionami.
-Dzięki temu nasza scena seksu też będzie najlepsza-uśmiechnął się,poruszając znacząco brwiami.
Kolejny zwiastun.Cholera uwielbiam zwiastuny!
"W zasadzie musisz jako ich DUFF" zaintrygowani gapiliśmy się z Ash'em w TV."Jako ich co?" "DUFF ta brzydka i gruba".Wyłączyłem telewizor.Siedzieliśmy chwilę milcząc.
-Jestem twoim DUFF'em?-spytałem w końcu.Ash objął mnie ramieniem.
-Tylko jeśli ja jestem twoim.
-Awwh to całkiem romantyczne!-uśmiechnąłem się,w tym samym momencie kiedy drzwi się otworzyły i pani Irwin weszła do środka.Uwielbiam tą kobietę,też nigdy nie puka.
-Och,przeszkadzam wam?-spytała,zatrzymując się nagle.
-No co pani,pani mamo.Pani nigdy nie przeszkadza.
-Zawsze wiedziałam,że się lubicie-zaczęła,ale Ash jej przerwał.
-Lubimy?My się kooochamy!-krzyknął,przytulając mnie mocniej.
-To się cieszę i w pełni rozumiem.Tyle razy w życiu miałam styczność z homoseksualistami.Nawet mój były okazał się gejem,więc...
-Mamo-Ash odsunął się ode mnie natychmiast-nie aż tak bardzo.
Przyglądała nam się przez chwilę.
-W takim razie zapomnijcie o tym żenującym fragmencie o moim byłym.Chciałam tylko spytać się jak wyglądam?Przyda mi się ocena z męskiego punktu widzenia.
Obróciła się przed nami w czarnej,całkiem obcisłej i całkiem krótkiej sukience .
-O niee-jęknął Irwin.-Znowu wychodzisz gdzieś z Gregory'm-bardziej stwierdził niż zapytał,licząc jednak na zaprzeczenie,którego się nie doczekał.
-Jak zwykle wygląda pani olśniewająco-powiedziałem,dając Ash'owi w łeb.
-Dziękuję Luke!Zawsze byłeś dla mnie jak syn,którego nigdy nie miałam-powiedziała,przytulając mnie krótko.
-Halo!A ja?Ja jestem twoim synem!-oburzył się Loczek.
-Jesteś w stanie to udowodnić?-spytała,drocząc się z nim jak zwykle,a ja zaśmiałem się sam nie wiem czy dlatego,że trochę już wypiłem,czy dlatego że mina mojego przyjaciela była bezcenna.Gdy wyszła,spojrzałem na Ashton'a.
-Stary,gdyby była trochę młodsza-zacząłem,ale przerwał mi od razu.
-Morda Hemmings.Mówimy o mojej mamie.Mamie-podkreślił.-Przemyśl jakieś milion razy co chcesz powiedzieć zanim dokończysz to zdanie.
Ale ja tylko znów zacząłem się śmiać.Siedziałem z nim prawie do północy i pewnie siedziałbym dłużej,gdybym nie miał jutro szkoły.Z tego samego powodu odpuściłem też sobie dalsze picie i pozwoliłem opróżnić Ashton'owi butelkę samodzielnie,czego wyraźnie potrzebował.Na pożegnanie rozwaliłem jego idealnie ułożone włosy i przytuliłem nie za mocno,bo ledwo mógł ustać na nogach.
Szedłem w miarę szybkim tempem,wysyłając mamie sms'a,żeby się nie martwiła.Na dworze było przyjemnie chłodno,wiatr muskał moją rozgrzaną od alkoholu twarz,bawił się moimi włosami i mroził mi dłonie.Było niewiarygodnie cicho i pusto,jakby cała ulica postanowiła iść już spać,jakby świat postanowił iść spać,jakbym był jedynym człowiekiem na świecie.Jedyne co słyszałem to mój trochę zbyt szybki oddech i stawiane przeze mnie kroki.Noc była wyjątkowo piękna,naprawdę piękna.Zero chmur co nie jest częstym widokiem.Nieskończone niebo rozciągało się nad moją głową,zazwyczaj czarne dzisiaj lśniło jak nigdy setkami,tysiącami a może milionami gwiazd,mrugającymi do mnie zalotnie.Zupełnie jakby ktoś stanął na długiej,długiej drabinie i rozwiesił na niebie sznur świecących punkcików,tak jak zawiesza się lampki na choince przed świętami.Zatrzymałem się na moment i podziwiałem ten cudowny widok,rozkoszując się każdą sekundą.Przysięgam,że w tą noc latarnie nie musiały świecić bo tym razem gwiazdy mogły śmiało je zastąpić w swojej robocie.Pewnie gapiłbym się tak dłużej,ale zaczęło mi się kręcić w głowie od patrzenia w górę.Gdy doszedłem do domu było już blisko pierwszej,w domu było ciemno,mama spała albo udawała,że śpi czekając aż wrócę do domu.Wziąłem szybko prysznic i zamknąłem się w swoim pokoju.Leżałem w samych spodniach od piżamy ze wzrokiem wlepionym w okno.Byłem zmęczony,ale nie chciało mi się spać.Więc tylko leżałem.Wtedy dostałem sms'a."Śpisz?" Uśmiechnąłem się lekko z jakąś dziwną mieszaniną zdumienia i radości,że to do mnie pisze,gdy nie może zasnąć.Nawet gdybym spał i obudził się przez dzwonek telefonu,nie kładłbym się ponownie.Wybrałem jej numer,czekałem parę sekund,dwa sygnały,cztery uderzenia serca,dwa wdechy i dwa wydechy za dużo,aż odebrała.
