Son

środa, 23 grudnia 2015

Rozdział 29

20.06.2013 r.



Don't let me drown



Drogi pamiętniku,
wracając ze szkoły do domu,mijam dziesiątki ludzi.Większość z nich zazwyczaj jest pogrążona w rozmowie.Czy to dwie stare znajome,które przypadkiem wpadły na siebie w centrum handlowym,czy jakaś zakochana w sobie para w parku,czy babcia z wnuczką w autobusie,wszyscy rozmawiają.Często jestem w stanie wychwycić pojedyncze fragmenty tego o czym mówią.Nawet mnie to nie interesuje,po prostu czasem staje się to mimo woli.Na przykład dzisiaj,kiedy stałam na skrzyżowaniu i jakaś staruszka krzyczała do telefonu o swoich problemach z żołądkiem,nie dało się jej nie słyszeć.Tematy są różne,jednak jest coś co powtarza się prawie zawsze,rozpoczyna większość rozmów,nie umyka mojej uwadze. "Dzień dobry" i "Co tam u Ciebie?". Wzdrygam się niemal za każdym razem.Nienawidzę tego przywitania,nienawidzę tego pytania,które pojawia się praktycznie zawsze,chociaż czasem w innej postaci.Nienawidzę.
Ludzie witają się słowami "dzień dobry".Nie jest to nawet pytanie,na końcu znajduje się kropka,ewentualnie wykrzyknik.Człowiek stwierdza,że dzień jest dobry,mimo że w większości przypadków wcale taki nie jest.Nie potrafię pojąć tego powitania.Czemu narzucamy ludziom,że ich dzień jest dobry,skąd mamy to wiedzieć? Nie mamy prawa twierdzić,że jest dobry.A co jeśli ktoś właśnie został zwolniony z pracy,nie zdał egzaminów końcowych,zachorował na coś poważnego lub pokłócił się z przyjacielem? My i tak widząc znajomą twarz,uśmiechamy się szeroko,uśmiechamy się sztucznie i krzyczymy "dzień dobry!" twierdząc,że wszystko jest cudownie,wspaniale,dobrze.Najzabawniejsze jest to,że ten ktoś odpowiada nam tym samym."Dzień dobry" mówi,potwierdzając nasze słowa,mimo że czuje się paskudnie.Ale przecież dzień jest dobry,tak?
"Co tam u ciebie?" jest jeszcze gorsze.Jest to jedno z najfałszywszych zdań jakie zostaje wypowiadane.I to każdego dnia,nawet kilkakrotnie.Czy gdy pytamy kogoś spotkanego przypadkiem co u niego słychać,oczekujemy szczerej odpowiedzi?Oczywiście,że nie.Pytamy o to z czystej grzeczności,pytamy bo tak wypada.Prawdą jest,że w większości przypadków w ogóle nie interesuje nas co u kogoś słychać.Nikt nie chce słuchać o problemach innych,bo żyjemy w świecie,w którym każdy ma aż nadto własnych zmartwień i kłopotów.Pytając "co tam u ciebie" oczekujemy usłyszeć "wszystko w porządku,a u ciebie?" na co oczywiście zawsze odpowiadamy "u mnie też dobrze" no bo jak inaczej.Co więcej odpowiedź "wszystko się wali" mogłaby nawet urazić pytającego.Halo kogo to obchodzi jak jest naprawdę,powinieneś się uśmiechnąć i powiedzieć,że lepiej jeszcze nigdy nie było!W dupie mam,że zdechł ci kot,a twoi rodzice się rozwodzą.Hej!Przecież nawet cie nie lubię!Spytałem bo tak wypada.
Dlatego ich nienawidzę.Są tak sztuczne,tak fałszywe.Nikogo nie obchodzi co tam u ciebie,nikogo nie obchodzi czy twój dzień jest miły.Ludzie mają to gdzieś.
Gdy mama otworzyła dzisiaj drzwi,uśmiechnęła się szeroko,mówiąc z przesadną radością "dzień dobry Luke!",na co wchodząc,odpowiedział "dzień dobry".Zaprosiła go do kuchni,pytając co u niego.Oczywiście wszystko dobrze,odpowiedział.Spojrzałam na niego jak na idiotę.Tak Luke,przecież tylko przechodzisz żałobę po stracie babci,twój najlepszy przyjaciel spodziewa się dziecka z dziewczyną,której nawet nie widziałeś na oczy,masz zagrożenie z dwóch przedmiotów,Hanna bez przerwy do ciebie pisze,cztery razy w tygodniu przychodzą do ciebie psycholodzy aby spytać jak się czujesz.Ale przecież czujesz się cudownie,wszystko jest w porządku,dzień jest dobry.
Bzdury,bzdury,bzdury.
Mama
jest
w
domu.
Normalnie ucieszyłabym się z tego powodu,jednak nie dzisiaj.Ten dzień zaczął się już wystarczająco nieciekawie i mama siedząca z Luke'm w kuchni to ostatnie co miałam ochotę dzisiaj zobaczyć.
Wspominałam już,że nienawidzę szkoły?
Nienawidzę,nienawidzę,nienawidzę.
Nienawidzę wrednych nauczycieli,nienawidzę sprawdzianów co drugą lekcję,nienawidzę tych okropnych,fałszywych,wrednych ludzi.I jeszcze badań lekarskich.Raz na trzy lata szkolna pielęgniarka prosi uczniów do swojego oziębłego,białego gabinetu na podstawowe badania.Sprawdza wzrok,włosy,ciśnienie;waży.
Siedzieliśmy na geografii,liczyliśmy czas słoneczny (cholerstwo),Luke rzucał we mnie kulkami z papieru,na których narysowany był nasz nauczyciel (a przynajmniej tak mi się wydaje,w rzeczywistości obrazek przedstawiał łysą kulkę w grubych okularach),a ja starałam się go ignorować,bo ostatnio dziwnie się przy nim czuję.Jestem jednocześnie szczęśliwa i przygnębiona i nienawidzę tego.Chciałabym abyśmy przestali kontaktować się tak często,jednocześnie chcąc być z nim przez cały czas,bo przy nim przestaję umierać,bo przestaję myśleć,bo to myślenie sprawia,że zabijam się sama z własnej woli.Wtedy z głośników rozległ się głos dyrektora,który wyczytał kolejno klasy i kolejność w jakiej mają się udać do gabinetu pielęgniarki.I znów,trochę zaczęłam wariować.Moja klasa miała badania na kolejnej lekcji,z czego Luke był ucieszony,gdyż miał nas ominąć angielski.
Nie mogłam się skupić na geografii,myślami byłam już w kompletnie innym miejscu.Chciałam iść do domu,ale co by to dało? Jak nie dzisiaj to jutro,te badania mnie nie ominą.
-Ziemia do Kelsey;kobieto żyj!-krzyknął Luke,szturchając mnie lekko łokciem,gdy szliśmy pod gabinet pielęgniarki.
Chciałam mu powiedzieć,że przecież żyję.Oddycham,myślę,funkcjonuję.Jestem tak żywa jak tylko mogę być,już bardziej się nie da.Idę za klasą.Nie panikuję.Zachowuję się normalnie.Biorę wdech,później wydech.Niby taki prosty proces,a jednak dla mnie bywa nie lada wyzwaniem."Żyję Luke" pomyślałam "nie mam tyle szczęścia aby być martwą".
-Wszystko w porządku?-spytał,a iskierki zniknęły z jego błękitnych oczu.
W tym momencie znienawidziłam siebie,gdyż jestem tak żałosna i godna politowania,a także dlatego,że to przeze mnie uśmiech znika z jego twarzy.Znienawidziłam też jego,za to że mi współczuje,za to że się martwi,czego nie chcę.Nie chcę litości od nikogo.
-Dobrze-odburknęłam,przyspieszając trochę.
-Luke!-Hanna podbiegła do nas,jakimś cudem jej fryzura dalej była perfekcyjnie ułożona.-Możemy pogadać chwilę?-spytała,trzepocząc rzęsami.
Blondyn spojrzał na mnie niepewnie,jakby pytając o zgodę co wydało mi się cholernie absurdalne i głupie.Może rozmawiać z kim tylko zechce,przecież nie jestem od tego aby go kontrolować,aby wybierać mu przyjaciół.I nieważne,że tym kimś ma być akurat Hanna.Nie obchodzi mnie to.
-Śmiało-rzuciłam od niechcenia i zostawiłam ich samych.Nieoczekiwanie przypomniałam sobie tamten dzień,gdy zobaczyłam ich w sali biologicznej,całujących się.Jego ręce na jej ciele,usta na szyi.I znów zapragnęłam umrzeć,albo przynajmniej zwymiotować.