-Obudziłam cie?
Nagle zrobiło się jeszcze cieplej,więc odkryłem się i uchyliłem okno.
-Nie.Czemu nie śpisz?-spytałem,siadając na parapecie.
-Myślę za dużo.
-O nie Kels wiesz, że gdy już zaczynasz myśleć to zawsze źle się to kończy.
-Zabawne-powiedziała sarkastycznie i niemal mogłem sobie wyobrazić jak wywraca oczami.
-O czym myślisz w takim razie?-spytałem.Milczała przez chwilę,a ja cierpliwie czekałem.
-Muszę ci coś powiedzieć,ale obiecaj,że nikomu nic nie powiesz.
-Obiecuję.
-Na pewno?
-Przyrzekam,że nikt się nie dowie-zapewniłem z ręką na sercu co było głupie bo i tak nie mogła tego zobaczyć.
-Spotkałam dziś Jade-zaczęła,kilka miarowych wdechów,cisza pełna napięcia.-Jest w ciąży.Z Dave'm.
-O kurwa-wymsknęło mi się.
-Luke!
-Przepraszam.Chodzi mi o to,że...Wow.Ostro.
-Nie możesz nikomu powiedzieć.
-Spokojnie księżniczko,będę milczał jak grób.Zaskoczyłaś mnie.Jakiś sezon na ciąże.
-Taa.Jak o ciążach mowa,co tam u Ashto...
-Nie najlepiej,ale stara się nie pęknąć.
-To dobrze.
-Tak-potwierdziłem,gryząc się w policzki.-Tak teraz myślę-zacząłem po szybkim zastanowieniu,mówiąc cicho na tyle,żeby mama nie dosłyszała-skoro Ash i Jenny będą mieli dziecko i Dave i Jade będą mieli dziecko to może też sobie zróbmy i będziemy całą szóstką chodzić do szkoły rodzenia,a potem na plac zabaw i w ogóle.
Czekałem aż mnie opieprzy,aż powie że jestem głupi,ale ona tylko zaczęła się śmiać.
-To całkiem dobry pomysł-powiedziała,a ja o mało nie spadłem z parapetu.
Wiem,że tylko żartowała,ale i tak...
-Nie mogę zasnąć Luke.Co mam zrobić?-spytała.
Zastanawiałem się chwilę,drapiąc po głowie i rozglądając po pokoju.
-Może znowu ci poczytam?-zaproponowałem jedyne co przyszło mi do głowy.
-Okay.
-Poczekaj chwilę,mam coś lepszego od Potter'a.
-Czyżby?
-Tak,sprzątałem dzisiaj i...
-Sprzątałeś?!-przerwała mi pełnym niedowierzania głosem.
-Taa,no i znalazłem jeszcze jedną książkę,leżała za koszem na śmieci i szczerze powiedziawszy kompletnie o niej zapomniałem!Przeczytam ci trochę bo jest tak cholernie nudna,że zaśniesz od razu.
-Słucham-powiedziała sennie,a ja ze wszystkich sił zmusiłem się aby odpędzić pojawiający się w mojej głowie obraz Kels leżącej w łóżku,lekko uśmiechniętej,z zamykającymi się oczami,długimi włosami rozwalonymi na poduszce i telefonem przy uchu.
-"Promienie równoległe padające na zwierciadło o parabolicznym kształcie po odbiciu skupiają się na jednym punkcie zwanym ogniskiem paraboli.Zjawisko to wykorzystuje się w"...
-Czekaj,czekaj-przerwała mi.-Czy to nasz podręcznik z matematyki?
-Bingo.
-Jesteś niemożliwy-zaśmiała się.
-Ostrzegałem,że nudne.A teraz skup się bo to cholernie zagmatwane,osobiście nie rozumiem ani jednego słowa.
I tak właśnie przeczytałem jej parę regułek i kilka dziwny poleceń nie z tego świata.Potem słyszałem tylko jej spokojny,miarowy oddech.Słuchałem go o kilka sekund dłużej niż powinienem zanim się rozłączyłem.A teraz jest już prawie trzecia,niedługo trzeba wstawać bo lekarze,bo szkoła,bo znowu ten koszmar zwany życiem zacznie się na nowo i kolejny dzień do przetrwania stanie przede mną z uśmiechem zwycięscy,kolejne dwadzieścia cztery godziny ciągnące się niemiłosiernie,przepełnione kłamstwami na temat samopoczucia,fałszywymi uśmiechami i nowymi problemami,które zdają się mnożyć z dnia na dzień.Ale teraz jeszcze się tym nie przejmuję, teraz nie jest to jeszcze ważne.Bo teraz jedyne co się liczy to to cudowne,cudowne niebo,przyćmione blaskiem gwiazd,zdające się
uginać pod ich ciężarem i niezliczoną ilością.To piękne,niezachmurzone niebo,które wywiera na nas takie wrażenie,owija nas sobie wokół palca,sprawia że jesteśmy zachwyceni,trzyma nas w swoich sidłach zmuszając do podziwiania jego piękna,dając mylne wrażenie,że jest jedyną stałą rzeczą w naszym życiu.Ale to kłamstwo bo za kilka godzin nie będzie już ani śladu po łańcuchu gwiazd i ciemnym płótnie.Wzejdzie słońce.




_______________________________________________________________________

PRZEPRASZAM  -za to,że tak długo nic nie dodawałam 
-za to,że ten rozdział jest tak beznadziejny 
- za to,że nic się nie dzieje i jest najnormalniej w świecie nudno 
-za to,że znowu zwaliłam 
-i jeszcze raz za to,że dodaję tak późno

23 komentarze:

  1. Pierwsza!
    Zacznijmy od tego że jestem na ciebie strasznie zła za to że tak długo nie było rozdziału. No ale skoro tak ładnie przeprosiłaś to ci wybaczam xD I wcale ci nie wyszedł beznadziejny, serio mówię! To że nie ma w nim jakieś mage akcji albo coś to nie znaczy że jest gorszy.
    Ale mam pytanie. Kiedy oni wszyscy ogarną że Jenny to Jade? Bo ja już nie wytrzymuję xD
    Coś lepszego Pottera? Przecież coś takiego nie istnieje 😅
    Bardziej inteligentnego koma nie napiszę bo jest trochę późno i mózg mi wysiada 😊
    ~Budyń (zwany Kiślem przez znajomych 😆)

    OdpowiedzUsuń
  2. JAKI BEZNADZIEJNY JAK NIE, JA NIE MAM SLOW NA OKRESLENIE JAK BARDZO MI SIE PODOBA XKSOSOSKSKLS I TO CZYTANIE Z PODRECZNIKA DO MATEMATYKI :') NIC DODAC NIC UJAC, I D E A L N Y AMEN

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Jess!!!
    1. Nie masz za co przepraszać, gdyż czekanie na Twoje rozdziały sprawia, że później czyta się je z jeszcze większą przyjemnością!!
    2. O wypraszam sobie! Rozdział jest cudowny!!! Śmiałam się do łez i to praktycznie przez cały czas!!! Poza tym ja kocham Twoje dialogi, o opisach już nie będę nawet wspominać!!! Tak więc nie masz prawa mówić, że coś Twojego autorstwa jest beznadziejne, Amen!
    3. Nie jest nudno! Jak to się nic nie dzieje?? Przecież wiadomo, że wszystkie rozdziały nie mogą się składać z samej akcji, bo wtedy czytelnicy mogliby paść na zawał, albo cóś podobnego!!! Rozdziały przejściowe, które są takie lekkie, zwyczajne, proste też są potrzebne!!! <3
    4. Nie zawaliłaś! Prawdziwi czytelnicy i Twoi "fani" rozumieją to, że masz też życie prywatne i nie możesz się skupiać tylko na blogu, bo wtedy nie byłoby to dobre dla Ciebie!!! Nie możemy wymagać od Ciebie czegoś co nie będzie dla Ciebie satysfakcjonujące!
    5. Patrz punkt 1. :)
    Mam nadzieję, że mój komentarz pokazał Ci, iż nie masz nas za co przepraszać!!! Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i z niecierpliwością czekam na kolejny. <3 *o*