Oparłam się o ścianę,kładąc torbę na ziemi.Dziewczyny z mojej klasy siedziały na starej,drewnianej ławeczce,chłopcy na zimnej,brudnej podłodze.Czekali na swoją kolej;cierpliwie,spokojnie,uśmiechnięci jakby stali w kolejce do piekarni,czekając na świeże wypieki.
Chciałam udowodnić samej sobie,że nie interesuje mnie jak długo Luke rozmawia z Hanną,ani to jak lekko się uśmiecha.Rozmawiał z nią i rozmawiał i rozmawiał i rozmawiał.
Kolejka była coraz mniejsza,pielęgniarce szło nadzwyczaj sprawnie i co pięć minut wywoływała kolejne osoby.Gdy doszła do "H" Luke zniknął za drzwiami.Hanna nawet na mnie nie spojrzała,pisała sms'a,albo tylko udawała,gdyż nie mogę uwierzyć żeby miała przyjaciół.Czas jakby zwolnił,wskazówki ruszały się jak samochody w centrum miasta w niedzielne popołudnie w dniu wyprzedaży w centrum handlowym (a wierzcie mi,korki są wtedy niewiarygodne).Tik-tak,tik-tak,tik-...
Skurczył mi się żołądek,czułam jak wszystko podchodzi mi do gardła.Zaczęło mi się kręcić w głowie,czułam jak przyspieszył mi puls.Wariowałam,powoli i po cichu i nikt
nikt
tego
nawet
nie
zauważył.
"Oszaleję" pomyślałam, "nie mogą mnie zważyć". Mogłam sobie wyobrazić krytyczny wzrok pielęgniarki gdy ściągnę koszulkę,skrzypienie wagi gdy na nią wejdę,niewyobrażalnie wysoką cyfrę jaką odczyta i wpisze do mojej karty,a później każdy kto ją zobaczy będzie myślał jak,do cholery,można być tak grubym?Czemu ona doprowadziła się do takiego stanu? I będą się śmiać, ha ha ha, i patrzeć na mnie z ukosa i osądzać bo wszyscy,wszyscy,cholera,osądzają innych;każdego tylko nie siebie.
Widzę jak wskazówka wagi przesuwa się na coraz wyższą cyfrę,i wyższą i wyższą,a ja nagle robię się malutka,zapadam się w sobie ze wstydu,z poniżenia,z rozpaczy.Robię się czerwona,głowę mi rozsadza z bólu,a oczy pieką od łez,które usilnie staram się zatrzymać.I chciałabym zniknąć,rozpłynąć w powietrzu,zapaść pod ziemię,stać się niewidzialna,cokolwiek.A zegar dalej tik-tak,tik-tak jakby głośniej,szybciej,mocniej,bardziej natarczywie.
Chwyciłam torbę i szybkim,ale cichym krokiem,udałam się do łazienki.Wydaje mi się,że nawet nikt nie zauważył,jak poszłam.Nikt nigdy mnie nie zauważa,chyba że chce mnie wyśmiać.Myję dłonie pod zimną wodą,patrzę to na nie (trzęsą się),to na swoje odbicie w lustrze (blade,smutne,ż a ł o s n e),a woda leci i leci i leci,a ja dalej czuję się brudna.Szkoda mi tej żałosnej dziewczyny z lustra.Jest słaba i przygnębiona,ale sama doprowadza się do tego stanu.Jest jedyną osobą,którą może winić za cokolwiek.Jest głupia.Naiwna.Nieodpowiedzialna.Trudno z nią porozmawiać.Trudno się zaprzyjaźnić.Leniwa.Bezużyteczna.Opryskliwa.Brzydka.
Zakręciłam wodę i zamknęłam się w jednej z kabin.Usiadłam na chłodnych kafelkach,odgarnęłam włosy do tyłu i zrobiłam jedną rzecz,która wychodzi mi d o b r z e.
Gdy wymiotuję,czuję jak oczyszczam nie tylko swój żołądek,ale i głowę.Myśli znikają,uspokajam się.Jest mi dobrze,czuję że robię słusznie,wiem że to krok bliżej idealnej figury.Jestem czysta w zupełnie inny sposób niż po kąpieli.Wkładam palce tak głęboko,aż zaczynam się dusić,a oczy łzawić.Chciałabym przestać,ale nie mogę.Może i Luke byłby zły,może i mama zawiodłaby się na mnie po raz kolejny.Tym właśnie jestem - jej największą życiową porażką.Ma idealną pracę,zwiedziła pół świata,jest piękna,pociąga mężczyzn,ma ogromny dom,drogie ubrania,szybkie samochody,jest lepsza niż niejeden facet,osiągnęła tak dużo i dalej się rozwija,ale jedna rzecz w życiu jej się nie udała.Wyobrażam sobie jak,któryś z jej znajomych z pracy pyta "Caroline,moja droga,zdradź nam co jest twoją dotychczasową największą porażką życiową",a ona uśmiecha się lekko i wskazuje na mnie "Przedstawiam wam moją córkę,Kelsey znana również jako chodząca porażka".Podświadomie wiem,że nigdy by tak nie zrobiła,jednak już zdążyłam sobie wyobrazić tą scenę.Nie mogę przestać,bo wiem,że mimo iż to nienajlepsze rozwiązanie to przynajmniej liczba na wadze będzie mniejsza,a to jedyne o czym marzę,więc wymiotuję dalej,aż leci ze mnie sama woda,a palce mam zakrwawione,tusz rozmazany.
-Kelsey?
Przestaję.Wstrzymuję oddech,boję się nawet mrugnąć."Idź sobie" rozkazuję w myślach, "idź" błagam.
Słyszę ciche westchnienie.
-Wiem,że tutaj jesteś,chociaż wolałabym się mylić-powiedział,a ja dalej,mimowolnie wstrzymywałam oddech.-Kurwa!-Krzyk odbił się od wykafelkowanych,obrzydliwych niebieskich ścian i odgłos,jakby ktoś kopnął w kosz na śmieci.-Tak kurewsko bardzo wolałbym się mylić!
Powoli wypuściłam powietrze.Nie mogłam stwierdzić czy jest zły,smutny,zawiedziony,poirytowany czy może wszystko naraz.
-Mów do mnie Kelsey-Głos jakby mu się załamał.-Odezwij się do cholery!-krzyknął ponownie,uderzając w drzwi mojej kabiny.
Wydałam z siebie stłumiony okrzyk,gdy drzwi zatrzęsły się.
-Co robisz w damskiej toalecie Luke?-spytałam,głosem zbyt piskliwym nawet jak na mnie.
Zaśmiał się cicho i gorzko.
-A ty Kels?Co robisz?
-Co dziewczyna może robić w toalecie?-spytałam sarkastycznie,poirytowana.
-Oj zdziwiłabyś się jak wiele można zrobić w toalecie.
Głos miał spokojniejszy,bardzo cichy,dochodzący z bliska przez co domyśliłam się,że siedzi oparty plecami o moją kabinę z drugiej strony.
-Wyjdź.
Jedno słowo,powiedziane niczym prośba jednak tak twardo,tonem nieznoszącym sprzeciwu,przez co bardziej przypominało rozkaz.Spuściłam wodę,wytarłam usta,ale nie ruszyłam się z miejsca.
-Wiesz Kelsey,chciałem cie zaprosić dzisiaj na obiad.A właściwie to-zawahał się na moment i zapadła przydługa,niezręczna cisza.-Moja mama chciałaby cie poznać i zaprasza cie na obiad.
-Twoja...mama?-szepczę.
-Mówiłem jej,że się przyjaźnimy,a jako że nie mam zbyt wielu przyjaciół-śmieje się chłodno,smutno-to była w takim szoku,że zapragnęła cie poznać.No więc ja...cóż,obiecałem jej,że dzisiaj wpadniesz.
-Luke ja...
-To by wiele znaczyło-przerwał mi.-Dla niej oczywiście-dodał szybko.
-Matkom się nie odmawia-myślę...nie,jednak mówię na głos,gdyż odpowiada:
-Dokładnie.
-Bardzo cie przepraszam,ale dzisiaj-zaczynam,ale on znów wchodzi mi w słowo.
-W tym wypadku nie ma żadnego "ale".Kelsey jesteś dzisiaj nadzwyczaj nieobecna,chodzisz przygnębiona,wyglądasz jakbyś toczyła walkę z własnymi myślami,do tego na myśl o ważeniu odcinasz się od świata,odcinasz od wszystkich,odcinasz się ode mnie-milknie.
A ja zastanawiam się,
tylko przez parę sekund,
jak
on
potrafi
mnie
tak
doskonale
rozgryźć.
Zupełnie jakbym była książką,a on ze zrozumieniem odczytywał mój tekst.Jakby potrafił przejrzeć mnie na wylot,odgadnąć o czym myślę tylko poprzez spojrzenie mi w oczy,wejść do mojej głowy,jakby...
-Nie chcę żebyś-zastanawia się,sekundę,minutę,rok,całe lata-nie chcę,żebyś  odcinała się ode mnie.
Coś we mnie pęka,nie wiem co i nie wiem czemu,ale tak się dzieje.Na zmianę czuję się spokojna i podenerwowana,wolna i uwięziona.Jakaś dziwna wolność,lekkość jest tak wszechogarniająca,że aż zaczyna mnie wszystko boleć.Milczałam,a on najwyraźniej oczekiwał na jakąś odpowiedź,ale nie mogłam się odezwać,zupełnie jakby ktoś zaszył mi usta. I chciało mi się płakać,wyć bo czułam szczęście i smutek,rozczarowanie i ulgę,poczucie winy i złość,żal,radość,czułam wszystko naraz i jednocześnie nie czułam niczego.
Prawda jest taka,że chciałabym odciąć się od Luke'a,ponieważ czuję jak niszczę mu życie,p o w i n n a m odciąć się od niego,ale tak naprawdę jestem cholerną,pieprzoną egoistką i zamiast myśleć o nim,myślę o swoim dobrze i o tym,że mimo,iż wiem,że muszę się od niego odciąć to nigdy tego nie zrobię bo za bardzo go potrzebuję,
za
bardzo
mi
zależy.
Chciałam coś powiedzieć,c o k o l w i e k,ale byłam pewna,że gdy tylko otworzę usta,rozpłaczę się,a to ostatnie czego potrzebowałam w tamtej chwili.
-Wiem,że ci ciężko-podjął po tej trwającej w nieskończoność ciszy- a ty wiesz,że staram się zrozumieć,pomóc ci.Robię co mogę,żeby cie ocalić i jednocześnie nie stracić.Staram się nie wywierać na tobie presji,nie zmuszać do jedzenia,milczeć gdy robisz to co przed chwilą,ale nie mogę ukryć tego,jak bardzo mnie-zamilknął na chwilę szukając odpowiednich słów-boli to,że robisz sobie taką krzywdę.Kelsey....kurwa!Chodzi o to,że nie powinno mnie to obchodzić,skoro i tak chcemy odebrać sobie życie,zakończyć to całe gówno raz a porządnie,powinienem mieć w dupie to,że wymiotujesz i głodzisz się skoro to już prawie koniec wszystkiego,ale jednak,cholera jasna,obchodzi.Udawałem,że nie zauważyłam jak się spięłaś po komunikacie dyrektora,ani jak zabłądziłaś gdzieś w swoich myślach,gdy szliśmy korytarzem.Chciałem udawać,że nie wiem gdzie jesteś,co robisz i dlaczego,gdy wyszedłem od pielęgniarki,a ciebie nie było na korytarzu.I wierz mi Kelsey,nie chciałem tutaj przychodzić,nie chciałem tej rozmowy,nie chciałem,żeby mi zależało,nie chciałem kurwa niczego.Ale jestem tutaj i czuję się żałosny jak nigdy wcześniej.
-Nie jesteś żałosny Luke-wymamrotałam,na co zaśmiał się gorzko.
-A jednak jestem.Myślałem,że mogę cie uratować.
-A nie pomyślałeś może,że ja nie chcę być uratowana? Że nie wierzę w głupie bajki,które rodzice czytają nam w dzieciństwie o pięknych księżniczkach i walecznych książętach,którzy przybywają im na ratunek i w to całe pieprzone "żyli długo i szczęśliwie"? Wiadomość z ostatniej chwili Luke: życie to nie bajka,nie jestem piękną księżniczką,a ty rycerzem w lśniącej zbroi! Gdzie twój zasrany koń,na którym odjedziemy w stronę zachodzącego słońca?!-krzyczałam poirytowana,ale on zaczął się śmiać.Tym razem szczerze rozbawiony.-Co jest?Z czego się śmiejesz?
-Moja urocza,nieświadoma tego co mówi Kelsey.Jeśli chcesz mogę ci pokazać mojego cholernego konia,obiecuję że będziesz pod wrażeniem.
-Ty cholerny zb...
-Poza tym-przerwał mi po raz nie wiem już który-w tych czasach dziewczyny nie czekają już na księcia z bajki.Teraz z opresji wyciąga je przystojny,nieco tajemniczy,zabawny,seksowny,uroczy chłopak,którego poznają przypadkiem.Serio co z tobą nie tak?Nie oglądasz filmów,nie czytasz książek?
-I ty niby jesteś tym perfekcyjnym chłopakiem?-spytałam,otwierając drzwi,które przypadkiem go uderzyły.
-To chyba oczywiste-uśmiechnął się szeroko,eksponując dołeczki.
-Wyjdź stąd-powiedziałam.
-Nie możesz mnie stąd wygonić.
-Mogę.To damska toaleta-powiedziałam pewnie,myjąc ręce i twarz.
-Chyba nie wiesz jak często w nich bywałem.
-Chyba nie chcę wiedzieć.
-Jak już mówiłem,w toalecie można zrobić naprawdę wiele-uśmiechnął się znacząco.
-Wynoś się!-krzyknęłam na co zaczął się śmiać.
-Nie tak nerwowo kochanie.Mam pewien pomysł.Ja nie będę prawił ci morałów ani czepiał o to co tutaj robiłaś,a ty w zamian przyjdziesz dzisiaj do mnie i zjemy obiad z moją mamą.
-Nie-odparłam bez sekundy zastanawiania.
-Ależ oczywiście,że tak.Wpadnę po ciebie po czwartej.Możesz się ładnie ubrać.Na przykład tą białą sukienkę,w której kiedyś przyszłaś do szkoły-uśmiechnął się jeszcze szerzej,podchodząc bliżej.-Wiesz,cholernie mi się w niej podobałaś.Biały to zdecydowanie twój kolor-nachylił się tak,aby mówić mi prosto do ucha-sprawiłabyś mi wielką przyjemność ubierając ją,a później na przykład demonstrując jak się ją zdejmuje.
Bałam się,że gdy go odepchnę zobaczy jak czerwona zrobiła się moja twarz.Dostałam gęsiej skórki mimo,że nie było chłodno.Właściwie było okropnie gorąco.Jego włosy łaskotały mój policzek,a oddech pieścił ucho i szyję."Odsuń się" krzyczałam,ale tylko w mojej głowie.
Na (nie)szczęście do toalety weszły trzy dziewczyny z młodszej klasy.Zatrzymały się,spoglądając na nas zaskoczone,ale i pełne zrozumienia.Odskoczyłam od Luke'a niczym poparzona ogniem,na co on znów wybuchnął śmiechem.
-Panie wybaczą-odezwał się do dziewczyn,kłaniając się lekko,uśmiechając szeroko,patrząc na każdą wystarczająco długo,aby się speszyły.-Właśnie wychodziłem.
Jedna z nich zachichotała,gdy minął je i opuścił damską toaletę.Nie chcąc z nimi zostać sam na sam w dość niezręcznej sytuacji,przewiesiłam torbę przez ramię i szybkim krokiem podążyłam za Blondynem.
Mam nadzieję,że nikt nie zauważył,jak razem wyszliśmy z toalety.Właściwie to oczywiste,że nie.Nikt nie zwraca na mnie uwagi.Wróciliśmy pod gabinet pielęgniarki,usiadłam na ławeczce i w kompletnej ciszy czekałam,aż wywołają moje nazwisko.Gdy w końcu ta chwila nadeszła,z przykrością doszło do mnie,że wchodzę zaraz po Hannie.To okropne jak ogromną różnicę między mną a nią będzie miała szkolna pielęgniarka.Hanna,piękna od głowy po same stopy,chuda jak patyk,gęste blond włosy,śniada cera,ładny biust.A potem wchodzę taka ja;niska,za gruba w każdym możliwym miejscu (poza biustem),blada,z ciemnymi,zniszczonymi włosami.
-Poczekam na ciebie-oznajmił Luke,gdy wstawałam z ogromną niechęcią.Nic nie odpowiedziałam.
Pielęgniarka jest młoda,a przynajmniej na młodą wygląda.Od razu rozumiem czemu chłopcy z taką chęcią idą do jej gabinetu nawet z najmniejszym zadraśnięciem.Jest chuda,jest piękna.Krótkie,jasne włosy ma zaczesane do tyłu,uśmiecha się do mnie szeroko,gdy zamykam za sobą drzwi.Myślę o tym jakie to niesprawiedliwe,że dorosłe kobiety,starsze,mające dzieci mają lepszą figurę niż niejedna nastolatka.Przytłaczające.
Pani Green - jak głosi jej plakietka - jest oszczędna w słowach,w zamian uśmiecha się zdecydowanie za dużo.Wydaje się miła,ale to tylko głupie pozory.Musi być miła,to część jej zawodu.Sprawdza ile mam wzrostu;jestem do niej niższa tylko o kilka centymetrów i nie mogę przestać się zastanawiać jak udało jej się zmierzyć Luke'a.Sprawdza mój wzrok,mierzy mi ciśnienie,po czym zapisuje wszystko w mojej karcie.A potem przychodzi moment,którego obawiałam się szczególnie.