    OdpowiedzUsuń
  4. rozdział boski - nareszcie!! Ale rozumiem cie, bo też miałam zawiasa ;) szkoda, że Luke nie poznał "Jen" byłoby mega... Lubię tą więź, która łączy Ashtona i Luke' a to naprawdę zgrany duet przyjaciół, a ich mamy są przezabawne ;d Luke jest taki słodki, jeśli chodzi o Kelsey ♥ uwielbiam ich razem i te ich rozmowy ♥ już się nie mogę doczekać nexta weny i buziole, kochana ;**
    Ps. nie martw się tym, że opuściły cie chęci czy tam wena, czy cokolwiek innego, ważne, że prędzej czy później rozdziały się pojawiają, a ten rozdział jest mega boski i taaaak zajebiście długi ♥ ;**

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział jest mega !!!!! :D już się nie mogę doczekać następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. 😍❤️💝💖💕 dlaczego siebie nje doceniasz rozdział wyszedł
    Idealnie

    OdpowiedzUsuń
  7. Dialogi - perfect
    Opisy - perfect
    Luke jako przyjaciel - perfaktemente
    Luke jako przyszły niedoszły chłopak - perfektamente as fuck
    Jenny/Jade - co? Don't!
    Kels i ciąża z Lukiem - pfff proszę bardzo ;D

    Tyle razy cie prosiłam żebyś nie przepraszala... Rozdzial jest cudowny ryli jak kazdy z resztą więc ja nie wiem co ci sie w tym nie podoba lel...
    Kocham cie miś życzę dużo weny czasu ochoty na życie pisanie tworzenie pisanie idk co ty tam jeszcze chcesz ale miej to xd
    Niech moc bedzie z tobą xx ❤

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialny rozdział po prostu jzhexhhshgshzsjgdghyeg brak mi słów XD niemoge się doczekać następnego :D
    /A
    Ps. Uwielbiam rozdziały z perspektywy Luke'a albo Kelsey ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. piękny rozdział! bardzo wyczekiwałam perspektywy Luke'a po ich wielkiej rozmowie, ale nie myślałam że on aż tak bardzo spanikuje po swoim wyznaniu :P Luke jest cudownym przyjacielem, tak dla Kelsey jak i dla Ash'a, ze świecą takiego szukać <3
    Uwielbiam to opowiadanie! i nie masz za co przepraszać, bo będę czekać ile będzie trzeba na kolejne losy tej słodkiej pary samobójców <3
    pozdrawiam i do przeczytania :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy będzie kolejny rozdział? :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział śliczny ale będziesz jeszcze pisała tego ff? Czy jest on zawieszony?

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej... Kiedy będzie kolejny rozdział? :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej, co się dzieje.. ? Czemu nie ma kolejnych rozdziałów?

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedy będzie rozdział

    OdpowiedzUsuń
  15. ona chyba już nic nie doda...

    OdpowiedzUsuń
  16. hej kochanie,co się stało? Cierpimy na niedobór The Suicide Diares ;) Mam nadzieję że coś jeszcze tu dodasz ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Rozdział!!!! ;((( /Emily77

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedy będzie rozdział

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedy rozdział? Kocham to opowiadanie i codziennie tu zaglądam ale ciągle nic :(
    Masz jakieś problemy, zawieszasz to opowiadanie? Napisz co się dzieje bo nie wytrzymam... Jak bedzie trzeba poczekam ale napisz cos bo wydaje mi się bez sensu czytanie tego opowiadania jak nic nie dodajesz :/ przepraszam za mocne słowa, ale mam nadzieje ze cos dodasz szybko :) weny dużo i pozdrawiam ~ BG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hej aniołku. nic nie szkodzi,to nie były mocne słowa i to ja powinnam przepraszać,za to,że się w ogóle nie odezwałam od tak długiego czasu. bloga nie zawieszam i planuję w końcu coś dodać,ale nie mam pojęcia kiedy dokładnie bo u mnie ostatnio nie najlepiej. ale na milion procent skończę to opowiadanie,a do końca jeszcze około 15 rozdziałów :) ogromnie przepraszam ciebie i wszystkich,którzy czekają.
      miłego wieczoru aniołku ♥

      Usuń
  20. Cały czas czekamy na rozdział 😚😊

    OdpowiedzUsuń
  21. Co z opowiadaniem? Czekamy już ponad rok :( Mam nadzieję, że nie zostało zawieszone, chcę się dowiedzieć co dalej, co z samobójstwem Lelsey, co z Ashem i Jade i z Dave'm i w ogóle jak się to wszystko dalej potoczy :'(

    OdpowiedzUsuń