-Zdejmij buty i stań na wadze-uśmiecha się lekko,wskazując na narzędzie tortur,drugą ręką dalej notując coś w moich papierach.Robię to co mówi,bo muszę.Żołądek podchodzi mi go gardła i wydaje mi się,że zaraz znowu będę wymiotować.Z trudem przełykam ślinę i czekam,aż pani Green do mnie podejdzie.Stara waga trochę skrzypi,gdy na nią wchodzę.
Gdy pielęgniarka w końcu podchodzi do mnie i zabiera się do roboty,znów pogrążam się w myślach.Zastanawiam się co ma teraz w głowie; czy porównuje moją wagę z wagą innych dziewczyn? Czy zastanawia się czemu nie przejdę na jakąś dietę,nie mając pojęcia,że już na niej jestem?Czy przypomina sobie ile ważyła będąc w moim wieku i przeraża ją o ile kilogramów mam więcej niż powinnam?Zastanawiam się czy inne dziewczyny też są nękane przez te okropne myśli,gdy tak stoją tutaj,na wadze,podczas gdy zupełnie obca osoba w duszy osądza ich masę.Zastanawiam się czy chłopcy też mają taki problem,czy nic ich to nie obchodzi?Zastanawiam się co zrobi Jade kiedy wróci do szkoły i będzie musiała stawić się u pielęgniarki,gdyż badania są obowiązkowe?Zastanawiam się czemu wszyscy nie możemy być albo chudzi,albo grubi; czemu każdy nie waży tyle samo? Tak byłoby o wiele łatwiej.Niby to cudowne,że każdy jest inny,że nikt nie wygląda tak samo bo przynajmniej świat nie jest nudny.Uważam wręcz odwrotnie,przez to,że każdy jest inny,ktoś zawsze będzie czuł się gorzej.
A potem już nie zastanawiam się nad niczym,przestaję myśleć,zamykam oczy i spadam,spadam i nie ma nikogo kto chwyci mnie za rękę i powstrzyma przed upadkiem.Jest mi duszno,niedobrze,kręci mi się w głowie i myślę,że zaraz się rozpłaczę,kiedy pielęgniarka mówi:
-Możesz ubrać buty i rozebrać się od pasa w dół.
Stałam przez chwilę nieruchomo,bojąc się nawet wypuścić powietrze."Oddychaj" nakazałam sobie.Waga znów skrzypnęła,gdy z niej schodziłam.Czy naprawdę jestem aż tak ciężka?Przez moment miałam ochotę sprawdzić co zostało wpisane do mojej karty,ale za bardzo się bałam,że nie zniosę cyfry,którą mam zobaczyć.Powoli,bez pośpiechu wiązałam buty,chcąc odwlec rozebranie się.
Gdy w końcu zdjęłam koszulkę było jakieś milion razy gorzej niż przypuszczałam.Czułam się naga,mimo że byłam ubrana do pasa.Czułam się upokorzona publicznie mimo,że poza pielęgniarką w gabinecie nie było nikogo innego.Pani Green przyjrzała mi się dokładnie,kazała mi zrobić kilka skłonów i dokładnie obejrzała mój kręgosłup.Przypomniało mi się jak byłam mała i gruba.Jak ludzie się ze mnie śmiali,a tata krzywo na mnie patrzał podczas obiadu.Przypomniałam sobie jak chodziłam na basen,jak uwielbiałam pływać i bawić się w wodzie z innymi dziećmi i pomyślałam,że już nigdy nie pójdę na basen,n i g d y, gdyż nie do zniesienia jest gdy stoję tak przed kimś nie zakrywając brzucha.Mam chore urojenia i gdy zamykam na moment oczy,niemal widzę scenę z najgorszego koszmaru: stoję na samym środku,otaczają mnie ludzie ze szkoły,a ja jestem w  samej bieliźnie,a oni się śmieją.Rechoczą jak ropuchy,rżą jak konie,zanoszą się śmiechem,są tak bardzo rozbawieni,że aż zaczyna ich boleć brzuch,a z kącików oczu lecą łzy.Hanna śmieje się najgłośniej.Jej śmiech jest tak idealny i melodyjny,że nie mogę go znieść,bolą mnie uszy,głowa ma mi pęknąć.A obok niej stoi Luke i on też się śmieje.Śmieje się ze mnie,z tego jak wyglądam,a gdy nasze spojrzenia się krzyżują,widzę w jego oczach tylko obrzydzenie.
-Możesz się ubrać-spokojny głos pani Green,wyrywa mnie z otępienia.
Pospiesznie,nieco niezdarnie zakładam bluzkę.Kobieta usiadła za biurko i ponownie coś notując,bardzo szybko bardzo niestarannie,powiedziała:
-Wszystko wydaje się w porządku.Słuch i wzrok bez zastrzeżeń.Rozwijasz się poprawnie.Ciśnienie nieco podwyższone,puls tak samo.Macie dzisiaj jakiś stresujący test?-spytała.
-Tak-skłamałam bez zawahania.Kiwnęła twierdząco głową,jakby to wszystko wyjaśniało.
-Waga doskonała do wzrostu,chociaż przyznaję,że ledwo.Jesteś na skraju niedowagi,więc powinnaś jeść nieco więcej lub przynajmniej starać się utrzymać obecną wagę.
Patrzałam na nią jak na idiotkę chyba przez ponad minutę.Czy ona sobie ze mnie żartowała?Czy to ją śmieszy? Nabija się ze mnie, łże, a może ma popsutą wagę?
-Możesz zawołać kolejną osobę-dodała,uśmiechając się promiennie,co odwzajemniłam,podziękowałam i z ulgą wyszłam.
-I co,było aż tak źle?-spytał Luke,podając mi torbę.
Na korytarzu było duszno,cholernie duszno.Nie mogłam oddychać.Nigdy nie miewałam ataków paniki i nie wiem jak to jest,ale w tamtym momencie czułam się jakbym jednego właśnie doświadczała.Korytarz,długi i szeroki, wydawał się taki malutki i ciasny.Dookoła mnie przepychali się ludzie,blokując wyjście.Rozejrzałam się dookoła,czując jak ściany zamykają się wokół mnie,są coraz bliżej,zaraz mnie zmiażdżą.Szumiało mi w uszach,czułam się jak pod wodą;chciałam zaczerpnąć powietrza ale nie mogłam,
nie
mogłam
o d d y c h a ć.
-Kelsey?
Minęłam go i pobiegłam w stronę drzwi,prowadzących na boisko szkolne.Gdy w końcu znalazłam się na otwartej przestrzeni nieco się uspokoiłam.Wzięłam głęboki wdech;powietrze było chłodne,rześkie,drażniło moje nozdrza,ale przynajmniej mogłam rozkoszować się oddychaniem.
-Hej-Luke stanął obok mnie-co tam się stało?Wszystko w porządku?
Chciałam mu powiedzieć,że nie,nic nie jest w porządku,że jest okropnie,że zaczynam wariować,że już nie daję sobie rady sama ze sobą,ale gdy otworzyłam usta,żadne słowo z nich nie wyszło.
Spojrzałam mu w oczy,błękitne jak ocean,w którym chciałabym się utopić.Szukałam w nich tego obrzydzenia,które sobie wyobraziłam u pielęgniarki,wstrętu,zniesmaczenia,odrazy.Ale widziałam tylko zmartwienie.
-Hej-powtórzył-nie rób już tego więcej,okay?
-Czego?-wykrztusiłam z siebie w końcu.
-Nie strasz mnie tak.
-Ja-zaczęłam,szukając słów-dusiłam się.Nie mogłam oddychać-tłumaczyłam.-Próbowałam,ale nie mogłam oddychać,nie mogłam nabrać powietrza i o Boże,nie mogłam,nie umiałam i-I zaczęłam płakać.
-Już dobrze-szepnął,przytulając mnie niepewnie,jakby nie wiedział czy go nie odepchnę,czy tego chcę,czy pamiętam że dalej jesteśmy w szkole.-Już możesz oddychać.Już wszystko jest dobrze.
A ja płakałam dalej,mocząc mu koszulkę bo wiedziałam,że wcale tak nie jest.Trzymałam w ręce materiał białej koszulki,nie przejmując się tym,że będzie pognieciona,trzymałam ją tak mocno,że aż mi krew odpłynęła z palców i cały nadgarstek zaczął boleć.Luke musiał czuć jak mocno się go przyczepiłam,ale nic nie powiedział,a ja dalej,nawet gdy już się uspokoiłam i przestałam płakać jak wariatka,trzymałam się go kurczowo,trzymałam bo bałam się,że zaraz znów zacznę spadać i może miałam małą,naiwną nadzieję,że on mnie chwyci,nie pozwalając upaść.

Lekcje dłużą mi się zawsze,ale dzisiaj były wyjątkowo nie do zniesienia.Postanowiłam odpuścić sobie ostatnią godzinę i powoli poszłam do domu.Gdy już byłam na mojej ulicy,zauważyłam samochód na podjeździe.Chciałam zawrócić,pójść gdzieś,gdziekolwiek,u c i e c,ale dokładnie w tym samym momencie mama wyszła z auta,zauważyła mnie,pomachała z uśmiechem i byłam zmuszona do niej podejść.Już gdy mnie przytulała,przypomniała,że czeka nas rozmowa,na której samą myśl robiło mi się słabo.Ten dzień był ciężki,był okropny,a miało być tylko gorzej.Żeby odwrócić jej uwagę i odłożyć tą cholerną pogadankę na później,ledwo weszłyśmy do domu,wypaliłam,że jestem zaproszona na obiad do Luke'a i muszę się przygotować. Tak naprawdę
a)nie miałam siły robić czegokolwiek
b)nie chciałam do niego iść
c)nie wiedziałam co ubrać
d)miałam okropne wyrzuty sumienia,że tak ją traktuję.
Jednak mama uśmiechnęła się tak szeroko,że jestem pewna,iż cała twarz musiała ją boleć.Była zachwycona i zdecydowanie bardziej podekscytowana niż ja.Zgaduję,że to dlatego bo
a)obiad=jedzenie=rozwiązanie moich problemów (jeśli naprawdę tak myśli to jest niestety bardziej naiwna niż myślałam)
b)ona naprawdę uwielbia Luke'a.
-Jesteście razem?Luke to taki dobry chłopak.I taki przystojny.Naprawdę okropnie się cieszę z tego powodu Kelsey!Tak długo nigdzie z nikim nie wychodziłaś.Powinnaś spiąć włosy,ładnie wyglądasz w kucyku.Musisz zrobić dobre wrażenie na jego rodzicach.Tylko nie wracaj za późno i pamiętaj o-zaczęła wyrzucać z siebie słowa jak z karabinu,nie mogłam za nią nadążyć.
-To tylko przyjaciel-powiedziałam,czując jak robię się czerwona co było OKROPNE.
-Oczywiście-machnęła lekceważąco ręką.-O której tam idziesz?-spytała.
-Przyjedzie po mnie o czwartej i...
-Boże Kelsey masz mniej niż dwie i pół godziny!Idź na górę,zrób coś z sobą!
-Ale...
-Chyba nie chcesz żeby na ciebie czekał,prawda?Nie masz wiele czasu,więc lepiej się pospiesz-powiedziała,niemal popychając mnie na górę.
To naprawdę strasznie niezręczne,kiedy twoja mama aż tak się zachwyca,gdy wychodzisz gdzieś z jakimś chłopakiem.
Z drugiej strony to nie jest jakiś chłopak,tylko Luke; Pan Perfekcja.
Z jeszcze innej strony ja nigdy nigdzie nie wychodzę,więc to może z tego powodu jest aż tak pozytywnie zaskoczona i podekscytowana.
Jak już pisałam,to żenujące.
Wzięłam prysznic,ogarnęłam włosy i dalej miałam półtorej godziny czasu.Zamknęłam się w pokoju,mówiąc,że muszę się wyszykować i,że dam sobie radę sama,tylko dlatego,aby unikać mamy.W rzeczywistości usiadłam na łóżku i nudziłam się trochę opisując dzisiejszy dzień,trochę myśląc co ubrać.Koniec końców zdecydowałam się na tą białą sukienkę,ale tylko dlatego,że Luke jest dla mnie tak cholernie miły,wyrozumiały i w ogóle,a ja przez cały ten czas jestem dla niego jednym,wielkim rozczarowaniem.Nałożyłam na nią czarną kurtkę,mimo że na dworze jest ciepło.Przynajmniej nie wydaje się aż tak przylegająca do ciała.
Zeszłam na dół,gdy rozległ się dzwonek do drzwi.Mama oczywiście była szybsza i nim zdążyłam zejść ze schodów ona była pogrążona już w żywej konwersacji z Hemmings'em.Spojrzał na mnie znad ramienia mamy i uśmiechnął się szeroko,przyglądając mi się od góry do dołu.Skupiłam wzrok na butach,aby nie zauważył mojego zażenowania.Boże,to moja najgorsza sukienka.
-Dobrze,nie zatrzymuję już was dłużej-oświadczyła w końcu mama.-Bawcie się dobrze,przypilnuj Luke aby zjadła wszystko.
-Oczywiście Caroline.
O.Mój.Boże. Od kiedy jest na "ty" z moją mamą?!?!
-Odwieź ją przed jedenastą i jeszcze jedno Luke...
-Mamo!-weszłam jej w słowo,podchodząc do drzwi.-Idziemy na obiad do jego mamy,nie do klubu nocnego na grupową orgię.
Mama spojrzała na Hemmings'a,lekko unosząc brew.Blondyn wzruszył obojętnie ramionami.
-Przynajmniej nie dzisiaj-powiedział-kto wie gdzie zabiorę ją na drugą randkę.
O mało się nie potknęłam,wychodząc.Randkę?Kto tutaj mówił o randce?! Zrobiło mi się słabo i już chciałam zacząć zaprzeczać,kiedy Luke pospiesznie pożegnał się z moją mamą i zamknął za nami drzwi.Otworzył przede mną drzwi pasażera,po czym sam udał się na miejsce kierowcy.
-Zabiję cie-oświadczyłam,gdy zapinał pasy.-Jak mogłeś powiedzieć,że to randka?!Przecież ona teraz nie da mi spokoju-wyjęczałam.
Spojrzałam przez okno i zauważyłam mamę,stojącą przy drzwiach.Machała nam,uśmiechając się.
-Założyłaś sukienkę-powiedział,kompletnie ignorując moje słowa.Jego usta znalazły się przy moim uchu.Nie mam pojęcia,kiedy tak się przysunął.-To zdecydowanie moja ulubiona sukienka-powiedział...nie,to bardziej przypominało pomruk.To ten rodzaj tonu,na którego dźwięk dostajesz gęsiej skórki,robi ci się gorąco i czujesz się obnażona,nawet jeśli siedzisz w ciepłej kurtce.
Luke odsunął głowę trochę na lewo,uśmiechnął się promiennie i pomachał mamie.Gdy już rozsiadł się wygodnie na swoim siedzeniu,puszczając mi oczko,w końcu ruszyliśmy.
Droga była krótka,spędzona w ciszy.Nie chciałam jechać na tą kolację,nie chciałam żeby Luke zaprzyjaźniał się z moją mamą,nie chciałam aby ona myślała,że coś jest między nami.Bo nie ma.
-Moja mama jest bardzo podekscytowana-powiedział,gdy wysiadaliśmy.
-Pewnie nasze mamy świetnie by się dogadały.
-Twoja mama przy mojej,wydaje się nieporuszona tym obiadem.
Gdy to powiedział,pierwszy raz poczułam się zestresowana co było głupie z mojej strony.Niby czemu ma mi zależeć na wywarciu dobrego wrażenia na jego mamie?
-Nie przejmuj się-zaczął,jakby czytając w moich myślach-wytłumaczyłem jej,że to tylko obiad i,że jesteś tylko przyjaciółką.
Otworzył drzwi i weszliśmy do środka.
-Mamo!Już jesteśmy!
Z kuchni wybiegła niewysoka kobieta,o włosach nieco ciemniejszych niż Luke i równie niebieskich oczach.
-Tak bardzo się cieszę,że w końcu mogę cie poznać!-wykrzyczała,przytulając mnie mocno.
Spojrzałam pytająco na Luka,ponad jej ramieniem,ale on tylko wzruszył ramionami.Też się uśmiechał,więc było dobrze.Objęłam ją lekko,zastanawiając się kiedy ostatnio własny ojciec tak mnie przytulał.Chyba nigdy.
-O mój Boże,jesteś taka śliczna!Jest taka śliczna-zwróciła się do Luka.
-Wiem-odparł.
-Bardzo ładna.Proszę złotko,mów mi Bianca.Mój syn zawsze miał dobry gust,zapewne po swoim ojcu-zaśmiałyśmy się.-Luke prosił mnie,żebym nie zrobiła mu wstydu.Obiecałam,że nie zrobię,że będą sobą,a on na to,że o tym właśnie mówi.Postanowiłam go zignorować i dalej tak się ekscytować,ponieważ jak pewnie wiesz,Luke nikogo nie zaprasza do nas poza Ashton'em.A dziewczyny to chyba nigdy z nim nie widziałam,a teraz moja nadzieja na wnuki powróciła!Zaczynałam już myśleć,że jest...
-Mamo-Luke wszedł jej w słowo-chyba coś się pali.
Bianca przeprosiła mnie, i krzycząc "o mój Boże",pobiegła do kuchni.Luke odetchnął jakby z ulgą i uśmiechnął się do mnie przepraszająco.
-Taka już jest-powiedział.
-Cudowna.Naprawdę-zapewniłam.-Już ją uwielbiam.
Wydaje mi się,że ucieszył się z mojej odpowiedzi,tak jakby zależało mu na tym abyśmy się polubiły.Gestem zaprosił mnie do salonu.Usiedliśmy przy stole,kiedy Luke zawołał:
-Potrzebujesz pomocy?!
-Nie,wszystko w porządku!-odkrzyknęła.
Parę minut później postawiła przed nami talerze z czymś czego nie jestem w stanie dokładnie zidentyfikować.Odkroiłam kawałek jakiegoś mięsa i naprawdę nie wiem jak to zrobiła,że z zewnątrz było spalone,a w środku nadal surowe.Zdecydowałam się na ciapkę,która może była ziemniakami,może makaronem,a może ryżem.Nie smakowała najlepiej,właściwie smakowała okropnie,ale Bianca patrzała na mnie wyczekująco,a ten szczery uśmiech nie schodził jej z twarzy,więc szybko przełknęłam i powiedziałam:
-Przepyszne.
W tym samym momencie Luke włożył do ust całą łyżkę papki,skrzywił się,sięgnął po chusteczkę i wypluł w nią to co miał w ustach.
-Raz w życiu zapraszam dziewczynę na obiad,a ty chcesz ją otruć-powiedział,uśmiechając się słabo.Bianca również spróbowała swojego dania i również je wypluła.
-Boże drogi Kelsey,nie musiałaś być miła!Dziecko drogie przecież mogłaś się tym otruć!Luke wyrzuć to świństwo!
-Amen-powiedział,zabierając nasze talerze.-Najgorszemu wrogowi bym tego nie podał-dodał.
-I co teraz?-spytała syna.
-Chińszczyzna?-zaproponował.
-Chińszczyzna.
Zniknęła z telefonem w kuchni,podczas gdy Luke wytłumaczył mi jak okropną kucharką jest jego mama,opowiedział,że głównie jedzą obiady kupione na wynos lub takie,które wystarczy podgrzać w mikrofalówce.Po mniej niż dwudziestu minutach przyjechał dostawca,z którym Bianca była już na "ty".Najwyraźniej często przywozi tu obiady.Zjadłam wszystko mimo,że w połowie już nie dawałam rady.Zjadłam nie dlatego bo byłam głodna,nie dlatego bo mama tak chciała,nie dlatego żeby zadowolić Luke'a.Zjadłam bo nie chciałam sprawiać Biance przykrości,zjadłam bo chciałam zrobić na niej dobre wrażenie bo nie wiedzieć czemu chciałam żeby mnie lubiła.Podczas posiłku prowadziliśmy luźną rozmowę,pytała o rodziców,szkołę,przyjaciół,jednak głównie to ona mówiła.Straszna z niej gaduła,ale uważam,że to cudowne.Potem zadzwoniła jej komórka,przeprosiła nas,tłumacząc że to znajomy z pracy i że musi odebrać,na co Luke tylko przewrócił oczami.
-Pokarz jej swój pokój-powiedziała,wychodząc z salonu z telefonem przy uchu.
Zrobiło mi się trochę przykro,bo już byłam w jego pokoju,byłam w tym domu,w tej kuchni i w tym salonie,ale ona o tym nie miała pojęcia,czułam się jakbym ją oszukiwała,mimo że tak nie było.Kazałam Luke'owi zostawić otwarte drzwi,żeby nie wyglądało to głupio,no co zaśmiał się szczerze rozbawiony.Nie zamknął ich jednak.
-Więc-zaczął-założyłaś sukienkę tak jak prosiłem.Czy teraz jest ten moment,kiedy przechodzimy do tego,kiedy ją z ciebie zdejmuję?
-Nie-zaprzeczyłam-teraz jest ten moment kiedy nazywam cie idiotą.
-To mój drugi ulubiony moment.Pierwszy to jednak ten z rozbieraniem-wyszczerzył się.
-Idiota-stwierdziłam.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy;on na łóżku,ja na parapecie,po czym powiedział zmieniając ton na poważny:
-Dzisiaj w szkole,po tym jak wyszłaś od pielęgniarki-zawahał się na moment,szukając odpowiednich słów-pierwszy raz tak na mnie spojrzałaś i ja...nie rób już tego Kels,proszę.Nie patrz na mnie w ten sposób.
-W jaki sposób?-spytałam.
-Nie wiem.Z odrazą.Jakbyś się na mnie zawiodła,jakbym cie zranił.Czy zrobiłem coś złego?-spytał.
-Nie,nie-zaprzeczyłam od razu.-Oczywiście,że nie.
-Bo widzisz,ja...
-Przepraszam,że wam przeszkadzam-przerwała mu Bianca,stając w drzwiach-ale skończyłam rozmawiać i pomyślałam,że wrócimy do salonu,zrobię kawę i pogadamy sobie jeszcze trochę-uśmiechnęła się niepewnie.
-Tak szybko skończyłaś?-zdziwił się Luke.
-Luke,praca nie jest ważniejsza od rodziny-powiedziała to jedno cholerne zdanie,o którym marzyłam,usłyszeć od mojej mamy.
-Zaraz przyjdziemy-obiecał.
Gdy wyszła,uśmiechnął się do mnie szeroko.
-Co?-spytałam.Przyjrzał mi się dokładnie od góry do dołu,przyglądał mi się tak intensywnie i otwarcie,że znów zrobiło mi się głupio i znów mimo ubrania,czułam się naga.-No co?-spytałam znowu.
Wstał i podszedł do mnie.Pokiwał przecząco głową,cały czas się uśmiechając.Chwycił jeden niesforny kosmyk moich włosów,owinął go sobie wokół palca,tak samo jak zrobił to ze mną.Puścił go i odgarnął za ucho.
-Nic-powiedział,zabrał rękę i poszedł w stronę drzwi.Przed wyjściem z pokoju zatrzymał się jeszcze,odwrócił w moją stronę i jak gdyby nigdy nic oznajmił:-Po prostu naprawdę jesteś piękna.
I wyszedł,a ja rozkoszowałam się przez chwilę tymi słowami."Jesteś piękna" powiedział i było to najpiękniejsze kłamstwo jakie kiedykolwiek usłyszałam.





______________________________________________________________________
Hej aniołki ♥ 
Cholernie długo mnie tutaj nie było,tak wiem i bardzo,bardzo, b a r d z o przepraszam.Nie będę się tłumaczyła bo i tak nikogo nie interesują ciągłe wymówki.W dwóch słowach : brak czasu. To chyba każda z was jest w stanie zrozumieć.
Aczkolwiek: -nie,nie umarłam
-nie,nie skończyłam/zawiesiłam bloga
Dalej będę pisać,aż do samego końca tej historii.Po prostu rozdziały będą pojawiały się rzadko,nie wiem jak bardzo,ale rzadko.Postaram się dodawać przynajmniej raz w miesiącu,ale musicie mi wierzyć na słowo,że blog jest ostatnim na co mam czas. Jednak postaram się was nie zawieść.

Tak naprawdę nie wiem czy ktoś tu w ogóle jeszcze zagląda i czyta. Dlatego jeśli dalej tutaj ze mną jesteś aniołku,daj znać w komentarzu ♥ Wystarczy jedno zdanie,jedno słowo.Chcę tylko wiedzieć czy mam dla kogo jeszcze pisać i czy jest w ogóle sens aby ciągnąc tą historię. Dlatego ślicznie proszę o komentarz.Dziękuję!♥

Ogólnie rozdział jest długi w cholerę i chyba nie najgorszy.Lol,wyszłam z wprawy (tzn.nigdy jej nie miałam,ale teraz jest jeszcze gorzej xd). W kolejnych trochę się będzie działo,a przynajmniej będzie duuużo Lesly moments.

Nie przedłużając już,chcę wam jeszcze życzyć zdrowych i wesołych Świąt! Spędźcie miło ten dzień,w rodzinnym gronie,nie przejmujcie się niczym przynajmniej przez te 24 godziny.Odpocznijcie,cieszcie się i doceńcie te wszystkie małe rzeczy,które tworzą ten cudowny,świąteczny nastrój.Nie pijcie za dużo,bo w święta nie wypada,najedzcie się rybą bo jest w miarę zdrowa,a potem opychajcie się do woli piernikami bo w święta kalorii się nie liczy.Później zobaczcie sobie Kevin'a albo Pretty Woman bo Julia Roberts jest naprawdę cudowna.Poczujcie się przez chwilę błogo szczęśliwe ♥ 

Jakby ktoś chciał to tutaj jest mój świąteczny jednopart z sosami,który napisałam w tamtym roku.Jeśli wtedy go nie czytaliście,albo chcecie do niego wrócić chociaż wątpię to klikajcie TUTAJ.

Jeszcze raz wesołych Świąt aniołki!♥
Dziękuję za to,że jesteście ♥

24 komentarze:

  1. Oooooo w końcu :) Ja czytam i sprawdzałam kiedyś czesto, później rzadziej czy coś dodałaś, ale to nie ważne... Chciałabym doczytać tę historię do ostatniego słowa, więc mam nadzieję, że nie przerwiesz. Wesołych Świąt również !

    OdpowiedzUsuń
  2. jakie słodkie awwww uwielbiam ich razem ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Co jakiś czas sprawdzałam z nie dodajesz czegoś nowego. Jak włączyłam go teraz to odrazu cofnełam, a potem takie "chwila! Coś było" i włączyłam jeszcze raz. :D
    Rozdział świetny. Już nie mogę się doczekać następnego, ale rozumiem Cię.
    Ile przewidujesz rozdziałów? Piszesz cudownie, ale ja czekam na jakiś pocałunek. Taki romantyczny. <3 <3
    Życzę weny i więcej wolnego czasu. :*
    Amita <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział jest naprawdę cudowny, a mama Luke'a jest najwspanialszą osobą na świecie i sama chciałabym taką mieć :') Poza tym doskonale rozumiem Luke'a i Kels, bo sama mam przyjaciela, którego moja mama uważa za mojego chłopaka. To potrafi być naprawdę frustrujące.
    I wcale nie wyszłaś z wprawy, a rozdział nie jest za długi. Jest idealny. I wierz mi, zaglądałam tu prawie codziennie, czekając na kolejny rozdział, a kiedy tylko zobaczyłam, że ten się pojawił to niemalże zaczęłam krzyczeć ze szczęścia. To jest prawdopodobnie najlepsze ff jakie kiedykolwiek czytałam i mam zamiar zostać tu do końca, nieważne, jak często będziesz publikować <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Nadal jestem. Nadal tęsknię. I nic innego nie moge powiedziec jak tylko to ze rozdzial jak zwykle cudowny.
    Luke on point
    Mama Luka on point
    Kels nie tak on point jak bym chciała no ale co sie bede wtrącać...
    Powodzenia na nowy rok. Życzę ci samych dobrych i szczęśliwych chwil z kimkolwiek sobie zyczysz je spedzac Jess.
    Weny i czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jess Myszeczko Najdroższa jestem i zawsze będę! Z ogromną niecierpliwością, ale wytrwale czekam na każdy rozdział gdyż wszystko Twojego autorstwa jest genialne, cudowne, wspaniałe, świetne i jeszcze duuuuuuużo innych epitetów opiewających Twoje arcydzieła by się znalazło! Oczywiście rozdział 29 nie odstaje od pozostałych! Opisy genialne, oddające nastrój każdej sytuacji! W pełni utożsamiałam się z osobą Kelsey w gabinecie pielęgniarki... Niestety ja nie usłyszałam słów o niedowadze, no ale mniejsza o to... Nie wszyscy mogą być piękni i szczupli... A okienko do pisania komentarzy nie jeste odpowiednim miejscem do wyciągania osobistych problemów i żali... I'm so sorry Jess :* Kochany Luke!!! A jego mama jeszcze bardziej... I tak bardzo się starała z tym obiadem... I Kels, która chciała być miła i była w stanie zjeść ten ochydny obiad czy tam kolację :D , a później zmusiła się do zjedzenia całej chińszczyzny.... No i na końcu przesłodki Blondyn mówiący jej, że jest piękna... KOOOOOOOOOOCHAM!!! <3 Już czekam na kolejny post choćby się miał pojawić w przyszłym roku :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej, chce tylko dać znak, że czytam i uwielbiam Twoje opowiadanie. Nie przejmuj się brakiem czasu, ważne, że o nas nie zapomniałaś i dodajesz nowe rozdziały, które, z całą szczerością muszę przyznać, czytam po kilka razy. Mam Cię nawet w obserwowanych, ale teraz nie jestem zalogowana i muszę dodawać z anonima. To tylko krótki komentarz, czekam na następny rozdział i życzę dużo weny (Lesly moments!)

    OdpowiedzUsuń
  8. O Boże! Kocham cie! Wreszcie dodałaś! Yay! sprawdzałam to ff raz na tydzień, raz na dwa tygodnie... I wresscie się doczekałam <3
    Ja nadal czytam, podejrzewam, że jest jeszcze dużo osób, które czytają i nie komentują, np. moja przyjaciółka, albo ja sama nie komentuję, chyba, że od czasu, do czasu coś po sobie zostawię... Ale hej! Czytam przecież, a potem w szkole szczegółowo omawiam to z wyżej wspomnianą przyjaciółką. Od dawna czytamy to ff i uwielbiamy je! Piszę to również w imieniu przyjaciółki (która narazie nie jest tego zbyt świadoma) ;)
    Weny, pozdrawiam(y)!!
    <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak bardzo ciesze sie ze wróciłaś 😭😍

    OdpowiedzUsuń
  10. jeju, chce takiego Luke'a ...

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten rozdział był genialny :) jestem bardzo ciekawa co chciał powiedzieć Luke... i nie mogę się doczekać następnego rozdziału <3
    Pozdrawiam
    /A

    OdpowiedzUsuń
  12. Rozdział super
    Nie mogłam się doczekać aż coś napiszesz
    Mam nadzieję że już nas nie zostawisz na tak długo

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie mogę się doczekajć kolejnego rozdziału! Twoje opowiadanie strasznie wciąga <3
    Ja dopiero zaczynam i chętnie poznam Waszą opinię :)
    http://w.tt/1nD7YPM
    Zapraszam w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Postanowiłam napisać komentarz tutaj, bo może tego nie zignorujesz. Chodzi mi o Twoje drugie, a raczej pierwsze opowiadanie. Rozumiem, że nie masz za dużo czasu, ale tam został jeden rozdział do napisania. Chodzi tylko o zakończenie, a ty od roku nic tam nie dodajesz. Bardzo się na tobie zawiodłam. Mam nadzieje, że przynajmniej to opowiadanie zakończysz i nie zostawisz swoich czytelników nienasyconych.

    OdpowiedzUsuń
  15. Liczę na kolejny rozdział ;(

    OdpowiedzUsuń
  16. Proszę ����

    OdpowiedzUsuń
  17. na pewno będę kontynuowała to ff i możesz być pewna,że pojawi się kolejny rozdział tylko naprawdę nie mam pojęcia kiedy. postaram się jak najszybciej coś napisać

    OdpowiedzUsuń
  18. Kochana jesteś ♡

    OdpowiedzUsuń
  19. Buagam dodaj rozdział ;-;

    OdpowiedzUsuń
  20. Hejka :)
    Wiem, że napisałaś, że następny rozdział na pewno się pojawi i wierzę, że tak będzie, ale na wszelki wypadek napiszę ci, że wciąż tu jestem i czekam. Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie w porządku, życzę weny i nie mogę się doczekać aż tu wrócisz :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nieee! Błagam o następny rozdział! Zrobię wszystko, byle tylko się pojawił!!!

    OdpowiedzUsuń
  22. Still waiting. :(

    OdpowiedzUsuń
  23. Heeej miś,czekamy na rozdział,to opowiadanie jest mega ;*

    OdpowiedzUsuń